Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cerkiew. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą cerkiew. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 14 lutego 2016

„Symfonia” Cerkwi i państwa w Rosji

tablica-Cyrylica

Jednym z głównych założeń cywilizacji bizantyjskiej było stworzenie uniwersalnego społeczeństwa opartego na fundamencie wartości chrześcijańskich, administrowanego przez cesarza i pod religijnym kierownictwem Kościoła. W ten sposób stworzono pewnego rodzaju nierozerwalną jedność. Bez niej, w rozumieniu Bizantyjczyka, społeczeństwo nie mogłoby wręcz normalnie funkcjonować.
Jak silne było to przeświadczenie świadczy odpowiedź Patriarchy Konstantynopola Antoniego IV, na pytanie postawione przez księcia Moskiewskiego Wasyla, czy Rosjanie mogą pomijać w liturgii imię cesarza: Jest niemożliwością dla chrześcijan mieć Kościół, a nie mieć Cesarstwa; albowiem Kościół i Cesarstwo tworzą wielka jedność i społeczność; nie mogą one istnieć oddzielnie od siebie.
Po 1453 r., na Rusi Moskiewskiej, wśród prawosławnych powszechnie panowało przekonanie, że uprawnienia cesarstwa bizantyjskiego przeszły na „Trzeci Rzym”, czyli Moskwę. Toteż zgodnie z tradycją bizantyjską, także Prawosławie rosyjskie zaczęło uważać, że państwo jest tak samo potrzebne do zbawienia jak Cerkiew, a ścisłe powiązanie państwa z Cerkwią wyraża związek ludzi z Bogiem. Już od czasów Iwana III następuje proces sakralizacji władzy. Idea ta za panowania Iwana IV zaczęła przybierać realne kształty. Władca oficjalnie przyjął tytuł cara, a przełożony monasteru wołokołamskiego – Józef (1439–1515) ogłosił potrzebę jedności Cerkwi i państwa w celu realizacji Królestwa Bożego na ziemi.
Także i obecnie polityka hierarchii Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i władz państwowych Rosji zmierza do stworzenia z prawosławia religii państwowej. Rosyjska Cerkiew Prawosławna, podobnie jak kiedyś Cerkiew bizantyjska, pozostaje ściśle połączona z państwem. Sprawujący władzę w Rosji, z wyjątkiem okresu komunistycznego (choć nawet wtedy w kanonie Boskiej Liturgii wymieniano i modlono się za Stalina), zawsze dążyli do konsolidacji państwa i społeczeństwa przy pomocy Cerkwi. Źródłem przymierza państwa i Cerkwi początkowo stały się zasady apostolskie, a w ostatnich trzech stuleciach, wyłączając okres komunizmu, symbioza Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i państwa w Rosji opiera się na obopólnych interesach. W takiej sytuacji nie dziwi fakt politycznego zaangażowania duchownych prawosławnych – są oni np. członkami Dumy – Parlamentu Federacji Rosyjskiej oraz wchodzą w skład władz lokalnych np. wojewódzkich – oraz aktywnego wspierania władz państwowych. Ma to również swoje odbicie w oficjalnych dokumentach Cerkwi prawosławnej i wypowiedziach hierarchów.
To powiązanie, trwający nadal „sojusz ołtarza i tronu” w Rosji potwierdzają również wydarzenia jakie mają miejsce ostatnimi czasy na Ukrainie – faktyczna agresja Rosji na Ukrainę, którą aktywnie wspiera i błogosławi Patriarchat Moskiewski w osobie Patriarchy Moskwy i Wszechrusi Cyryla. Nie tak dawno oskarżył on ukraińskich grekokatolików o rusofobię. I ostrzegł Watykan, że to kładzie się cieniem na relacjach z prawosławiem i może utrudnić dialog: Ukraińska Cerkiew greckokatolicka zajmuje się zupełnie wprost działalnością polityczną, i niestety posługuje się przy tym głębokimi rusofobicznymi uprzedzeniami i stereotypami – przekonywał patriarcha Cyryl, którego zdaniem Ukraińska Cerkiew Greckokatolicka wciąż atakuje Rosyjską Cerkiew Prawosławną. Taka sytuacja, uzupełnił Cyryl, „kładzie się cieniem” na relacje między Rosyjską Cerkwią Prawosławną a Stolicą Apostolską.
Wcześniej z równie ostrą krytyką ukraińskich grekokatolików wystąpił metropolita Hilarion, który przekonywał, że hierarchowie Ukraińskiej Cerkwi Greckokatolickiej za mocno zaangażowali się w sytuację polityczną na Ukrainie, i że ich apele mogły przyczynić się do rozlewu krwi. Metropolita Hilarion oskarżył też metropolitę Światosława Szewczuka o to, że wzywał Stany Zjednoczone o zaangażowanie się w sprawy ukraińskie. Co najmniej dziwnie brzmią te oskarżenia w ustach osób, które mają KGB-istowską przeszłość i aktywnie angażują się w imperialistyczną politykę Rosji. Trzeba w końcu powiedzieć jasno i otwarcie, w chwili obecnej Rosyjska Cerkiew Prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego to jedna wielka partia polityczna, która realizuje bardziej dyrektywy płynące z Kremla niż nakazy wypływające z Ewangelii! Mówienie o atakowaniu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej przez Grekokatolików jest po prostu śmieszne i nie odpowiada stanowi faktycznemu. To prawda, że Kościół Greckokatolicki aktywnie wspiera niepodległościowe dążenia Ukraińców, ale jest to jedynie realizowanie jednej z misji Kościoła. Wszyscy bowiem ludzie i narody mają prawo do samostanowienia o sobie, życia w pełnej wolności i pokoju. Tego prawa od wieków broni Kościół.
Prawdą jest, że Cerkiew prawosławna Patriarchatu Moskiewskiego w niektórych regionach Ukrainy nie cieszy się zbytnią popularnością, ale są ku temu konkretne powody. Przez tą Cerkiew jest bowiem od dziesięcioleci realizowany plan rusyfikacji Ukrainy. Czy więc można się dziwić tej niechęci? Jednak mówienie o atakowaniu czy nawet wręcz prześladowaniu, to gruba przesada, chyba że w odwrotnym kierunku. Nie tak dawno w Internecie pojawiło się zdjęcie tablicy informacyjnej umieszczonej w jednej z cerkwi Patriarchatu Moskiewskiego, na której jest wypisane za kogo NIE MOŻNA MODLIĆ się w cerkwi. Wymieniono tam standardowo nieochrzczonych, ateistów, samobójców, tych którzy zajmują się wróżbiarstwem, odłączonych (czyli prawosławnych z Kijowskiego Patriarchatu), autokefalistów (Cerkwi Autokefalnej), Protestantów, KATOLIKÓW, Baptystów, Ewangelików itd.
Często na takich tablicach w/w stawia się na równi z psami, których nie wolno do cerkwi wpuszczać. No cóż jak widać miłość bliźniego w „czystej formie”. Dodam od siebie, że ja osobiście widziałem podobną „tablicę informacyjną” w Poczajewskiej Ławrze na Ukrainie, który to klasztor należy właśnie do Patriarchatu Moskiewskiego. Nie dziwi więc fakt, że greckokatolicki hierarcha z Wielkiej Brytanii biskup Hlib Łonczyna poparł apel arcybiskupa Światosława Szewczuka, który skrytykował zachowanie prawosławnego duchowieństwa i potępił przemoc wobec przedstawicieli mniejszości religijnej w Ukrainie (nie tylko grekokatolików, ale także wiernych Kościoła rzymskokatolickiego czy wiernych prawosławnych należących do Patriarchatu Kijowskiego).
W liście z 21 sierpnia arcybiskup Kijowa i Halicza zaapelował do wiernych o modlitwę w intencji Ukraińców wszystkich wyznań, znajdujących się w niebezpieczeństwie. Zarzucił rosyjskiej cerkwi celową dezinformację, narażającą katolików na ataki ze strony separatystów mieniących się „obrońcami” prawosławia. Arcybiskup Szewczuk zauważył, że kierownictwo rosyjskiej cerkwi atakuje Ukraińców, którzy nie należą do struktur podporządkowanych Moskwie. Grekokatolicy są przedstawiani jako „unici” i „schizmatycy”, przypisywana im też jest odpowiedzialność za wybuch konfliktu zbrojnego na wschodzie kraju. Według moskiewskiej Cerkwi, to grekokatolicy podsycają konflikt, nawołują też do atakowania prawosławnych duchownych.
Takimi oszczerstwami prawosławne duchowieństwo naraża katolików i grekokatolików na ataki ze strony separatystów. Prawosławni duchowni nie mogą ingerować w życie innych grup religijnych. Oskarżenia, według których grekokatolicy atakują członków innych wspólnot, są nieprawdziwe – podkreślił hierarcha. Arcybiskup dodał przy tym, że konflikt nie odzwierciedla podziałów religijnych ukraińskiego społeczeństwa, żołnierzom zaangażowanym w operację terrorystyczną towarzyszą kapelani reprezentujący różne wspólnoty chrześcijańskie.
Dk. Jacek Jan Pawłowicz
Mozaika Berdyczowska Lipiec-sierpień 2014 roku NR 4 (117)

wtorek, 21 października 2014

Cyryl, Putin i ich metody

Katolik może przyjąć komunię w cerkwi ale duchowny prawosławny nie może udzielić eucharystii katolikowi. Ciężko to pojąć ale tak jest.



