środa, 8 lipca 2015

Przyszła wojna z Rosją

Zacznijmy od celów. Sądząc po licznych wypowiedziach doradców prezydenta Putina (m.inn. głównego ideologa Kremla, Dugina), jak i samego Putina, można przyjąć że pierwszoplanowym celem Rosji jest odzyskanie kontroli na obszarze byłego ZSSR.

Następnym celem Rosji jest podporządkowanie sobie byłej strefy wpływów ZSSR, w tym Polski tak jak to było za czasów PRL, z możliwością stacjonowania wojsk rosyjskich. Przy tym, ze względu na słabość instytucji państwowych zwłaszcza służb specjalnych w byłych krajach komunistycznych, oba te cele mogą być realizowane równolegle.

W cieniu wojny na Ukrainie Kreml bezkarnie bierze Gruzję po kawałku. Po Abchazji przyszła pora na Osetię Południową. 
- zob.: http://kresy24.pl/64271/nie-tylko-ukraina-rosja-anektuje-kolejne-gruzinskie-terytoria-potem-cala-gruzje/


Jak mógłby wyglądać konflikt Polski z Rosją?

- Rozejrzyjcie się wokół - właśnie tak, możnaby powiedzieć. Postępując zgodnie z teorią pięciu pierścieni płk. Wardena, Rosja uderzyłaby w najwrażliwszy punkt, w samo centrum systemu obronnego Polski aby je zdestabilizować i przejąć kontrolę. Gdyby kastrofa w Smoleńsku nie nastąpiła, trzeba by ją wymyślić.

Pięć kręgów teorii Wardena (źródło: PWL).

Jednak takie wytłumaczenie nas nie zadowala. Zresztą zajmujemy się tu konfliktem zbrojnym a nie samymi działaniami służb specjalnych. Postępując zgodnie z teorią Wardena, i z lekcjami historii, Rosja niekoniecznie musi poprzestać na przejęciu państwa przez agentów. Agenci są czymś nietrwałym, mogą zostać obaleni. Potrzeba więc działań które by utrwaliły na długo osiągnięty stan. Działań bedących logiczną kontynuacją już zapoczątkowanych. Osiągnięty nietrwały stan trzeba przekuć w zwycięstwo które utwali się w świadomości nowych poddanych tak, że ich własna armia będzie go strzec. Będzie to tym łatwiejsze że na czele rządu mamy swoich ludzi. Trzeba więc wykorzystać tę ulotną chwilę i dokonać spektakularnego zwycięstwa. Takie mogą być tory myślenia naszych potencjalnych przeciwników.

Aby utrzymać się w temacie tego wpisu, musimy założyć że nie cała władza znajduje się jeszcze w rękach agentów Rosji, część przywództwa politycznego i część armii nadal jest lojalna wobec narodu. Polityczny lump Donald T. dopiero teraz z przerażeniem odkrył do czego doprowadziły jego działania i postanowił bronić własnej skóry. W tym celu wymyślił chwytliwe hasło "polskich kłów". Lub: naleciałości historyczne i mentalność społeczeństwa wykluczają otwartą zmianę sojuszy i rezygnację z suwerenności na rzecz Moskwy. Zresztą nowy suweren - UE może sobie tego nie życzyć i to jest większy problem niż dobre chęci rządu w Warszawie.

Około 2020 roku, Rosja na skutek rewolucji łupkowej w Europie i świecie, straci swą pozycję najważnieszego eksportera surowców energetycznych. To nic, że sama również posiada duże zasoby gazu i ropy łupkowej. Po prostu inaczej niż dotąd, inni też je posiadają i wkrótce zaczną wydobywać. Trzeba więc wykorzystać ten czas i poszerzyć granice strefy wpływów możliwie jak najbardziej aby opóźnić nadejście tego momentu lub, jeśli to możliwe, zablokować całkowicie.

Mamy więc z grubsza zarysowane tło potencjalnego konfliktu i jego przyczynę. Ustaliliśmy że Rosja chce doprowadzić do podboju przynajmniej części terytorium Polski i utworzyć nowe państwo nad Wisłą ("Wislandię";), przyjazne i spolegliwe wobec władz na Kremlu.

Jak Rosja może osiągnąć ten cel? 

- Wydaje się że Rosja na całym obszarze postsowieckim i postkomunistycznym przyjęła sposób mieszany, pokojowo-wojenny. Tam gdzie może, robi to sposobami pokojowymi, wpływem służb wywiadowczych, szantażem energetycznym, działaniami handlowymi wykupem kluczowych przedsiębiorstw, działaniami dyplomacji. Robi to także w Polsce.

Tam gdzie może, robi to również metodami wojennymi (na przykład w 2008 roku w Gruzji). Przy czym zakrojony na szeroką skalę plan modernizacji armii pozwala stwierdzić że metody wojenne uznawane są na Kremlu za perspektywiczne i będą odgrywały coraz większą rolę.

