Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polska. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 lipca 2015

Sojusz Polski i Ukrainy


Pakt między Polską a Ukrainą to nie tylko pobożne życzenia, wymóg chwili, misja dziejowa, słuszny wybór, pieśń przyszłości czy trudna przeszłość obu krajów, to także a może przede wszystkim droga do lepszego jutra tych narodów, droga do pokoju w tej części świata i sposób na budowę lepszego jutra..

Zobaczmy jak to onegdaj bywało. Taki pakt między obydwu krajami już kiedyś był, i był jednym z najważniejszych strategicznych paktów w tej części Europy.

W początkach wieku XIV Ruś Halicko – Włodzimierska, tj. tereny rozciągające się w głąb Podola na południowy - wschód od Roztocza Lwowsko – Tomaszowskiego, ulegała coraz większej destabilizacji i pogrążała się w upadku społeczno-gospodarczym. Taki stan rzeczy wynikał w dużej mierze z faktu, iż ziemie te z jednej strony padały ofiarą niszczących najazdów tatarskich, z drugiej zaś podlegały stałym naciskom litewskim z północy. Stąd też książę halicki Jerzy II spoglądał z nadzieją w kierunku Rzeczypospolitej i Węgier, szukając wsparcia u Kazimierza Wielkiego oraz Karola Roberta Andegaweńskiego. Ci ostatni natomiast ze swej strony żywo zainteresowani byli pogranicznymi terenami Grodów Czerwieńskich i Podola.

W 1340 roku, po śmierci Jerzego II, przychylność bojarstwa z wyżej wzmiankowanych ziem zaczęła coraz wyraźniej przeważać na stronę polską. I to na tyle silnie, iż pojawiły się propozycje zawarcia unii. Taki stan rzeczy pozwolił Kazimierzowi Wielkiemu najpierw na zawarcie porozumienia z przedstawicielami szlachty ruskiej, a następnie – w 1349 roku – na szybkie i całkowite opanowanie militarne Księstwa Halicko – Włodzimierskiego. Kwestia pretensji korony węgierskiej do tychże obszarów uregulowana została w roku następnym - na mocy układu podpisanego w Budzie- zaś dwa lata później kolejne porozumienia oddały Wołyń Litwie, a Ruś Czerwoną królowi polskiemu. Nie doszło jednak przy tym do oficjalnego włączenia ziemi ruskiej do Polski, lecz Kazimierz Wielki zdecydował się na utrzymanie z nią związków o charakterze unii personalnej.

Dopiero w 1387 roku Jadwiga podjęła działania, mające na celu przekwalifikowanie wzajemnych relacji tych dwóch organizmów terytorialnych na stały związek państwowy, choć z zachowaniem formalnej odrębności Rusi Halickiej. Wyrazem tegoż było brzmienie tytulatury królów Rzeczypospolitej, gdzie wyszczególniano wyraźnie, iż każdy z nich jest „królem polski, wielkim księciem litewskim, ruskim,...etc.” Tak więc ta część późniejszej Ukrainy formalnie nie została do Polski inkorporowana, lecz – przenosząc w realia XIV – wieczne terminologię późniejszą – niejako z nią skonfederowana. Nie zmienia to jednak faktu, iż granica polsko – ruska szybko ulegała zatarciu, zwłaszcza dzięki silnym i dwukierunkowym oddziaływaniom kulturowym.

Równolegle przebiegała ekspansja na południowy - wschód Wielkiego Księstwa Litewskiego, które objęło swymi granicami Białoruś i Ruś Naddnieprzańską, sięgając nawet na skraj ziem wielkoruskich. Zjawisko to o tyle było znaczącym, iż po unii Litwy z Polską doszło do administracyjnego połączenia w ramach Korony Rusi Czerwonej i Podola z ziemiami naddnieprzańskimi (1569 r.). Sytuacja ta zaś umożliwiała tamtejszej ludności uświadomienie sobie jedności tegoż terytorium i co z tego wynika - odrębności narodu ukraińskiego.
/za: Kresy.pl

Nieco informacji skąd i dlaczego Ruś pojawiła się na dawnych ziemiach Lachów. Tutaj problem Rusi we wczesnym okresie dziejów Polski: http://www.kki.pl/pioinf/przemysl/dzieje/rus/rus2.html

Polityka Lecha Kaczyńskiego zmierzała do politycznego zintegrowania krajów Europy Środkowej i Wschodniej. Działania prezydenta nie przyniosły spodziewanych szybkich skutków, bo też tego typu wysiłki rzadko kończą się szybkim powodzeniem, jednak w oczach rosyjskich strategów i elit politycznych ich logika była całkowicie jasna i niebywale szkodliwa dla rosyjskich zamierzeń. Prezydent Kaczyński dążył bowiem do zbudowania trwałej koalicji Polski – jako lidera Europy Środkowej– nie tylko z krajami tzw. nowej Europy, ale również z krajami tzw. BUMAGI, czyli Białorusi, Ukrainy, Mołdawii, Azerbejdżanu, Gruzji i Armenii. Ta strategia zbudowana była na tradycyjnym polskim myśleniu geopolitycznym, którego korzenie sięgają czasów jagiellońskich.

„Polska nie porzuci Ukrainy”… – Prezydent Kaczyński prowadził bardzo aktywną politykę, której celem było utrwalenie sojuszu polsko-ukraińskiego. Sojusz strategiczny Polski z Ukrainą nie opiera się na osobistych relacjach polityków, ale na wspólnocie wartości i tej samej wizji przyszłości.

„Brakującym elementem o fundamentalnym znaczeniu jest pamięć o Rzeczpospolitej Obojga Narodów. To właśnie  brakujący kamień węgielny. Bez przypomnienia znaczenia I Rzeczpospolitej nie uda nam się zbudować sprawnego, sprawiedliwego i wolnościowego państwa. Bez nawiązania do tradycji Jagiellońskich i Rzeczypospolitej wielu narodów nie uda nam się zrozumieć naszych przodków, naszych tęsknot, samych siebie. Bez Rzeczpospolitej nie zrozumiemy zachowania Polaków w wieku XIX, nie zrozumiemy atrakcyjności polskiej kultury, polskiego stylu życia, nie zrozumiemy wysiłku zbrojnego w wojnie bolszewickiej, a także determinacji Powstańców Warszawskich, niemal naturalnego oporu wobec obu totalitaryzmów, walki żołnierzy wyklętych czy fenomenu Solidarności. Bez I Rzeczpospolitej wreszcie nie uda się nam pogodzić Polaków z własnym państwem, nie uda się nam ze współczesnych Polaków uczynić dumnych i świadomych obywateli.”...

”Znany amerykański historyk Timothy Snyder w książce „Skrwawione ziemie" opisał europejskie terytoria, na których w pierwszej połowie XX wieku dochodziło do największych zorganizowanych mordów ludności cywilnej bez związku z prowadzonymi działaniami wojennymi. Na obszarze Europy Środkowej i Wschodniej w krótkim czasie (od lat trzydziestych do początku pięćdziesiątych) wymordowano około 14 milionów ludzi. Snyder zarysował mapę owych „skrwawionych ziem". Co zaskakujące mapa ta niemal w całości (z wyjątkiem Krymu) pokrywa się z mapą państwa Jagiellonów i Rzeczpospolitej Obojga Narodów.

Po lekturze książki Snydera nasuwa się myśl, że jedną z przyczyn Holokaustu, głodu na Ukrainie, ludobójstwa ludności polskiej, litewskiej, łotewskiej, estońskiej, białoruskiej, ukraińskiej i innych nacji, był brak znaczącej siły politycznej w Europie Środkowej i Wschodniej, która zapewniłaby bezpieczeństwo w tym rejonie. Zabrakło jakiejś formy Rzeczpospolitej.”...

”A tymczasem państwo Jagiellonów i Rzeczpospolita stanowią klucz do zrozumienia polskości. Bez wiedzy o tym, czym było państwo wolnych i równych obywateli bez względu na pochodzenie i religię, nie zrozumiemy dzisiejszych tęsknot Polaków, i dystansu do III RP. Bez wiedzy o Rzplitej nie jesteśmy nawet w stanie wyobrazić sobie, jak wysoką kulturę polityczną i jak znakomity ustrój stworzyli w XVI wieku nasi dalecy przodkowie.Każdorazowe sięgnięcie bezpośrednio do myśli, pism sejmowych czy sejmikowych z XVI czy pierwszej połowy XVII wieku pokazuje państwo współrządzone przez wolnych, znakomicie wykształconych obywateli, którzy w większości przedkładają to co wspólne nad to co partykularne i osobiste. Słowem lektura tekstów źródłowych zawstydza nas, bo podobne postawy niezwykle rozpowszechnione w XVI wieku, dziś należą do rzadkości.”

Z analizy amerykańskiego centrum wywiadu geopolitycznego Stratfor – nazywanego cieniem CIA wynika, że światowi przywódcy coraz częściej rozważają powrót do proponowanej przez marszałka Józefa Piłsudskiego koncepcji Międzymorza.

Jako pierwszy o konieczności takiego sojuszu mówił tuż po zakończeniu I wojny światowej marszałek Józef Piłsudski. Międzymorze miało stanowić sojusz obronny państw zarówno wobec Niemiec jak i Związku Radzieckiego. Nazwa „Międzymorze” odnosiła się do państw, które miały stanowić trzon sojuszu, gwarantując, że rozciągałby się od Morza Bałtyckiego do Morza Czarnego.

- Ze względu na ponowne pojawienie się rosyjskiej siły, w najbliższym czasie nieunikniony będzie powrót do idei Międzymorza jako sojuszu, któremu wsparcie zapewnić będzie miała nie tyle Francja, jak w pierwotnej koncepcji, lecz Stany Zjednoczone. Sojusz ten powinien skoncentrować się na rosji. Oświadczenia gen. Hodges'a o rozlokowaniu części sił amerykańskiej armii w krajach bałtyckich w zasadzie stanowi mały początek Międzymorza. Obszar, w którym rozlokowane będą poszczególne jednostki, od państw bałtyckich, przez Polskę, a następnie Rumunię i Bułgarię, aż do Morza Czarnego, jest jasnym sygnałem dla Rosji, że to, co dzieje się na Ukrainie powoduje zacieśnienie współpracy i scementowanie sojuszu Międzymorza – czytamy w analizie Stratfor.

Dyrektor Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego Jan Malicki powiedział w rozmowie z PAP, że rozwój sytuacji na Ukrainie zależy w głównej mierze po pierwsze od zachowania Rosji, a po drugie od działań Zachodu. Jak dodał, o ile zachowanie Rosji daje się łatwo przewidzieć, to trudniej jest przewidywać reakcję państw UE.

"Bez wątpienia Moskwa będzie cisnęła coraz bardziej i bez przerwy na Ukrainę i na kraje sąsiednie, powiększając swoją strefę wpływów tak daleko, jak to tylko będzie możliwe, dopóki nie napotka na opór Zachodu bądź krajów regionu wspartych przez Zachód" - powiedział. Postawa UE - dodał - jest jednak "wielką niewiadomą".

"Widać ogromną różnicę między postawą USA a postawą UE jako całości. Stany Zjednoczone już się pogodziły z faktem, że o bezpieczeństwie europejskim trzeba myśleć bez Rosji czy nawet wbrew Rosji. Natomiast UE nie jest w stanie pogodzić się z tym faktem i nadal dąży do tego, by Rosja była jednym z filarów bezpieczeństwa europejskiego" - ocenił ekspert.

Z tej logiki - dodał - wymykają się jedynie kraje "nowszej grupy unijnej" - m.in. Polska, Rumunia czy kraje bałtyckie. "Jednak ich głos jest zbyt słaby, aby mógł przeważyć siłę głosu głównych krajów UE, przede wszystkim Francji i Niemiec; a dodatkowo te kraje nie tworzą żadnego sojuszu" - zaznaczył Malicki.

Według szefa Studium Europy Wschodniej UW "Polska wypadła z wielkiej gryeuropejskiej o Ukrainę i w tej chwili nie jest w stanie ani sama silnie wpłynąć na poglądy UE w tej kwestii, ani nacisnąć czy przekonać kraje wschodniej Europy".

Malicki podkreślił, że przyszłość Ukrainy zależy mocno od tego, co zrobi Zachód - "czy postanowi zablokować postępy Rosji we wschodniej Europie, mające na celu przywrócenie dawnej strefy wpływów".

