Projekt Rousseau był projektem utopijnym, stąd próba
jego urzeczywistnienia nie mogła się ziścić, natomiast droga do jego
realizacji musiała być krwawa (rewolucja francuska).
Chciałbym zaproponować teraz dwa spojrzenia na liberalizm. Obydwa
negatywne. Niestety. Wbrew różnym entuzjastom i propagatorom liberalizmu
nie jest on ani przyjazny człowiekowi i społeczeństwu ani też nie jest
systemem najlepszym z możliwych, Co więcej jest utopią, której w całości
nie da się wprowadzić. Ideolodzy liberalni żywią mniemanie, że
wystarczy przekonująco wyłożyć wszelkie dobrodziejstwa liberalnej
doktryny a ludzie natychmiast przekonają się do jedynie słusznej drogi
rozwoju: duchowego i ekonomicznego. Nic bardziej błędnego. Ludzie w
swoich wyborach nie kierują się rozumem a emocjami.
Liberalizm jest doktryną, głoszącą zupełną niezależność wolności
ludzkiej, a tym samym przecząca wszelkiej nad człowieka wyższej powadze w
porządku umysłowym, religijnym i politycznym. Liberalizm jest więc
ostatecznym rozwinięciem pychy ludzkiej przeciwko miłości Bożej i
ostatnim wysiłkiem stworzenia rozumnego przeciwko opiece i kierownictwu
swego Stwórcy.
Zasadniczym symbolem liberalizmu jest głośna z czasów rewolucji
francuskiej Deklaracja praw człowieka. Ta deklaracja utorowała drogę
reżimowi liberalnemu w sferze światopoglądowej i gospodarczej.
Liberalizm jest de facto zniewoleniem jednostki i społeczeństwa. Jest
przyzwoleniem i uzasadnieniem stosowania przemocy wobec innych inaczej
myślących i czyniących. Mimo, że na ustach ma frazesy o wolności to
zniewala. I przywłaszcza sobie prawa jednostek i narodów, które wynikają
z zupełnie innych źródeł. Niepodległość, wolność, wcale nie muszą
wynikać z idei liberalizmu.
Liberalizm ma nieludzką twarz
Liberalizm jest systemem nieludzkim. Z całą pewnością ideologia
liberalizmu i liberalny system polityczny jest niezgodny z naturą
człowieka, która ma charakter wspólnotowy. Każda zaś wspólnota opiera
się na konstytuujących ją wartościach. Ci, którzy opierają się nim,
kontestują je, są eliminowani w drastyczny sposób. W czasach świetności
Cywilizacji Zachodu społeczeństwo eliminowało heretyków i
wolnomyślicieli, podpalając pod nimi drewniane stosy, czyli penalizując
herezję, bluźnierstwo i apostazję. Potem rozpoczęło się zjawisko opisane
znakomicie przez Carla Schmitta w jego pracy „Lewiatan w teorii państwa
Thomasa Hobbesa” (1937): mediewalne społeczeństwo monoideowe zaczęło
pękać i pod skorupą oficjalnej ortodoksji zaczęły się pojawiać prądy
wolnomyślicielskie. Najpierw publicznie oddawano jeszcze Bogu cześć
wedle ustalonej przez suwerena ortodoksji, ale w sercu już w to nie
wierzono, a w końcu publicznie zaczęto kwestionować wszystkie prawdy. I
tak oto narodziło się społeczeństwo liberalne. Schmitt uważał takie
zjawisko za nietrwałe, gdyż sprzeczne z naturą ludzką, która domaga się,
aby wspólnota ufundowana była na jakiejś ortodoksji. Stąd pojawiły się
„ortodoksje zastępcze”, które podjęły próby narzucenia masom
zeświecczonej religii w postaci ideologii. To świat dwudziestowiecznych
totalitaryzmów.
Niemiecki prawnik uważał, że oto świat powrócił do pewnej bardzo
niedoskonałej „normalności”, czyli do monoidei, acz o laickim i
mitycznym charakterze. Ideologia totalitarna to taka zlaicyzowana postać
religii. Nie ma wątpliwości, że Carl Schmitt pomylił się co do tego, że
przyszłością świata jest monoidea faszystowska. Ma jednak rację co do
natury ludzkiej: ta rzeczywiście domaga się jedności wierzeń, jedności
poglądów i walki z odstępcami za pomocą ustaw o świętokradztwie. Kwestią
wtórną jest, czy ortodoksją będzie katolicyzm rzymski, luteranizm,
anglikanizm, faszyzm, bolszewizm czy demoliberalizm. Mechanizm ludzkiego
myślenia jest zawsze ten sam: mamy wspólnotę i chcemy, abyśmy wszyscy
czuli się jako jedno wielkie „my”. Dlatego domagamy się brutalnego
spacyfikowania odstępców, którzy świętokradczo naruszyli drogie nam
wartości, bez których nie istnieje nasza wspólnota polityczna.
