Kościół pozwolił nam poczuć się obywatelami świata.
Czy zauważamy, że dzięki globalizacji jesteśmy członkami Kościoła, czyli
świata Bożego rozproszonego po całej ziemi?
Globalizacja wciąż budzi wiele kontrowersji. To co dla
jednych jest złem, dla drugich jest dobrem. Jednak chrześcijanin
powinien rozpoznawać w globalizacji wezwanie do uczestnictwa w
zorganizowanym zupełnie inaczej niż kiedyś świecie.
Już sama nazwa procesu, który - czy nam się on podoba, czy nie -
istnieje i przemienia społeczności, budzi wśród wielu zaniepokojenie.
Przeciętny człowiek ma już dość wszelkich trudnych pojęć. Tak było z
komasacją gruntów, nacjonalizacją, industrializacją, lustracją i
dekomunizacją. Dziś męczy go nawet demokracja. Ale współczesnego świata
nie można zrozumieć bez spojrzenia na zjawisko globalizacji. Jak więc
wytłumaczyć prościej zmiany, które przynosi globalizacja?
Świat zdąża wielkimi krokami ku uniformizmowi. Rozwój techniki i
gospodarki przemysłowej powoduje niwelowanie różnic i skłania do
uniformizmu, a nawet cywilizacji planetarnej (kosmopolityzmu). Ponadto,
cywilizacja przemysłowa jest wszędzie podobna, a właśnie ona determinuje
kulturę. Toteż różnice kulturowe zacierają się coraz bardziej. Proces
globalizacji postępuje wieloma drogami. Dzięki środkom społecznego
komunikowania redukuje się przestrzeń. Świat staje się coraz mniejszy.
Kontakty między ludźmi różnych narodowości są coraz częstsze.
Normalizacja w produkcji przemysłowej sprawia, że standardy w różnych
częściach świata nie różnią się zasadniczo od siebie.
Zanika także indywidualność kulturalna. Kultura staje się masowa, co z
kolei sprawia konieczność powierzchowności i ograniczania się do
pewnych szablonów i standardów. Mentalność ludzi na całym świecie w
związku z tym kształtowana jest niemal jednakowo. Wszystkie te procesy
zmierzają coraz bardziej do unifikacji świata. Identyczność cywilizacji
musi spowodować także unifikację prawną, gospodarczą, polityczną, a nade
wszystko kulturową. Jest to proces nieodwracalny i nieunikniony. Można
go dostrzegać albo nie, ale on istnieje. Globalizacja jest faktem. Rodzi
się pytanie, czy ten proces globalizacji, który prowadzi do cywilizacji
standardowej, nie niszczy kultur ludowych, regionalnych i narodowych?
Czy w tym wszystkim myśli się o dobru wspólnym, czyli o stworzeniu
takich warunków życia, dzięki którym każdy człowiek może osiągnąć własną
doskonałość? Czy w tym znajdzie się miejsce na etykę? Jaka jest w
procesie globalizacji rola Kościoła?
Kościół nie pozostaje obojętny wobec procesów globalizacyjnych i ustami
swych przedstawicieli w sposób jasny i zdecydowany przedstawia swoje
stanowisko w tym względzie.
Sobór Watykański II dał nowy impuls Kościołowi Powszechnemu.
Uświadomił, że kościół jest źródłem mądrości moralnej oraz że ma on swój
sposób funkcjonowania we współczesnym świecie i wypowiadania się o nim,
co jest istotne również w temacie globalizacji. Pozwala to Kościołowi
na prowadzenie dyskusji na poziomie Kościołów lokalnych. Jest to o tyle
ważne, że inaczej wygląda globalizacja w Nowym Jorku, w Sao Paulo, w
Lusace, w Warszawie, w Manili czy w Jerozolimie. A tym samym dzięki
lokalnym Kościołom mamy możliwość uczestniczenia w dyskusji o
globalizacji, uwzględniając uwarunkowania lokalne. Zatem stanowisko
soborowe to aktywna działalność społeczna Kościoła powiązana z zasadami
moralnymi zawartymi w jego nauce.