"Jeśli takiej blokady nie będzie - i tu nie chodzi o wojnę, tylko o zdecydowaną postawę, jasne deklaracje - to nacisk na Ukrainę będzie się powiększał i straty będą coraz większe, straty ludzkie a być może także straty terenu" - ocenił ekspert z UW. Tym bardziej - dodał - Ukraina potrzebuje jednoznacznego wsparcia Polski.

Według Malickiego Polska musi wziąć na siebie budowanie koalicji w gronie mniejszych, unijnych krajów regionu. "Nie chodzi tylko o Ukrainę, ale generalnie o budowanie grupy państw, która będzie myślała o bezpieczeństwie regionalnym, o zabezpieczeniu siebie, niestety przede wszystkich przed agresorem rosyjskim" - zaznaczył. Jak dodał, "niestety to się nie dzieje".

Jak zaznaczył, polskie wsparcie dla ukraińskich reform, licznie fundowane stypendia dla ukraińskich studentów, współpraca organizacji pozarządowych i samorządów, to wszystko bardzo potrzebne i cenne inicjatywy, jednak powinniśmy też brać czynny udział w "wielkiej polityce" dotyczącej Ukrainy. Obecnie - stwierdził - "z bólem trzeba powiedzieć, że jesteśmy na marginesie sprawy ukraińskiej".

Dyrektor fundacji Współpracy Polsko-Ukraińskiej PAUCI Jan Piekło ocenił w rozmowie z PAP, że niedzielna wizyta prezydenta Bronisława Komorowskiego w Kijowie na uroczystościach pierwszej rocznicy Majdanu, będzie wyraźnym sygnałem wsparcia. "Pojawienie się prezydenta Polski w momencie trudnym w Kijowie będzie stanowić silny gest solidarności z Ukrainą" - powiedział.

Dodał, że będzie to gest szczególnie ważny po wizycie prezydenta Rosji Władimira Putina w Budapeszcie. "Był to naprawdę spektakl przerażający, kiedy widziało się Orbana z Putinem, który składa wieńce na grobach okupantów sowieckich, którzy dławili powstanie w Budapeszcie w 1956 r." - stwierdził Piekło.

Ekspert ocenił, że dozbrojenie przez Polskę Ukrainy byłoby krokiem w dobrą stronę. "NATO zdecydowało, że każdy kraj członkowski może podjąć w tej kwestii decyzję samodzielnie. Robi to już Litwa, państwo mniejsze, które ma znacznie mniejszą polityczną rangę. Powinniśmy pójść śladem Litwy, bo to, by Ukraina była krajem proeuropejskim, demokratycznym i stabilnym, leży w żywotnym interesie Polski" - podkreślił Piekło.

Według niego drugie porozumienie z Mińska zakończyło się fiaskiem, a prezydent Rosji "wystawił do wiatru" przywódców europejskich, którzy przed rozpoczęciem rozmów w stolicy Białorusi mówili, że jest to ostatnia szansa powstrzymania konfliktu. "Widzimy teraz jasno, że rozejm miał wejść w życie dwa dni po rozmowach w Mińsku, ponieważ chodziło o zdobycie Debalcewe. Najwidoczniej taki był plan Putina i został dokładnie zrealizowany" - mówił Piekło.

Ekspert obawia się, że "przy takiej postawie polityków europejskich możemy spodziewać się porozumienia Mińsk III, do którego dojdzie po zdobyciu Mariupola". "Wówczas zostanie postanowione, że trzeba jeszcze dać separatystom korytarz lądowy na Krym. Może wtedy będzie spokój, bo o ten właśnie korytarz Rosji chodzi. On zapewni możliwość zaopatrywania Krymu; w zimie jest to jedyna droga poza powietrzną" - mówił Piekło.

W jego ocenie decydowanie się na kolejne negocjacje przez przywódców europejskich świadczy o dużej słabości polityki europejskiej. "Kanclerz Niemiec Angela Merkel postawiła na szali swój wielki autorytet i ten autorytet został mocno nadszarpnięty przez przywódcę Rosji" - uważa Piekło. Zdaniem eksperta politycy europejscy błędnie oceniają Putina, ciągle traktując go jako wiarygodnego partnera, który będzie dotrzymywał porozumień. "Tymczasem Putin wielokrotnie udowadniał, że to nieprawda" - podkreślił ekspert.

źeódło: http://wyborcza.pl/1,91446,17461175,Eksperci__Polska_powinna_budowac_sojusz_na_rzecz_Ukrainy.html

środa, 22 kwietnia 2015

Kiedy Polacy oprzytomnieją?



Piszę cały czas to samo: Polacy sami sobie gotują taki los!

I nie jest to tylko wina jakichś mitycznych lemingów, ale efekt popadnięcia w ciężki stan depresyjny większości społeczeństwa. Nakłada się to na kacapską mentalność, która kwitnie w najlepsze. To czarnowidztwo, defetyzm połączone z naprawdę bardzo złą rzeczywistością w jakiej Polacy się znajdują powoduje bardzo groźny proces socjologiczny: hodowanie niewolników, a nawet "przecwelowywanie", co jest wtedy już procesem nieodwracalnym. Stąd biorą się tzw. pożyteczni idioci wyjący na widok ruskich bandytów na motorach, gotowi wyjeżdżać im naprzeciw na motorkach i wysyłający swoje baby aby witały ich jajkami i sovieckimi flagami. Chcą nawet organizować hołdy dla Putlera, tudzież latanie wśród nich z krzyżem.

Środowisko neonowego ścierwomedium ma w tym bogate doświadczenie i teraz również szykuje się do przeprowadzenia prowokacji.

Widać na portalach prawicowych jaki jest stan świadomości ludzi tam piszących. A mówimy przecież o tej świadomej i nastawionej patriotycznie grupie. Ja wiem, że często trudno jest poznać się na manipulacji działającej tu bez przeszkód agentury wpływu (rosyjskiej), ale pewnego poziomu rozgarnięcia i zdolności kojarzenia faktów oraz wyciągania wniosków można by przecież się spodziewać... No bo co powiedzieć o ślęczących przed idiotycznym tvn-em? A tych jest chyba zdecydowana większość...

To, że jest źle i wszyscy nas wykorzystują to nie żadna nowość. Każdy rozgarnięty człowiek to widzi. Po co więc książki opisujące jak jest źle i reklamowane ich wśród tych, którzy to wiedzą? Chyba tylko po to, aby ich jeszcze bardziej pognębić i odebrać chęć walki. Bo ci, którzy powinni tej książki nigdy nie przeczytają. Kiedy to kiedyś napisałem spotkałem się z bezpardonowym atakiem na moją osobę pozbawionym merytorycznych podstaw. A wniosek jest bardzo prosty z takiego czarnowidztwa: przegrani czują się jeszcze bardziej przegrani i dołączają do innych przegranych, przez co są jeszcze bardziej przegrani.

Polacy tracą instynk samozachowawczy. Nie potrafią dbać o swoje interesy i mają stare oraz coraz to nowsze wytłumaczenia: "nie pójdę na wybory, bo to i tak nic nie zmieni", "wybory znowu będą sfałszowane", "klika PO-PSL nigdy nie odda władzy", a tak wogóle to "Polski już nie ma", to "kraj teoretyczny", "ch.., d.pa i kamieni kupa", "po co się zbroić i kupować drogą broń, jak Rosjanie będą w Warszawie w ciągu dwóch dni", "lepiej pozwolić na prowokację Putlera, który wysyła do nas soviecki gang motorowy i go nie denerwować, to może nas nie zaatakuje", "nie możemy walczyć, bo jesteśmy za słabi", itd., etc....

Więc czy można się dziwić takiej postawie "jak mu splunąć w twarz, to powie, że deszcz pada"?

Jeżeli ktoś nie potrafi o swoje się upominać, jeżeli nie ma zakodowanego poczucia honoru, to zachowuje się jak szmata. A jak ktoś siebie samego nie szanuje, to dlaczego wymagać, aby inni go szanowali? Jest takie przysłowie: "Na pochyłe drzewo wszystkie kozy skaczą" - i to jest widoczne w Polsce na każdym kroku.

Najgorsze jest to, że nie widać nikogo, kto by potrafił jasno i dobitnie odpowiedzieć tym hienom i sępom, i pokazać miejsce w szeregu?

Przykład pierwszy z brzegu: wysoki rangą urzędnik USA obraża Polaków sugerując (być może nieświadomie) ich współodpowiedzialność w eksterminacji Żydów. I nikt z naszych oficjeli, w tym kandydaci na urząd Prezydenta RP nie potrafi zareagować krótko i zdecydowanie  i powiedzieć, że to nie Żydzi są najbardziej pokrzywdzoną nacją w wyniku II-ej Wojny Światowej. Wcale nie zginęło ich w obozach śmierci najwięcej. Auchwitz nie był jedynym obozem koncentracyjnym. Nie był też najcięższym. I co najważniejsze: nie padło żadne odniesienie do (wymyślonych i nienależnych im) przez Przedsiębiorstwo Holokaust 65 mld dol. tzw. odszkodowań. Wystarczyło to wyartykułować, i efekt były taki, że Żydzi, rządy Izraela i USA usłyszeli by, że Polska nie zamierza nic nikomu płacić. Nie ten adres. Jak już chcą domagać się zadośćuczynienia to adresaci nieszczęść Żydów znajdują się w Berlinie i Moskwie, które to państwa rozpętały Drugą Wojnę Światową.

Przykro mi to napisać, ale to pokazuje, że "Polacy nie mają jaj". Po strażnikach żyrandoli nie spodziewam się wiele, ale Duda - mój faworyt - zachowuje się dokładnie tak samo.

Reakcja na chamskie zachowanie jest prosta: należy walnąć w mordę, to jeden z drugim od razu załapie jak ma się zachowywać. Popiskiwanie i biadolenie tylko prowokuje stronę przeciwną do kolejnych prowokacji. To tak jak z chuliganem w szkole, który gnębi jakiegoś fajtłapę, a ten kradnie z domu cenne rzeczy, sprzedaje je i daje mu pieniądze z nadzieją, że go udobrucha. Nic bardziej mylnego. Dokładnie taki sam mechanizm działa w postawie decydentów w stosunku do Putina, który takie niezdecydowanie i brak adekwatnej reakcji słusznie odczytuje jako słabość, i zachęca go to do dalszych kroków. - Tak jak chuligan, który kopie butem w drzwi i próbuje jaka będzie reakcja. Jak nie będzie żadnej, albo będzie za słaba, to następnym razem rzuci kamieniem w okno. Ot i cała tejemnica skutecznego działania.

Jak wyrwać Polaków z tego marazmu? Mówiąc szczerze - czarno to widzę. Mam nadzieję, że kiedyś nadejdzie taka zmiana. Ale zapewnie nieprędko; może za dwa, trzy pokolenia...

Dlaczego to takie trudne? - Bo "byt kształtuje świadomość", bo "jeszcze nigdy tak nie było, żeby jakoś nie było", bo musimy czekać na "zbawcę na białym koniu", "tylko cud może coś zmienić", "sami nic nie możemy, bo jesteśmy za słabi", "Polacy, nic się nie stało", "to nie my, to oni", itd., itp....

Wtedy pojawi się nadzieja na zmianę, jak ludzie zrozumieją, że żaden zbawca na białym koniu nie przyjedzie i że to my sami jesteśmy kowalami własnego losu. Jednym słowem musi zajść przemiana świadomości na masową skalę. - Taka jaka nastąpiła po słowach św. Jana Pawła Wielkiego: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi". Ten Duch działa, ale z drugiej strony musi być współdziałanie. To tak jak z chrztem św., który jest sakramentem skutecznym i prowadzącym chrześcijanina do zbawienia: ex opere operato i ex opere operantis. Polacy jako Naród odchodzą od Boga, to nie ma się co dziwić, że i Pan Bóg pozwala nam babrać się w tej beznadziei, w którą wpędzamy się na własne życzenie...

Dziękuję za uwagę.

wtorek, 27 stycznia 2015

Taka sobie notka o Polsce i Polakach



Miałem nic nie pisać i nie komentować, bo doszedłem do wniosku, że nie warto

No bo jak skomentować takie, wydawać by się mogło na pierwszy rzut oka - trafne diagnozy dotyczące stanu świadomości Polaków, jak np.:

Gdzie jesteś Moja Polsko?! - http://niepoprawni.pl/blog/albert-katana/gdzie-jestes-moja-polsko
Homo sovieticus rozkwita w III RP - http://niepoprawni.pl/blog/zetjot/homo-sovieticus-rozkwita-w-iii-rp
Zaprzaństwo - http://niepoprawni.pl/blog/myslidar/zaprzanstwo
Zastępcza wojna Kozieja - http://niepoprawni.pl/blog/yagon-12/zastepcza-wojna-kozieja

- To tylko niektóre przykłady i to ze strony głownej. Dyskusja pod notkami rozkwita, ludzie narzekają; więc lux - gitara. Tylko do czego to prowadzi? - Do takiego obrazka: "Pogrzeb był piękny, ludzie płakali"...