Rosja to kościół, który się stale poszerza i domaga się od innych narodów nawrócenia. Rosjanie uważają, że mają misję, chcą innego końca historii niż ten, który proponuje Zachód.
Z Alainem Besançonem rozmawia Aleksandra Rybińska
Czym jest współczesna Rosja? Narodem, państwem, imperium?
Rosja nie jest narodem, bowiem zawsze gromadziła w sobie wiele narodów i nigdy nie posiadała ściśle określonych granic. Sama bez wątpienia uważa się za imperium, ale tak naprawdę jest jednak kościołem. Rosja to Kościół, który się stale poszerza i domaga się od innych narodów nawrócenia. Rosjanie uważają, że mają misję, chcą innego końca historii niż ten, który proponuje Zachód. Tego w Berlinie czy Paryżu nie rozumieją.
Weźmy jako przykład Polskę. To klasyczne państwo narodowe z określonymi granicami. W przeszłości, w XVI w., Polska stanowiła przez jakiś czas imperium, ale nigdy nie uważała się za kościół. Było tak z bardzo prostego powodu. Polska już należała do międzynarodowego kościoła, którym jest Kościół katolicki. Rosja natomiast uważa tylko siebie samą za jedyny, prawdziwy chrześcijański Kościół. Prawosławny. Tak było już na początku XVI w. Wielkim wrogiem był wtedy katolicyzm. Protestantyzm zaś był wprawdzie jeszcze niżej w hierarchii, lecz jednocześnie był lepszy, bo niszczył katolicyzm.
W każdym razie „święta Ruś” uważała się za jedyny kraj chrześcijański i to się do dziś nie zmieniło. Dlatego gdy katolik chce przejść na prawosławie, musi ponownie przyjąć chrzest. Pokazuje to, że w oczach prawosławia katolik czy protestant nie są chrześcijanami, i to pomimo że sami katolicy i protestanci jak najbardziej uznają prawosławnych za pełnoprawnych chrześcijan.
Ten kościół nie poszerza się jednak przy pomocy klasycznego prozelityzmu. Tylko przy pomocy geopolityki i siły. Główny ideolog Władimira Putina Aleksander Dugin nazywa to „geografią sakralną”…
Rosja poszerza się według tej samej zasady co wspólnota islamska, tzw. oumma, niesiona przez ideę cywilizacji panislamskiej. W centrum jest twarde jądro, strefa święta, wokół niej znajduje się strefa graniczna, a dalej na zewnątrz są tereny do podbicia. Nie ma więc granic ekspansji. Absolutnie żadnych. Bo nie ma granic ekspansji kościoła. Rzymskokatolicki kościół podbił np. Europę, Amerykę, a następnie Azję. Tyle że Rosja jako kościół łączy w sobie element eklezjastyczny, patriarchat oraz element siły. Państwo. To państwo jest państwem prawosławia, czyli kościół jest całkowicie z nim zintegrowany.
Patriarcha Cyryl był w przeszłości agentem KGB i choć nas to oburza, nie ma w tym nic dziwnego. Państwo rosyjskie jest bowiem państwem sakralnym, a Kościół prawosławny jest mu całkowicie podporządkowany. Uczestniczy w świętości rosyjskiego państwa. W Rosji nie ma indywidualności. Jednostka rozpływa się w kolektywie. W ten sposób Rosjanin pracuje dla zbawienia.
Teraz to państwo sakralne usiłuje się poszerzyć na Ukrainę. Tam jednak już panuje prawosławie. Więc na co mu Donieck, Ługańsk i Kijów?
Każdy kraj, który kiedykolwiek należał do rosyjskiej strefy wpływów, został przez nią podbity lub wchłonięty, należy do niej z racji prawa. Tak uważa Kreml. Dlatego na miejscu Ukraińców byłbym poważnie zaniepokojony. Kreml nie zaprzestanie swych działań, zanim nie odzyska Ukrainy. Całej.
Okres komunizmu, w szczególności stalinizmu, w Rosji był jednak okresem ostrego zwalczania Kościoła prawosławnego. Cerkwie zamieniano m.in. w składy amunicji, w sklepy. Jak to możliwe, że mimo to przetrwał?
Komunizm chciał zastąpić Kościół prawosławny, ale tak naprawdę wiele rzeczy od niego przejął. Przede wszystkim sakralność. Ideę, że wszystko, co nie służy komunizmowi, jest godne potępienia, zniszczenia. Doszło do transpozycji prawosławia. Całą część teoretyczną, filozoficzną komunizmu da się bez problemu zaadaptować do idei świętej Rusi, nosicielki czystej doktryny, podczas gdy wszędzie indziej panuje chaos, wszystko się rozmywa.
Putin włożył duży wysiłek o ożywienie prawosławia i połączył je z nacjonalizmem. Mimo to czuć fałsz. Putin, były agent KGB, i całe rzesze rosyjskich politruków nagle stali się wierzący?
Oczywiście to wszystko całkowicie sztuczne, ale to działa. Putin doszedł do wniosku, że państwo musi posiadać jakiś element transcendencji. Komunizm był transcendentny w stosunku do Rosji. Także prawosławie jest transcendentne, bo to sam Bóg przez nie przemawia. W sumie to nawet gorzej niż w przypadku komunizmu, który jednak miał tę zaletę, że był ateistyczny. Jego sakralność objawiała się w wersji najbardziej świętokradzkiej.
Rosja to kościół, który się stale poszerza i domaga się od innych narodów nawrócenia. Rosjanie uważają, że mają misję, chcą innego końca historii niż ten, który proponuje Zachód.
Dzisiejsza Rosja odrzuca zarówno zachodni liberalizm, jak i katolicyzm. Dugin twierdzi, że katolicyzm to religia, a prawosławie to tradycja. Co ma na myśli?
Katolicyzm nie miał trudności z akceptacją tego, co nazywa się potocznie gospodarką rynkową. Papież Jan Paweł II zaakceptował ideę gospodarki rynkowej i kapitalizmu. Oczywiście w połączeniu z moralnością chrześcijańską. Kościół katolicki nigdy nie odrzucił w pełni świadomie tej idei. Kapitalizm został wymyślony we Włoszech w XIII w., a w każdym razie jego najważniejsze elementy, choćby rachunkowość. Czyli na Zachodzie, w Europie.
Z Kościołem prawosławnym jest inaczej. On tak naprawdę nigdy nie przyswoił idei kapitalizmu. Kiedy Dugin mówi więc o tradycji, chodzi mu o „czystą” tradycję Wschodu, podczas gdy na Zachodzie chrześcijaństwo zostało zdeformowane przez prawo, przez racjonalizm. W konsekwencji więc prawdziwe jest tylko chrześcijaństwo w wersji prawosławnej, we wschodnim obrządku. Religijny fundament Rosji został zbudowany przez Bizancjum. Okoliczności historyczne go zmodyfikowały, ale nie wykorzeniły. To więc nic nowego, to stary kotlet odgrzewany na potrzeby reżimu Putina.
Jest jednak jeden kraj na Zachodzie, z którym Rosja ma bardzo dobre stosunki, Niemcy. Kraj na wpół protestancki, na wpół katolicki. Kolebka racjonalizmu. Co łączy Berlin i Moskwę?
Trzeba raczej zadać pytanie, co ciągnie Niemców do Rosji. Bo to, że w Berlinie istnieje pewien tropizm w kierunku Moskwy, jest bezsprzeczne. Francuzi też czują pociąg do Rosji. Ale innego rodzaju. Niemiecka fascynacja Rosją sięga daleko w przeszłość. Niemcy byli w końcu w pewnym sensie wychowawcą Rosji. Jest to bardzo skomplikowane, złożone uczucie. Niepozbawione pewnej dawki mistycyzmu. Niemców fascynuje rosyjska literatura i duch ewangelizacyjny, którym rosyjski naród wydawał się spenetrowany. A także olbrzymie przestrzenie połączone z brutalną siłą. Jednak nie ograniczajmy się do Niemiec, tropizm w kierunku Rosji istnieje także w Stanach Zjednoczonych czy w środowisku żydowskim. Czy istnieje również w Polsce? Moim zdaniem nie, chociaż jest ten jeden prorosyjski element. Endecja. Roman Dmowski i przekonanie, że prawdziwym wrogiem Polski są Niemcy, a nie Rosja.
Obecnie Rosja wywołuje strach, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej. Czy istnieją jakieś granice jej ekspansji?
W zasadzie nie. Hitlerowskie Niemcy, nawet jeśli trudno w to uwierzyć, stawiały sobie granice. Podbijały inne kraje, ale nie miały aspiracji, by rządzić całym światem. Komunizm niegdyś, a teraz nowe prawosławie w wersji putinowskiej chcą pójść dalej, ogarnąć cały świat. Czy można Rosję zatrzymać? Cóż, zatrzymaliśmy komunizm. Nie było to łatwe i trochę trwało, ale go zatrzymaliśmy. Biorąc pod uwagę, że Rosja jest w dużej mierze papierowym tygrysem, powinno to być także i teraz możliwe. Jest przecież tylko ok. 100 mln Rosjan, to niewiele, reszta to muzułmanie, tatarzy, arabowie. Rosja jest też krajem nędznym pod względem gospodarczym. Nie produkuje prawie nic poza surowcami i uzbrojeniem i ma słabą infrastrukturę. Patrząc na Rosję trzeźwo, można powiedzieć, że komunizm i neoprawosławie niewiele wytworzyły. Rosja to wręcz kraj na skraju załamania.
Mówiono tak o Rosji wielokrotnie. Za czasów carskich także. Że jest nędzna, że się rozpadnie. A jednak wciąż trwa. To nowe prawosławie putinowskie jakoś ją scala
Tak było także w przypadku hitlerowskich Niemiec. Ta egzaltacja nazistowską ideologią scalała to wszystko. Tyle że Niemcy nie były papierowym tygrysem. Były gospodarczo silne, z rozwiniętą nauką i technologią. Rosja tego nie ma, ani nauki, ani technologii, ani innowacji. Nie ma nic. Kreml korzysta po prostu ze słabości Zachodu. Podczas gdy Zachód, czując się bezpiecznie, przestał inwestować w wojsko, Rosja wybrała drogę wprost odwrotną i uruchomiła przemysł zbrojeniowy.
Zresztą od 1917 r. rosyjska gospodarka głównie opierała się na produkcji militarnych arsenałów. To nie oznacza jednak, że jest potęgą militarną. Jej arsenał jest znacznie słabszy od amerykańskiego i prawdopodobnie również od chińskiego. Rosja nie jest silna, ale posiada tą jedność w dążeniu do celu, swoisty fanatyzm. Potrafi dzielić Europę, osłabiając ją. Divide et impera. Tej jedności, którą wykazują Rosjanie, nie ma na poziomie europejskim. I na to moim zdaniem nic nie da się poradzić. A Rosja nie zatrzyma się na Ukrainie. Następne na jej liście będą kraje bałtyckie, z Łotwą na czele. Tego wymaga ekspansyjna logika neoprawosławia.
Wywiad ukazał sięw najnowszym numerze Tygodnika "Nowa Konfederacja"

źródło: http://www.fronda.pl/a/cyryl-putin-i-ich-metody,37259.html

sobota, 4 października 2014

Cerkiew Sodomy i Gomory – o homoseksualnym lobby

W Patriarchacie Moskiewskim nabiera rozgłosu skandal związany z homoseksualizmem wyższych elit władz cerkiewnych.