Jan Paweł II, znacząco pogłębił i rozszerzył zasady katolickiej nauki
społecznej. Pojęcie solidarności występowało w nauce społecznej długo
przed objęciem przez Jana Pawła II Stolicy Apostolskiej, ale solidarność
we współczesnym katolicyzmie, z powodu osobistego świadectwa Papieża,
znaczy dużo więcej. Tak więc podstawę, dzięki której Kościół mógł
przygotować się do zaangażowania w sprawie globalizacji, stanowią:
dziedzictwo nauki społecznej, oddziaływanie Soboru i nauczanie Jana
Pawła II.
Jako katolicy dysponujemy nie tylko zestawem idei/poglądów na temat
globalizacji, ale także szeregiem instytucji. Globalizacja jest
zjawiskiem trudnym i skomplikowanym. Nie można wpływać na nią tylko
przez wyrażanie życzeń. Trzeba wywierać wpływ na kształt globalizacji,
wykorzystując istniejące silne struktury instytucjonalne. Jedną z cech
Kościoła katolickiego jest jego ponadnarodowy charakter. Taki sam
charakter ma zjawisko globalizacji. Inną cechą Kościoła, używając
słownictwa ekonomicznego, jest głęboka pionowa integracja. Silna
struktura daje możliwość wypowiadania się silnym głosem przez Kościół
jako całość w sprawach światowych (siłę i jedność Kościoła najlepiej
uosabia Papież); zajmowania stanowiska odnośnie spraw narodowych przez
lokalne Kościoły (np. Konferencje Episkopatów); mówienia o problemach
lokalnych społeczności na poziomie diecezji, parafii, zorganizowanych
grup oraz związków. Ta pionowo zintegrowana struktura Kościoła,
prowadząca swą działalność na poziomie światowym, narodowym i lokalnym,
pozwala na wielowymiarowe podejście do problemów globalizacji. W związku
ze złożonością tego zjawiska zdaniem o. Hehira właśnie Kościół posiada
cechy, umożliwiające zajęcie się problemami globalizacji.
Globalizacja jest dla społecznego nauczania Kościoła podobnym wyzwaniem,
jakim była industrializacja pod koniec XIX wieku. Przed Rerum Novarum
istniało społeczne nauczanie w Kościele, ale proces industrializacji
pokazał, że musi ono być dużo bardziej systematyczne, rygorystyczne i
ekspansywne, jeżeli miało sprostać złożonym wyzwaniom moralnym
industrializacji.
Spoglądając na nauczanie katolickie od czasu Vaticanum II, widzimy, że
nauka ta stale się rozwija i rozszerza. Tomasz z Akwinu omawiał dobro
wspólne, ale nigdy międzynarodowe, jak dzisiejsze nauczanie społeczne
Kościoła. Akwinata mówił o sprawiedliwości prawnej. W dzisiejszych
czasach mówimy o sprawiedliwości społecznej i oznacza to nowe spojrzenie
na sprawy społeczne. Podejmując wyzwania związane z globalizacją, nie
możemy tylko korzystać ze starych koncepcji. Potrzebne jest rozwinięcie
nowych, aby sprostać wszystkimi problemom.
Jedną ze spraw odróżniających dzisiejszą globalizację od zjawisk końca
XIX wieku są procesy zachodzące na rynkach finansowych: ich silna
integracja i szybkie przepływy kapitału finansowego w świecie. Pytania o
globalne rynki finansowe (czy należy próbować je regulować czy nie; czy
należy opodatkować przepływy pieniędzy czy nie) stanowią szeroko
dyskutowane przez ekonomistów zagadnienia. Oczywiście nie ma w tradycji
Kościoła żadnego dokumentu dającego odpowiedź na takie pytania. Aby
przedstawić, co myślimy o wszystkich tych zagadnieniach, musimy jednak
zaczynać od zera, gdyż jest to jeden z obszarów, w którym istnieje luka w
naszej wizji świata.
Benedykt XVI dostrzega dwa zagrożenia rozwoju ludzkości związane z
relacją rozum - wiara, a także ze stosunkiem religia - sfera publiczna.