Czy tego chcemy? 

Niektórzy dochodzą momentami do słusznych wniosków: "trzeba to wszystko roz...". Albo dostępują stanu permanentnego buntu i obwieszczają z dumą: "Ja już od dwudziestu lat nie chodzę na wybory; bo co to zmieni?" A potem się dziwią, że Polska się stacza coraz bardziej; rozgrabiają ją złodzieje, Żydzi, Niemcy, Rosjanie, "Usrael", lewacy i "banderowcy". A sami Polacy to zsowietyzowana, zmanipulowana telewizornią lemingoza uprawiająca "wyścig szczurów"; która zatraciła już ludzkie odruchy, itd...

Cóż, być może główną przyczyną tego stanu rzeczy jest kryzys tożsamości narodowej polskiego społeczeństwa?  

Te przyczyny można było by długo wymieniać. Mniej lub bardziej trafne. Faktem jest, że Polacy w gruncie rzeczy siebie nie lubią, nie doceniają tego co mają, czują się gorsi i stąd "Słowiańska Dusza", bujanie w obłokach, "słomiany zapał", wymyślony mesjanizm narodowy, porywanie się "z motyką na słońce", szarże ułańskie na czołgi, "gdzie dwóch Polaków tam trzy opinie i trzy partie", niechęć do współdziałania, "kopanie dołków" pod innymi, "Polak Polakowi wilkiem" - zwłaszcza na obczyźnie... - I znowu można by długo wymieniać wady narodowe Polaków...

Tylko po co?

- Być może po to, aby uświadomić sobie jacy jestesmy?

- Tylko, że robiono już to wiele razy i chyba nikt nie wyciagnął jeszcze z tego żadnych wniosków. O stworzeniu planu strategicznego aby zmienić ta ponurą rzeczywistość nikt nie pomyslał. 

- Bo wszystko odbywa się według jednego i tego samego wdrukowanego schematu, konstruktu myślowego, albo archetypu - jak kto woli: "to nie ja, to oni".

Jacyś mityczni oni mają za nas wszystko załatwić. Zapewnić nam pomyślność, bezpieczeństwo, praworzadność, sprawiedliwość... - I znowu lista życzeń zdaje się nie mieć końca...

- Dlaczego inni potrafią, a my nie?

A może to nie tak - też potrafimy, i to dużo lepiej, tylko jakoś do tej pory nie mieliśmy okazji się wykazać...

Ja myśle, że jesteśmy wspaniałym Narodem, naprawdę wyjątkowym. Ale żeby się o tym przekonań to trzeba wyjechać z Kraju? 

Tylko dlaczego nie potrafimy uczyć się na błędach, albo choćby zmusić szare komórki do poszukiwań odpowiedzi dlaczego tak a nie inaczej postępujęmy?

Tutaj ktoś zamieścił obrazek, który własciwie mówi i wyjaśnia wszystko:


- I co? Zero odniesienia..., zero refleksji.

Kolejny raz przytoczę czyjś komentarz sprzed paru dni (http://niepoprawni.pl/comment/reply/98407/1461169). Może tym razem ktoś coś z niego zrozumie i zamiast gadać zacznie coś robić?

Ponad wszystkimi technikami walki jest jedna; WALKA BEZ WALKI, ponad wszystkimi technikami i zasadami przywództwa jest jedna, BĄDŹ SOBĄ I PODĄŻAJ ZA SWOIM PRZEZNACZENIEM. WALKA BEZ WALKI. Zamiast walczyć lepiej tworzyć to czego się oczekuje. Zgodnie z podstawowym prawem życia. To co zasilasz enegią to rośnie. Zdrajcy, chamy i durnie pchają się do władzy bo dla nich to tylko przywileje. Dla człowieka to odpowiedzialność. Mądry naród wybiera na przywódców najlepszych obywateli. Durnie i chamy wybierają zdrajców i najgorsze kanalie. Tak jak w Polsce. 
KLuczem jest skupienie się na nowym systemie państwa i wprowadznie go. Bo tylko to umożliwi zjednoczenie Narodu i wyzwolenie Polski. I tylko w zdrowym systemie państwa można wyłonić najlepszych przywódców. Zdrowy System, zdrowe zasady uczciwej konkurencji jest kluczem do realnych pozytywnych zmian. Do czego od dawna namawiam i daję rozwiązania. Ale wszyscy się tego boją [i nie chcą zmian]. Rządzący zdrajcy i ich kundle, bo stracą władzę. Bo tumany którzy wszystko mają tylko dzięki wiernej oddanej służbie i zdradzaniu rodaków i Ojczyzny [myślą, że wszystko stracą]. Bo rządzący Polską folksdojcze i jeszcze mniejsze [sovieckie] kundle, które w uczciwym państwie wracają do swojego naturalnego środowiska, do wideł, gnoju i obory. Ale uczciwego systemu też panicznie się boi tzw. opozycja. Bo to też zakompleksieni durnie o mantalności parobka. Którzy jedynie potrafią krytykować i narzekać. Ale nie są w stanie współpracować. Bo są tak zakompleksieni że nie są w stanie uznać racji innych. Zakompleksiony dureń nigdy nie przyna komuś racji i nigdy nie uzna pomysłów innych osób. Jedynie potrafi krytykować i narzucać swoje prawdy obiawione. Czyli zawłaszczone pomysły i idee innych. Ale dureń nie ma świadomości tego że jest durniem
Problem Polski to brak elit. Same chamy, durnie, kanalie i zdrajcy o mantalności parobków i folksdojczów
Jak mają walczyć o wolność umysłowo zniewolone parobki?.
A jak z parobka i chama zrobić Pana skoro to stan umysłu?

środa, 22 października 2014

Nie czy, ale kiedy?


Stało się. Miesiące intensywnej indoktrynacji, regularne pranie mózgów, nawoływania do nic nie robienia przyniosło efekt. Polska stanęła w obliczu wojny. Już nikt nie pyta czy będzie wojna, ale kiedy?



Zob. "Będzie wojna Polski z Rosją - "Gazeta Polska" o możliwych scenariuszach konfliktu". http://www.tokfm.pl/blogi/pawel-pisanieck/2013/02/bedzie_wojna_polski_z_rosja__gazeta_polska_o_mozliwych_scenariuszach_konfliktu/1 - mimo upływu czasu analiza okazuje się wciąż aktualna.

Coraz więcej pojawia się analiz takich jak ta: "Rosja jest mocarstwem atomowym i każdy kraj będący w kręgu zainteresowań Rosji, musi się liczyć z takim wariantem. Dziś postuluje to Żyrinowski – czyli wojnę atomową lub prewencyjne uderzenie na Warszawę. Należy również pamiętać, że dwie wojny światowe przetaczały się przez nasz kraj i to właśnie w Polsce krzyżują się interesy mocarstw światowych.  W takim razie uderzenie prewencyjne bronią jądrową na Warszawę jest uzasadnione i bardzo prawdopodobne.  Musimy pamiętać, że to nie jest rok 1944 i technologia poszła do przodu. Każdy kto wchodził do Warszawy z wojskiem spotykał się z heroiczna odwagą Polaków i Federacja Rosyjska doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Dlatego wariant atomowy jest brany pod uwagę, dlatego że pozbawia Polskę stolicy, czyli centrum dowodzenia i powoduje, symboliczny strach w potencjalnych przeciwnikach, przed wojną nuklearną". / źródło: http://1do10.blogspot.com/2014/10/czy-polsce-grozi-wojna-cz-iv.html

Kluczowe z punktu widzenia Polski jest zrozumienie rosyjskich intencji i odpowiedź na pytanie o ewentualną formę rosyjskiej agresji wobec nas. 




Tymczasem "agresja Rosji wobec Polski trwa już od kilku lat, podobnie jak agresja względem republik nadbałtyckich. Budowa gazociągu północnego, embargo na dostawy polskiego mięsa i jabłek, przykręcanie kurka z gazem, manewry wojskowe na Białorusi, których scenariusze jednoznacznie wymierzone były w Polskę, wszystko co się działo wokół śledztwa smoleńskiego, a być może także (coraz więcej dowodów na to wskazuje) sama Tragedia Smoleńska były przecież aktami agresji i tylko durnie lub zdrajcy mogli tego nie dostrzegać. Trzeba jednak sobie uświadomić, że barierami dla imperialnej ekspansji rosyjskiej są na Wschodzie Chiny (zbyt silna bariera), a na Zachodzie Unia Europejska i NATO, które są przez Rosję postrzegane jako główny przeciwnik. Akty agresji rosyjskiej wobec Polski i państw nadbałtyckich to w rzeczywistości akty agresji wobec tych instytucji międzynarodowych. Rosja w ten sposób testuje spójność i rzeczywiste (nie mylić z formalnymi) zdolności obronne tych struktur międzynarodowych, równocześnie wytrwale pracując nad ich rozbijaniem i wewnętrznym konfliktowaniem (np. układy bilateralne).


Jeśli Zachód okaże słabość, oraz brak woli, zdolności i determinacji do wspólnej obrony przed rosyjską ekspansją, to z całą pewnością będzie dla Rosji impulsem do eskalacji działań, a to już oznacza agresję zbrojną wobec któregoś z państw członkowskich NATO i UE, co, w przypadku braku skutecznej reakcji, będzie gwoździem do trumny dla tych struktur (kompromitacja i całkowita utrata wiarygodności).


Przez ostatnie siedem lat rząd Tuska zrobił wszystko co mógł by zachęcić Rosję do ataku na Polskę, by nasz kraj był dla Putina łatwym i atrakcyjnym kąskiem. Skutecznie storpedował plany budowy elementów tarczy antyrakietowej i instalacji baz amerykańskich w Polsce, zredukował nasze siły zbrojne do symbolicznych rozmiarów, zerwał z „polityką jagiellońską”, uzależnił Polskę od dostaw surowców energetycznych z Rosji, sprowadził nasze państwo do roli przedmiotu gry między Rosją a Niemcami, oraz swoimi działaniami związanymi z Tragedią Smoleńską i śledztwem w tej sprawie zagwarantował Putinowi swą pełną uległość." /źródło: http://1do10.blogspot.com/2014/10/wrog-u-bram-wiec-zapraszamy.html


Na ile NATO jest w stanie powstrzymać Rosję w jej imperialnych zapędach wobec Polski i innych krajów należacych do UE? - Widać, że Rosja przestała obawiać się Sojuszu Pólnocnoatlantyckiego. Zapracowały na to "europejskie elity". 


Polska "z jednej strony należy do UE oraz NATO będąc mocno związana z zachodem, z drugiej strony granicząc z wielkomocarstwową Rosją, traktującą byłe republiki sowieckie, jako swoją własność, o które wcześniej czy później się upomni. Przykład Ukrainy najlepiej o tym świadczy. Zachodzi, więc pytanie. Czy kraje wspólnoty europejskiej  wreszcie się obudzą? Czy przykład Ukrainy zadziała jak zimny prysznic? Na razie, niebezpieczeństwo ze strony Rosji, dostrzegają w Polsce, Litwie, Estonii, Łotwie, USA oraz Australii i Kanadzie. Reszta, najbardziej zainteresowanych, tkwi w błogim letargu. Letargu, zaczadzonych polityką resetu do sowieckiego satrapy. Polityczna naiwność, czy świadome działania polityków o lewackich korzeniach?" /żródło: http://aa11bb.salon24.pl/609134,nato-sojusz-czy-fikcja


Jak Polska powinna zareagować na zagrożenie płynące z Moskwy? 


"W sprawie Ukrainy nie będziemy w pojedynkę machać szabelką" – mówiła w pierwszym wywiadzie prasowym, premier Ewa Kopacz


"Już to znamy - zabieramy dzieci z podwórka, siedzimy cicho, nie wychodzimy przed szereg, nie machamy szabelką – oto myśl strategiczna obecnej polskiej władzy.