4 października 2012 roku w lokalnej kazańskiej gazecie pojawił się list mniszki Eufrozyny, w którym z przerażeniem opisano sprawy wokół kazańskiej eparchii podległej pod metropolię Tatarstanu, oraz o przewadze w eparchii homoseksualistów w rjasach (szeroka sutanna), wkluczając to i wyższą władzę (Patrz: Монахиня Евфросиния из Казани: «Надеюсь, назначение владыки Анастасия митрополитом Татарстанским недолговечно»). List ten w tamtym czasie nie miał żadnego oddźwięku, lecz stał się zwiastunem obecnych wydarzeń.
13 grudnia 2013 r. Kazańskie Seminarium Duchowne odwiedziła komisja z Komitetu Nauki (Patriarchatu Moskiewskiego) w związku ze skargami seminarzystów w sprawie molestowania seksualnego ze strony wykładowców. Ponad 40 studentów potwierdziło przed komisją tę informację, po czym prorektor od spraw pedagogicznych ihumen Kirył (Iljuchin) został zwolniony. Poinformowała o tym miejscowa gazeta (Patrz: Татарстанскую митрополию ждет новый скандал: пресс-секретарь митрополита Анастасия уличен в гомосексуализме).
Tym nie mniej pozostali winowajcy nie zostali ukarani. Ihumena nie pozbawiono stanu kapłańskiego. Szczęśliwie przeniósł się on do twerskiej eparchii, gdzie 31 grudnia służył wraz z metropolitą Wiktorem. Metropolita Kazania Anastazy wraz z rektorem seminarium, po wyjedzie komisji śledczej, wystąpił przed seminarzystami grożąc ukaraniem tych, którzy ośmielili się poskarżyć.
W tej sytuacji w obronie studentów wystąpił znany misjonarz protodiakon Andrej Kurajew, który na swym popularnym blogu podał do szerszej informacji publikację z kazańskiej prasy (Patrz: По следам казанского гей-скандала i Казанский гей-скандал тихо перетекает в Тверской), a także opublikował stenogram z wystąpienia metropolity Anastazego (Patrz: Казанская семинария: выслушаем и другую сторону). Kurajew podał do opinii publicznej również skargę, skierowaną do patriarchy Aleksego II, parafian kazańskiej eparchii, napisaną na początku lat 90-tych w której metropolita (wtedy jeszcze biskup) Anastazy jawnie był oskarżany o współżycie z niejakim Wiktorem (Patrz: Или все же голубое лобби в патриархии есть?).
Wtedy to skarga nie przyniosła żadnych konsekwencji, a Wiktorowi (Nowikowi) udało się później zrobić cerkiewną karierę. Oprócz tego, protodiakon opublikował (ukrywając imię autora) list otwarty (Patrz: Казанский гей-скандал тихо перетекает в Тверской), w którym w homoseksualizmie ujawniono metropolitę Nikodema (Rotowa), tenże będąc „ojcem duchowy” wyświęcił obecnego patriarchę Kiryła (Gundiajewa).
Odpowiednie środki ze strony Patriarchatu Sowieckiego podjęto dość szybko. Podczas posiedzenia Synodu 25-26 grudnia został ogłoszony nowy skład Biblijno-teologicznej Komisji – Kurajew przestał w niej obejmować stanowisko. Synod powołał się na postanowienie samej komisji, posiedzenie której odbyło się przed Synodem, co według zawierzeń samego Kurajewa, niczego podobnego podczas jej prac nie podejmowano. (Patrz: Прощание с Синодальной Богословской комиссией.). Po czym, 30 grudnia podczas obrad Rady Naukowej Moskiewskiej Duchownej Akademii, Kurajew został wykluczony ze spisu kolegium profesorskiego, oraz pozbawiono go tytułu profesora ze swe publiczne wystąpienia w Internecie (Patrz: Состоялос­ь очередное заседание Ученого совета МДА). Przy tym, w porządku obrad dana sprawa nie była ogłoszona, a sam Kurajew nie został powiadomiony, że jego kwestia będzie rozpatrywana. Nie odbyło się również i głosowania w tej sprawie, mimo, że wielu z członków Akademii nie zgodziło się z takim postanowieniem.
W odpowiedzi Kurajew ogłosił, że za tym wszystkim stoi silne „gejowskie lobby” Patriarchatu Moskiewskiego, niezadowolone tym, że protodiakon podjął temat tabu o homoseksualizmie w tej cerkwi, a w szczególności w jej wyższych kręgach. Po czym, na blogu diakona pojawiła się seria materiałów, świadectw i wspomnień ofiar molestowania seksualnego. W szczególności zostało podane imię białoruskiego biskupa homelsko-żłobińskiej eparchii Stefana (Patrz: Исповедь семинариста) — przewodniczącego komisji ds. kanonizacji świętych białoruskich, oraz członka Komisji Synodalnej Patriarchatu Moskiewskiego ds. kanonizacji.
Pojawiły się groźby skierowane pod adresem protodiakona Andreja. W szczególności pojawiły się one po podaniu informacji o istnieniu w jednej z eparchii, szczególnego pod względem architektonicznym, domu biskupa.
Diakon napisał, że: „w jednej z północnych eparchii biskup zbudował nowy budynek biskupiej kurii. W wielkim budynku rozmieszczono i jego prywatne pokoje, oraz urządzono eparchialne służby.
Podkreślam: , – pisze diakon – budynek postawiono od zera i wcielono w niego idee i potrzeby biskupa.
Tak oto połowę drugiego piętra zajmował prywatny teren biskupa. Biuro, kapliczka, oraz jeszcze trzy gościnne pomieszczenia. Wejście do całego tego prywatnego terytorium zamykały jedne oddzielne drzwi.
Biskup-budowniczy zmarł w dość młodym wieku.
Nowy biskup nie zechciał żyć w tych pokojach.
Gdy przyjechałem z wykładem, umieścił mnie w sypialni swego poprzednika.
I tutaj mnie czekała niespodzianka: z sypialni było wyjście do sauno-łazienki. To zrozumiałe. Lecz jak się okazało, do tej samej sauno-łazienki prowadzą drzwi również z pokoi gościnnych, które nie posiadają swych łazienek. To znaczy biskupia toaleta, prysznic, sauna i basen były wspólne z „gośćmi”, przy czym zachować prywatność w tym kompleksie w gruncie rzeczy było czymś niemożliwym.
Na moje pytanie „Po co?”, nowy władyka ze smutkiem odpowiedział: w pokojach gościnnych żyli młodzi poddiakoni poprzedniego władyki…
Przyczyna niechęci do starej sypialni nowego biskupa była jasna… .
Tak oto, niekiedy w pełni intymne sprawy przejawiają się w brutalno-architekturalnej formie. Zaprawdę: kamienie krzyczą gdy milczą ludzie. Po co budować basen na drugim piętrze tuż przy sypialni? Ile cerkiewnych środków zatraciło się na umocnienie domu dla tej biskupiej zachcianki? Tak na marginesie, przez 15 lat rządów tego biskupa, nowa katedra tak i nie została w tym mieście zbudowana”, – kończy diakon Andrej. (za)
Skandale związane z homoseksualizmem już wcześniej wstrząsały Patriarchatem Sowieckim. Najbardziej znanym był przypadek w 1998 roku z biskupem ekaterinburgskim Nikonem (Mironowym), który po lustracji został zmuszony w 1999 roku złożyć prośbę o wysłanie na emeryturę. Tym nie mnie 29 maja 2013 roku postanowieniem Synodu, został on przywrócony do służby czynnej i naznaczony (na prośbę metropolity Permskiego i Solikamskiego Metodego Niemcowa) biskupem Dobrjańska, wikariuszem permskiej eparchii, co również wywołało niepokój protodiakona Andreja Kurajewa we wpisie z dnia 29 maja 2013 roku (Patrz:  Епископ-гомосексуалист. „Комсомольская правда” рассказывает о содомитских проделках действующего иерарха РПЦ МП. oraz: http://diak-kuraev.livejournal.com/482755.html/).
Jak dotąd oficjalne władze cerkiewne milczą i nie wypowiadają się w tej sprawie, nie chcąc tym samym nadać jej większego rozgłosu. Bez wątpienia obecny skandal stanie się jednym z ważniejszych skandali Patriarchatu Moskiewskiego za ostatnie lata.
.

Patrz również:

