Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polityka zagraniczna. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 października 2014

Wróg u bram !!! …więc zapraszamy


Czy Putin oszalał? Czy Rosja zaatakuje Polskę? Czy Putin rozpęta konflikt światowy? Te pytania dręczą obecnie wielu Polaków, choć tak naprawdę nie powinno, bo polityka rosyjska nie jest wcale tak zagadkowa i nieprzewidywalna, jak ją malują. Od setek lat opiera się na tych samych zasadach i ma taki sam charakter, jedynie doskonalone są metody jej realizacji.
Nie powinno to nikogo dziwić, zważywszy na to, że pomimo formalnych zmian ustrojowych i ideologicznych w Rosji, zachowana została faktyczna ciągłość ustroju politycznego i społecznego, oraz ciągłość dyplomacji rosyjskiej. Ludzie kierujący polityką rosyjską są wychowankami sowieckiego MGIMO (np. Ławrow), a twórcą sowieckiej dyplomacji był wszak carski dyplomata Cziczerin. Jeśli zaś chodzi o ustrój społeczny i polityczny, jest to ciągle autokracja oparta na mocno zhierarchizowanej strukturze społecznej. Jedyne, co realnie zmieniało się w tym względzie w Rosji na przestrzeni ostatniego stulecia, to tytulatura i sposób wyłaniania autokraty (car, sekretarz generalny partii, prezydent/premier), oraz sposób doboru najbardziej uprzywilejowanej kasty, stanowiącej bezpośrednie zaplecze społeczne, polityczne i ekonomiczne autokraty (arystokracja, nomenklatura partyjna, oligarchia biznesowa). Niezmiennie też gospodarka rosyjska jest zacofana i niekonkurencyjna względem rozwiniętych państw zachodnich (obecnie także wschodnich). Dzięki tym niezmiennym, a niezwykle skutecznym zasadom, państwo niemające jakichś nadzwyczajnych predyspozycji po temu, stało się gigantem terytorialnym i zyskało status światowego supermocarstwa.
Czas najwyższy przedstawić owe zasady. W 1946-ym roku George Frost Kennan, ówczesny sekretarz misji dyplomatycznej USA w Moskwie, sporządził analizę polityki zagranicznej Rosji, która przeszła do historii pod nazwą „długi telegram” (lub „długa depesza”) i miała znaczący wpływ na radykalną zmianę polityki USA względem Rosji Sowieckiej, oraz początek „zimnej wojny”. Chociaż, ze względu na swoją trafność i nieprzemijającą aktualność, „długi telegram” Kennana powinien być elementarzem polskich polityków i lekturą obowiązkową w polskich szkołach średnich (jeśli nie w gimnazjach), to jest w Polsce mało znany i trudnodostępny w naszym języku. Osobom bardziej dociekliwym i cierpliwym polecam link do całego tekstu „długiego telegramu” w języku angielskim:
http://www2.gwu.edu/~nsarchiv/coldwar/documents/episode-1/kennan.htm
Obszerne fragmenty polskiego przekładu, zaczerpnięte z miesięcznika „Mówią Wieki” 5/2005 (nie znalazłem polskiego przekładu dostępnego w internecie), zamieściłem w moim tekście „Przyjaźń d…y z batem” .
Mniej cierpliwym postaram się przedstawić w skrócie, najważniejsze dla obecnej sytuacji Polski w relacji z Rosją, ustalenia Kennana.