Nie będziemy machać szabelką... kto w takim razie machnie za nas, żeby powstrzymać ekspansywną Rosję? 
Na kogo możemy liczyć, że stanie i powie – hola, hola, panie Putin?  Za kim staniemy krok z tyłu i  powiemy nieśmiało – owszem, hola?

Powiedzmy sobie szczerze – Jeśli nie my, to szabelką nie machnie w Europie nikt

Więc szabelką, jaka by nie była, machać musimy. I to nie jest wychodzenie przed szereg, bo za nami nie ma żadnego szeregu. Musimy machać szabelką sami, w nadziei, że może wtedy jakiś szereg się za nami ustawi.  

Pokazał to Lech Kaczyński. Nie kunktatorzył, nie drefił, tylko pierwszy zamachał szabelką, a za nim ustawił się szereg prezydentów, którzy też machali. Potem machnęła Francja, machnęły Stany Zjednoczone i rosyjska ekspansja została przynajmniej na jakiś czas powstrzymana. 


Polska ma prosty wybór – machanie szabelką albo machanie białą flagą". źródło: http://1do10.blogspot.com/2014/10/czy-niemcy-zechca-umierac-za-gdansk.html


Ale żeby myśleć o skutecznej obronie Kraju trzeba mieć skuteczne i dobrze wyposażone siły zbrojne. Jest jednak ważniejszy aspekt obronności: świadomość patriotyczna Narodu. Jednak na tym odcinku pracuje już piąta kolumna FR zniechecając Polaków do obrony Polski. Przykład tutaj: Nathanel - "Oświadczenie na wypadek wojny z Rosją" - http://www.kontrowersje.net/o_wiadczenie_na_wypadek_wojny_z_rosj

Kolejnym przykładem jest wmawianie społeczeństwu, że od niego nic nie zależy a przeciętny obywatel "nic nie może". Chodzi o przygotowanie ludzi aby w razie napaści wroga nie próbowali oporu i poszli jak bydło na rzeź. Przykład tutaj: Astra - "Nie zagram w tym teatrze" - http://www.fronda.pl/blogi/astra/nie-zagram-w-tym-teatrze,40701.html .

Inna grupa rosyjskiej agentury wpływu ma zadanie odwracania uwagi od rosyjskiego zagrożenia i kierowanie jej na spisek i zagrożenie ze strony Żydów, banksterów i Niemców wobec Polski.

Jeszcze innym przykładem destrukcyjnego działania agentury FR jest rozbijanie Kościoła Katolickiego od środka poprzez zachęcanie do nieposłuszeństwa wobec duchowieństwa i głoszenie herezji. Na przykład: Trybeus - "Mędrcy Syjonu stacjonują w Polsce...kto się boi Intronizacji Chrystusa na Króla Polski...?" - http://niepoprawni.pl/blog/2757/medrcy-syjonu-stacjonuja-w-polscekto-sie-boi-intronizacji-chrystusa-na-krola-polski .

Oprócz tego trwa cały czas prymitywna nahalna propaganda mająca na celu skonfliktowanie Polski z Ukrainą (słynna narracja że Ukraińcy=banderowcy) oraz próbująca zrzucić odpowiedzialność za agresję Rosji na Ukrainę na rząd w Kijowie, a nawet Żydów. Przykład tutaj: http://1do10.blogspot.com/2014/09/jezuici-zamordowani-przez-zydow.html

Zemściło się tolerowanie agentury obcego państwa, różnych ruskich tub propagandowych w rodzaju NeOnu24.ru. Tysięcy płatnych trolli, których zadaniem jest osłabienie Polski i przygotowanie gruntu do lądowania "zielonych ludzików". A jak nie będą to "zielone ludziki" tylko rakieta Iskander z głowicą jądrową?

wtorek, 21 października 2014

Fakty i mity o wojnie nuklearnej


Po raz pierwszy od 25 lat, za sprawą wojennej retoryki Putina powrócił temat zagrożenia globalną wojną jądrową, niosąc z sobą cały bagaż mitów wytworzonych w epoce zimnej wojny. Rosja grozi atakiem jądrowym na europejskie miasta. Jako cele wymieniane są Warszawa, Wilno, Amsterdam, ale należy zdać sobie sprawę z tego, że pogróżkom tym daleko do realizmu, są raczej jednym z elementów nowej zimnej wojny, analogicznym do kampanii z lat 80. zeszłego wieku, kiedy to ZSRS za pośrednictwem ruchów pacyfistycznych na Zachodzie wytworzył prawdziwą psychozę atomowej apokalipsy. To wtedy za sprawą sterowanych z Moskwy aktywistów, wspieranych przez twórców kultury ugruntowało się przekonanie, że wymiana atomowych ciosów zakończy istnienie gatunku homo sapiens. Przekonanie z gruntu fałszywe, a co najważniejsze, wybitnie szkodliwe.

Pełnoskalowa wojna jądrowa zakłada wykorzystanie w celu unicestwienia przeciwnika niemal całych arsenałów jądrowych mocarstw, a także innych państw, które w przypadku wyjścia z konfliktu bez większych strat mogłyby same wyrosnąć na nowe mocarstwa. W opracowaniach z lat 80. minionego wieku, kiedy ten scenariusz był rozpatrywany, przewidywano, że na Polskę spadnie około 100-150 głowic, w tym na największe miasta po 2-3 głowice o mocy 5 Megaton. Niszczycielska siła takiego ataku jest oczywiście niewyobrażalna i można założyć, że jej efektem byłaby śmierć około 70-80 procent mieszkańców dużych miast a ogólna populacja kraju spadłaby do 20 milionów. Brzmi to koszmarnie, ale tylko w niewielkim stopniu przekracza straty, jakich nasz kraj doznał w wyniku II wojny światowej, kiedy to liczba ludności spadła z 35 milionów w 1938 do 24 mln w 1946. Oczywiście nie da się tych dwóch sytuacji porównać z uwagi na dalsze następstwa wojny jądrowej, jednak sam fakt obala mit założycielski atomowej psychozy głoszący, że po wojnie tej pozostanie tylko bezkresna pustynia. Dla wzmocnienia tego mitu przywoływano nieraz przykład meteorytu, który doprowadzić miał do wyginięcia dinozaurów. Jeśli zatem jeden meteoryt mógł spowodować takie spustoszenie, to co dopiero tysiące głowic? W rzeczywistości jednak moc eksplozji na Jukatanie szacowana jest na 192 Terratony, podczas gdy potencjalna wojna nuklearna miałaby moc ok. 10 000 Mt, czyli dziesięciu Gigaton – sto tysięcy razy mniej, czego już piewcy mitów nie dodali.

Mityczne mutanty
Inny popularny mit związany z atomowym starciem mocarstw mówi, że nawet, jeśli nie wszyscy zginą od energii samego wybuchu (na co składa się temperatura, fala uderzeniowa i promieniowanie przenikliwe), nie przeżyją jej konsekwencji, czyli skażenia promieniotwórczego, które przyniesie im śmierć w męczarniach.

Całkiem blisko sytuuje się kolejny mit o mutantach, którzy w efekcie skażenia zaludnią ziemię. Ta wizja, choć doskonale sprzedawana w filmach i grach komputerowych, jest całkowicie pozbawiona podstaw, czego dowiodła chociażby katastrofa w Czarnobylu. Fizycy badający skutki promieniowania po katastrofie elektrowni jądrowej stwierdzili ze zdumieniem, że ci z ratowników, którzy przyjęli średnią dawkę promieniowania, nie tylko nie zapadli na chorobę popromienną, ale są obecnie zdrowsi od reszty populacji. Zjawisko to zostało nazwane hormezą radiacyjną i sprowadza się do pobudzenia mechanizmów obronnych i naprawczych organizmu ludzkiego, które są pozostałością po czasach, gdy naturalna ziemska radiacja była na znacznie wyższym poziomie. Ktoś może zapytać, co z tymi, którzy przyjmą wyższą dawkę promieniowania? Dla osób znajdujących się tak blisko wybuchu, żeby zostać napromieniowanymi w stopniu powodującym śmierć, radiacja jest najmniejszym problemem. Bliskość wybuchu sprawi, że zabije ich fala uderzeniowa i nagły skok ciśnienia kompresujący i dekompresujący wodę znajdującą się w organizmie. Dlatego mit mutacji można spokojnie obalić stwierdzeniem, że przy obecnym poziomie technologicznym arsenału jądrowego (czyste bomby) żadne masowe mutacje nie wystąpią - napromieniowane organizmy albo wyzdrowieją, albo zginą, z pewnością nie zmutują.

Nie oznacza to oczywiście, że problem promieniowania można bagatelizować, w żadnym wypadku, jednak wpojone nam fałszywe przekonania prowadzić mogą do rezygnacji w przekonaniu, że i tak nie ma szans na przeżycie. Tymczasem już najmniejsza przegroda, która oddzieli nas od wybuchu jądrowego (wał ziemny, rów) zwiększa szanse na przeżycie dziesięciokrotnie a piwnica domu nawet 50-krotnie. Podobnie rzecz się ma z długotrwałymi skutkami eksplozji, takimi jak opad promieniotwórczy i tu świadomość jego istoty może uratować setki tysięcy ludzi, w przeciwieństwie do zrezygnowanych i poddawaniu się rozpaczy. Warto wiedzieć, że najczęstszym kierunkiem rozprzestrzeniania się skażenia byłby w naszym kraju kierunek wschodni (prawdopodobieństwo 60 procent, choć w przypadku różnych regionów występują różnice), że najgroźniejsze skażenie z opadu wystąpi w pierwszych godzinach po eksplozji i utrzyma się do 24-48 godzin, później zacznie spadać. Warto wiedzieć, że na skażenie złożą się trzy podstawowe pierwiastki grożące naszemu zdrowiu; Jod-131, Stront-90 i Cez-137. Pierwszy z nich ma bardzo krótki czas połowicznego rozpadu, w związku z czym już po miesiącu niemal zaniknie, po kilku nie będzie go wcale. Dwa pozostałe charakteryzuje czas rozpadu wynoszący 30 lat i po takim okresie mogą spowodować nowotwory, jednak perspektywa przeżycia w postapokaliptycznym świecie trzech dekad jest wystarczająco optymistyczna a z drugiej strony w tym długim okresie wystąpi wiele poważniejszych zagrożeń niż nowotwór.

Bez prądu, komórek i… państwa
O ile skutki samego wybuchu jądrowego są w świadomości współczesnych społeczeństw mocno przejaskrawione, o tyle nie poświęca się wiele uwagi znacznie poważniejszym następstwom totalnej wojny jądrowej. Zarówno wiara w mity, jak i nieznajomość faktów są szkodliwe i dlatego warto tu poświęcić trochę uwagi tym razem faktom.

Ludzie, którzy przeżyją "atomowy holokaust" rozpoczną egzystencję w całkowicie nowej rzeczywistości. Dla wielu, zwłaszcza młodych osób, świat bez komputerów, internetu, telefonów komórkowych i prądu może się okazać szokiem nie do przezwyciężenia. Nie będzie środków transportu, zaopatrzenia oraz łączności. Struktury państwa na pewien czas zanikną zupełnie, za to pojawią się gangi uzbrojonych ludzi złożone głównie z wojskowych dezerterów. Obrazu nowej rzeczywistości dopełnią zjawiska atmosferyczne, takie jak zasnucie atmosfery dymem i zmniejszenie dawki światła docierającego do powierzchni, co wpłynie na ochłodzenie klimatu. Zanik warstwy ozonowej spowoduje z kolei, że skóra, zwłaszcza białych ludzi, będzie w ciągu kilku minut doznawała poparzeń słonecznych. Konieczne będzie stosowanie okularów ochronnych i dokładne owijanie odsłoniętych części ciała. Okresy wegetacji roślin będą skrócone, ale nie nastąpi żadna epoka lodowcowa.

Najważniejszym zjawiskiem społecznym, które uwidoczni się już w pierwszych godzinach po wybuchach będą potężne fale migracji z miast do wsi. Ataki jądrowe mają szansę przetrwać mieszkańcy przedmieść i dzielnic oddalonych od centrów przemysłowych, jednak pozostanie w mieście straci sens po tym jak znikną ostatki towarów z ocalałych sklepów.  Setki tysięcy ludzi z miast będzie się starało uciec do okolicznych wsi i miasteczek, wydostać się ze strefy skażenia do miejsc gwarantujących bezpieczeństwo i wyżywienie. Przyjmowani będą zapewne bardzo różnie. Można zaryzykować tezę, że konflikt atomowy mocarstw w kilka godzin po jego zakończeniu przerodzi się w tysiące lokalnych konfliktów o ziemię. Ostatecznie jednak, mieszkańcy wsi będą zmuszeni przyjąć uchodźców w swym własnym dobrze pojętym interesie. Brak środków chemicznych, paliw wymagać będzie dodatkowych rąk do pracy. Osady będą się musiały także bronić przed zdemoralizowanymi bandami, pozostałością upadłej armii.