Ktoś spyta o Prawdę? Schmitt odpowiada cytatem z Hobbesa: „To władza, a
nie prawda tworzy prawo” (Auctoritas non veritas facit legem). Kwestia
nie sprowadza się do tego, czy prawda w ogóle istnieje – ludzie nie
umieją funkcjonować bez pozytywnej odpowiedzi na to pytanie – ale do
kwestii, która z oferowanych nam prawd jest rzeczywiście „prawdziwa”
(czyli twierdzenie jest zgodne z rzeczą – jakby to powiedział
Arystoteles)? Mówiąc znów językiem Hobbesa: w sumie nie jest istotne,
czy prawda istnieje i która z oferowanym nam prawd jest „prawdziwa”.
Ważne jest tylko, kto decyduje, co jest prawdą i która z nich ma być
oficjalną doktryną integrującą ludzi w społeczeństwo (Quis
interpretabitur?). Tak właśnie odczytuję wspomniany projekt ustawy o
„mowie nienawiści”.
Na naszych oczach widzimy przełomowy moment w polskiej historii: oto
kończy się wolność proklamowana w błyskach fleszy w 1989 roku.
Oczywiście ktoś powie, że nigdy jej nie było, iż III RP od samego
początku przeżarta była socjalizmem. To oczywiście prawda, ale cały ten
bajzel funkcjonował przez prawie ćwierć wieku z hasłami „wolności” na
sztandarach, a jedną z podstawowych swobód była wolność wypowiedzi,
sumienia i przekonań. I oto władza postanowiła nam powiedzieć zupełnie
jasno i wprost: wolność właśnie się skończyła i będziemy represjonować
wszystkich „bluźnierców” wobec oficjalnej doktryny państwa, którą jest
„wolność”, „tolerancja” i „prawa człowieka”.
Tak, my w Średniowieczu także represjonowaliśmy heretyków, z kolei
faszyści i komuniści podobne prawodawstwo wprowadzili wobec przeciwników
politycznych. Oto logika każdego normalnego, ludzkiego systemu władzy.
Na naszych oczach liberalna demokracja także „domyka się” i ustanawia
swoją wersję ustawy o „świętokradztwie”. To logiczne.
Rządząca Polską Platforma Obywatelska – a konkretnie przedstawiciele jej
lewicowo-liberalnego skrzydła – zapowiedziała złożenie w Sejmie ustawy
przeciwko „mowie nienawiści. Z medialnych doniesień dowiadujemy się, że
penalizowana nie będzie wszelka „nienawiść”, lecz jedynie ta, która
skierowana jest przeciwko cechom wrodzonym, niezależnym od człowieka.
Chodzi o rasę, narodowość, płeć i orientację seksualną. Czyli przy
okazji zostanie zadekretowane, że homoseksualizm nie jest chorobą, tylko
wrodzoną „odmiennością”. W ten sposób ustawodawca rozstrzygnie problem,
o który spierają się lekarze. Quis interpretabitur? Za pomocą tej
ustawy system zadekretuje ochronę „grupy trzymającej władzę” w
liberalnym państwie.
Co ważne, wręcz kluczowe, ustawa o „mowie nienawiści” nie ma dotyczyć
tych elementów, które nie są wrodzone. A co nie jest wrodzone? Nabyta
jest wiara chrześcijańska, patriotyzm, duma narodowa, własność prywatna.
Bez groźby kary można więc będzie tryskać nienawiścią do Kościoła,
polskości i właścicieli. Oto system pokazuje, że te elementy nie
konstytuują wartości, na których zbudowana jest III RP. Po ewentualnym
uchwaleniu ustawy o „mowie nienawiści” liberalna demokracja ostatecznie
domknie się, przekształcając się w nowy monoideowy system z własną
cenzurą.