U źródła neurotycznej wizji spraw światowych na Kremlu leży tradycyjne i instynktowne rosyjskie poczucie niepewności. […] Z tego powodu zawsze bali się (rosyjscy przywódcy – P.M.) obcej penetracji, bezpośrednich kontaktów z Zachodem […] I nauczyli się poszukiwać bezpieczeństwa w cierpliwej, choć śmiertelnej, walce o całkowite zniszczenie rywala, a nigdy w umowach czy kompromisach z nim. […] Rosyjscy przywódcy […] świadomie określają zewnętrzny świat jako zły, wrogi i groźny […] Ta teza dostarcza usprawiedliwienia dla rosnącej siły militarnej i policyjnej państwa rosyjskiego, dla izolacji rosyjskiego społeczeństwa od świata zewnętrznego (kontrola mediów – P.M.), oraz stałego nacisku, by rozszerzać granice siły policyjnej, co łączy się z naturalnymi i instynktownymi pragnieniami rosyjskich władców. W zasadzie jest to tylko stały postęp budzącego niepokój rosyjskiego nacjonalizmu, ruchu z wielowiekowymi tradycjami, w którym koncepcje ataku i obrony są zupełnie poplątane.”
„[…] Na płaszczyźnie oficjalnej musimy się spodziewać:
(a) Polityki wewnętrznej skierowanej na powiększenie wszystkimi sposobami prestiżu państwa sowieckiego (rosyjskiego – P.M.): […] maksymalnego rozwoju sił zbrojnych, wielkich pokazów, by zrobić wrażenie na obcych (np. wielkie imprezy sportowe, jak mistrzostwa świata i igrzyska olimpijskie – P.M.), skrytości w sprawach wewnętrznych w celu skrywania słabości oraz trzymania przeciwników w nieświadomości.
(b) Gdy tylko uzna się to za stosowne i obiecujące, zostaną podjęte wysiłki, aby powiększyć oficjalny obszar wpływów sowieckich (rosyjskich – P.M.). […]
(c) Rosjanie będą uczestniczyli w organizacjach międzynarodowych, gdy zauważą możliwość powiększenia wpływów sowieckich (rosyjskich – P.M.) lub zlikwidowania czy też zmniejszenia wpływów innych. […] Jej (Rosji – P.M.) stosunek do tej organizacji pozostanie z gruntu pragmatyczny i taktyczny. […]
(e) Rosjanie będą energicznie rozwijać obecność i oficjalne więzy z krajami, w których wyczuwają możliwości oporu przeciw wiodącym krajom Zachodu. […]”
„Do realizacji polityki na tej płaszczyźnie Sowieci (Rosjanie – P.M.) używają następujących środków: […]
3. Szeroki wachlarz krajowych związków i ciał, na które można wpłynąć lub zdominować przez taka penetrację. Są wśród nich: związki zawodowe, ligi młodzieżowe, organizacje kobiece (feministki – P.M.), stowarzyszenia rasowe i religijne, organizacje społeczne, grupy kulturalne, czasopisma liberalne, wydawnictwa itd. (od lat 30-ych ubiegłego wieku Rosja wspiera intelektualnie, organizacyjnie i finansowo wszelkie lewackie ruchy i organizacje ideologicznie, które osłabiają siłę moralną zachodnich społeczeństw, dlatego oczekiwania, że Rosja pomoże zwalczać lewacką zarazę po za swoimi granicami, tylko dlatego, że zwalcza ją u siebie, jest wyrazem ignorancji i naiwności – P.M.)
4. Organizacje międzynarodowe, które także mogą zostać spenetrowane przez komunistów (Rosjan – P.M.) dzięki wpływom w krajowych częściach składowych. […]
5. Rosyjska Cerkiew prawosławna z jej zagranicznymi odgałęzieniami, a przez nią cały Kościół prawosławny.
6. Ruch pansłowiański i inne ruchy związane z nacjami zamieszkującymi ZSRR (Federację Rosyjską – P.M.)
7. Rządy i grupy rządzące chętne do przysłużenia się celom sowieckim (rosyjskim – P.M.) w mniejszym lub większym stopniu. […]”