Lepszy, poatomowy świat
Wszystkie te niekorzystne zjawiska spowodują dalszy spadek ludności kraju. W wielu wsiach i miasteczkach wybuchną epidemie. Ludzie powoli zaczną się uczyć żyć w nowych warunkach, gdzie każdy błąd lub infekcja będą opłacane śmiercią. Zwiększone zagrożenie życia, brak antykoncepcji i rozrywek spowodują zwiększony przyrost naturalny. Ludzie powrócą do naturalnego cyklu posiadania pierwszych dzieci tuż po osiągnięciu dojrzałości płciowej. Rozpocznie się powolne odrodzenie i powrót prawa. Słabsze grupy bandyckie zostaną wyeliminowane przez samoobronę mieszkańców osad, silniejsze zaoferują swe usługi ludności, często przejmując przywództwo nad lokalnymi społecznościami. Pod koniec pierwszego roku po wojnie, niebo zacznie się przejaśniać, w lasach pojawi się więcej zwierzyny, a ludzie, których główną troską przestanie być zaspokojenie głodu i walka z chorobami zaczną odtwarzać technologie i przede wszystkim władzę polityczną.

Niemal każde państwo dotknięte wojną przypominać będzie połączenie średniowiecznego rozbicia dzielnicowego, z dzikim zachodem i początkiem ery przemysłowej zarazem. Odrodzenie, choć zaczęłoby się zapewne od maszyn parowych, postępowałoby bardzo szybko, wszak ludzie coraz częściej wyprawiający się do ruin miast mieliby dostęp do wiedzy i wielu nowoczesnych technologii. Być może cywilizacja zatoczyłaby koło, ale potem gwałtownie wystrzeliłaby naprzód. Nastąpiłaby ogromna zmiana, podobna do upadku imperium rzymskiego. Cywilizacja, która by się po tym podniosła miałaby inne oblicze, zdecydowanie bardziej moralne i religijne.

Piotr Górka
źródło: http://www.pch24.pl/fakty-i-mity-o-wojnie-nuklearnej,25562,i.html

poniedziałek, 13 października 2014

Niemcy zachęcają Putina do ataku na Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię


Zanim upadło NRD i tuż przed wycofaniem Armii Radzieckiej z Niemiec Wschodnich został podpisany tajny protokół między władzami ZSRR i RFN, w którym Niemcy zobowiązały się do dbania o rosyjskie interesy w całej Europie. Na mocy tego tajnego porozumienia został wykonany rurociąg pod Bałtykiem z Rosji do Niemiec z pominięciem Polski.

Pochodząca z NRD obecna kanclerz Angela Merkel ostro protestowała przeciwko budowie w Polsce tarczy antyrakietowej, a potem gdy Putin zajął Krym, a separatyści rosyjscy wraz z FSB Rosji opanowali wschodnie tereny Ukrainy, to była aktywistka FDJ zablokowała tworzenie w Polsce większej bazy wojskowej USA.

Aż w końcu wybuchła bomba medialna! Wpływowe i dobrze poinformowane pismo "Der Spiegel" przekazało do publicznej wiadomości, że NATO nie jest przygotowane do wypełnienia sojuszniczych zobowiązań, bo.... Niemcy nie będą bronić ani Polski ani Krajów Bałtyckich!

Takie oświadczenie brzmi jak zachęta dla Putina do ataku na Polskę, Litwę, Łotwę i Estonię!

Pamiętamy dobrze rok 1939, gdy Stalin czekał z agresją na II Rzeczpospolitą tak długo, aż miał pewność, że ani armia francuska, ani lotnictwo angielskie nie stanie w obronie Polski i dopiero gdy nasi sojusznicy nie utworzyli frontu zachodniego, to Armia Czerwona w dniu 17 września wbiła nóż w plecy walczącej przeciw hitlerowcom Polsce!

W 2014 roku sytuacja zaczyna być podobna, choć tym razem pierwszą ofiarą rosyjskiej agresji jest Ukraina, a zagrożone są w pierwszym rzędzie Estonia i Łotwa, a zaraz potem Litwa i Polska.

Zapewnienia Donalda Tuska o przyjaznym stosunku Angeli Merkel do naszego kraju pękły jak bańka mydlana we wrześniu 2014 roku gdy antypolskie czasopismo "Der Spiegel" dokonało ekwilibrystycznej manipulacji medialnej w celu zachęcenia Rosji do ataku na Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę.

Aby wyjaśnić całe zakłamanie tych niemieckich intryg przedstawiam poniżej tabelkę jaką opublikował antypolski szmatławiec:

Einsatzbereitschaft der Waffensysteme (Auszug)

Waffensystem Gesamtbestand verfügbar einsatzbereit
Hubschrauber "Tiger" 31* 10 10
Hubschrauber 90 33* 8 8
Hubschrauber "Sea King" 21 15 3
Hubschrauber "Sea Lynx" 22 18 4
Hubschrauber CH 53 83 43 16
Flugzeug "Eurofighter" 109 74 42
Flugzeug "Tornado" 89 66 38
Korvette K130 5 2 2
U-Boot U212 4 1 1
Fregatten 11 8 7
Panzer "Marder" 406 280 280
Panzer "Boxer" 180 70 70
Gesamtbestand = alle angeschafften Einheiten
verfügbar = in Betrieb inkl. Systeme in Wartung/Instandsetzung
einsatzbereit = sofort für Einsatz/Übung/Ausbildung bereit

Co faktycznie wynika z tego zestawienia?

Niemcy posiadają obecnie:
1. 190 helikopterów, z których 41 jest gotowych do akcji.
2. 109 samolotów typu "Eurofighter", z których 42 jest gotowych do akcji
3. 89 samolotów typu "Tornado", z których 38 jest gotowych do akcji
4. 5 Korwet K 130, z których 2 są gotowe do akcji
5. 4 łodzie podwodne, z których 1 jest gotowa do akcji
6.11 fregat, z których 7 jest gotowych do akcji
7.586 czołgów, z których 350 jest gotowych do akcji.

Dodatkowo pod tą tabelką podkreślono, że: gotowość do akcji= natychmiastowo do użycia.

Formułowanie na takiej podstawie katastroficznego wniosku, że NATO nie jest przygotowane do akcji w ciągu 48 godzin jest bezczelną manipulacją, gdyż w czasie pokoju żadna armia na świecie nie utrzymuje w gotowości bojowej 100% posiadanego uzbrojenia!

Samolot gotowy do natychmiastowego użycia to taki, który w pełni uzbrojony, z pełnym bakiem paliwa stoi na pasie startowym! Jeżeli Bundeswehra posiada w pełnej gotowości bojowej, przygotowane do natychmiastowego startu aż 80 samolotów ze 198 posiadanych, to wcale nie jest tak źle, bo wystarczy 24 godziny aby pozostałe myśliwce wyprowadzić z hangarów lub podziemnych schronów, dozbroić i napełnić paliwem.

Wiadomo, że żadna armia na świecie nie jest na tyle nierozsądna, aby wszystkie swoje samoloty wystawić na pasy startowe, bo wówczas wywiad satelitarny przeciwnika miałby gotowy namiar gdzie skierować rakiety ziemia-ziemia!

Helikopter gotowy do natychmiastowego użycia to taki, który w pełni uzbrojony z pełnym bakiem paliwa stoi gotowy do startu na lotnisku, na pokładzie okrętu, lub na poligonie!

Zaciekawić powinien fakt, że aż ok.60% posiadanych przez Niemcy czołgów gotowych jest do natychmiastowej akcji, co w czasie pokoju jest doprawdy satysfakcjonujące, bo oznacza, że w ciągu 48 godzin aż 350 czołgów można byłoby w razie potrzeby dodatkowo bez przeszkód przemieścić pod Kaliningrad!

Zatem "der Spiegel" bezczelnie kłamie pisząc, że: " NATO nie jest przygotowane do wypełnienia zobowiązań sojuszniczych przez pierwsze 48 godzin!"

Ujawnienie przez Spiegel powyższych danych jest poza tym dużym ułatwieniem dla rosyjskiego wywiadu, który zaoszczędzi na płaceniu agentom FSB Putina za rozpoznanie jaki jest faktyczny poziom gotowości bojowej jednego z ważnych członków NATO!

Polityczny wydźwięk tej publikacji antypolskiej gadzinówki jest wręcz katastrofalny, gdyż odsłania faktyczne oblicze obecnej polityki strategicznej RFN!

Dla naszych wojskowych zestawienie uzbrojenia Bundeswehry stanowi jeszcze jedno uzasadnienie do konieczności dozbrojenia Wojska Polskiego.

Polska powinna posiadać co najmniej o jeden myśliwiec więcej niż Niemcy, co najmniej o jeden czołg więcej niż RFN, co najmniej o jeden helikopter więcej niż Bundeswehra i co najmniej o jedną łódź podwodną więcej oraz jedną fregatę więcej niż Bundesmarine!

Jeżeli sami się nie obronimy, to Niemcy tym bardziej nas nie obronią!

Rajmund Pollak
źródło: http://prokapitalizm.pl/niemcy-zachecaja-putina-do-ataku-na-polske-litwe-lotwe-i-estonie.html

poniedziałek, 14 lipca 2014

Po co Polsce Ukraina w UE?


Aby odpowiedzieć na to pytanie oddajmy głos Robertowi Tyszkiewiczowi - posłowi na Sejm RP, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, przewodniczący Parlamentarnego Zespołu ds. Białorusi.

Jest taki żart: podobno demokracja to system dobry dla krajów o cieplejszym klimacie. Ukraińcy unieważnili ten dowcip. Codziennie pokazują, że wiara w demokrację grzeje ich wystarczająco mocno, by od kilkunastu tygodni stać na mrozie. Nie wolno być wobec tego obojętnym.

Tak, walczymy o Europę na Wschodzie. Tak, jesteśmy ambasadorami Ukrainy w Unii Europejskiej. To są sprawy, w których nasza aktywność nigdy nie będzie za duża, zbyt rozległa, przesadzona. Silne, stałe i świadome angażowanie się Polski w budowanie europejskiej przestrzeni politycznej na wschód od dzisiejszej granicy Unii Europejskiej wynika z dwóch porządków myślenia: politycznego i moralnego. Pierwszy nie istnieje bez drugiego. Celem pierwszego jest zapewnienie bezpieczeństwa i rozwoju (na pokolenia!) niepodległej Polsce. Celem drugiego – życie zgodne z najbardziej fundamentalnymi wartościami: wolnością, godnością, podmiotowością. Kiedy zestawimy te dwa porządki i dwa cele – i zastanowimy się, jak je osiągnąć, odpowiedź okaże się prosta – trzeba rozszerzać polityczny fundament europejski na wschód od naszych granic. Tylko włączanie Wschodu w europejski krąg wpływów przyniesie nam stabilność, rozwój i wolność na lata.

Europa to nie tylko Unia Europejska, to przede wszystkim rozwój, demokracja, wyjście ze strefy stagnacji i zacofania. Niezmodernizowana od lat Rosja, która cały swój potencjał opiera na kopalnych surowcach naturalnych – to dziś symbol archaicznego systemu gospodarki. Gromadzi wokół siebie państwa, które tak jak ona nie dokonały wysiłku modernizacyjnego, funkcjonują w oparciu o coraz bardziej przestarzałe systemy, a ich władze nie chcą zmian, bo te wymagają ciężkiej pracy, i dlatego godzą się na uzależnienie od Rosji. Oczywiście, inaczej widzą to elity, a inaczej zwykli obywatele.

Wielu Ukraińców i Białorusinów marzy o uwolnieniu się od Rosji i o prawdziwej niezależności. Wspieramy ich w dążeniu do realizacji tych marzeń, ponieważ tylko niepodległe Białoruś i Ukraina gwarantują bezpieczeństwo i stabilność całego regionu. Ich niezależność pozwoli trwale wybić Rosji z głowy wizję restauracji polityki imperialnej.