Zarówno laicyzm, jak i fundamentalizm, wykluczają możliwość postępu.
Rozum, także polityczny, bez wiary pozostaje nieoczyszczony, co
powoduje, że prawa człowieka albo nie są respektowane, albo pozbawia się
je transcendentalnego fundamentu, a rozum uważa się za wszechmocny. Bez
Boga niemożliwe staje się prawdziwe spotkanie osób. Widać to właśnie w
zjawisku globalizacji, które mimo że zbliża ludzi, wcale nie czyni ich
braćmi, bowiem braterstwo nie jest wynikiem jedynie ludzkiej refleksji,
ale darem Tego, który pierwszy nas umiłował. Jeśli jest możliwa jedność i
komunia ludzkości, to tylko pod warunkiem integralnego rozwoju, nie
wykluczającego transcendentalnego wymiaru: „Powołanie chrześcijańskie do
(...) rozwoju dotyczy zarówno wymiaru przyrodzonego, jak i
nadprzyrodzonego" - Benedykt XVI, Caritas in veritate.
Globalizacja jest dziś zjawiskiem obecnym we wszystkich dziedzinach
ludzkiego życia. Urzeczywistnia się na płaszczyźnie infrastruktury
technicznej, światowego uspołecznienia ekonomii, w dziedzinie mass
mediów i społecznego komunikowania oraz na płaszczyźnie politycznej i
kulturalnej. Globalizacja oznacza, że świat, w którym żyjemy w coraz
większym stopniu zmienia się w jeden świat. Proces ten bez wątpienia nie
zostaje również obojętny wobec Kościoła katolickiego jednego z
największych i najstarszych aktorów globalnych. Należy podkreślić także
fakt, że Kościół również ma wpływ na zmieniająca się rzeczywistość.
Ponieważ Kościół katolicki, który może poszczycić się wielowiekową
tradycją działań w skali międzynarodowej, globalnej i to zarówno w
sferze duszpasterskiej i ekonomicznej, ma ogromny potencjał
oddziaływania na świat. W związku z tym wzajemne relacje globalizacji i
Kościoła stają się istotnym zaganianym we współczesnym świecie.

"Globalizacja nie jest a priori dobra ani zła. Będzie taka, jaką uczynią
ją ludzie. Żaden system nie jest celem samym w sobie, należy zatem
konsekwentnie głosić, że globalizacja, jak każdy inny system, musi
służyć człowiekowi, musi służyć solidarności i dobru wspólnemu." - JP2.
Jan Paweł 2 pisze dalej: "Kościół ze swej strony przypomina nieustannie,
że refleksja etyczna w kontekście globalizacji musi się opierać na
dwóch nierozerwalnie powiązanych zasadach:
— Po pierwsze, na niezbywalnej wartości człowieka, która jest źródłem
wszelkich praw ludzkich i wszelkiego ładu społecznego. Człowiek musi być
zawsze celem, a nie środkiem, podmiotem, a nie przedmiotem ani towarem
rynkowym.
— Po drugie, na wartości ludzkich kultur, których żadna zewnętrzna
władza nie ma prawa lekceważyć ani tym bardziej niszczyć. Globalizacja
nie może być nową postacią kolonializmu. Musi respektować wielość
kultur, które w ramach powszechnej harmonii narodów są jakby różnymi
kluczami interpretacyjnymi ludzkiego życia. W szczególności zaś nie może
odbierać ubogim tego, co pozostaje dla nich najcenniejsze, w tym ich
wierzeń i praktyk religijnych, ponieważ autentyczne przekonania
religijne są najbardziej wyrazistym przejawem ludzkiej wolności.