Na razie Polacy ćwiczą wyłącznie obronę w konfliktach lokalnych.

Na razie, z powodu ograniczonych możliwości swoich sił konwencjonalnych oraz (wciąż jeszcze) dużej siły NATO, widać że przyjęli strategię szakala - krążyć w pobliżu lwa i korzystać gdy się nadarzy okazja, kradnąc małe kąski. Przygotowują się do aktywnej roli w konfliktach lokalnych a gdyby konflikt lokalny przekształcił się w wojnę na dużą skalę, w takiej sytuacji na razie planują ograniczenie się do obrony. Jednak w miarę modernizacji armii liczyć się trzeba że armia rosyjska z szakala zmieni się w hienę - zdolną do samodzielnych polowań na większe ofiary.

Nas interesują przede wszystkim właśnie konflikty na większą skalę, jako niosące najbardziej daleko idące konsekwencje dla państwa i społeczeństwa. Dlatego kolejnym punktem który musimy rozważyć jest w jaki sposób Rosja może dokonać agresji na Polskę. br /> Możliwości wojenne Rosji, pomijając broń masowego rażenia (bo jeśli chodzi o broń jądrową, to Rosja jest na 1 miejscu w świecie) są następujące: 10 armii ogólnowojskowych plus armia powietrzno-desantowa. Około 2500 - 3000 czołgów w linii, 4000 w rezerwie i około 7000 na składach w różnym stanie technicznym.

Biorąc pod uwagę klasyczną przewagę wymaganą do osiągnięcia sukcesu wynoszącą 2:1, Rosja może z zaskoczenia napaść na kraj posiadający nie więcej niż 1500 czołgów. Polska mieści się w tym przedziale posiadając niecałe 700 czołgów w linii. Łatwo zauważyć że aby nas pokonać Rosja nie musi angażować nawet całego swojego potencjału sił konwencjonalnych. Prawdopodobnie wystarczyłoby jej 1400 czołgów, czyli około połowy tego co posiada w jednostkach pierwszorzutowych (tu warto zauważyć że, według planu modernizacji, Rosja osiągnie poziom 1/2 uzbrojenia nowoczesnego ok. 2017 roku, zapamiętajcie tę datę).

Oznacza to = ok. 25-30 brygad zmechanizowanych i pancernych czyli 4-6 armii. Zakładając że 1 lub 2 z tych armii mogą być białoruskie, wystarczą Rosji te armie które posiada w Europie. Jest to ważne gdyż umożliwia przeprowadzenie wojny z Polską  bez przegrupowania dużych sił z Azji i Dalekiego Wschodu, co mogłoby zostać odczytane jako zakłócenie równowagi w skali globalnej. A tak, Rosja może nazwać tę wojne konfliktem lokalnym.

4-6 armii oznacza że na każdą z naszych dywizji uderzy 2 armie rosyjskie, przeciwko każdej naszej brygadzie będzie działać średnio równowartość 3-4 brygad przeciwnika. W praktyce nasz batalion będzie musiał walczyć co najmniej z 1-2 brygadami przeciwnika, czyli z 4-8 batalionami, każda kompania bedzie musiała walczyć co najmniej z 4-26 kompaniami przeciwnika! Tak więc wojska rosyjskie będą posiadać przytłaczajacą przewagę, nawet 18 do jednego! Przy takiej przewadze przeciwnika nie może być mowy o obronie, pozostają działania opóźniające i wycofanie.

Polska zamiast skorzystać z redukcji armii sąsiadów, dla wyrównania potencjałów, rozbrajała się w jeszcze szybszym tempie. Dziś podejmując niewielki wysiłek finansowy rzędu 2,5% PKB rocznie, bylibyśmy w stanie zbudować armię zdolną do samodzielnej obrony kraju.

Możliwość szybkiego zbudowania odpowiedniej przewagi na granicy z Polską Rosja posiada ogromne. W czasie niedawnych ćwiczeń we Wschodnim OW udało się osiągnąć prędkość przegrupowania wojsk transportem kolejowym rzędu 1000 km na dobę, przy normie 650 km/dobę. Oznacza to że Rosja może przegrupować wojska spod Uralu nad Bug w czasie 2-3 dni! Tymczasem jak się niedawno okazało dzięki ujawnionym depeszom przez wikileaks, przy włączeniu krajów bałtyckich do natowskiego planu wzmocnienia, Polska przyznała że do przeprowadzenia szybkiego rozmieszczenia wojsk w celu osłony krajów bałtyckich, potrzebuje więcej niż jeden miesiąc (i to w sprzyjających okolicznościach) a do osiągnięcia pełnej gotowości do działania - nasze wojska potrzebują sześciu miesięcy!

Czy da się przewidzieć na miesiąc do przodu decyzje dowództwa rosyjskiego? 