CERKIEW SODOMY I GOMORY
Pismo Święte o homoseksualizmie mówi, że jest to obrzydliwość (Kpł 18,22; 20,13), bezwstyd i zboczenie (Rz 1,27),bezeceństwo i zło (Sdz 19,23), grzech przeciwny naturze (Mdr 14,26; Rz 1,26), a ci którzy się takich czynów dopuszczają plugawią się (Kpł 18,24) i będą wyłączeni spośród swego ludu (Kpł 18,29), a będą ukarani śmiercią (Kpł 20,13) i nie posiądą Królestwa Bożego (1 Kor 6,9).
Święty bogobojny cesarz Justynian „dowiedziawszy się o  gejach, przeprowadził śledztwo i wyjawiwszy ich, jednych wykastrował, dla innych rozkazał powbijać ostre kije w sromowe otwory i gołych przeprowadzić w procesji po agorze. Było wśród nich wielu urzędników, senatorów i nie mało arcykapłanów, którym skonfiskowawszy majątki, tak i prowadził po agorze, dopóki oni nie umarli żałosną śmiercią. I od wielkiego strachu który się wówczas pojawił, reszta zaczęła żyć bogobojnie, gdyż jak się mówi: „niech jęczy sosna jeśli cedr upadł”[1].
W nieco mniej drastycznej formie, tym nie mniej podobny stosunek względem homoseksualistów istniał w czasach Imperium Rosyjskiego, gdzie sodomitom odbierano majątki i zsyłano na Syberię, gdzie pod okiem miejscowej policji musieli pracować oni na swoje utrzymanie.
Jeszcze niedawno, my prawosławni, o hierarchach dewiantach dowiadywaliśmy się od naszych sąsiadów z kościoła rzymskiego, gdzie obecny papież Watykanu w publicznych wystąpieniach nawet broni sodomitów. Dziś nam trzeba zmierzyć się z tym zjawiskiem na własnym podwórku…
Skąd się to u nas wzięło?
Grecki protoprezbiter Teodor Zisis trafnie zauważył, że prawosławni hierarchowie nabrali się takich zwyczajów poprzez ekumeniczne kontakty z heretykami zachodu[2]. Z którymi to wspólnie biesiadują i bawią się podczas ekumenicznych imprez urządzanych za pieniądze parafian. Zaczęło się od przyjęcia przez tych biskupów herezji ekumenizmu („prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo” Rz 1,25), przez co Łaska Boża chroniąca dusze przed zgorszeniami odstąpiła od ekumenistów („dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności” Rz 1,26). Patrzcie jak o tym wszystkim opisał i wyjaśnił już Apostoł Paweł w liście do Rzymian: „A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1,28).
Wielu kapłanów zadaje sobie pytanie, czemu tak ciężko idzie im duchowa walka, dlaczego z taką łatwością upadają. Otóż za herezję odstąpiła od nich zbawiająca Łaska Ducha Świętego, pomoc Boża ustała tym, którzy ze sług Bożych i głosicieli niezmiennej Ewangelii stali się sługami diabła i jego przewrotnej idei ekumenizmu.
W 1980 roku w Stanach powstała pierwsza organizacja zrzeszająca sodomitów (hierarchów, kapłanów i wiernych) należących do światowego prawosławia. Jej nazwa to “AXIOS — Eastern and Orthodox Gay and Lesbian Christians”. Obecnie w skład tej sodomskiej organizacji wraz z unitami i monofizytami wchodzi wielu „prawosławnych” kleryków z całego świata. Przy czym jej trzon stanowią właśnie „prawosławni” członkowie. Emblematem tej organizacji jest odwrócony do dołu błękitny lub fioletowy trójkąt na którym znajduje się krzyż prawosławny.
Organizacja ta nieprzerwanie zaświadcza, że w rzadnym wypadku nie zmierza utworzyć nowej, czy też dzielić już istniejące prawosławne cerkwie. Jedynym jej celem jest zjednoczyć sodomitów z Prawosławiem, oraz osiągnąć uznania sodomskiego grzechu w cerkwiach lokalnych. Dlatego bez przerwy prowadzi ona dialog ze zwierzchnikami cerkwi lokalnych, pozytywnie oceniając perspektywy dialogu.
Członkostwo w tej organizacji przejawia się w formie jawnej lub tajnej. Co ciekawe organizacja ta otwarcie atakując krytykuje tylko dwie Cerkwie,  –  Rosyjską Zagraniczną Cerkiew Prawosławną i Cerkiew prawosławnych starostylnych Greków. Nazywając nas „protestanckimi fundamentalistami”[3].
Czy sodomia wśród hierarchów była zawsze w Cerkwi?
Taka sytuacja we współczesnym światowym prawosławiu jest czymś nowym. Na masowym zjawisku przybrała ona w Patriarchacie Sowieckim, oraz w tych krajach satelitarnych ZSRR, gdzie prawdziwych arcypasterzy (którzy stanowili znaczną większość!) usunięto lub zabito, a ich miejsce zajęli kapłani którzy oddali się karierze i pracy na rzecz agentury służb specjalnych.
Mający tego typu skłonności kandydaci na hierarchów byli preferowani przez władze, gdyż takimi ludźmi bez większych problemów można było manipulować. Stąd większa część polskich hierarchów to zwyczajni pedofile, geje, dewianci i rozpustnicy. Dla „wzoru” młodzieży i na „chwałę” co poniektórych z nich, na Podlasiu nazwano ich imionami ulice, ronda a nawet szkoły (sic!).
Kto staje się ofiarą?
Na działania polskich sodomitów w rjasach są najbardziej narażeni młodzi adepci monasterów, oraz nierozsądni seminarzyści. Zdarzają się też przypadki molestowania seksualnego młodych prysłużników, którzy z winy swej młodzieńczej głupoty pozwolili sobie na zbyt bliskie kontakty z biskupem.
Wszystkie te przypadki przeważnie źle kończą się dla dalszego intelektualnego rozwoju i egzystencji w społeczeństwie takich młodych osób. Chciałbym przy tym podkreślić, że zamieszczone na blogu diakona Kurajewa relacje osób skrzywdzonych przez hierarchów-sodomitów do złudzeń przypominają zrelacjonowane mi (przez ofiary), sposoby działania „naszych” rodzimych polskich hierarchów. Dlatego w szczególności warto znać te relacje osobom wstępującym do seminarium.
Dlaczego tak się dzieje z Cerkwią?
Nasz czas jest okresem następującej a może nawet już wypełniającej się Apokalipsy Św. Jana. Ostatnim zjawiskiem przed nadejściem końca, będą wszechobecne zwyczaje biblijnej Sodomy i Gomory (Patrz: Rdz 19:4-13; oraz: Sdz 19:22-25). Bez wątpienia nadchodzi ostatnia rewolucja – rewolucja wyzwolenia upadłej natury ludzkiej, – rewolucja przejęcia władzy nad resztkami chrześcijańskiego świata przez zboczeńców i dewiantów, którzy już na arenie światowej uprawomocnili swoje zwyczaje.
Co robić?
Rzecz jasna Cerkiew Chrystusowa przetrwa najtrudniejsze prześladowania i bez wątpienia tacy pseudo-biskupi nie są w Cerkwi i nie są samą Cerkwią . Jednak jak dość brutalnie powiedział protodiakon Andrej Kurajew przywołując słowa św. Ignacego Bogonośca, „gdzie biskup tam i Cerkiew”,  – „czy jeśli biskup siedzi w czyimś tyłku, to i tam jest…?”. Wiem, że to dość niskich polotów cytat Kurajewa, jednak w nim jest odpowiedź gdzie ludzie czasami mają sprawy dotyczące Cerkwi, oraz to, że nie każdy biskup jest przedstawicielem Cerkwi. Spójrzcie na te dzieci z powyższych zdjęć i powiedzcie sobie raz jeszcze, „to nie moja sprawa, tak być musi”.  Nie musi. I milczeniem, które też jest przyzwoleniem, stajemy współodpowiedzialni za to, co się dzieje w naszej cerkiewnej WSPÓLNOCIE.
Nie oszukujmy siebie, że konsekwencje grzechu biskupa nie dotkną nas. Że jakoby na Sądzie Ostatecznym nie będziemy odpowiadać za ekscesy swego biskupa. Święty Cyprian z Kartaginy w jednym z listów pisze: „A i lud nie może sobie pochlebiać, że nie zawinił, jeśli pozostaje w łączności z grzesznym kapłanem i na to się zgadza, aby jego zwierzchnik niesprawiedliwie sprawował urząd biskupi (…) Toteż lud posłuszny nakazom Pańskim i bojąc się Boga, winien się odsunąć od grzesznego zwierzchnika i nie brać udziału w ofierze kapłana świętokradcy. W jego przecież szczególnej jest mocy albo wybierać godnych kapłanów, albo niegodnych odtrącać”[4].
Powyższy artykuł niech posłuży ostrzeżeniem każdemu, kto myśli „służyć Cerkwi” pod tęczową banderą ekumenicznych hierarchów. „Nie łudźcie się! Złe kompanie psują dobre obyczaje” (1Kor 15,33), oraz „z wybranym wybrany będziesz, a z przewrotnym przewrotny się staniesz” (Ps 17,27).
______________
[1] –  Szymon Logofeta, Kronika, Justynian, 9.
[2] – Patrz: ВСЛЕД ЗА ЭКУМЕНИЗМОМ ПРИШЕЛ ГОМОСЕКСУАЛИЗМ (Протоиерей Феодор Зисис)
[3] – Patrz artykuł prezydenta tej organizacji N. Zimarisa pt. „On Being Orthodox and Gay”; Ересь содомизма в лже-церквах
[4] – List 67 w sprawie Bazylidesa i Marcjalisa.

niedziela, 6 lipca 2014

Cerkiew - narzędzie w rękach Putina


Pragnę przytoczyć tekst, który do dziś nie stracił na aktualności. Prawosławna Cerkiew nie tylko toleruje, ale i aktywnie wspiera faszystowskie i imperialne działania Putina. Jest w najwyższym stopniu zinfiltrowana przez służby Kremla. Co więcej jest także wykorzystywana jako narzędzie w tej zbrodniczej polityce. Faszystowska mistyczna ideologia Dugina nie była by możliwa bez oparcia w Cerkwi Prawosławnej a także w aktywnym wsparciu. 

Cały czas niepokój w Polsce budzą próby zbliżenia Kościoła Rzymsko-Katolickiego z Cerkwią Prawosławną, gdyż tej drugiej nie zależy na autentycznym pojednaniu i zbliżeniu a na wykorzytaniu tego w politycznej propagandzie Kremla.

Jezus  dał  swoim  uczniom poważne ostrzeżenie: Miejcie się na baczności i strzeżcie  się  kwasu  faryzeuszów  i  saduceuszów! Mat. 16:6

Faryzeusze  to  stronnictwo żydowskie  głoszące  zewnętrzną ortodoksję  religijną,  pieczołowicie sprawujące  rytuały  i  obrzędy, okraszając  je  społeczno-patriotycznym sosem. Saduceusze nie  byli  aż tak gorliwi  religijnie, ale  sprawowali  najwyższe  urzędy duchowne i świeckie w społeczności  żydowskiej.  Ze względu  na swoją  pozycję  i  majątek  lepiej rozumieli  „dziejową  konieczność” współpracy  z  rzymskim okupantem.  Głównym  zarzutem,  jaki  Jezus  stawiał  obydwu  tym  grupom, była obłuda: Strzeżcie się kwasu faryzeuszów, to jest obłudy. Łuk. 12:1

U  tych  religijnych  ludzi  występował  rozziew  pomiędzy  celami  deklarowanymi  a  rzeczywistymi. Pięknie mówiąc  o  Bogu,  sami nie mieli zamiaru służyć Mu z całego serca, a interesowały ich ziemskie cele, dobra i przyjemności. Warto zauważyć, że Jezus ostrzega przed tym swoich wybranych uczniów. Możemy stąd wyciągnąć wniosek, że postawa faryzejska jest ciągłym zagrożeniem dla chrześcijan, a szczególnie dla przywódców kościelnych. Apostoł Paweł zapowiedział, że w przyszłości, w bezpośredniej bliskości czasu Apokalipsy, to niebezpieczeństwo mocno się nasili:
A to wiedz, że w dniach ostatecznych nastaną trudne czasy: Ludzie  bowiem  będą  samolubni, chciwi, chełpliwi,  pyszni,  bluźnierczy, rodzicom nieposłuszni, niewdzięczni, bezbożni, bez serca, nieprzejednani, przewrotni, niepowściągliwi, okrutni, nie miłujący tego, co dobre, zdradzieccy, zuchwali, nadęci, miłujący więcej rozkosze  niż  Boga,  którzy  przybierają  pozór  pobożności, podczas  gdy  życie  ich  jest  zaprzeczeniem  jej  mocy; również tych się wystrzegaj. Albowiem z nich wywodzą  się  ci,  którzy wdzierają  się  do  domów  i  usidlają kobiety opanowane przez różne pożądliwości,  które  zawsze się uczą, a nigdy do poznania  prawdy  dojść  nie  mogą. Podobnie  jak Jannes  i  Jambres przeciwstawili  się  Mojżeszowi, tak  samo  ci  przeciwstawiają się  prawdzie, ludzie spaczonego  umysłu,  niewytrzymujący próby wiary. 2 Tym. 3:1-8

Apostoł  Paweł  zapowiada,  że  w  „dniach  ostatecznych”  pojawią  się  przywódcy duchowi  z  pozoru pobożni,  a wewnętrznie  zaprzedani  małym żądzom czy interesom. W warstwie  zewnętrznej  będą uchodzić  za  reprezentantów Boga, a w rzeczywistości będą zajadłymi wrogami Prawdy. W
innym miejscu ap. Paweł kreśli  jeszcze  wyraźniejszy  portret tych ludzi:
Tacy  bowiem  są  fałszywymi apostołami,  pracownikami zdradliwymi,  którzy  tylko przybierają postać  apostołów  Chrystusowych.  I  nic dziwnego;  wszak  i  szatan przybiera  postać  anioła światłości.  Nic  więc  nadzwyczajnego,  jeśli  i  słudzy  jego przybierają  postać  sług sprawiedliwości; lecz  kres  ich  taki, jakie są ich uczynki. 2 Kor. 11:13-15

Widzimy  tu  element zdrady,  czyli  świadomego przejścia  na  „drugą  stronę mocy”,  oraz  podszywanie się pod  apostołów  Chrystusa.