Ludzkość wkraczająca w erę globalizacji nie może się już dłużej obejść
bez wspólnego kodeksu etycznego. Nie ma to być jeden wspólny system
społeczno-ekonomiczny czy kultura, która narzuci etyce swoje wartości i
kryteria. Zasad życia społecznego trzeba szukać we wnętrzu człowieka
jako takiego, w uniwersalnej naturze ludzkości, jaka wyszła z rąk
Stwórcy. Takie poszukiwanie jest konieczne, jeśli globalizacja nie ma
się stać jeszcze jedną formą absolutnej relatywizacji wartości,
uniformizacji stylów życia i kultur. Przy całej różnorodności form
kultury istnieją uniwersalne wartości ludzkie, które należy wyrażać i
stawiać na pierwszym planie jako wiodącą siłę wszelkiego rozwoju i
postępu." - źródło:
http://www.opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/jan_pawel_ii/przemowienia/globalizacja_27042001.html
W Gaudium et Spes znajduje się wspaniałe wyrażenie, stwierdzające, że
drogą pozwalającą Kościołowi pokazanie jego miłości do świata jest zgoda
na dialog ze światem. Dialog oznacza zrozumienie, że nie wie się
wszystkiego. Jest to posoborowa postawa ufnej skromności. Kościół może
więc nauczyć wiele, ale sam też się musi wiele nauczyć, by móc sprostać
wyzwaniom, jakie niesie z sobą globalizacja.
Kościół akcentuje konieczność „globalizacji bez marginalizacji". JP 2
zachęcał do podejmowania wysiłków zmierzających do tego, żeby społeczna
nauka Kościoła była koniecznie uwzględniana w formułowaniu norm
etycznych, które powinny regulować światowy wolny rynek i społeczne
środki przekazu. Katoliccy odpowiedzialni i profesjonaliści, powinny
wywierać presję na rządy i instytucje finansowe i handlowe, żeby uznały i
respektowały te normy.
Benedykt XVI w „Caritas in veritate" odnosi się z jednej strony bardzo
drobiazgowo do poszczególnych aspektów ludzkiego rozwoju, a z drugiej
strony każe czytelnikowi pamiętać o szerokim tle - integralnym rozwoju,
bez którego żaden jego aspekt, w tym i ekonomiczny, nie może zostać
właściwie zrozumiany, osądzony i pokierowany.
Kościół zdaje sobie sprawę, że życie społeczne, w tym ekonomia, nie są
wolne od elementu zła. W świecie natomiast dominuje przekonanie, że
człowiek o własnych siłach może być samowystarczalny i zdolny do
usunięcia zła, próbuje się więc budować jedynie materialny dobrobyt. Do
tego powszechnego przekonania o wyjątkowej roli ekonomii, dodaje
współczesny człowiek autonomię ekonomii względem moralności. Okazuje się
jednak, że tak pojęty rozwój wcale nie prowadzi do tego, czego się po
nim oczekuje: ani nie likwiduje ubóstwa, ani nie niweluje różnic w
rozwoju, a tym samym poziomie życia.
Benedykt XV nie waha się użyć następujących słów: „rozwój ekonomiczny,
społeczny i polityczny, jeśli chce być autentycznie ludzki, powinien
uwzględniać zasadę bezinteresowności jako wyraz braterstwa" (Benedykt
XVI, Enc. Caritas in veritate, nr 34). Jasne, że logika daru nie może
wykluczać sprawiedliwości, ale może ją tylko przekraczać - co nie jest
możliwe bez wcześniejszego otwarcia się na dar Bożej miłości, który
zawsze wyprzedza odpowiedź człowieka.
Temu wezwaniu do miłości towarzyszy refleksja rozumowa - elementem
prawdy w budowaniu braterskich relacji jest bowiem fakt, że solidarność
ludzka sprzyja samemu rynkowi, który jako „kierujący się jedynie zasadą
równowartości zamienianych dóbr, nie potrafi doprowadzić do jedności
społecznej, której zresztą potrzebuje, aby dobrze funkcjonować. Bez
wewnętrznych form solidarności i wzajemnego zaufania, rynek nie może
wypełnić swojej ekonomicznej funkcji" (Tamże, nr 35). Według papieża
samo rozszerzanie logiki rynkowej nie jest w stanie rozwiązywać
problemów społecznych. Tym bardziej, jeśli przyjąć, że rynek przyjmuje
kształt zależny od „konfiguracji kulturowych, które go specyfikują i
ukierunkowują" (Tamże, nr 36), przekształcając się tym samym z
neutralnego narzędzia w narzędzie szkodliwe.