Tęsknota za imperium wciąż w Rosji trwa, wyłania się z każdego kąta, każdej rosyjskiej duszy i rosyjskiego westchnienia za przeszłością. Nie dziwi mnie to – marzenia Rosjan o powrocie do stanu, gdy ich ojczyzna była realną światową siłą, to w zasadzie marzenia o świecie prostszym i bardziej zrozumiałym, świecie sukcesu i zwycięstw. Dla państw sąsiadujących z Rosją polityka imperialna oznaczała jednak zawsze utratę niepodległości i kres istnienia. Jeśli chcemy czuć się bezpieczni, musimy pomóc Rosji zrozumieć, że do tamtego świata nie ma  powrotu. Że czas zacząć myśleć innymi kategoriami – a wtedy i my, i sama Rosja będziemy mieli się lepiej.

Niezależność Ukrainy i Białorusi pozwoli trwale wybić Rosji z głowy wizję restauracji polityki imperialnej.
Tęsknota za polityką imperialną dziś jednak istnieje. Dlatego dla naszych bezpośrednich wschodnich sąsiadów gwarantem bezpieczeństwa może być tylko Unia Europejska – organizm polityczny, który samą swoją wielkością daje gwarancję sprostania wyzwaniu, jakim jest sąsiedztwo z Rosją. Rosja to wie i czuje, jest więc w oczywisty sposób zainteresowana budową tworu konkurencyjnego dla UE – stąd pomysły na rozmaite unie celne, handlowe, gospodarcze. Ukraina, jako duży kraj, zawsze była i będzie ważnym elementem takiego organizmu. Jeśli Rosja dziś stworzy jakąś unię z Ukrainą, o lata przedłużone zostaną jej złudne nadzieje imperialne. Jeśli zaś Ukraina wejdzie na ścieżkę europejską, Rosja będzie musiała już teraz zrozumieć, że nie ma innej przyszłości niż partnerstwo. Dopiero wtedy powstaną warunki do dialogu między Rosją a Unią Europejską.

Ukraina w Europie będzie oznaczała ogromne wzmocnienie procesów modernizacyjnych w Rosji i środowisk, które do nich dążą. Elitom rosyjskim na modernizacji zupełnie nie zależy. One walczą o zachowanie tego, co jest, aby jeszcze jedno czy dwa pokolenia mogły spokojnie bogacić się na rabunkowej gospodarce zasobami naturalnymi. Ten system oczywiście się skończy, bo na dłużej niż dwa pokolenia nie wystarczy Rosji surowców. Wolelibyśmy jednak nie czekać na zupełne bankructwo systemu i całego państwa. Wolelibyśmy już dziś wspierać modernizację Wschodu – by obywatele Rosji i zależnych od niej państw nie musieli za kilkadziesiąt lat przeżywać tragedii rozpadu swoich krajów. To zawsze najbardziej odbija się nie na elitach, a na zwykłych ludziach. Oraz na ich sąsiadach…
Mówimy o tym Europie. Objaśniamy jej Wschód – jego znaczenie, mentalność, zachodzące procesy. Dzięki polskiej aktywności świadomość roli Wschodu w Unii Europejskiej jest dziś dużo większa niż jeszcze kilka lat temu. Dziś normą jest, że rozmawiamy o bezpieczeństwie energetycznym, o  rabunkowym wykorzystywaniu surowców naturalnych przez Rosję, o jej agresywnej polityce i szantażu ekonomicznym wobec sąsiadów. Całkiem niedawno w Europie popularne było przekonanie, że ci sąsiedzi są sami sobie winni. Dziś już nie ma naiwności w ocenie Rosji, a kraje europejskie są dużo mniej skłonne wierzyć w deklaracje Kremla, wolą patrzeć na jego czyny.

Reagowanie jest gwarantem istnienia naszego wspólnego europejskiego domu – bo daje nam wszystkim pewność, że gdyby coś podobnego dotknęło nas, reszta również zareaguje.

Nasza aktywność wobec krajów wschodnich wynika jednak nie tylko z (wyjątkowo wyrazistych w tym przypadku) argumentów politycznych. Jej fundamentem nie jest bowiem polityka, lecz przynależność do wspólnego kręgu cywilizacyjnego. Mamy silny moralny mandat do angażowania się na  Wschodzie, dużo silniejszy niż na południu, bo tu rzecz dotyczy naszych braci Europejczyków. Obywatele Ukrainy i Białorusi zawsze wyznawali – i wyznają – te same wartości co my. A jeśli dziś z tego powodu cierpią, mają prawo oczekiwać od nas wsparcia.
W wymiarze moralnym walka o demokratyczny, wolny Wschód jest wielkim sprawdzianem naszego przywiązania do podstawowych wartości. Nasze europejskie wyznanie wiary wymaga czynnego działania – pod groźbą zanegowania tego, w co wierzymy: wolności, niepodległości, demokracji, prawa do samostanowienia.
Dopóki Europa reaguje na przemoc, krzywdę, łamanie praw człowieka, dopóty Europa trwa. Reagowanie jest gwarantem istnienia naszego wspólnego europejskiego domu – bo daje nam wszystkim pewność, że gdyby coś podobnego dotknęło nas, reszta również zareaguje. Właśnie dlatego jesteśmy dziś razem z Ukraińcami – tam, na Majdanie, na sąsiednich ulicach, w innych ukraińskich miastach. Bo wychowaliśmy się w jednym, europejskim domu. Razem.

Robert Tyszkiewicz

źródło: http://wszystkoconajwazniejsze.pl/robert-tyszkiewicz-imperialna-rosja-i-my-walka-o-wolny-wschod-europejskim-wyznaniem-wiary/

poniedziałek, 9 czerwca 2014

Czy nam zależy aby Rosja zdechła?


Problemem Polaków jest patrzenie na rzeczywistość przez pryzmat własnego grajdołka. Zniszczenie Rosji i wybicie się na hegemona Europy Środkowo - Wschodniej a może i Międzymorza to sen nierealny i ocierający się o imperializm. Aby myśleć o imperializmie trzeba siły. Własnej, a nie liczenia na sojusze albo, że słabsi dołączą zamiast zazdrościć. Najpierw Polska musiała by uzyskać duże znaczenie w UE, a na to Niemcy nie pozwolą. Oczywiście, że nie przemocą, ale ekonomią. Polska jest za słaba gospodarczo, militarnie i mentalnie aby dyktować warunki swoim sąsiadom albo przynajmniej narzucać priorytety. Interesy Polski, Niemiec, Francji, Wielkiej Brytanii są zupełnie inne a często sprzeczne.

Jest oczywiście cień szansy aby znaczenie Polski wzrosło w dłuższej perspektywie, ale na to trzeba cierpliwości i pracy u podstaw. Poczynając od edukacji, nauki, zaawansowanych technologii, innowacyjności, poczucia własnej wartości, narodowej gospodarki i ekonomii. A przede wszystkim zimnej kalkulacji. Czy polskie elity polityczne i rząd na to stać? I co ważniejsze - czy Polaków stać na wzniesienie się ponad podziałami i zjednoczenie w imię wspólnych narodowych interesów? Śmiem wątpić.

Zabetonowany przeciwstawny sobie układ moherowo-lemingowy z szukaniem zbawcy na białym koniu od czasu do czasu (a to Tymiński, a to Palikot, a to Korwin-Mikke) nie jest gwarantem świetlanej przyszłości Narodu.

Zrozumiałe, że Polacy chcieli by zyskać na znaczeniu, zapewnić sobie większe bezpieczeństwo zewnętrzne i socjalne, ale aby to osiągnąć potrzeba lat i bardzo szybkiego rozwoju społeczno-gospodarczego; wręcz skoku cywilizacyjnego. Fajnie było by dogonić te najbogatsze kraje; tylko, że one nie stoją w miejscu...

Polacy boją się Rosjan. To naturalne i całkowicie uzasadnione, choćby historycznie. Jednak więcej można zyskać na zacieśnianiu kontaktów, wymianie handlowej, kulturalnej niż na skrzykiwaniu innych do rusofobii. Takie nastawienie po części można to wytłumaczyć stwierdzeniem, że do tanga trzeba dwojga. Jeśli dodamy do tego faszystowską ideologię Dugina to mamy czarny obraz o który nam chodzi.

Ale czy inni (Francuzi, Niemcy, Brytyjczycy, Litwini, Czesi czy Turcy) podzielą nasz sposób patrzenia i oceny rzeczywistości? Śmiem wątpić.

To co powyżej napisałem to jakby tło, perspektywa do zrozumienia sposobu patrzenia Polaków na Rosję.

Idąc dalej trzeba spojrzeć na sytuację międzynarodową w sposób globalny i całościowy. Po pierwsze świat długo pozostanie jeszcze jednobiegunowy z USA, UE i szerzej zachodnią cywilizacją, jako tymi, którzy decydują i wyznaczają kierunki rozwoju, dyktują ograniczenia i wartości pozostałej reszcie świata. To dobrze, że jesteśmy po właściwej stronie.

Ale - po drugie - niestety tylko po części. Po prostu dlatego, że to pieniądz rządzi światem, a interesy międzynarodowych korporacji marginalizują coraz bardziej polityki zagraniczne poszczególnych państw narodowych. Polska oczywiście chciała by aby ten miedzynarodowy kapitał pracował w jej interesie. Tylko, ze inni nie za bardzo chcą dzielić się władzą i środkami jej realizacji.

Po trzecie - trzeba spojrzeć jaki jest obecnie układ sił w świecie i gdzie są największe zagrożenia dla cywilizacji zachodu i amerykańskich interesów. Bynajmniej nie jest to Rosja. Już większym problemem są ekstremiści muzułmańscy rosnący w siłę w państwach Zachodu, oraz wprowadzający szariaty u siebie.

Jednak największym zagrożeniem dla naszego świata są Chiny. I to z nimi już wkrótce będziemy musieli się zmierzyć. Ten kto zetknął się osobiście z Chińczykami tak ochoczo przyjeżdżającymi do nas na saksy i na nasze uniwersytety; kto doświadczył ich arogancji, buty, poczucia wyższości ten wie o czym piszę. Już niedługo mogą być u nas jak szarańcza. Jak narazie zależą jeszcze od nas - od naszego kapitału, finansów, technologii; ale mają zasadniczą przewagę nad nami: nie są rozleniwieni jak my, nie mają w priotytetach wygodnego życia w bezpieczeństwie socjalnym jak my i nie są jak my indywidualistami.

 Do czego zmierzam? - Do tego, że już niedługo świat będzie potrzebował Rosji; jej przestrzeni i zasobów naturalnych. I kto wie, czy samoloty NATO nie będą patrolować granicy rosyjsko-chińskiej?

Innymi słowy Rosja bez Putina, bez imperialnych zapędów i bez faszystowskiej ideologii Dugina jest naturalnym sojusznikiem naszej łacińskiej cywilizacji. Chociaż z nami słowianami nie mają zbyt wiele wspólnego, to jednak też chrześcijanie. Przynajmniej ci w Moskwie.

Nie leży w polskim interesie szukania zwady z Rosjanami. Na dłuższą metę możemy kibicować demokratycznym przemianom w Rosji; przebudzeniu ich świadomości. Zacieśniać kontakty i robić interesy. Po prostu być. Być z Rosjanami - z tymi, którzy odważą się publicznie wyrazić swoje zdanie odmienne od putlerowskiej propagandy. No i czy naprawdę wierzycie, że wszyscy Rosjanie są ogłupeni przez ich media?

Wpływ jaki miała (i ma) Polska przez to, że była razem z Ukraińcami na Majdanie w ich zrywie wolności jest nie do przecenienia. I że nie uległa banderwskim fobiom (całkowicie uzasadnionym) - to cud.

Demokratyczna, rozwijająca się gospodarczo Ukraina, gdzie ludzom żyje się coraz lepiej, i z perspektywą lepszego jutra w wolnym świecie będzie największym destruktorem Rosji. A właściwie ich przemiany na lepsze.

- Bo na tym nam powinno zależeć, a nie na konfrontacji z Moskwą imperialną i osaczoną (która wtedy może okazać się groźna).

Reset miał sens. Wyścig zbrojeń to zmuszenie Rosjan do unowocześniania i zwiększania ich potencjału militarnego. Nie na tym może nam zależeć.

Paradoksalnie więcej możemy zyskać nie wychodząc przed szereg i utrzymując status quo (chociaż po cichu zabezpieczając się i rosnąc w siłę). To się nazywa uśpić czujność przeciwnika.