Oczywiście nie, jak pokazały tegoroczne "niezapowiedziane sprawdziany gotowości" Kreml może zdecydować się uruchomić siłę zdolną zaatakować Polskę w ciągu kilku godzin (w sprawdzianie we Wschodnim Okręgu Wojskowym zostało uruchomionych 5 armii) a więc - wieczorem Putin podejmował decyzję, rano wojska wychodziły z koszar (jednostki desantowe szybciej).

W tym czasie nasi "zawodowcy" zdołaliby być może wyprowadzić część sprzętu spod uderzenia lotnictwa ale niestety część jednostek jest skadrowana i zanim doszłoby do ich pełnego ukompletowania, wojska rosyjskie już przekroczyłyby granicę. A gdzie jeszcze przegrupowanie wojsk znad Odry (gdzie w dalszym ciągu stoi gros naszych najwartościowszych jednostek)? Na to potrzeba co najmniej kolejnej doby.

 
W rzeczywistości czasy są prawdopodobnie znacznie dłuższe (źródło: PWL).

Jednak przecież nie wszystkie wojska rosyjskie w Europie stacjonują pod Uralem. Większość z nich, tych najlepszych, jest o połowę bliżej - pod Moskwą lub na zachód od Moskwy. Aby przegrupować stamtąd wojska na granicę z Polską, powiedzmy w rejon Grodna lub Brześcia, Rosja potrzebuje tylko dobę. Przy czym dzisiejsze wojska nie potrzebują koncentracji żeby rozpocząć uderzenie - mogą to zrobić przez podejście z głębi.

Tak więc mamy dobę, może półtorej doby żeby przygotować obronę. Niestety to za mało, gdyż (co za pech!) "rząd" Donalda Tuska praktycznie ogołocił "ścianę wschodnią" z wojska, w zemście za niewłaściwe głosowanie tamtejszych mieszkańców, którzy tradycyjnie głosują na prawicę. Wcześniej pomiędzy Warszawą a Brześciem była 1 Brygada Pancerna, w Białymstoku i Siedlcach były bataliony Obrony Terytorialnej, w Lublinie 3 Brygada Zmechanizowana. Obecnie pomiędzy Warszawą a Brześciem pozostał tylko jeden batalion ogólnowojskowy dyslokowany w Wesołej - praktycznie na przedmieściach Stolicy. Na całym ponad 300 kilometrowym "froncie", od Suwałk po Chełm - tylko 3 bataliony 1 Brygady na lewym brzegu Bugu. Pułk rozpoznawczy w Białymstoku posiada zerowe możliwości utrzymania terenu. Oznacza to że armia rosyjska może bez przeszkód, w ciągu maksymalnie doby stanąć na prawym brzegu Wisły.

Przy posiadaniu takich atutów atakujący zazwyczaj na przeciwnym brzegu rzeki wysadza desant aby uchwycić mosty i przyczółki i stworzyć warunki do rozwinięcia powodzenia. Tak więc nasza dwubatalionowa 25 Brygada kawalerii Powietrznej będzie zajęta walką z rosyjską dywizją powierzno-desantową w rejonie mostu Poniatowskiego i Łazienkowskiego, Grom będzie zajety walką z rosyjskim specnazem polujacym na drugorzędnych ministrów (bo premier i prezydent już dawno będą w drodze do Brukseli), a dowódca samotnego batalionu z Wesołej, będzie się zastanawiał czy iść bronić Siedlec przed czołówkami rosyjskiej 4 Dywizji Pancernej, czy może pomóc 25 BKPow walczyć o mosty na Wiśle z rosyjską dywizja powietrzno-desantową, bo Siedlce są już stracone. Jednym słowem nastąpi totalny chaos, panika i wielka ucieczka cywilów na Zachód. Ta ucieczka spowoduje zakorkownie dróg co dodatkowo utrudni przegrupowanie 11DPanc i 12DZ na wschód.

Po 2 dniach będzie już pozamiatane, w Warszawie powstanie nowy rząd, oczywiście przygotowany znacznie wcześniej, z premierem Millerem i prezydentem Kwaśniewskim a może z premierem Sierakowskim i prezydentem Owsiakiem? Zresztą jakie to ma znaczenie, ważne że szybko wystąpimy z NATO i wstąpimy do nowego związku ZPBiR - Związku Polski Białorusi i Rosji a może "Demokratycznego Związku Wolnych Państw Euro-Azji"? - Jak zwał tak zwał, ważne że będziemy znowu bardzo szczęśliwi. Tak przynajmniej będzie twierdzić zdecydowana większość "autorytetów moralnych" oraz "ekspertów", "dziennikarzy" i prezenterów "zaprzyjaźnionych telewizji".

źródło:
http://przegladmilitarny.blogspot.co.uk/2013/10/jakie-sa-obecne-mozliwosci-ofensywne.html

0 komentarze:

Prześlij komentarz

.