Straszną  prawdą  tego  tekstu  jest  adresat  służby  tych  hierarchów. W tym kontekście należy ocenić prowadzone pełną parą przygotowania do zbliżenia rzymskiego katolicyzmu z putinowską cerkwią. Od strony ziemskiej opisują je między innymi ks. Isakowicz-Zaleski,  Aleksander  Ścios  i  Sławomir Cenckiewicz. Oto  tylko  fragmenty  ich  tekstów,  do  przeczytania  całości  serdecznie zachęcam:
W związku z sojuszem Episkopatu Polski z Patriarchatem Moskiewskim warto przeczytać tekst Leszka Pietrzaka, który na początku  2012  r.  ukazał  się  w  "Gazecie  Warszawskiej".  Tekst powinien  być kubłem  zimnej  wody  na  entuzjastów  przesłania podpisanego  w  czasie  politycznej  i  kompletnie świeckiej "oficjałki" na Zamku Królewskim w Warszawie. (…)

Od kilku lat władze Kremla prowadzą akcję promocji cerkwi prawosławnej. Nie jest ona jednak wyrazem troski państwa o kościół. Putin i jego doradcy postanowili uczynić z cerkwi narzędzie  swojej  polityki, wewnętrznej  i  wielkomocarstwowej.  Ludzie KGB-owskiego aparatu, przez lata zwalczający religię, doprowadzając  do  moralnego  upadku  społeczeństwa,  dziś  pierwsi  stają przy ołtarzu. (…) Cały naród musiał widzieć, że w Rosji jest rządząca władza i rządząca religia i że one szanują się nawzajem,  a nawet są ze sobą w przymierzu. Skoro rządzący oraz hierarchowie rosyjskiej cerkwi odpowiedzialni za moralność ludu rosyjskiego  razem  biorą  udział  w  najważniejszych  religijnych  uroczystościach,  to  świadczy  o moralności  władzy.  Właśnie  taki  przekaz, dotyczący  relacji  pomiędzy  rosyjską  władzą  a  rosyjską cerkwią prawosławną,  od  kilku  lat  jest  obowiązującym.  (…)  w  czasach Putina  rosyjska  cerkiew prawosławna  stała  się  „poręczycielem”, podtrzymującym  i  uwiarygodniającym  jego  rządy.  Ale  cerkiew otrzymuje za to hojną nagrodę w postaci wszelkiego wsparcia ze strony państwa i  zniesienia wszelkich ograniczeń w swojej działalności, nie tylko duszpasterskiej. Putin dał również cerkwi swoje przyzwolenie  na agresywną  politykę  wobec  innych  kościołów  i wyznań  (…).  Za  polityką  promowania przez Kreml cerkwi kryje się jej znacznie  skuteczniejsza  kontrola niż było to w czasach ZSRR.
- „Jak  KGB  nawróciło  się  na prawosławie”, www.isakowicz.pl

Ks.  Isakowicz  stawia  tezę, że  poziom  kontroli  Cerkwi  przez KGB,  jej  przedmiotowego  traktowania w polityce imperialnej Putina  oraz  stopień  demoralizacji  hierarchów  jest  dziś  większy  niż  w Rosji sowieckiej.  Jeśli  weźmie  się pod uwagę zabiegi KGB związane z Soborem  Watykańskim  II  oraz pontyfikatami  papieży,  poczynając od  Jana  XXIII,  można  domniemywać,  że  służby  rosyjskie  nie poprzestały  tylko  na  infiltracji  Cerkwi,  ale  podobnie  silnie  zinfiltrowały Watykan. Owoc ich zabiegów tak opisał Sławomir Cenckiewicz:
Moskwa była więc zorientowana w układzie sił i frakcji w Watykanie.  Do  zakulisowych  ustaleń  pomiędzy Tisserantem  a Nikodemem doszło w połowie września 1962 r. w Metz. W sprawę zaangażowano  jedynie gospodarza  spotkania, ordynariusza  diecezji  bp.  Paula  Schmidta.  Kardynał  Tisserant  miał  wówczas  w imieniu  papieża  złożyć  obietnicę,  że  sobór  powstrzyma  się  od wypowiedzi na temat komunizmu. Purpurat ustalił z Nikodemem, że  odpowiednią  deklarację  w  sprawie  „apolityczności  soboru" zawiezie do Moskwy przedstawiciel Stolicy Apostolskiej.
„Sobór w cieniu Kremla”, Uważam Rze

Zdrada  zepchniętych  do  podziemia  katolików  chińskich  i wietnamskich, „polityka wschodnia” kardynałów Koeniga i Casarolliego usuwających ze stolic biskupich hierarchów niechętnych komunistom, renegocjacja konkordatów i upadek państw katolickich, wreszcie duchowe męczeństwo kardynałów Mindszentego i Slipija pozbawionych swoich owiec oraz morderstwa dokonywane na  polskich  kapłanach  jeszcze w  latach  80.,  są  widzialnym  znakiem tej posoborowej tragedii i flirtu z bolszewikami.

"Vaticanum II oczami bezpieki"
Polityka  Putina  doprowadziła  także  na  arenie  międzynarodowej do o wiele poważniejszych „sukcesów” niż największe dokonania Stalina czy Breżniewa. Dziś Stanami Zjednoczonymi Ameryki  rządzi  człowiek, który  nie  wahał  się  przed  swoją  reelekcją złożyć Putinowi następującej deklaracji: Co do wszystkich tych zagadnień, ale zwłaszcza tarczy antyrakietowej,  to  może  być  rozwiązane,  ale  ważne  jest,  żeby  on (Putin – przyp. red) dał mi na to czas. (…) To moje ostatnie wybory. Po wyborach będę miał większą elastyczność, swobodę ruchu (ang. flexibility). onet.pl

Obama  prowadzi  więc  USA  od  klęski  do  klęski  na  arenie międzynarodowej, czego kulminacją była kompromitacja Ameryki w Syrii oraz poważne symptomy „odwrócenia sojuszy” na Bliskim Wschodzie. Pod koniec października w reakcji na amerykańską ugodową politykę wobec Syrii i Iranu rząd Arabii Saudyjskiej,  tradycyjnego  sojusznika  USA,  „zapowiedział "zasadniczą zmianę" swej polityki w relacjach z USA”. Kilka  dni temu (20.11.) Eli Barbur zamieścił na Twitterze szokującą informację:  „BREAKING:  Szef  MSZ  w  Jerozolimie  Lieberman stwierdził nagle, że USA wycofują się z Bliskiego Wschodu i Izrael powinien znaleźć sobie innych sojuszników...”  W  niedzielę  24.11.2013r.  nagłówki  mediów  już  oficjalnie  ogłosiły: „Świat cieszy się z umowy z Iranem. Izrael samotnie protestuje” PR. (Los Izraela w zaistniałej sytuacji jest niezwykle zagrożony, co  z  wyprzedzeniem  opisałem  w  drugim  numerze  „idź  POD PRĄD” „Po co ta awantura?”, 2003)

O uzależnieniu UE od Putina nie będę się rozpisywał, bo jest aż nadto widoczne.
Jak w tym kontekście mają się sprawy w Watykanie? Czy macki  Moskwy  umocniły  się  w porównaniu  z czasami  „Dobrego Papieża”,  jak  zapewne  z  inspiracji Moskwy nazywano Jana XXIII?

O konieczności pojednania się z  Cerkwią  mówili  następcy  Jana XXIII,  a  „nasz  Papież”  porównał nawet  prawosławie  do  „drugiego płuca”  Kościoła.  Przejawia  się  w tym konsekwentne dążenie Rzymu do  rozciągnięcia  swej  jurysdykcji na  Wschód.  Putin  będzie  na  tej nucie  umiejętnie  grał.  Widać  to chociażby  we  wstrzemięźliwej  i wzywającej  Polaków  do  pojednania  z  Rosją  reakcji  Watykanu  na katastrofę  nad  Smoleńskiem  oraz w  sekundowaniu  aliansowi  polskiego  Kościoła  z  Cerkwią  Putina.

Tu oddjmy głos Aleksandrowi Ściosowi:
W  tym  samym  czasie,  gdy  Sobór Ludowy  w  niewybrednych  słowach  fałszuje  historię  polskorosyjską i  oskarża  nas  o  nienawiść  do  Rosjan,  Episkopat  Polski ogłosił „kolejny krok na drodze polsko-rosyjskiego pojednania” – jak  nazwano  „katolicko-prawosławną  konferencję  o  roli  Kościołów  z  Polski i  Rosji  w  budowaniu  przyszłości  chrześcijaństwa  w Europie”.(…)  Cokolwiek  polscy  hierarchowie powiedzą  nam  na temat  tej  nowej  inicjatywy,  jakkolwiek  wytłumaczą  jej  sens „katolickie  media”,  nie sposób  ukryć  prawdy,  że  fundament  posmoleńskiego procesu „pojednania” wyznacza retoryka Tomasza Turowskiego, w szczególności zaś ów straszliwy i zakłamany passus o przynależności Rosji i Polski „do tej samej ogromnej judeochrześcijańskiej tradycji”, w której „wielkie rzeczy zawsze rodziły się we krwi”. Z tej krwi, co podkreślał Turowski, a za nim wielu polskich hierarchów, ma „wyrosnąć to, na co my wszyscy czekamy - nowe, dobre stosunki pomiędzy Polską i Rosją”.

Nie  ma  bardziej  szatańskiego  fałszerstwa,  gdy  ktoś  krew ofiar zrównuje z krwią oprawców. Dlatego w wizjach kreślonych przez  pułkownika  SB  i  powielanych  przez  hierarchów  nie  ma wskazania winnych śmierci tysięcy naszych rodaków, nie ma potępienia  dwóch  stuleci  rosyjskiego  terroru,  prośby  o wyznanie win, wezwania do rachunku krzywd ani próby ich naprawienia.
Tego  faktu  nie  ukryją  dziś  żadne  zabiegi  propagandowe, demagogiczne  zarzuty  „rusofobii”  i „ataków na  Kościół”.  U  podstaw  procesu,  którego  kolejną  odsłonę  funduje  nam  Episkopat, leży  interes polityczny  Putina,  realizowany  poprzez  narzędzie, jakim jest Rosyjski Kościół Prawosławny. W rękach kagiebowskich ludobójców  jest  to  narzędzie  niezwykle  groźne,  bo  celem  obecnych  działań  jest  idea "zjednoczenia”,  wyrażona  wprost  przez jednego z czołowych przedstawicieli Patriarchatu Moskiewskiego: "Nie ulega wątpliwości, że działania polskich hierarchów  w  kierunku  "zbliżenia"  z  Cerkwią  mają aprobatę  Stolicy  Apostolskiej.  Świadczy  o  tym wiele  wypowiedzi  papieża  i  urzędników watykańskich. Jak dalece sięga ta aprobata, nie sposób powiedzieć.Warto  natomiast  w  ocenie  takich  zjawisk  kierować się faktami. Te zaś prowadzą do wniosku, że polityka  Watykanu  w  kwestii  "otwarcia  ekumenicznego" była  w  ogromnej  mierze  zasługą  rozlicznych kombinacji operacyjnych prowadzonych przez służby sowieckie i ich agenturę. Ta kwestia ma  nie  tylko  wymiar  religijny,  jak  chcą  nam  to przedstawić niektórzy hierarchowie, ale jest efektem szeregu błędów i zaniechań popełnianych od lat 60. ubiegłego wieku." Aleksander Ścios, ścios.pl

„Rosyjska  Cerkiew  liczy  na  to,  że  prawosławne  narody  zmienią ludzkość, a w szczególności oblicze Starego Kontynentu. Cywilizacja wschodniego chrześcijaństwa powinna zjednoczyć swoje siły w obronie tradycyjnych wartości, stojących u podstaw kultury europejskiej”. Tego rodzaju „zjednoczenie” pod patronatem KGB - najbardziej  zbrodniczej  organizacji  świata,  dokonywane  z  pogwałceniem  prawdy historycznej,  praw  ludzkich  i  boskich  jest  drogą agresywnej ekspansji i wiedzie wprost do haniebnego zniewolenia społeczeństw i narodów. Jest „pojednaniem” poprzez strzał w potylicę - jedyną formę zażegnywania sporów, jaką znają kremlowscy ludobójcy.  „MILOWY KROK NA DRODZE DO CERKWI”, scios.pl

Rosja  Putina  realizuje  dalekosiężny  cel:  zdominowanie zachodniego  świata  przy  pomocy  ekspansji Cerkwi,  która  wejdzie w destrukcyjny alians z Kościołem rzymskim. Nowy Kościół „o dwóch płucach” z pewnością będzie cechował się bizantyjską służalczością wobec władzy państwowej i stanie się narzędziem indoktrynacji  społeczeństw  Zachodu,  „zaś jego wymiar religijny  zostanie  sprowadzony  do demagogicznej,  pustej  fasady”  j.w.