Amerykańskie bazy wojskowe, elementy amerykańskiej tarczy antyrakietowej na polskiej ziemi mogą tylko rozjuszyć ruskiego niedźwiedzia. Czekać aż sam zdechnie - to jest sztuka.

A jak by ktoś więcej na temat tej sztuki chciał poczytać to odsyłam do nieśmiertelnego Sun Tsu i jego sztuki prowadzenia wojny.


wtorek, 15 października 2013

Przegrana Polska




Zapytam wprost: czy takiej Polski pragnąłeś? O taką Polskę walczyłeś? Czy za taką Polskę może siedziałeś w więzieniu? Jeżeli nie - to przykro mi; przegrałeś ideały, przegrałeś nadzieję, przegrałeś życie.

Zapytam o to nie tylko Warszawiaka, ale i przeciętnego obywatela w Polsce...
  ┌─┐ ─┐
 │▒│ /▒/
 │▒│/▒/
 │▒ /▒/─┬─┐
 │▒│▒|▒│▒│
┌┴─┴─┐-┘─┘
│▒┌──┘▒▒▒│
└┐▒▒▒▒▒▒┌┘
 └┐▒▒▒▒┌┘


Tymczasem nie milkną echa warszawskiego referendum o odwołanie prezydent Hanny Gronkiewicz-Waltz. Wygrane referendum z pewnością przyspieszyło by rozpad PO, jednak Warszawiacy skorzystali z okazji by siedzieć cicho... Głosy analityków na temat referendum są podzielone - zob: ->

Większość komentujących to wydarzenie na Neonie24 nie kryło oburzenia:

"Trzeba sobie powiedzieć jasno. Jesteśmy za murzynami daleko w tyle. Jak bardzo trzeba Warszawiaka wpienić, żeby głosował tak jak należy? Trzeba go dosiąść, założyć nowiutkie wyostrzone ostrogi i trzeba mu je wbić prosto w d..? Nie. to wydaje się nie wystarczy. Warszawa, to blamaż dla całej Polski. Takie głosowanie jak w Warszawie świadczy jedynie o pustych łbach Warszawiaków" (Topstopjuve).

"Po raz kolejny moi ukochani Rodacy pokazali na co ich naprawde stać, czyli:
na darcie buzi na cały głos jak to im źle,
na marsze (nie tylko żalobne) wszelkiej maści,
na protesty--ale tylko w kuluarach i po cichu, aby konkurencja się nie dowiedziała,
na gotowość w każdej chwili ze wzgędu na siłę i zwartość,
na przegraną na pełen pysk na równej drodze,
na kolejną butelkę o pojemności 750 ml,
na zaczęcie po staremu wszystkiego od nowa;
w międzyczasie wakacje w Egipcie, Maroku, Tunezji lub Meksyku" (Comsens).

"PiS wypromował lewaka i karierowicza Piotra Guziała, za pieniądze Polaków, człowieka, którego tak naprawdę do tej pory nikt w Polsce nie znał, oprócz warszawskiego lewactwa i palikociarni i takich ludzi jak Urban. 350 tysięcy ludzi poszło zagłosować za tym, aby odwołać Hankę z Warszawy, to więcej niż liczba powstańców uczestniczących w Powstaniu Warszawskim, o dobre 200 do 250 tysięcy na korzyć tego referendum. Te tysiące Warszawiaków poszło na referendum (mimo strachu), w mieście gdzie ok. 600 tysięcy ludzi, być może więcej, jest związanych z administracją rządową PO-PSL oraz jest związanych z administracją ratusza warszawskiego pod rządami HGW. Ponad 350 tysięcy prawdziwych warszawiaków zagłosowało, a to już jest wielki potencjał i wielki sukces prawdziwej walczącej Warszawy, potencjał polityczny"  (Paweł Tonderski).



Bardzo duża grupa Warszawiaków jednak nie poszła na referendum. Czy to warszawskie lenie? A może "referenda powinny być ważne bez względu na frekwencję? Tylko wtedy można zmobilizować ludzi do głosowania? (Iskrzych). Niestety regułą jest, że Polacy w większości wolą nie chodzić na wybory. "W 2005 r. odbyło się 30 referendów w sprawie odwołania wójtów, burmistrzów czy prezydentów miast, z czego tylko w dwóch przypadkach udało się osiągnąć frekwencję zapewniającą ważność plebiscytu. W latach 2011 -2012 referendów było już blisko 80 i doprowadziły do odwołania dwóch wójtów, czterech burmistrzów i jednego prezydenta miasta. W bieżącym roku mieszkańcy zdążyli już m.in. odsunąć od władzy prezydenta i radnych w Elblągu. Według PKW w 2013 roku odbędzie się jeszcze co najmniej 10 referendów w sprawie odwołania lokalnych władz" (Torin za Batorkiem).

"Jeśli frekwencja normalnie wynosi 30-40%, to ilu zwolenników HGW nie poszło oddać głosu? - Maksymalnie  10%. I tyle maksymalnie wynosi beton platformiany. Można tu jeszcze odnotować, że ten beton jest karny. Świadczy o tym wynik, tych którzy poszli - dziewięćdziesiąt kilka % przeciw HGW" (Torin).

Zastanawiające jest skąd Tusk wiedział, żeby zagrać na frekwencji. Po drugie: czy głosy były liczone i weryfikowane niezależnie od oficjalnych danych i "ruskich serwerów"? - zob.: ->



Pojawiają się głosy, że referendum przebiegało w warunkach niekonstytucyjnych. Trzeba było jawnie, pod nazwiskiem opowiedzieć się przeciwko władzy. Chciałem pochylić głowę przed tymi, którzy w tych niełatwych czasach się na to zdecydowali, w pełni szanując decyzję tych, którzy nie chcieli wziąć udziału w tej demokratycznej procedurze – oświadczył prezes PiS Jarosław Kaczyński.

Z kolei szef stołecznych struktur PiS Mariusz Kamiński poinformował, że cały czas zbierane są informacje o wszystkich nieprawidłowościach, jakie miały miejsce przed referendum, jak i w dniu referendum. Wkrótce przedstawiony ma zostać szczegółowy raport w tej sprawie. PiS rozważa także skierowanie stosownego raportu w tej sprawie do Rady Europy i zwrócenie uwagi na ingerencję w referendum, którą podejmował zarówno prezydent jak i premier.

- W naszej opinii prezydent Hanna Gronkiewicz-Waltz nie wywiązała się z obowiązków, jakie nakłada na nią ustawa. Nie było obwieszczeń w większości dzielnic Warszawy. Zniechęcano do do pisywania się do list wyborczych. Mieszkańcy byli informowali, że może się pojawić u nich Straż Miejska lub policja oraz że będzie przeprowadzany wywiad środowiskowy. Tego typu uchybień jest bardzo wiele – tłumaczył Mariusz Kamiński (niezależna.pl).



Niestety przeważają głosy, że nie odwołanie HGW to klęska. "Warszawiacy wybrali niebyt zamiast nędzy, a będą mieli i jedno i drugie" (Cyborg).

Chociaż "może i dobrze się stało... Lepiej, gdy złodzieje i żydy w kupie i na widoku siedzą. Bo gdy się pochowają po urzędach jewropejskich, za granicę umknąwszy, to ciężko ich będzie do Ojczyzny ekstradytować i sprawiedliwie ukarać. Gdyby komisarz jaki żydówę na urzędzie zastąpił, przez Ryżawca podstawiony, to gdzieżbyśmy potem kurwiszcze za granicami odnaleźli i sprawiedliwie ukarali? Szkoda tylko, że pani Isabella niezadowoloną będzie. Ale już niedługo los Stolicy naszej się odmieni. A ten cały Ursynów to się wyburzy, Polacy to tam z pewnością nie mieszkają." (Pan podporucznik).

Dlaczego Polacy nie potrafią się zjednoczyć i zadziałać skutecznie? Dlaczego są ciągłe kłótnie i nie przebierająca w środkach walka polityczna? Prawica w Polsce jest podzielona. "Teraz się zastanawiam - co mnie łączy z większością przeciwników Hanny Gronkiewicz-Waltz? Oprócz samej niechęci politycznej? W wielu środowiskach prawicy czuję się po prostu obco, gdyż ton tam nadają nie-Polacy, dys-Polacy i anty-Polacy" (Eugeniusz Sendecki).

Czy wynik referendum w Warszawie to porażka czy katastrofa? Wielu jest takich, co rozdzierają szaty. Jak tedy wytłumaczyć to, co się stało?

Najbardziej rozsądne wyjaśnienie jakie dzisiaj przeczytałem to Syndrom Sztokholmski - niczym nie usprawiedliwiona miłość ofiary do kata...

- Komentarze były gorące, zacinały sie klawiatury: "chciałem Lancelotowi dać 5 * za wyjątkowo celne i trafne uwagi ale miałem awarię klawiatury wyszło że ma 2-gie miejsce w rankingu normalnych na tym forum. Brakuje liter., zużyłem na Zawiszy, czeka mnie naprawa albo zakup nowej" (koniecPOLSKI).

"To chyba prawda, jak mówią, że prawdziwi Warszawiacy zginęli w powstaniu, a reszta, która została to niestety garstka..." (Trybeus).
- To jest obraz zdecydowanej większości społeczeństwa IMHO. Mają po prostu wszystko gdzieś. A jak napluć im w twarz to powiedzą, że "deszcz pada".

"Dla Polaków można zrobić wszystko, z Polakami nic" - Powiedział Aleksander Ignacy hrabia Wielopolski. Powiedział i ... czynem zanegował swoje słowa. W Powstaniu Styczniowym wiele tysięcy ludzi straciło życie; po jego stłumieniu zniesiono resztę autonomii Królestwa Polskiego, nazywanego odtąd Krajem Przywiślańskim.

Winston Churchill o Polakach mówił tak: "Pozostaje to tajemnicą i tragedią historii że naród gotów do wielkiego heroicznego wysiłku, uzdolniony, waleczny, ujmujący powtarza zastarzałe błędy w każdym prawie przejawie swoich rządów. Wspaniały w buncie i nieszczęściu, haniebny i bezwstydny w triumfie. Najdzielniejszy pośród dzielnych, prowadzony przez najpodlejszych wśród podłych."

Dużo lepsze zdanie miał o nas ... Adolf Hitler: "Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie... Polacy, według mojej opinii oraz na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Guberni, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyją ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany. "

Cesarz Bismarck powiedział "dajcie Polakom wolność to sami się wykończą". Widać to jak na dłoni. Polak Polakowi wilkiem jest. Kolaborantów jest zdecydowana większość. Taki naród nie powinien istnieć.



Polacy w przeważającej większości mają wyprane mózgi, to stracone pokolenie. Nic się nie zmieni ani po Marszu Niepodległości 2013, ani po wyborach do PE, ani nawet po nadchodzących wyborach parlamentarnych.

Sytuacja ekonomiczna Kraju jest tragiczna, co wielu Polaków nie przyjmuje do wiadomości. "Struktura gospodarki polskiej jest strukturą gospodarki kraju skolonializowanego, tak samo jak struktura Burundi, Rwandy i krajów afrykańskich. 95% kapitału bankowego, 90% kapitału handlowego i praktycznie rzecz biorąc minimalny procent własnych przedsiębiorstw produkcyjnych..." (prof. Witold Kieżun).

"Istotą zła, które nas dziś osłabia jako naród, kulturę i cywilizację, jest państwo, które nas okupuje - ono okupuje nie tylko nasz teren i naszą własność, ale też nasze umysły" (GPS).

Większość Polaków utraciła instynkt samozachowawczy, a niektórzy zidiocieli. Ponad połowa dorosłej populacji od wielu lat nie chodzi na wybory i akceptuje to co jest. Do tej tępej części społeczeństwa nic nie trafia; oni mają gotową odpowiedź: i tak to nic nie zmieni.

Ogromna większość jest też podatna na manipulację; mają wrodzoną niechęć do samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków. Do tych lemingów wierzących ślepo mediom mętnego nurtu trafia jedno propagandowe hasło: trzeba głosować na Tuska po to, aby Kaczor nie dorwał się do władzy, bo przyjdą po ciebie o 6-ej rano; a jak wiadomo każdy ma coś na sumieniu od przejechania na czerwonym świetle, niezapłaconych rat, pracy na czarno, ściągniętych nielegalnych mp3-ek i filmów, po zdrady współmałżonka - to i strach jest powszechny.