„Można się spodziewać, że części składowe tego szeroko rozbudowanego aparatu będą używane następująco […]:
(a) Aby podkopywać ogólny polityczny i strategiczny potencjał głównych potęg zachodnich. W tych krajach zostaną podjęte wysiłki, aby zniszczyć poczucie stabilizacji, sparaliżować środki obrony narodowej, zwiększyć niepokój społeczny i ekonomiczny, podsycić wszelkie przejawy podziałów. […]
(c) Gdy konkretne rządy będą stały na przeszkodzie sowieckim (rosyjskim – P.M.) celom, nasilą się naciski na ich odwołanie (tak było np. z rządem PiS – P.M.). […]
(e) Zostaną wykorzystane wszelkie możliwości, aby nastawić zachodnie mocarstwa przeciw sobie. […] Zostaną użyte wszelkie środki, aby zdyskredytować i zwalczać działania na rzecz jedności i spoistości pomiędzy państwami. […] (Poprzez układy bilateralne z państwami członkowskimi Rosja cały czas stara się osłabiać spoistość i jedność UE i NATO – P.M.)
(f) Generalnie wszystkie nieoficjalne wysiłki sowieckie (rosyjskie – P.M.) na arenie międzynarodowej będą miały charakter negatywny i destruktywny, i będą nakierowane na zniszczenie źródeł siły znajdujących się poza zasięgiem sowieckiej (rosyjskiej – P.M.) kontroli. […]
Dodatkowo ma ona (Rosja – P.M.) zorganizowany i szeroko rozgałęziony aparat wywierania wpływu w innych krajach, aparat o niezwykłej elastyczności i zmienności, zarządzany przez ludzi, których doświadczenie i umiejętności w metodach konspiracyjnych prawdopodobnie nie posiadają odpowiednika w historii. […] Dla niej ogromny zasób obiektywnej wiedzy o dorobku ludzkości nie jest, jak dla nas, miarą, do której się odnosi i ciągle wypracowuje poglądy , ale workiem, z którego arbitralnie i tendencyjnie wybiera się poszczególne elementy, aby poprzeć poglądy narzucone z góry (postrzeganie i ocena polityki rosyjskiej przez pryzmat własnych kanonów myślowych, moralnych i aksjologicznych, to fundamentalny błąd popełniany przez wielu zachodnich komentatorów politycznych, w tym także polskich – P.M.) […] Nie działa według określonych planów. Nie podejmuje niepotrzebnego ryzyka. Jest niedostępna dla argumentów rozumowych, ale bardzo podatna na logikę siły. Z tego powodu może się łatwo wycofać i z reguły tak robi, gdy napotyka w jakimkolwiek punkcie silny opór. Jeśli przeciwnik ma dostateczną siłę i da do zrozumienia, że jest gotowy do jej użycia, rzadko musi to robić (np. kryzys berliński i kryzys kubański – P.M.) […]”
Nie jestem politologiem, ale mimo to uważam, że „długi telegram” oraz chłodna obserwacja polityki rosyjskiej w historycznej perspektywie, w zupełności wystarczą, by znaleźć odpowiedzi, na postawione na początku pytania.
Czy Putin oszalał?
Z całą pewnością, nie. Jego polityka zagraniczna jest w pełni zgodna z opisanymi przez Kennana zasadami i tak samo skuteczna. Jeśli kogoś można uznać za szaleńców, to tych, którzy mamią siebie i innych wizjami przyjaźni i partnerstwa z Rosją (przyjaźń z Rosją to oksymoron) opartego na wzajemnym zaufaniu i własnej słabości (wyśmiewanie „wymachiwania szabelką”). Mam na myśli oczywiście „pożytecznych idiotów”, bo obok nich funkcjonują także rosyjscy agenci wpływu, a jedni od drugich, zwłaszcza w Polsce, są bardzo trudni do odróżnienia.