Ciekawym  elementem  tej  układanki  jest  obraz  opisanego w  Biblii  apokaliptycznego  tworu  religijnego (co  prawda  nie  z dwoma płucami, ale innymi częściami ciała), który służy światowej, szatańskiej władzy politycznej:

I  widziałem  inne  zwierzę,  wychodzące  z  ziemi,  które  miało dwa rogi podobne do baranich, i mówiło jak smok. A wykonuje ono wszelką władzę pierwszego zwierzęcia na jego oczach. Ono to sprawia,  że  ziemia  i  jej  mieszkańcy  oddają  pokłon  pierwszemu zwierzęciu, którego śmiertelna rana była wygojona. I czyni wielkie cuda, tak że i ogień z nieba spuszcza na ziemię na oczach ludzi. I zwodzi  mieszkańców  ziemi  przez  cuda,  jakie  dano  mu czynić  na  oczach  zwierzęcia,  namawiając mieszkańców  ziemi,  by  postawili  posąg  zwierzęciu, które ma ranę od miecza, a jednak zostało przy życiu. I dano mu tchnąć ducha w posąg zwierzęcia,  aby  posąg  zwierzęcia  przemówił  i  sprawił,  że wszyscy, którzy  nie  oddali  pokłonu  posągowi  zwierzęcia,  zostaną  zabici. On  też  sprawia,  że wszyscy,  mali  i  wielcy,  bogaci  i  ubodzy, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na swojej prawej ręce albo na swoim czole, i że nikt nie może kupować ani sprzedawać, jeżeli nie ma znamienia, to jest imienia zwierzęcia lub liczby jego imienia. Obj. 13:11-17

źródło: http://www.podprad.org/index.php/archiwum/polityka/item/45-czas-wielkiego-oszustwa/45-czas-wielkiego-oszustwa

CERKIEW NARZĘDZIE W RĘKACH PUTINA I KSIĘŻA PATRIOCI


CYRYL I AGENT KREMLOWSKI KSYWA “MICHAJŁOW” GOŚCIEM KS. ARCYBISKUPA JÓZEFA MICHALIKA PRZEW. KONF. EPISKOPATU POLSKI.



CERKIEW NARZĘDZIE W RĘKACH PUTINA

GAZETA POLSKA

Zdaniem środowisk opozycyjnych prawosławie w Rosji jest dziś przede wszystkim narzędziem indoktrynacji rosyjskiego społeczeństwa i służy ekspansji władzy kagiebistów, a jego wymiar religijny został sprowadzony do efekciarskiej, pustej fasady. Kościół pod przywództwem Cyryla porównuje się wręcz do „ideologicznego wydziału Komitetu Centralnego KPZR” i oskarża o bezgraniczną podległość władzy kremlowskiej.

„Cieszy nas to, że podczas działań Waszych współpracowników szczególną uwagę poświęcacie sprawom duchowo-moralnym. Jestem przekonany, że konstruktywna współpraca Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej i Służb Federalnych posłuży umocnieniu moralno-patriotycznego ducha obrońców Ojczyzny”. Ten fragment niedawnego listu patriarchy Cyryla I do szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Bortnikowa z okazji 60-lecia urodzin generała doskonale oddaje charakter stosunków łączących Rosyjską Cerkiew Prawosławną z władzą kremlowskich kagiebistów.

Ich symbolem jest jedna z najważniejszych świątyń prawosławia – cerkiew św. Zofii, położona niedaleko Łubianki, którą w 2002 r. uroczyście poświęcono jako oficjalną świątynię pracowników Federalnej Służby Bezpieczeństwa. Wśród funkcjonariuszy KGB/FSB zasiadających na Kremlu sformowała się nawet grupa „prawosławnych czekistów” z Władimirem Jakuninem na czele, która zabiega o wsparcie finansowe i dba o dobre kontakty z przedstawicielami hierarchii.

Cyryl I, czyli agent „Michajłow”

W zgodnej opinii niemal wszystkich rosyjskich środowisk opozycyjnych Rosyjska Cerkiew Prawosławna stanowi dziś wyłącznie „narzędzie w rękach Putina”, sam patriarcha jest zaś uważany za członka ekipy pułkownika KGB – przy czym określenie to należy do łagodniejszych epitetów. Niektórzy z rosyjskich duchownych, jak 74-letni Wiaczesław Winnikow, nazywają kościół pod przywództwem Cyryla „Kościołem Szatana” i mówią wprost o „zorganizowanej grupie przestępczej pod nazwą Rosyjski Kościół Prawosławny.

Zwraca się uwagę, że Władimir Michajłowicz Gundiajew – wieloletni agent KGB o pseudonimie Michajłow, znany dziś jako patriarcha Cyryl I, od początku swojej kariery był związany ze służbami sowieckimi. Prześledzenie jego autentycznej biografii nie jest jednak łatwe, bo od roku 2000 – tj. od początku „epoki Putina” – publikacje na ten temat ukazują się tylko za granicą, w Rosji zaś są objęte cenzurą. Gdy w początkach lat 90., które przez „Michajłowa” są uznawane za najgorsze w historii Rosji, doszło do próby lustracji i badania akt KGB, natychmiast interweniował Patriarchat Moskiewski. Powołano wówczas (podobnie jak to miało miejsce w III RP) specjalną kościelną komisję do zbadania faktów współpracy duchownych ze służbami specjalnymi. Na jej czele stanął biskup kostromski Aleksy. Do dziś ani komisja, ani kolejne Synody Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego nie wydały żadnego komunikatu w tej sprawie. Jak twierdzi opozycja, Cyryl zareagował szybko na to zagrożenie i zajął się gromadzeniem tajnych materiałów na swój temat, tworząc obszerne prywatne archiwum. Dzięki temu jego oficjalny życiorys przypomina dziś hagiografię świętego mędrca i ma niewiele wspólnego z prawdą.

Problemy z biografią Cyryla dotyczą już lat najwcześniejszych. Zwraca się np. uwagę, że młody Gundiajew musiał cieszyć się niezwykłą przychylnością władzy radzieckiej, skoro został przedterminowo zwolniony ze służby wojskowej i za sprawą metropolity Nikodema (agenta KGB o pseudonimie „Światosław”) prosto z Armii Czerwonej trafił do Leningradzkiego Seminarium Duchownego.

To metropolita Leningradu i Nowogrodu Nikodem przez lata czuwał nad karierą Gundiajewa, zabiegając o szybkie otrzymanie przezeń święceń kapłańskich, posady wykładowcy w Leningradzkiej Akademii Teologicznej czy roli reprezentanta rosyjskiej Cerkwi w Międzynarodowym Forum Młodzieży Prawosławnej. Dzięki Nikodemowi zaledwie 23-letni Gundiajew, występując jako osobisty sekretarz biskupa, mógł wyjeżdżać bez problemów za granicę i cieszył się zaufaniem komunistycznej władzy.

Znany jest dokument z 16 kwietnia 1960 r., w którym szef KGB Aleksander Szelepin rekomenduje Komitetowi Centralnemu KPZR metropolitę Nikodema na stanowisko przewodniczącego Wydziału Stosunków Zewnętrznych Cerkwi Prawosławnej i poleca mianowanie go przedstawicielem Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego w Światowej Radzie Pokoju. KGB miało prawo nominacji na urzędy kościelne nie tylko w Cerkwi prawosławnej. Głosem doradczym dysponowała Rada do Spraw Religijnych, która – jak twierdzi Wasilij Mitrochin – stanowiła oficjalną twarz IV Departamentu KGB. Zdaniem Mitrochina, na czele wszystkich związków wyznaniowych w ZSRS stali oficerowie komunistycznych służb specjalnych.

Ponieważ Cyryl I, pozostając przez wiele lat pod opieką „Światosława”, przeszedł identyczną drogę kariery, można przypuszczać, że jej poszczególne etapy – od działalności w Światowej Radzie Kościołów i kierowania wydziałem zewnętrznych stosunków cerkiewnych, po stanowisko biskupa smoleńskiego i patriarchy moskiewskiego – musiały również przebiegać pod czujnym okiem KGB/FSB. W niektórych publikacjach podkreśla się, że – ze względu na doświadczenie operacyjne – Gundiajewa w sposób szczególny łączy serdeczna przyjaźń z płk. Putinem i jest to „więź dwóch profesjonalistów – kolegów pracujących w różnych oddziałach służb sowieckich”.

W wydanej na Zachodzie książce „Wieże tajemnic” były funkcjonariusz IV Departamentu KGB (zajmującego się Cerkwią) Wiktor Szejmow twierdził, że agentura w Kościele prawosławnym była czymś więcej niż tylko źródłem informacji. Był to aktyw KGB, zaliczany do nieumundurowanych pracowników tej organizacji. Inny były oficer KGB, Anatol Szuszpanow, w wywiadzie udzielonym przed laty rosyjskiemu tygodnikowi „Argumenty i Fakty” przyznał, że agenci – duchowni Cerkwi prawosławnej – byli de facto pracownikami KGB.

Interesy hierarchy, czyli od papierosów do klubu nocnego

Karierze Cyryla towarzyszyły także liczne skandale finansowe i zarzuty korupcyjne. Jeszcze przed objęciem stanowiska patriarchy Moskwy jego osobisty majątek oceniano na 4 mln dolarów. Gundiajew prócz apartamentu w Moskwie ma także posiadać dom w Szwajcarii (gdzie co roku jeździ na narty) oraz liczne konta bankowe i nieruchomości rozsiane po całym świecie. Na początku lat 90. duchowny zajmował się handlem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim, oraz obrotem ropą naftową, wykorzystując w tym celu instytucje religijne i korzystając z ulg i odpisów podatkowych. Był m.in. założycielem banku komercyjnego oraz funduszu „Nika”, który posłużył do importu do Rosji ogromnych ilości papierosów w ramach „pomocy humanitarnej”. Zyski z tych przedsięwzięć ocenia się na setki milionów dolarów, a działająca pod koniec lat 90. komisja nadzwyczajna, licząc straty państwa z tytułu przywilejów celnych w latach 1994–1996, stwierdziła, że wyniosły one prawie 33 mld rubli.

W 2000 r. pojawiły się w prasie informacje o działalności Gundiajewa na rynku… handlu owocami morza. Spółka, w której ówczesny biskup smoleński miał udziały (JSC „Region”), zajmowała się połowem krabów królewskich i krewetek, a zyski z tego interesu szacowano na co najmniej 17 mln dolarów. Kilka lat temu w jednym z wywiadów Cyryl ironicznie stwierdził, że jego wrogowie są tak zaciekli, iż próbowali go oskarżać o próbę zniszczenia wielu cennych gatunków krabów. Obecne pomysły biznesowe Gundajewa dotyczą rozwoju spółek medialnych oraz budowy sieci nocnych klubów, w których rosyjska młodzież poznawałaby „alternatywne sposoby spędzania czasu po zmierzchu”.