Kaczor wypowie wojnę Rosji, zamiast ulubionego TVN będą ciągle nadawać msze; na wszystkich placach polskich miast staną pomniki Lecha Kaczyńskiego; zamiast wolności w postaci małżeństw homoseksualnych i nieskrępowanego dostępu do aborcji wszędzie będą marsze z krzyżami..., itp., itd. Niestety, te przygłupy naprawdę w to wierzą; moje rozmowy z wieloma ludźmi to potwierdzają. Na Neonie24 też takie indywidua się produkują w ten deseń...



Są też tacy, którzy myślą, że PO i PiS to to samo; hm.., są tacy, którzy rzeczywiście tak myślą!
Jeszcze inni chcą trzeciej drogi, czyli ani PO ani PiS, chociaż zgadzają się z tym, że Tusk to zło. Do tak ograniczonych nie trafia tłumaczenie, że Tuska może pokonać tylko ktoś, kto ma realne szanse to zrobić. A, że tak się teraz składa, że jedynie PiS może realnie zagrozić PO, to oczywistym jest, że trzeba poprzeć Kaczora. Niech wygra i przejmie władzę. Oczywiście później przyjdzie czas na jeszcze lepszą alternatywę dla Polski. Niestety do tych tępaków to za trudne do zrozumienia. W głowie im się nie mieści, że wąż może zjeść słonia. Jak? - Po kawałku!

Są też tacy, co dali sobie wmówić, że to wszystko wina żydów, masonów, banksterów, KRK... Wiara w spiski, nadchodzący upadek pieniądza i gospodarki światowej, kataklizmy kosmiczne, UFO - są doprawdy łatwym wyjaśnieniem wszelkich niepowodzeń tak narodowych jak i osobistych. Nosi to znamiona wiary; niestety wiary dla bardzo naiwnych, zdolnej jedynie do bardzo uproszczonego postrzegania świata.

Prawda jest też taka, że większość Polaków jakoś się w reżimie urządziła i nie chce żadnych zmian, równocześnie gardząc tymi nieszczęśnikami, którzy są poniżej kreski (Interesariusz z PL).



Jeśli do tego dodać nieustanne wyrafinowane pranie mózgów przez przychylne władzy media, selekcję informacji, manipulację, sztaby specjalistów od pr-u, sondaże na zamówienie; alienację polityczną, czyli wyobcowanie się rządzących - odcięcie się od społeczeństwa; arogancję władzy; płatnych trolli i agentów wpływu zupełnie nieskrępowanie działających w przestrzeni Internetu, TV, radia, prasy; ruskie serwery liczące głosy i pozwolenie dla działania na terenie Kraju rosyjskiej FSB; dyspozycyjni sędziowie, policjanci i urzędnicy; korupcja, donosicielstwo, kolaboranctwo i ich powszechna akceptacja; łatwe wytłumaczenie: "Polacy, przecież nic się nie stało"; pogardę do tradycji narodowej, wiary katolickiej, brak honoru, odrzucanie słów wieszcza "tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem Polska jest Polską, a Polak Polakiem" - to trudno się dziwić że Polacy są przyzwyczajeni do nienormalności i najczęściej wybierają drogę na skróty, która wiedzie na zatracenie.

Ogromny wpływ mają też takie cechy narodowe jak słomiany zapał, naiwność (np. po co kontrolować wyniki wyborów), irracjonalna wiara w cuda, w wybawcę na białym koniu, kłótliwość (gdzie dwóch Polaków tam trzy zdania i trzy partie), zazdrość, interesowność, skłonność jedynie do narzekania, że jest źle, z czego niewiele wynika - to mamy smutny obraz Polskiej rzeczywistości i Polaków zanurzonych w tym piekle...

"To wszystko sprawia, że to ciągle nie jest Polska naszych marzeń, to ciągle nie jest Polska na miarę swoich potencjalnych możliwości, to ciągle jest Polska zmarnowanych i marnotrawionych szans. To Polska skorumpowana, złodziejska, nieuczciwa. Polska agentury, nikczemników i manipulatorów" (prof. Józef Szaniawski). To Polska dokładnie taka, jak w przejmująco mądrym wierszu "Cóż to za kraj", którego autorką jest Teresa Paryna:

"Tu o sprawiedliwość
Kamienie wołają.
Tu spryt się nagradza,
A wyszydza prawość.
Tu depcze się prawdę
I krzyżuje świętość.
Tu kpi się z proroków,
Patriotów i mędrców.
Tu dużo się krzyczy, a robi niewiele.
Tu wyznaje się Boga jedynie w kościele.
Tu podcina się skrzydła
Wielkim ideałom.
Tu życie poświęcić
- to jeszcze za mało!
Tu honor, wstyd,
Dumę odesłano w baśnie.
- A cóż to za kraj jest?
A to Polska właśnie".

niedziela, 22 września 2013

Tylko pod tym znakiem


Krzyż w ponad 1000-letniej historii Polski zawsze odgrywał doniosłą rolę.


Pisał nasz wieszcz Adam Mickiewicz:

Tylko pod krzyżem,
Tylko pod tym znakiem,
Polska jest Polską,
A Polak Polakiem.

Inny wieszcz Zygmunt Krasiński nazywa Polskę "krainą mogił i krzyży" (Irydion. Dokończenie). Od Krzyża zaczęła się historia Polski, co dobitnie ukazał nasz wielki malarz Jan Matejko w obrazie pt. "Zaprowadzenie chrześcijaństwa R.P. 965". Również w "Poczcie królów Polskich" tego malarza wielu władcom Polski ukazana towarzyszy krzyżem, m.in.: Mieszko I, Mieszko II, Kazimierz I Odnowiciel, Kazimierz II Sprawiedliwy, Kazimierz IV Jagielończyk, Zygmunt I Stary, Zygmunt III Waza. To nie tylko wizja malarza, który ich portrety tworzył z wyobraźni, ale pewność, że władcy Polski zarówno swój los, jak i tego kraju mocno związali ze znakiem Krzyża.



Najbardziej żałosne a jednocześnie świadczące o prawdzie dotyczącej naszej wiary katolickiej i …,,kochaj bliźniego swego jak siebie samego,, są zaniedbane, unikatowe budynki na terenie Roztocza związane z kultem wiary a stanowiące jedne z najcenniejszych zabytków budownictwa drewnianego środkowej Europy!
W tym obecnym zapomnieniu przez Polaków – to że nie zawaliły się one tak stojąc od setek lat graniczy wręcz z Boskim cudem a jednocześnie dowodzi niezwykłego kunsztu dawnych cieśli…



- czyt dalej: http://pigipedia.blog.com/archives/1697/

Z Bogiem w sercu i z krzyżem przed oczyma

Krzyż przyniósł ocalenie słowiańskich plemion zamieszkujących tereny dzisiejszej Polski: Polan, Wiślan, Mazowszan, Ślężan, Pomorzan. Wielkim zagrożeniem ich bytu w tym czasie była ekspansja terytorialna Cesarstwa Niemieckiego prowadzona pod przykrywką misji chrześcijańskiej. Cesarz Otton I od początku swojego panowania zakładał zajęcie i podporządkowanie ziem słowiańskich. Zapędy te zostały powstrzymane przez przyjęcie Chrztu przez Mieszka I i poślubienie czeskiej księżniczki Dobrawy.

Niemieckim planom zawładnięcia słowiańskimi ziemiami stanął wtedy na drodze Krzyż, który rozpostarł swoje opiekuńcze ramiona na młodym Państwem Piastowskim. Ileż to razy od tego czasu z Bogiem w sercu i z krzyżem przed oczyma stawał Naród Polski o bronie swojej wolności, tożsamości, polskości i wiary. Cedynia, Głogów, Psie Pole, Legnica, Płowce, Grunwald, Chocim, Cecora, Kircholm, Oliwa, powstanie Chmielnickiego i bitwa pod Beresteczkiem, potop szwedzki i Jasna Góra, Wiedeń, Zieleniec, powstanie kościuszkowskie i Racławice oraz Maciejowice, powstanie listopadowe i Grochów oraz Iganie, powstanie styczniowe, wojna polsko-sowiecka i Cud nad Wisłą, II wojna światowa i Westerplatte, Bzura, Kock, Katyń, Monte Cassino, Berlin oraz powstanie warszawskie. "

Rząd białych krzyży

Miejsca uświęcone krwią tych, którzy nie zawahali się złożyć swego życia na ołtarzu Ojczyzny i spocząć pod Krzyżem Jezusa. "Czy widzisz ten rząd białych krzyży?/ To Polak z honorem brał ślub." - te słowa z piosenki "Czerwone maki na Monte Cassino" są najtrafniejszym potwierdzeniem słów, które stanowiły prawdziwy patriotyczny wyznacznik wszystkich Polaków: "Bóg - Honor - Ojczyzna".
Szczególną wymowę w historii Polski zyskał Krzyż w XIX w. W mesjanistycznych wizjach naszych wieszczów rozbiory Polski porównano do ukrzyżowania Chrystusa. Tym razem na krzyżu narodów umarła Polska. Oto ks. Piotr w scenie V mickiewiczowskich "Dziadów" w swoim widzeniu mówi:

Krzyż ma długie na całą Europę ramiona,
Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty. -
Już wleką; już mój Naród na tronie pokuty -
Rzekł: "Pragnę" - Rakus octem, Borus żółcią poi,
A Matka Wolność u nóg zapłakana stoi.
Patrz - oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył
I krew niewinną mojego narodu wytoczył.





W krzyżu ratunku przyszło temu Narodowi szukać

Wymazanie Polski z map Europy przez trzy rozbiory, uznane przez Europę postanowieniami Kongresu Wiedeńskiego, porównano do śmierci Chrystusa na krzyżu. To mesjanistyczne połączenie Polski z krzyżem stało się przyczyną głębokiej wiary Polaków w to, że Polska powstanie z niebytu, tak jak niegdyś zmartwychwstał Jezus Chrystus. Krzyż stał się wtedy symbolem nadziei, źródłem siły i tarczą obrony. Moc krzyża stała się tak wielka, że bał się go zaborca, zakazując stawiania nowych i odnawiania starych.

W krzyżu ratunku przyszło temu Narodowi szukać jeszcze wielokrotnie. Czarną noc okupacji hitlerowskich Niemiec rozjaśniały krzyże: na kościołach, przy drogach, na rozstajach i... w sercach Polaków. Krzyżami naznaczono czas i miejsce, kiedy w okresie duchowego zniewolenia przez nieludzki ustrój, człowiek upomniał się o swoją godność, swoje prawa, o Boga: Poznań'1956; Wybrzeże'1970, Ursus-Radom'1976; Gdańsk'1980; kopalnia "Wujek"'1981. Dzisiaj monumentalne krzyże m.in. w Poznaniu i Gdańsku, świadczą prawdę o tamtych czasach, o umiłowaniu Ojczyzny i wolności, o potrzebie Boga w życiu naszego Narodu i każdego Polaka.

Drewniany krzyż z przewieszoną stułą

Jest jeszcze jeden krzyż, który stał się kamieniem milowym wiodącym Naród ku wolności - drewniany krzyż z przewieszoną na jego ramionach stułą, który wyraźnie wybijał się na tle bieli ołtarza, przy którym 2 czerwca 1979r. stał Papież-Polak Jan Paweł II. Przez ten krzyż płynęły wtedy znamienne słowa Ojca Świętego Jana Pawła II: "Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi!" Obecnie świadectwo światu o tej wyjątkowej modlitwie, jaka spłynęła z ust Ojca Świętego do Boga w imieniu narodu polskiego, daje granitowy krzyż, ustawiony w tym samym miejscu na pamiątkę tamtego, drewnianego.

Znak krzyża, moc z niego wypływająca tylekroć w historii Polski decydował o jej losach, że naturalną konsekwencją tego jest jego trwałe zespolenie się z bytem naszej Ojczyzny i Narodu. Jest znakiem, który jednoczył, umacniał siłą, prowadził do walki, pokrzepiał nadzieją, uczył patriotyzmu, ugruntowywał w wierze. Ojciec Święty Jan Paweł II najpełniej o tym przypomniał swoim Rodakom: "W okresach najcięższych dziejowych prób naród szukał i znajdował siłę do przetrwania i do powstania z dziejowych klęsk właśnie w nim - w Chrystusowym Krzyżu! I nigdy się nie zawiódł. Był mocny mocą i mądrością Krzyża! Czy można o tym nie pamiętać?"


Źródło: Tadeusz Basiura, Skoczów, 1995
http://www.katolik.pl/znaczenie-krzyza-w-historii-polski,2557,416,cz.html


.