Czy Putin rozpęta konflikt światowy?
Nie, a z całą pewnością do tego nie dąży, bo Rosja „Nie podejmuje niepotrzebnego ryzyka” (Kennan). Natomiast jest w interesie Rosji, a przy tym zgodne z zasadami polityki rosyjskiej, wywołać takie przekonanie u przeciwników i zastraszywszy ich, wymusić na nich korzystne dla Rosji ustępstwa. Taką sama taktykę stosował Hitler przed atakiem na Polskę.
Czy Rosja zaatakuje Polskę?
Agresja Rosji wobec Polski trwa już od kilku lat, podobnie jak agresja względem republik nadbałtyckich. Budowa gazociągu północnego, embargo na dostawy polskiego mięsa i jabłek, przykręcanie kurka z gazem, manewry wojskowe na Białorusi, których scenariusze jednoznacznie wymierzone były w Polskę, wszystko co się działo wokół śledztwa smoleńskiego, a być może także (coraz więcej dowodów na to wskazuje) sama Tragedia Smoleńska były przecież aktami agresji i tylko durnie lub zdrajcy mogli tego nie dostrzegać. Trzeba jednak sobie uświadomić, że barierami dla imperialnej ekspansji rosyjskiej są na Wschodzie Chiny (zbyt silna bariera), a na Zachodzie Unia Europejska i NATO, które są przez Rosję postrzegane jako główny przeciwnik. Akty agresji rosyjskiej wobec Polski i państw nadbałtyckich to w rzeczywistości akty agresji wobec tych instytucji międzynarodowych. Rosja w ten sposób testuje spójność i rzeczywiste (nie mylić z formalnymi) zdolności obronne tych struktur międzynarodowych, równocześnie wytrwale pracując nad ich rozbijaniem i wewnętrznym konfliktowaniem (np. układy bilateralne, o których już wspominałem).
Jeśli Zachód okaże słabość, oraz brak woli, zdolności i determinacji do wspólnej obrony przed rosyjską ekspansją, to z całą pewnością będzie dla Rosji impulsem do eskalacji działań, a to już oznacza agresję zbrojną wobec któregoś z państw członkowskich NATO i UE, co, w przypadku braku skutecznej reakcji, będzie gwoździem do trumny dla tych struktur (kompromitacja i całkowita utrata wiarygodności).
Przez ostatnie siedem lat rząd Tuska zrobił wszystko co mógł by zachęcić Rosję do ataku na Polskę, by nasz kraj był dla Putina łatwym i atrakcyjnym kąskiem. Skutecznie storpedował plany budowy elementów tarczy antyrakietowej i instalacji baz amerykańskich w Polsce, zredukował nasze siły zbrojne do symbolicznych rozmiarów, zerwał z „polityką jagiellońską”, uzależnił Polskę od dostaw surowców energetycznych z Rosji, sprowadził nasze państwo do roli przedmiotu gry między Rosją a Niemcami, oraz swoimi działaniami związanymi z Tragedią Smoleńską i śledztwem w tej sprawie zagwarantował Putinowi swą pełną uległość.
Jednak Rosja ma także swoje zasady dotyczące agresji zbrojnej. Zawsze musi doprowadzić do izolacji politycznej obiektu swojej agresji i musi uzyskać zdecydowaną przewagę militarną nad nim (samodzielnie lub wraz z sojusznikami). Zawsze też stara się stworzyć takie warunki, by formalnie nie uchodzić za agresora. Putin jest w tym względzie bardziej schematyczny i mniej kreatywny niż jego komunistyczni poprzednicy. Wszystkie jego operacje militarne (Naddniestrze, Gruzja, Ukraina) były jakby wykrojone z jednego szablonu: najpierw wywoływane