Liberalizm wchodzi o to w fazę legalnego terroryzmu państwowego. To
rodzaj antyśredniowiecza z antyteologią i antydogmatyką, zbrojny w
ustawę o antybluźnierstwie, na straży której stać będą antyinkwizytorzy.
źródło:
http://nczas.com/publicystyka/wielomski-ideologia-liberalizmu-jest-niezgodna-z-natura-ludzka-dlaczego/
Liberalizm jest utopią
Liberalizm, podobnie jak nominalizm, nie jest kierunkiem
filozoficznym na wzór platonizmu, arystotelizmu czy tomizmu, jest to
raczej pewien rozgałęziony nurt, który przecina w poprzek różne kierunki
filozoficzne. Z tego tytułu trudno o jednolite określenie, czym jest
liberalizm. Także analiza liberalizmu zorientowana być musi na
poszczególnych myślicieli. Temat: czy w liberalistycznej koncepcji
wolności jest miejsce na odpowiedzialność, dotyka jednej z kluczowych
spraw mieszczących się w kręgu problematyki związanej z wolnością. Bez
odpowiedzialności sama wolność stoi pod znakiem zapytania, a przecież
liberalizm wolność uznaje za swe sztandarowe hasło.
Zobaczmy jakim deformacjom ulega lub do jakich deformacji w rozumieniu
odpowiedzialności może prowadzić koncepcja wolności u sztandarowych
postaci liberalizmu, do jakich bez wątpienia należały poglądy John Locke
i J. J. Rousseau. W obu wypadkach zanika pojęcie odpowiedzialności
indywidualnej, pozostaje miejsce dla odpowiedzialności zbiorowej albo
zanik jakiejkolwiek realnej odpowiedzialności.
Filozoficzni ojcowie liberalizmu uważali, że wolność jest najbardziej
podstawowym atrybutem człowieka znajdującego się w stanie natury. John
Locke pisał: „By właściwie zrozumieć władzę polityczną i wyprowadzić ja z
jej źródła, musimy rozważyć stan, w jakim wszyscy ludzie znajdują się
naturalnie, a więc stan zupełnej wolności w działaniu oraz
rozporządzaniu swymi majątkami i osobami, tak jak oni uznają za
właściwe, w granicach prawa natury nie pytając nikogo o zezwolenie, bez
zależności od woli innego człowieka". Dopiero po wolności mowa jest o
równości i o własności.
A więc wolność w stanie natury jest to stan zupełnej, czyli doskonałej
wolności (a perfect freedom). Doskonała wolność obejmuje działanie i
rozporządzanie własnym majątkiem i osobami. Działanie to mieści się w
granicach praw natury, które obowiązują wszystkich ludzi. Działanie
zależne jest od działającego wedle jego pojęcia o tym, co jest właściwe.
Niezależne jest natomiast od woli i zezwolenia innego człowieka.
Wolność w stanie natury nie jest - mówiąc językiem dzisiejszym -
permisywizmem, czyli zgodą na robienie czegokolwiek, co się komu podoba.
Locke wyjaśnia: „Człowiek posiada w tym stanie niemożliwą do
kontrolowania wolność dysponowania swą osobą i majątkiem, nie posiada
jednak wolności unicestwienia samego siebie ani żadnej istoty
znajdującej się w jego posiadaniu, jeżeli nie wymagają tego
szlachet-niejsze cele niż tylko jego samozachowanie. W stanie natury ma
rządzić obowiązujące każdego prawo natury. Rozum, który jest tym prawem,
uczy cały rodzaj ludzki, jeśli tylko ten chce się go poradzić, że skoro
wszyscy są równi i niezależni, nikt nie powinien wyrządzać drugiemu
szkód na życiu, zdrowiu, wolności czy majątku". Prawa natury obejmują
więc prawo do życia, zdrowia, wolności i własności. Z takim prawem wiąże
się też prawo do sądzenia i karania łamiących te prawa, łącznie z
możliwością pozbawienia ich życia.