Zwalczanie Pussy Riot

Od kilku miesięcy opozycyjne media stawiają patriarsze zarzuty związane z aresztowaniem trzech młodych kobiet z zespołu punkowego Pussy Riot. W lutym br. wykonały one w soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie utwór, w którym prosiły Bogurodzicę, by przepędziła z Rosji Władimira Putina. Władze Cerkwi oskarżyły artystki o „sprofanowanie świątyni, obrażenie uczuć religijnych i szerzenie nienawiści”. W atak na Pussy Riot włączył się osobiście Cyryl I, grzmiąc o „upadku obyczajów” i „bezczeszczeniu narodowych świętości” oraz domagając się surowego ukarania sprawczyń. Mimo listu protestacyjnego rosyjskich intelektualistów, podpisanego również przez dziesiątki tysięcy Rosjan, areszt wobec dziewczyn przedłużono do stycznia 2013 r., a za „czyn chuligański” grozi im kara siedmiu lat więzienia. Rosyjska opozycja, krytykując obłudną postawę Cyryla, podkreśla, że sprawa ma wyłącznie kontekst polityczny i świadczy o bezwzględnym podporządkowaniu Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej interesom kremlowskich kagiebistów.

Powszechnie wyśmiewana i krytykowana Cerkiew broni się w niewyszukany sposób. Jej przedstawiciele powtarzają, że ataki na hierarchów to nic innego jak „akcja zaplanowana przez wrogów Rosji za granicą”, a przede wszystkim przez sprawcę wszelkiego zła, czyli Departament Stanu USA. Najnowsza uchwała soborowa Kongresu Narodu Rosyjskiego organizowanego przez Patriarchat Moskiewski, wydana po serii wielotysięcznych manifestacji opozycji, mówi o „próbie destabilizacji kraju przy udziale zewnętrznych wpływów i sił radykalnych”.

Ta retoryka, zaczerpnięta wprost z wystąpień obecnego prezydenta FR, ma być przestrogą, że przeciwnicy Putina są również wrogami Cerkwi i każdy, kto występuje przeciwko reżimowi kagiebisty, może liczyć na miano śmiertelnego wroga rosyjskiego prawosławia.

Miliardy dla Cyryla

Nie dziwi zatem, że strona Patriarchatu Moskiewskiego przypomina oficjalny biuletyn rządu Federacji Rosyjskiej. Listy gratulacyjne oraz życzenia od i do poszczególnych ministrów przeplatają się z informacjami o wzajemnych wizytach, naradach i spotkaniach. Najnowszym sukcesem Cyryla jest kwietniowe rozporządzenie premiera Rosji o uproszczeniu procedury przekazywania darowizn i nieruchomości na cele religijne. Reżim Putina nie żałuje również pieniędzy na finansowanie budownictwa sakralnego. Przed kilkoma miesiącami Putin chwalił się, że „jeśli w latach 2008–2011 przeznaczyliśmy kwotę 2,3 mld rubli na przywrócenie świetności budowli sakralnych i transferów do organizacji religijnych, to w ciągu najbliższych trzech lat będzie to prawie 3,5 mld rubli”.

W zamian za liczne przywileje Cerkiew, wspólnie z kagiebistami, buduje system autorytarnej władzy „opartej na tradycyjnych rosyjskich wartościach” i kontynuuje drogę wytyczoną wiernopoddańczym listem metropolity Sergiusza z roku 1926, w którym znalazł się m.in. nakaz: „Musimy nie słowami, lecz czynami pokazać, że jesteśmy wiernymi obywatelami Związku Sowieckiego, lojalnymi wobec władzy sowieckiej” oraz pouczenie, iż „Wszelki cios, skierowany przeciwko Związkowi Sowieckiemu – czy to wojna, czy bojkot, czy jakakolwiek klęska społeczna, czy zwykłe zabójstwo zza węgła, w rodzaju warszawskiego – uważamy za cios skierowany przeciwko nam”.

W obronie „unikalnej rosyjskiej cywilizacji”

Sergiaństwo – jak przeciwnicy obecnej Cerkwi nazywają sojusz prawosławia z władzą kagiebistów – święci dziś triumfy i pod kierunkiem Cyryla i Putina zmierza do najściślejszej fuzji tych dwóch porządków. W raporcie prestiżowego Instytutu Keston, zajmującego się od 1969 r. badaniem religii w krajach komunistycznych, mówi się o „narastaniu bezwarunkowej lojalności” i serwilizmie Cerkwi wobec Putina. Podstawowy dogmat kremlowskiej ideologii – koncepcja „wyjątkowości, unikalności rosyjskiej wizji demokracji i praw człowieka” – został uchwalony na Światowym Kongresie Narodu Rosyjskiego, zorganizowanym przez Patriarchat Moskiewski w 2006 r. Natomiast w pod koniec maja 2010 r., podczas spotkania Cyryla I z przedstawicielami putinowskiej partii „Jedna Rosja”, podpisano oświadczenie o współpracy, w którym zadeklarowano „narodowe porozumienie co do podstawowych wartości moralnych” oraz intencję „utrzymywania Rosji jako unikalnej cywilizacji, szczególnie w kontekście globalizacji i wdrażanie na szeroką skalę programu modernizacji kraju”.

Główną rolę w działaniach zagranicznych Cerkwi spełnia wydział kontaktów zewnętrznych – obsadzany od dziesięcioleci najwierniejszymi agentami KGB. Również dziś Służba Wywiadu Zagranicznego (SWR) posiada w nim liczną agenturę zapewniającą m.in. doskonałe kontakty z emigracją rosyjską. Przewodniczącym wydziału w latach 1960–1972 był patron Gundiajewa, metropolita Nikodem (agent „Światosław”), a przez 10 lat na jego czele stał sam agent „Michajłow”. To przedstawiciele tego wydziału odwiedzili Polskę we wrześniu 2009 r., tuż po wizycie Putina na Westerplatte, która zapoczątkowała proces „zacieśniania przyjaźni” z kremlowskim reżimem. Efektem tej wizyty był projekt wspólnego listu Episkopatu i Cerkwi „o poszanowaniu prawdy historycznej i wezwaniu Polaków i Rosjan do pojednania”. Kolejna wizyta, tym razem przewodniczącego wydziału, metropolity wołokołamskiego Hilariona, miała miejsce tuż po tragedii smoleńskiej, w czerwcu 2010 r. Powołano wówczas dwa zespoły: polski i rosyjski, które miały opracować tekst wspólnego orędzia.

Komu służy pojednanie

Jak wiemy, do jego podpisania dojdzie podczas czterodniowej wizyty Gudiajewa-Cyryla w Polsce, 17 sierpnia br., gdy przedstawiciele obu Kościołów uczynią to w obecności Bronisława Komorowskiego. Tekst orędzia wzywającego do „pojednania” zostanie następnie odczytany we wszystkich polskich kościołach.

Minister Anna Fatyga, pisząc niedawno o tym projekcie, zapytała: „Komu służy to pojednanie? Dlaczego, choć to ważne wydarzenie, nikt w tej sprawie nie zabiera głosu? Milczą historycy, religioznawcy, milczy laikat. Ta cisza jest przerażająca, dźwięczy mi w uszach”.

W istocie – cisza panująca wokół tego wydarzenia powinna nas przerażać, bo ponad wszelką wątpliwość akt ten ma groźny wymiar polityczny i służy interesom kremlowskich kagiebistów. Te zaś nigdy nie były i nie będą zgodne z dążeniami milionów Polaków.

Towarzyszące planowanemu orędziu Episkopatu i Cerkwi demagogia oraz religijna retoryka stanowią rodzaj zasłony, zza której wyziera twarz płk. Putina i intencje dalekie od „historycznego pojednania”. W sposób daleki od prawdy przedstawia się nie tylko postać patriarchy Cyryla, ale również pozycję i rolę Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej. Milczeniem pomija się fakt, że jest to instytucja podległa władzy Kremla, wspierająca fałszowanie historii stosunków polsko-rosyjskich, pochwalająca eksterminację narodu czeczeńskiego i „błogosławiąca” bandyckie działania służb Putina.

Do dziś nie znamy nawet treści wspólnego orędzia, a jego całkowite utajnienie – aż do chwili odczytania w kościołach – pozwala przypuszczać, że w proces ten zaangażowani zostali również ludzie służb specjalnych. Nie ma wątpliwości, że w takich kategoriach trzeba postrzegać wielu przedstawicieli rosyjskiej Cerkwi. W publikacji „GPC” z 17 lipca br. przypomniano zaś, że wizyta Gudiajewa jest wynikiem m.in. zabiegów byłego pułkownika SB Tomasza Turowskiego, który z nadania Radosława Sikorskiego zajmował się „pogłębianiem stosunków z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym”. Rzeczywisty wymiar tego „pojednania” uwidacznia się również w fakcie, że po jednej stronie sygnatariuszy znajdujemy agenta KGB „Michajłowa”, z drugiej zaś hierarchę, który – jak wynika z akt przechowywanych w IPN – zarejestrowany został jako tajny współpracownik SB o pseudonimie Zefir.

Mamy prawo pytać: jakie owoce może przynieść to „pojednanie” – jeśli nie poprzedził go rachunek krzywd, wyznanie win i akt skruchy? Na czym jest ono oparte, skoro w obecnych stosunkach polsko-rosyjskich nie ma nawet definicji oprawcy i ofiary, a do kłamstwa katyńskiego rosyjski reżim dołożył kłamstwo smoleńskie i złowrogą tajemnicę śmierci polskiej elity?

Jan Paweł II w Adhortacji Apostolskiej Reconciliatio Et Paenitentia przypominał, że „pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam. Tęsknota za pojednaniem i ono samo będą w takiej mierze pełne i skuteczne, w jakiej zdołają uleczyć ową pierwotną ranę, będącą źródłem wszystkich innych, czyli grzech”.

Czy wspólne orędzie Cerkwi i Episkopatu może uleczyć ogromną ranę polskich dziejów związaną z krzywdami doznanymi od Rosjan – jeśli nigdy ich nie nazwano, nie policzono i nie przeproszono za nie? Jaki grzech ma uleczyć to „pojednanie”, skoro nie ma wyznania winy ani woli poprawy? I które rozłamy ma zasypać, jeśli zabroniono nam o nich nawet mówić?
Kategorie:

   Autor: Aleksander Ścios



LIST OTWARTY PORTALU  Blogmedia24.pl

Jego Ekscelencja
Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6

01-015 Warszawa
skep1@episkopat.pl

Wasza Ekscelencjo,
Czcigodny Księże Arcybiskupie,

my, wierni Kościoła Katolickiego w Polsce, z niepokojem przyjęliśmy informację, ze podczas wizyty Cyryla I w Polsce ma dojść do podpisania Orędzia do Narodów Rosji i Polski – wspólnego dokumentu Rosyjskiej Cerkwi i Episkopatu Polski, nad którym prace trwały od ponad dwóch lat, a o którym wierni nie byli informowani przez swoich Biskupów.

Kościół Katolicki w Polsce był od wieków miejscem, gdzie wierni gromadzili się pod opiekę Maryji Królowej Polski, szukając wsparcia u swoich Pasterzy w momentach zagrożenia dla wiary i państwowości Polski. I przez wieki znajdowali Pasterzy, którzy potrafili ich przeprowadzić w modlitwie i Opiece Boskiej przez wszystkie zakręty historii.

W Wielką Niedzielę abp Józef Michalik w orędziu wielkanocnym powiedział, że "zmartwychwstanie Chrystusa ma wielkie przesłanie do nas: Nie poddawajmy się!". Ktoś kto zagarnia historię, przeszłość już sięga ręka po przyszłość, działa na szkodę.

To jest siła narodu naszego. Trzeba umieć słuchać narodu. Bolesne jest to, że niejednokrotnie rządzący nie chcą tego narodu słuchać w różnych sytuacjach ."