były konflikty wewnętrzne na tle narodowościowym, a następnie Rosja występowała zbrojnie jako rozjemca, obrońca pokrzywdzonych, albo siły pokojowe, ale nigdy jako najeźdźca. Do tego schematu o wiele bardziej, ze względu na swoją strukturę narodowościową, pasują republiki nadbałtyckie, dlatego to raczej jedna z nich będzie pierwszym obiektem rosyjskiej agresji zbrojnej (ja stawiam na Estonię), a nie Polska. To jednak nie jest dla nas żadnym powodem do radości, bo co się odwlecze, to nie uciecze.
Właściwie nie mamy już żadnego realnego wpływu na dalszy tok wypadków – wszystko zależy od postawy największych graczy, a zwłaszcza USA i Niemiec. Jednak możemy i powinniśmy zrobić coś dla naszego bezpieczeństwa.
Decydenci polityczni, którzy metodycznie osłabiali nasze zdolności obronne, uzależniali Polskę od dostaw surowców energetycznych z Rosji i chronili rosyjską agenturę w Polsce (blokowanie lustracji i utrzymywanie WSW/WSI), bez względu na to czy kierowali się ignorancją i naiwności, czy działali jako rosyjscy agenci, działali na szkodę państwa i jako zdrajcy powinni zostać przykładnie ukarani. Ale czy jest to możliwe w państwie, które otacza honorami i zaszczytami zbrodniarzy i zdrajców, takich jak Bauman, Kiszczak i Jaruzelski, i w którym zasadą ustrojową jest całkowita nieodpowiedzialność polityków (tzw. odpowiedzialność polityczna to kpina z jakkolwiek rozumianej sprawiedliwości)?
Powinniśmy radykalnie wzmocnić nasze własne możliwości obronne, by móc skutecznie stawić opór potencjalnemu najeźdźcy bez oglądania się na pomoc z zewnątrz. Ale jak mamy to zrobić, gdy lwią część budżetu państwa pożera biurokracja, obsługa zadłużenia, szeroko rozumiany „podatek korupcyjny” i absurdalne, a kosztowne projekty ideologiczne, typu „walka z globalnym ociepleniem”?
Powinniśmy skazać na śmierć cywilną i zawodową dziennikarzy i publicystów, którzy uczestniczyli w kampanii propagandowej (bo to była wspólna kampania propagandowa, prowadzona przez wszystkie reżimowe media) na rzecz osłabiania i ustępstw naszego państwa względem Rosji, co określano mianem polityki pokoju, przyjaźni i partnerstwa. Ale czy jest to możliwe, gdy w naszym systemie medialnym nie działają mechanizmy rynkowe pozwalające w naturalny sposób wykluczać skompromitowane media i dziennikarzy, bo jest on zdominowany przez monopole medialne, których pozycja opiera się na przywilejach (z przywilejami koncesyjnymi na czele), a nie na jakości?
Polska powinna jak najszybciej powrócić do polityki ścisłej współpracy z państwami bezpośrednio zagrożonymi ekspansją rosyjską i tworzenia z nimi silnego lobby w ramach UE na rzecz wzmocnienia bezpieczeństwa Europy od wschodniej strony. Ale jak możemy tego oczekiwać, skoro jeszcze przynajmniej przez rok rządzić naszym krajem i kierować polską polityką zagraniczną ta sama ekipa, co przez ostatnie siedem lat, a na czele Rady Europejskiej stanął człowiek bezpośrednio odpowiedzialny za sytuacje, w której znalazła się Polska, republiki nadbałtyckie i pośrednio cała Europa (najgorszy kandydat na to stanowisko w tym trudnym czasie)?
Napisał MKD – Maciej Krzysztof DąbrowskiAll rights reserved!