Pojawia się pytanie, czy i kto jest w stanie natury? Bo przecież
człowiek przychodzi na świat w zorganizowanej już społeczności. Na to
pytanie Locke odpowiada: „...obecnie wszyscy książęta i władcy
niezależnych rządów na całym świecie znajdują się w stanie natury. Jasne
jest, że na świecie nigdy nie brakowało ani nie będzie brakować dużej
liczby osób znajdujących się w tym stanie"5. Stan natury obejmuje więc
władców, którzy nie podlegając społeczeństwu, podlegają tylko prawom
natury. Ale w stanie takim znajdują się wszyscy ci, którzy mocą własnej
zgody nie stają się członkami jakiegoś społeczeństwa. Gdy natomiast ktoś
zgodzi się na wspólnotę, to dobrowolnie przyjmuje na siebie szereg
ograniczeń (praw) ustanowionych przez tę wspólnotę. „Stąd też ustają
wszystkie prywatne sądy, a wspólnota na mocy stałych i niezmiennych praw
jest bezstronnym i jedynym rozjemcą dla wszystkich".
Wolność człowieka w społeczeństwie polega na podleganiu tylko władzy
powołanej na mocy zgody przez daną wspólnotę, a niepodleganiu
jakiejkolwiek obcej woli i obcemu prawu. Jak wolność w stanie natury
podlega tylko prawom natury, tak wolność polityczna podlega prawom
natury i prawom danej wspólnoty.
Wspólnotą polityczną opartą na właściwych zasadach jest wedle Locke'a,
nie monarchia absolutna, w której władca stawia się ponad społeczeństwem
(i jest ciągle w stanie natury), ale społeczność obywatelska. „I tak
każdy człowiek, zgadzając się z innymi na utworzenie jednego ciała
politycznego pod władząjednego rządu, zaciąga wobec każdego człowieka w
tym społeczeństwie zobowiązanie do podlegania postanowieniom większości.
Ta pierwotna umowa, na mocy której połączył on się z innymi w jedno
społeczeństwo, nie posiadałaby żad-nego znaczenia, nie byłaby żadną
umową, gdyby pozostał on nadal wolny i nie zaciągał żadnych innych
zobowiązań niż te, którym podlegał w stanie natury"8. Dobrowolne
włączenie się do wspólnoty (umowa społeczna) pociąga za sobą dobrowolną
zgodę na poddanie się głosom większości wyrażonym pod postacią
uchwalonych praw. Ta zgoda większości ma znaczenie zgody wszystkich,
ponieważ gdyby opierać społeczeństwo tylko na zgodzie wszystkich, to
twór taki byłby bardzo krótkotrwały. A zatem człowiek w stanie
społecznym ogranicza swą wolność, poddając się prawu stanowionemu.
Następuje dobrowolne samoograniczenie własnej wolności.
Jak w tym świetle wygląda problem odpowiedzialności? Oddanie siebie pod
władzę ogółu oraz traktowanie głosów większości jako wiążących
mniejszość i poszczególne jednostki prowadzi do przekazania realnej
odpowiedzialności osobistej na odpowiedzialność większości. W
konsekwencji jedynym podmiotem odpowiedzialnym staje się władza, głównie
władza polityczna. To następnie prowadzić może nawet do totalitaryzmu, a
także do dominacji legalizmu. Totalitaryzm ten różnić się będzie od
tyranii lub rewolucji sposobem dojścia do władzy. Totalitaryzm liberalny
polega na dobrowolnym zrzeczeniu się wolności na rzecz władzy, podczas
gdy tyran lub rewolucjonista do władzy dochodzi podstępem i przemocą. W
zakresie sprawowania władzy władza liberalna i tyrańska traktuje
społeczeństwo w sposób odpodmiotowiony, ponieważ tylko władza jest wolna
i tylko władza ma władzę. Wolność społeczeństwa albo jest zawieszona
(liberalizm), albo podeptana (tyrania), ale aktualnie społeczeństwu i
jednostkom nie przysługuje. Dlatego w obu wypadkach, choć na różne
sposoby, nie ma miejsca na aktualną odpowiedzialność indywidualną
poszczególnych członków społeczeństwa. Niemniej jednak władza wyłoniona
demokratycznie jest odpowiedzialna względem społeczeństwa, ponieważ jest
aktualnie wolna, natomiast władza tyrańska jest samowolna, a więc przed
nikim nie jest odpowiedzialna. Władza tyrańska jest wolna i
nieodpowiedzialna, społeczeństwo żyjące pod władzą tyrańska jest
zniewolone i nieodpowiedzialne. Władza liberalna jest wolna i
odpowiedzialna; społeczeństwo znajdujące się pod władzą przez siebie
wyłonioną jest aktualnie niewolne i nieodpowiedzialne, natomiast jest
wolne i odpowiedzialne przy wybieraniu władzy.