Nie sposób nie zauważyć, że siłą napędową procesów globalizacyjnych jest
pieniądz, a ściślej mówiąc obrót towarami. Pierwszym wspólnym językiem
globalnego świata są dolary, euro, jeny i funty. Towary, od
przysłowiowej igły do potężnego masowca, a właściwie ich cena, mogą być
porównywane na całym świecie. Poza nielicznymi wyjątkami nie ma już
enklaw gospodarczych. Dziś celom handlowym służą nie tylko lokalne
miejskie targi, ale także potężne i międzynarodowe giełdy towarowe.
Większość produktów można zamówić i nabyć w każdym punkcie globu.
Wystarczy dostęp do Internetu. Przedsiębiorcy, agendy rządowe,
korporacje handlowe, a nawet pojedynczy obywatele kupują towary w
najodleglejszych zakątkach świata. Nikogo z ludzi w Polsce nie dziwi już
francuski ciuch, chińska bawełna, kolumbijska kawa, amerykański
samolot, japoński telewizor czy włoski makaron. A przecież nasi
dziadkowie nawet o tym nie marzyli.
Kościół wskazuje w tym miejscu na odpowiedzialność człowieka, a nie
samego w sobie rynku. Pierwszą konsekwencją tego faktu jawi się
stwierdzenie, że nie wolno wykluczać ekonomii z całości powołania
człowieka, do którego należy również troska i odpowiedzialność za
innych. W obliczu kryzysu ekonomicznego wyraźniej widać niedomaganie
współczesnego rynku, w którego stosunkach „zasada bezinteresowności oraz
logika daru jako wyraz braterstwa mogą i powinny znaleźć miejsce w
obrębie normalnej działalności ekonomicznej. Są to wymogi człowieka w
obecnej chwili, ale także wymogi samej racji ekonomicznej. Chodzi o
wymogi zarazem miłości, jak i prawdy" (Tamże, nr 36). A drugą konkluzję
papież formułuje tak oto: „sfera ekonomiczna nie jest ani etycznie
neutralna, ani ze swej natury nieludzka i antyspołeczna. Należy ona do
działalności człowieka, i właśnie dlatego, że jest ludzka, powinna być
etycznie strukturyzowana i instytucjonalizowana" (Tamże, nr 36).
Nawet, jeśli kiedyś było to do pomyślenia, dziś już na pewno nie da się
pozostawić państwu (i władzy lokalnej) kontroli nad wytworzonym przez
wolną od moralności ekonomię (przekraczającą granice). Każdy etap
wytwarzania dóbr powinien więc tym bardziej podlegać nie tylko regułom
zysku, ale i sprawiedliwości, a nawet i miłości. „Jeśli wczoraj można
było utrzymywać, że najpierw należy się starać o sprawiedliwość i że
bezinteresowność wkroczy później jako uzupełnienie, dzisiaj trzeba
powiedzieć, że bez bezinteresowności nie można realizować również
sprawiedliwości" (Tamże, nr 38). Nie wystarcza binomium rynek-państwo,
aby utrzymać zmysł społeczny, który wymaga bezinteresowności innej od
„dać, aby mieć, właściwym dla logiki wymiany, i do dać z obowiązku,
właściwym dla logiki zachowań publicznych narzuconych przez prawo
państwowe" (Tamże, nr 39). Wymagane jest rozwijanie takiego rodzaju
działalności, która nastawiona byłaby na bezinteresowność. „Rynek
bezinteresowności nie istnieje i nie można zarządzać prawem postaw
bezinteresownych. Natomiast zarówno rynek, jak i polityka potrzebują
osób otwartych na wzajemny dar" (Tamże, nr 39).