środa, 11 czerwca 2014

Mądrość ludowa w polityce


"Kraje członkowskie Unii Europejskiej i jej obywatele powinni utrzymywać skuteczną kontrolę nad unijną polityką zagraniczną. Należy blisko pracować z krajami będącymi prawdziwie strategicznymi partnerami UE, wzmocnić zdolności reagowania kryzysowego, umiejętnie wykorzystywać kompetencje poszczególnych państw na rzecz promocji demokracji oraz dokonać niezbędnych zmian organizacyjnych w europejskiej służbie zagranicznej".

Takie postulaty przedstawił Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski, który był gościem specjalnym odbywającej się w Brukseli, w dniu 4 września 2013 roku, narady ambasadorów UE. Wygłosił on wystąpienie poświęcone unijnej polityce zagranicznej, sposobom zwiększenia jej skuteczności oraz roli, jaką do odegrania w tym zakresie ma Europejska Służba Działań Zewnętrznych (ESDZ) i delegatury UE.

„Musimy wzmocnić współpracę między placówkami dyplomatycznymi Unii Europejskiej oraz jej członków. Ambasady powinny wymieniać się wiedzą i uzupełniać, by lepiej wykorzystać posiadane zasoby.” – powiedział szef polskiej dyplomacji, przypominając, że bez prawdziwej polityki zagranicznej Unia Europejska może w przyszłości pozostawać w tyle toczącego się wyścigu o pozycję na arenie międzynarodowej. „Jesteście Ambasadorami UE i to na waszych barkach spoczywa odpowiedzialność za sukces europejskiego projektu oraz za skuteczność prowadzonej przez Unię polityki zagranicznej.” – powiedział do zgromadzonych Minister Radosław Sikorski.
-zob.: http://brukselaue.msz.gov.pl/pl/aktualnosci/20130904_skuteczna_polityka_zagraniczna_ue_wymaga_wspolpracy

Trzy lata temu Sikorski, w "Kropce nad i", komentując odpowiedź Watykanu na notę MSZ, skłamał bezczelnie twierdząc, że dzięki tej jego akcji "o. Rydzyk wycofał się ze swoich słów i częściowo przeprosił …" 

zob.: http://3obieg.pl/radoslaw-sikorski-oszust-i-klamca-czy-agent-i-zdrajca

Czy Radosław Sikorski zasłużył sobie na miano kłamcy? Wszak pamiętają wszyscy jego wypowiedzi nt. Rosji sprzed kilku lat. Obecnie widać zmianę o sto osiemdziesiąt stopni.

A może od szefa dyplomacji powinniśmy oczekiwać elastyczności i dostosowania prowadzonej polityki zagranicznej do zmieniających się okoliczności? 

Tylko powstaje pytanie, jak się ma polska racja stanu i chłodna kalkulacja do poprawności politycznej i wszechobecnej w dzisiejszym świecie ideologii lewackiej?

W piłce nożnej znana jest tzw. ludowa mądrość - podobno wymyślona przez trenera Górskiego: 

TAK SIĘ GRA JAK PRZECIWNIK POZWALA. 

Mądrość ta przekłada się doskonale na XXI-wieczny cyrk, zwany (chyba dla niepoznaki) polityką międzynarodową. Główny treser używając najprymitywniejszych metod: brutalnej przemocy, terroru, szantażu itp., przemieszanych ze środkami nachalnej propagandy, kolonizuje z łatwością lewackie umysły po obu stronach Oceanu. Umysły nielewackie, zwane szumnie kapitalistycznymi - po prostu kupuje. Może sobie na to pozwolić, bo jego naród - wytresowany przez 100 lat bezwzględnej dyktatury komunistycznej - gotów jest żreć ziemię, 

BYLEBY WSZYSCY "NAS" SIĘ BALI!!! 

I bezwarunkowo popiera tresera. Dodatkowo robią swoje tzw. Wielkie Uniwersytety Zachodu, które powoli przekształcają się w kuźnie kadr światowego lewactwa i wojujących przyjaciół Moskali. Stąd i tylko stąd biorą się niewiarygodne sukcesy czerwonej zarazy. 

Jeżeli Zachód w porę się nie opamięta czeka go los Gruzji, Polski i Ukrainy, choć moim zdaniem jest już za późno i zaraza posunęła się tak daleko, że raczej nie jest już do opanowania. Przynajmniej nie środkami konwencjonalnymi.

Tu i ówdzie ludzie na Zachodzie nawet przytomnieją, ale ich głosy giną w morzu ogłupiającej tandety i sieczki propagandowej (parę lat temu - klimat, aktualnie: gender), którymi zamula się umysły "obywateli". Światowa prawica (łącznie z Kościołem) nie potrafi sobie z tym poradzić.

zrodło: http://bezdekretu.blogspot.co.uk/2014/05/wojna-z-terroryzmem-wojna-z-rosja.html?showComment=1400513632349#c5079785936053447491


I jak tu się dziwić, że w polityce, także tej zagranicznej panuje relatywizm, egoizm i cwaniactwo? Każdy kieruje się własnym interesem. Nie ma "Za Wolność Waszą i Naszą", "Jeden za Wszystkich, Wszyscy za Jednego", bo moralność polityka i społeczeństwa wyhodowana na lewackich wartościach (właściwie anty-wartościach) nie jest zdolna do uczuć wyższych.


sobota, 17 maja 2014

Czy stać nas na skuteczną obronę?