O ile w sprawowania władzy w tyranii decydujące znaczenie ma wola władcy
jakkolwiek wyrażona, to w przypadku liberalnej demokracji, decyduje
wola większości wyrażona przy pomocy prawa (wówczas prawa stanowionego).
Oderwanie prawa stanowionego od prawa natury, przy zachowaniu procedur
demokratycznych, prowadzi następnie do legalizmu, czyli dyktatu prawa
stanowionego, które może być przeciwne prawu naturalnemu i wówczas prawo
staje się zalegalizowanym bezprawiem. Procedura (demokratyczna) rugować
może obiektywne podstawy (prawo naturalne) i cel (dobro) stanowionego
prawa.
Locke jednak mówi: „Społeczeństwo polityczne istnieje tam i tylko tam,
gdzie każdy z jego członków zrezygnował ze swej naturalnej wła dzy i
złożył ją w ręce wspólnoty nie wyłączając jednak tym samym możliwości
odwołania się do ustanowionych przeznie praw"9 (podkr. P. J.). Takie
odwoływanie się może mieć charakter albo pobożnego i bezsilnego
życzenia, albo też przybierze postać zamachu stanu, ponieważ legalna
władza posiada aktualnie całą wolność społeczeństwa i środki sprawowania
władzy w skali całegopaństwa. Władza po wyborze jest już poza zasięgiem
społecznego oddziaływania.
I takie właśnie mogą być konsekwencje liberalistycznej w sensie Locke'a
koncepcji wolności. Prowadzą do statolatrii (kult państwa-władzy) i
legalizmu (kult prawa stanowionego). Ze względu jednak na procedurę
wyłaniania władzy (dobrowolność) państwo liberalne zazwyczaj
przeciwstawiane jest w całości państwu totalitarnemu. Tymczasem państwo
liberalne może być totalitarne w zakresie sprawowania władzy.
Społeczeństwo liberalne jest wolne i odpowiedzialne w zakresie wyboru
władzy, ale przestaje być odpowiedzialne po wyborze władzy, bo wówczas
tylko władza jest wolna, a tym samym odpowiedzialna.
Jednak odpowiedzialność władzy liberalnej zależy od tego, czy uznaje ona
coś, co leży poza zasięgiem jej wolności. Tym jest prawo naturalne.
Jeżeli władza liberalna uznaje prawo naturalne, to w swoich
postanowieniach wolność jej jest przez owo prawo związana, a tym samym
pojawia się odpowiedzialność za zgodność postanowień z prawem
naturalnym. Jeżeli jednak władza liberalna przestaje się liczyć z prawem
naturalnym, to wówczas znika obiektywna podstawa odpowiedzialności.
Władza „uwolniona" od obiektywnych podstaw prawa stać się może władzą
totalitarną, kreującą prawo niezależnie od dobra i podmiotowości
społeczeństwa. Jest to wówczas władza wolna (bo nie krępuje jej ani
społeczeństwo, ani prawo naturalne) i nieodpowiedzialna (nie odpowiada
za dobro społeczeństwa, które nie jest dla niej podmiotem).
Społeczeństwo i poszczególne osoby są wolne do wybierania władzy, ale
nie są wolne żyjąc pod określoną władzą, gdyż ich wolność przejęła
władza. Społeczeństwo pozbawione aktualnej wolności przestaje być
odpowiedzialne, tak jak zanika odpowiedzialność osobista.
Poglądy J. J. Rousseau są jeszcze bardziej radykalne niż Johna Locke'a.
Rousseau uważał, że człowiek z natury jest doskonały. Zło bierze się ze
społeczeństwa i cywilizacji, które popsuły doskonałego człowieka.
Ideałem jest takie zorganizowanie społeczeństwa, które pozwoliłoby na
odzyskanie pierwotnej doskonałości i wolności ludzkiej.