Benedykt XVI docenia powstające w społeczeństwach dążenia do
wypracowania etyki w biznesie, przytomnie zauważa jednak, że każda etyka
odnosi się do jakiegoś systemu moralnego. Kościół podpowiada w tym
miejscu światu dwa niezbędne filary pozwalające uniknąć zagrożeń i
instrumentalizacji; chodzi o: nienaruszalną godność osoby ludzkiej oraz
transcendentną wartość naturalnych norm moralnych. Etyka gospodarcza,
która nie brałaby pod uwagę tych dwóch filarów, narażona byłaby
nieuchronnie na utratę swojego szczególnego rysu i poddanie
instrumentalizacji.
Papież zachęca do powstawania organizacji będącymi czymś pośrednim
między tymi przynoszącym zysk (profit) a tymi, które nie są nastawione
na zysk (non profit), bowiem organizacje takie traktując zysk jako nie
cel sam w sobie, ale środek do osiągnięcia celu, humanizują rynek i
społeczeństwo, a także ubogacają go w większą konkurencyjność. Prosi
papież o nowe spojrzenie na rolę związków zawodowych oraz stowarzyszeń
konsumentów. Nie tylko powinny one uwzględnić konflikt pomiędzy
pracownikiem a konsumentem, ale także wymaga się od nich - wciąż
przecież w imię miłości w prawdzie - „by krajowe związki zawodowe,
przeważnie skupione na obronie interesów swoich członków, spoglądały
również na tych, którzy do nich nie należą, a w szczególności na
pracowników w krajach rozwijających się, gdzie prawa socjalne są często
naruszane" (Tamże, nr 64).
Konsumentom przypomina, że „...kupno jest zawsze aktem moralnym, nie
tylko ekonomicznym. Istnieje więc ścisła odpowiedzialność społeczna
konsumenta, która idzie w parze z odpowiedzialnością społeczną świata
biznesu. Konsumentów trzeba stale wychowywać do roli, którą codziennie
odgrywają, powinni robić to z poszanowaniem zasad moralnych, co nie
umniejsza racjonalności ekonomicznej aktu kupna" (Tamże, nr 66).
Benedykt XVI przypomina, że zasada pomocniczości charakteryzuje taką
pomoc, w myśl której jest ona udzielana tylko wtedy, gdy podmiot
niższego rzędu nie radzi sobie sam. Tak pojmowana subsydiarnosć bazuje
na godności ludzkiej oraz stanowi „najskuteczniejsze antidotum na każdą
formę paternalistycznej opiekuńczości", a tym samym odsuwa
niebezpieczeństwo „władzy uniwersalnej typu monokratycznego" (Tamże, nr
57). „Zasada pomocniczości musi być ściśle powiązana z zasadą
solidarności, i na odwrót, ponieważ pomocniczość bez solidarności
prowadzi do partykularyzmu społecznego, a solidarność bez pomocniczości
przeradza się w opiekuńczość poniżającą potrzebującego człowieka"
(Tamże, nr 58). Solidarna pomoc na poziomie międzynarodowym powinna
obejmować aktywne na rynku potrzebującym pomocy podmioty, powinna
również wspierać ten proces, „który umożliwia im pełne uczestnictwo w
międzynarodowym życiu gospodarczym" (Tamże, nr 58).
Takie działanie podejmowane w imię miłości nie jest sprzeczne z prawdą, i
to także tym jej przejawem, który stanowi prawda ekonomiczna. „W
poszukiwaniu rozwiązań dla obecnego kryzysu ekonomicznego, wspomaganie
rozwoju krajów ubogich powinno być uważane za prawdziwe narzędzie
wytwarzania bogactwa dla wszystkich. Jakiż projekt pomocy może przynieść
tak znaczący wzrost wartości - również gospodarki światowej - jak
wsparcie narodów, które znajdują się jeszcze w początkowej lub niezbyt
zaawansowanej fazie rozwoju ekonomicznego?" (Tamże, nr 60) pisze B XVI.
źródła:
http://www.nauczaniejp2.pl/index/index/eId/8741
http://ekonomia.opoka.org.pl/nauka-kosciola-o-ekonomii/2844.1,Globalizacja_jako_komunia_Benedykta_XVI_wizja_totalna.html