Premier Tusk podczas obchodów Święta Wojska Polskiego zapowiadał, że polska armia  dostanie nowy sprzęt wart miliardy. Takie deklaracje składał również minister obrony narodowej Tomasz Siemoniak. Ale politycy nie wspomnieli, że w tej kalkulacji np. 4 mld zł są przeznaczone na paliwo, a kolejne na serwis sprzętu, naprawy czy części zamienne. 
Wojskowi już rozpoczęli zakupy. Niedawno szef inspektoratu uzbrojenia gen. Sławomir Szczepaniak podpisał wart prawie 700 mln zł kontrakt  na dostawę ponad 900 ciężarówek marki Jelcz. Jak tłumaczą urzędnicy  MON, „o wyborze firmy Jelcz-Komponenty zdecydował, oprócz korzystnej oferty i atrakcyjnej ceny, fakt, że jest to producent krajowy”. Jest to jeden z większych kontraktów w branży motoryzacyjnej ostatnich lat. O tyle istotny, że MON wyszło ze sfery deklaracji i faktycznie zaczęło stawiać na polski przemysł  zbrojeniowy.

Kolejnym problemem jest kwestia przeciwpancernych pocisków kierowanych Spike. Jak w sierpniu ujawnił tygodnik „Wprost”, po wystrzeleniu pociski ciągną za sobą smugę dymu, a dzięki temu łatwo namierzyć miejsce, skąd zostały odpalone. Ponoć wszystko z powodu wilgoci w powietrzu, na testach w Izraelu (tam produkowane są pociski) było sucho. Do 2022 r. mamy na nie wydać 400 mln zł. Pytanie, czy producentowi uda się je poprawić.

Oczywiście najgłośniejszą kwestią jest sprawa dronów, która przyczyniła się do dymisji wiceministra obrony gen. Waldemara Skrzypczaka. Choć na razie jesteśmy na etapie ustalania specyfikacji technicznej bezzałogowców, to warto przypomnieć, że doświadczenie z zakupem tego typu sprzętu mamy jak najgorsze. W 2010 r. podpisaliśmy umowę na dostawę dronów z firmą Aeronautics Defense Systems. Jednak Izraelczycy nie wywiązali się z kontraktu, który ostatecznie gen. Skrzypczak zerwał jesienią ubiegłego roku. 

Więcej kontrowersji budzi zakup mało używanych 119 niemieckich czołgów Leopard, 105 w wersji 2A5 oraz 14 w wersji 2A4. Problem w tym, że na rynku jest już nowsza wersja 2A6. Czemu nie kupiliśmy nowszej? Jest dużo droższa. 

Po co nam tak ciężkie czołgi? -pytał poseł Rożenek. Przecież ich przejazd wytrzyma zaledwie co piąty most w Polsce. Faktycznie, jeden leopard w pełnym uzbrojeniu waży ponad 60 ton. – W nowoczesnych armiach dywizje czołgów poruszają się z jednostkami pomocniczymi, które w szybkim tempie są w stanie zbudować most. A transport w warunkach pokoju odbywa się np. pociągami – wyjaśnia Karol Nowicki z zajmującego się obronnością „Mad Magazine”.

Gdy kupowaliśmy łodzie podwodne, prof. Krzysztof Rybiński pytał po co, bo chyba kolejnego potopu się nie spodziewamy. Teraz, gdy MON kupuje 119 czołgów, wiele osób pyta: a na co nam to?! Po co wydawać pieniądze na wojsko, skoro i tak nas nie obroni przed Rosją ani żadnym innym krajem? 

Kupując używany sprzęt w ogóle pojawia się pytanie o jego wartość dla armii i jej skuteczność. USA złomują dużo używanej broni — taki sprzęt można pozyskiwać w cenie złomu. A my złom kupujemy po abstrakcyjnych cenach, gdy zagraniczne armie pozbywają się kłopotu. Wiadomo przecież, że nowe technologie z takich czołgów i tak są wymontowywane, a dla nas zostaje wrak z silnikiem, który nie ma w dzisiejszym świecie żadnego zastosowania.