Odwołując się do słów Waszej Ekscelencji, naszego Pasterza, prosimy o wysłuchanie naszej opinii i wycofanie się z podpisania tego niebezpiecznego dla przyszłości Polski wspólnego orędzia.

Bolejemy nad tym, że ponad dwa lata od śmierci polskiej elity, Episkopat Polski nie odważył się powiedzieć Polakom, że obecna władza ukrywa prawdę o tragedii smoleńskiej i w pakcie z Putinem pozbawia nas resztek godności i suwerenności. Przeciwnie, od dawna zauważamy szereg niepokojących sygnałów płynących od naszych duszpasterzy.

Nigdy nie usłyszeliśmy apelu o rzetelne wyjaśnienie przyczyn tragedii ani głosu w obronie tych, którzy zginęli na nieludzkiej ziemi. Nie powiedziano Polakom, kto ponosi moralną odpowiedzialność za wzniecanie kampanii nienawiści i nie wskazano winnych niszczenia naszej państwowości.

Gdy na Krakowskim Przedmieściu bito i lżono obrońców krzyża, a człowiek wybrany prezydentem rozpętał wojnę z symbolem chrześcijaństwa – w stanowisku Episkopatu z dnia 12 sierpnia 2010 r. napisano: „Modlącym się pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu zwracamy uwagę, że w zaistniałej sytuacji stają się, mimo swej najlepszej woli, politycznym punktem przetargowym stron konfliktu”, a z ust najwyższych przedstawicieli Kościoła usłyszeliśmy o „fanatycznej sekcie broniącej krzyża” i „bezrozumnych zwierzętach”.

Zaledwie tydzień po tragedii, sekretarz Konferencji Episkopatu Polski. bp Stanisław Budzik wyraził nadzieję, „że wspólne przeżywanie katastrofy, jaka wydarzyła się pod Smoleńskiem będzie nowym otwarciem, kamieniem milowym na drodze porozumienia i pojednania polsko-rosyjskiego” i przypomniał, że hierarchowie polskiego Kościoła „zinterpretowali tragiczne wydarzenia pod Smoleńskiem jako okazję do pogłębienia dialogu polsko-rosyjskiego”.

Głos ten Polacy usłyszeli wówczas, gdy rosyjscy żołdacy niszczyli wrak samolotu, zacierali ślady po smoleńskiej tragedii i kłamliwie oskarżali polskich pilotów o spowodowanie katastrofy. Brzmiał tym bardziej obłudnie, że władze Rosji nie tylko „wspólnie przeżywały” śmierć naszej elity, ale zaprzeczały też odpowiedzialności za katyńskie ludobójstwo i wespół z rosyjską Cerkwią zawłaszczały miejsce kaźni polskich oficerów, stawiając na terenie Zespołu Memorialnego w Lesie Katyńskim Cerkiew Zmartwychwstania Chrystusa. Inicjatorem tej budowy był Cyryl I, a jej wykonanie sfinansował koncern Rosnieft, zarządzany przez ludzi KGB.

Symbolem wspólnych dążeń do zadekretowania „pojednania” z Rosją, była także decyzja władz Archidiecezji Warszawskiej o ulokowaniu w biurowcu należącym do Archidiecezji siedziby Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Ta rządowa instytucja została powołana natychmiast po tragedii smoleńskiej i na wzór komunistycznego TPPR –u, ma zajmować się „ratyfikację polsko-rosyjskiego dialogu i porozumienia”.

W trakcie pogrzebu pary prezydenckiej na Wawelu, kard. Stanisław Dziwisz przypomniał, że „przed blisko półwieczem biskupi polscy wykonali prawdziwie proroczy krok w kierunku Niemców, mówiąc do nich w imieniu narodu polskiego: ,,Wybaczamy i prosimy o wybaczenie!“ i dodał: „Musimy dorastać do wypowiedzenia tych samych słów wobec braci Rosjan.” „Orędzie skierowane do narodów Polski i Rosji będzie odpowiednikiem tego, co się stało w relacjach polsko-niemieckich w 1965 roku” stwierdził ks. Henryk Paprocki, rzecznik Kościoła prawosławnego w Polsce.

W naszym mniemaniu Orędzie do Narodów Rosji i Polski, będące zwieńczeniem wielu niebezpiecznych sygnałów płynących z ostatnich miesięcy, nie może być porównywane z listem do biskupów niemieckich z 1965 r. Próba narzucenia takiej interpretacji każe przypuszczać, że mamy do czynienia z aktem historycznego fałszerstwa, którego konsekwencje mogą być wręcz nieobliczalne i trwale zaważyć na przyszłości Polski i polskiego Kościoła.

Dość przypomnieć, że List biskupów polskich do niemieckich został poprzedzony autentycznym procesem pojednania i był odpowiedzią polskich hierarchów na wieloletnie starania strony niemieckiej. Wyprzedziły go działania kościołów niemieckich, w tym Kościoła ewangelickiego, który w swym memorandum z 1 października 1965 r. wzywał do zaakceptowania granic na Odrze i Nysie oraz do podjęcia dzieła pojednania Niemców ze wschodnimi sąsiadami. Wcześniejszym gestem intelektualistów ewangelickich było tzw. memorandum z Tybingi – przedstawione deputowanym Bundestagu w roku 1961, nawołujące zachodnioniemieckich polityków do odejścia od idei rewizji granic. Okazją do podjęcia procesu pojednania był przede wszystkim Sobór Watykański II, dając możliwość bezpośredniego spotkania przedstawicieli Episkopatów obu krajów.

Poprzedziły go wspólne wystąpienia w sprawie beatyfikacji franciszkanina — męczennika Auschwitz — o. Maksymiliana Kolbe czy pielgrzymki niemieckich chrześcijan do miejsc zbrodni hitlerowskich w Polsce. Słowa „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” – podpisane m.in. przez kardynała Stefana Wyszyńskiego i biskupa Karola Wojtyłę – były nie tylko aktem mądrości politycznej ówczesnych hierarchów Kościoła, ale wypływały z głębokiego przeświadczenia, że istnieją rzeczywiste warunki pojednania „w tym jak najbardziej chrześcijańskim, ale i bardzo ludzkim duchu”.
Jeśli ówczesne władze komunistyczne zareagowały z wściekłością na orędzie polskich biskupów – to również dlatego, że było ono wyrazem ewangelicznej i chrześcijańskiej postawy.

Każdy, kto zna stan dzisiejszych stosunków polsko-rosyjskich, musi wiedzieć, że nie spełniają one żadnego z warunków koniecznych do prawdziwego pojednania. W wymiarze politycznym, historycznym czy religijnym – nie sposób nawet wskazać wydarzenia na miarę inicjacji takiego procesu. Również Rosyjska Cerkiew Prawosławna jest daleka od budowania relacji opartych na prawdzie, a wobec reżimu kremlowskiego spełnia dziś rolę stronnika i wasala.
Symbolem obecnych relacji może być wypowiedź patriarchy Cyryla, który 4 listopada ubiegłego roku, w ustanowione przez Putina święto Jedności Narodowej, porównał wypędzenie Polaków z Moskwy w roku 1612 do zwycięstwa nad hitlerowskimi Niemcami w 1945 roku.

Sam sygnatariusz orędzia, Cyryl I patriarcha Moskwy i Wszechrusi , Władimir Michajłowicz Gundiajew jest współpracownikiem KGB o pseudonimie „Michajłow".

Są to fakty znane wiernym Kościoła w Polsce, jak również fakt że Patriarcha, uważany w Rosji za członka ekipy Putina w przeszłości zajmował się m.in. obrotem wyrobami tytoniowymi, wwożonymi do Rosji bez cła i składowanymi w Monasterze Daniłowskim oraz handlem ropą naftową, czerpiąc z tych nielegalnych procederów milionowe zyski.

Na czym zatem miałoby opierać się owo „pojednanie’ między kościołami i narodami – jeśli nadal nie ma rachunku krzywd, poczucia winy ani woli poprawy? Jaki akt „wybaczenia” chcą nam przygotować polscy hierarchowie, gdy ukryto prawdę o przyczynach tragedii smoleńskiej, a Prawosławna Cerkiew wspiera człowieka odpowiedzialnego za śmierć naszych rodaków?

Czy polski Episkopat zapomniał już słów Jana Pawła II, że ,,pojednanie nie może być mniej głębokie niż sam rozłam“ i nie pamięta o hańbie pozorów pojednania?

Nie mamy wątpliwości, że wspólne orędzie hierarchów polskich i rosyjskich stanowi integralny element fałszywego procesu „pojednania” – narzuconego Polakom od dnia tragedii smoleńskiej i w sposób bezpośredni wpisuje się w plan uczynienia z naszego kraju rosyjskiego dominium. Jest inicjatywą, którą należy oceniać w perspektywie celów politycznych wyznaczonych przez grupę rządzącą.

Podpisując to orędzie, biskupi mogą być pewni przychylnej reakcji władzy, która spróbuje je wpisać we własną politykę.
Ale co się stanie z owcami powierzonymi Pasterzom, wiernymi którzy poczują się oszukani i opuszczeni?

W 1993 roku papież Jan Paweł II powiedział:

„Anty­chryst jest wśród nas. Nie możemy przy­my­kać oczu na to, co nas ota­cza. Musimy nazwać po imie­niu złego. Nie możemy prze­oczyć faktu, że wraz z kul­turą miło­ści i życia na świe­cie roz­po­wszech­nia się inna cywi­li­za­cja, cywi­li­za­cja śmierci, będąca bez­po­śred­nim dzie­łem sza­tana i sta­no­wiąca jeden z prze­ja­wów zbli­ża­ją­cej się Apokalipsy.“

Niech wasza mowa będzie: Tak, tak; nie, nie. A co nadto jest, od Złego pochodzi. (Mt 5:33-37).

Biorąc pod uwagę powyższe argumenty, zatroskani o dobro Kościoła katolickiego w Polsce apelujemy o niepodpisywanie orędzia polsko-rosyjskiego. Jesteśmy przekonani o jego szkodliwości dla przyszłości Kościoła w Polsce, jak i dla przyszłości naszej Ojczyzny. Nadszedł moment, gdy na drodze fałszywego pojednania powinniśmy powiedzieć „Non possumus!”


W imieniu

katolickiego laikatu, świeckich prawdziwie zaangażowanych, zatroskanych o obecność wiary, Ewangelii, Chrystusa pośrodku nas i o przyszłość naszej Ojczyzny, zgromadzonych wokół portalu Stowarzyszenia Blogmedia24.pl

Prezes Zarządu
Elżbieta Szmidt

prosimy o propagowanie jego treści na innych portalach i zachęcania tych, którzy się zgadzają z treścią listu, o podpisywanie we własnym imieniu i wysyłanie na adres:

Jego Ekscelencja

Ksiądz Arcybiskup Józef Michalik
Przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski

Skwer Ks. Kard. S. Wyszyńskiego 6
01-015 Warszawa
skep1@episkopat.pl


____________________________
Cerkiew, narzędzie w rękach Putina
http://www.gazetapolska.pl/21276-cerkiew-narzedzie-w-rekach-putina

Cyryl I w Polsce
http://www.naszdziennik.pl/mysl-felieton/6794,cyryl-i-w-polsce.html

.