W poglądach Rousseau na temat wolności należy wyodrębnić dwa aspekty,
jeden polityczny, drugi religijny. W aspekcie politycznym Rousseau staje
przed dylematem: jaka forma zrzeszenia bronić będzie dobra
poszczególnych osób tak, aby jednostka należąc do zrzeszenia pozostawała
nadal wolna? Rozwiązanie jakie proponuje Rousseau bliskie jest w
pierwszej fazie poglądom Locke'a, każdy dobrowolnie oddaje siebie
ogółowi, ale w odróżnieniu od Locke'a Rousseau nie ceduje wolności
jednostek na wybraną władzę polityczną. Władza ustawodawcza jest wyrazem
woli wszystkich i dotyczy wszystkich. Oznacza to, że poszczególne osoby
cedują swą wolność nie na jakąś władzę reprezentacyjną, ale na wolę
powszechną, w której współuczestniczą. Tworzenie ustaw musi przebiegać
poprzez referenda. Władza wykonawcza wydaje tylko przepisy szczegółowe i
jest zależna od władzy wszystkich obywateli (ludu). Tak pojęta
demokracja ma, zdaniem Rousseau, zabezpieczać równość i wolność
wszystkich.
Projekt Rousseau był projektem utopijnym, stąd próba jego
urzeczywistnienia nie mogła się ziścić, natomiast droga do jego
realizacji musiała być krwawa (rewolucja francuska). Na czym polegał
błąd? Na tym, że osiągnięcie jednomyślności we wszystkich sprawach jest w
większości wypadków niemożliwe, mniejszość ulec więc musi większości. W
ten sposób zanika wolność. Równość staje się fikcją ze względu na
zróżnicowanie kompetencji. Ludzie, mając równe prawo głosu, nie są w
równy sposób odpowiedzialni, ponieważ nierówne są ich kompetencje.
Odpowiedzialność obejmuje nie tylko zakres wolności, ale również treść
wolności, która wkracza na teren wiedzy i umiejętności.
Ale tu dotykamy głębszego problemu. O jakim „człowieku" mówi Rousseau?
Jest to człowiek znajdujący się w stanie natury, którego odpowiednikiem
nie tyle jest ktoś „dziki", żyjący poza społeczeństwem, ale biblijny
Adam. Rousseau, mówiąc o człowieku w stanie natury, ma na myśli Adama
przed grzechem pierworodnym. Ma to swoje ważkie konsekwencje. Zło w
ludzkim działaniu jest skutkiem grzechu pierworodnego, jeśli jednak
paradygmatem staje się Adam przed grzechem, stan do którego można dojść
dzięki odpowiedniemu ustrojowi politycznemu, to pojawia się wówczas
wizja nowego człowieka, który jest ponad dobrem i złem. Do wizji takiej
dojdzie później Nietzsche, ale jej zalążki są u Rousseau, a powstały na
tle spekulacji nie tyle filozoficznych, co teologicznych. Jeżeli
człowiek w stanie natury jest poza grzechem, to pozostając w stanie
wolności jest poza odpowiedzialnością, gdyż wręcz nie może uczynić nic
złego. Apoteoza wolności człowieka w stanie natury prowadzi w
konsekwencji do kultu nieodpowiedzialności, jako nieodłącznej
towarzyszki wolności. Jest to uproszczona wersja poglądów Rousseau, ale
takie staje się jej praktyczne oblicze. Ten liberalizm bardzo łatwo
prowadzi do libertynizmu i permisywizmu. U jego źródeł leży błąd
teologiczny, negujący obecność w ludzkim działaniu, z racji wewnętrznych
(grzech), a nie zewnętrznych (społeczeństwo), skutków grzechu
pierworodnego.
Liberalistyczna koncepcja wolności, choć stawia w punkcie wyjścia ludzką
wolność jako najważniejszą cechę człowieczeństwa, prowadzi do
totalitaryzmu, libertynizmu i permisywizmu. Są to różne formy
zniewolenia, czy to politycznego (totalitaryzm), czy moralnego
(permisywizm, libertynizm). Tak pojęta wolność pozostawia bardzo małe
pole dla odpowiedzialności zarówno indywidualnej, jak i społecznej oraz
politycznej. Istnieje bowiem silna tendencja i pokusa, aby wola
(indywidualna lub zbiorowa) kreowała dobro, wskutek czego owo dobro
wykreowane samo się tłumaczy przez odniesienie do woli, a nie do
obiektywnego, zastanego i odczytanego układu rzeczy. Liberalistyczna
koncepcja wolności stanowi zagrożenie dla prawdziwej i odpowiedzialnej
wolności ludzkiej tak w wymiarze osobistym, jak i społecznym.
Za:
http://www.piotrjaroszynski.pl/felietony-wywiady/czy-w-liberalistycznej-koncepcji-wolnosci-jest-miejsce-na-odpowiedzialnosc.html