źródło: http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/763603,rzad-chce-wydac-130-mld-zl-na-modernizacje-wojska.html

Na co wydawać pieniądze przeznaczone na obronę? Na szkolenie żołnierzy, wyposażenie jednostek specjalnych, samoloty czy czołgi? Czy stać nas na skuteczną obronę przeciwrakietową? - Są dwa główne rodzaje wojsk: te które operują na powierzchni ziemi i ponad nią. I zawsze jest dylemat (wszak środki są ograniczone) gdzie upatrywać przeciwnika? - na górze, czy na dole? Obecnie polscy stratedzy zamiast w samoloty i rakiety wolą inwestować w czołgi i transportery opancerzone. Są też plany tworzenia obrony terytorialnej. 

- Takie myślenie niestety często przeważa w dyskusji o ewentualnej wojnie z Rosją. Trudno zrozumieć skąd tak absurdalne myślenie wśród polskich strategów. Czy to nie przypadkiem pozostałość po ruskich kursach dla generałów z Układu Warszawskiego?

Wiemy, że w doktrynie "obronnej" UW był atak pancernych dywizji na Europę Zachodnią. W celu jej podbicia i włączenia w orbitę państw satelickich Związku Radzieckiego. Ale to już przeszłość. Rosja obecnie ma wypracowaną inną doktrynę wojenną. Warto się z nią zapoznać. Spójrzmy na dwa charakterystyczne jej punkty:

1. Rosja nie zamierza już rozszerzać internacjonalnego komunizmu, ale chce "bronić" swoich obywateli poza granicami Rosji. Przykłady: agresja Rosji na Gruzję, Ukrainę, Mołdawię. 

2. Rosja zastrzegła dla siebie wykonanie wyprzedzającego ataku jądrowego w tzw. "lokalnej wojnie atomowej", którą (podobnie jak USA) uważa za możliwą do wygrania.

Co to oznacza dla Polski? 

1. Żadnego ataku czołgowego na Polskę nie będzie, bo nie ma takiej potrzeby. Poza tym (Rosjanie też o tym wiedzą) rosyjskie czołgi zostały by skutecznie wyeliminowane już w początkowej fazie agresji. Kluczem do zrozumienia co zrobią Rosjanie jest rozszyfrowanie ich intencji i celów jakie chcą osiągnąć. Z tego względu, że Rosjanie nie wyślą do Polski terrorystów i dywersantów (jak na Ukrainie) nie potrzeba tworzyć potężnej obrony terytorialnej (mała nie zaszkodzi, głównie z psychologicznego punktu widzenia); nie ma też potrzeby tworzenia ogromnych sił pancernych (jak teraz), które miały by powstrzymać ruskie czołgi. Jest bardzo mało prawdopodobne, że Rosjanie wkroczą obecnie na Ukrainę aby ją okupować, bo ich celem jest destabilizacja tego kraju w długim okresie czasu, tak aby skutecznie przeszkadzać w integracji z UE i przeciwdziałać w przyłączeniu Ukrainy do NATO.

2. Polska dla Rosji jest przeszkodą, solą w oku, przedmiotem manipulacji, ośmieszania i pod żadnym względem nie jest partnerem. Wystarczy poczytać ich największego ideologa Dugina. To jest główny powód, że Rosjanie nie chcą nam oddać wraku tupolewa... Polska jednak jako kraj należący do NATO jest bezpośrednim wrogiem Rosji i doskonale nadaje się do odegrania roli kozła ofiarnego. Dla Putina, który myśli globalnie (i ma kompleksy rzutujące na jego postrzeganie świata i prawdopodobnie ma osobowość psychopatyczną) zasadniczym przeciwnikiem jest USA, z którym chce rywalizować na pełnoprawnych warunkach. Próby testowania solidarności NATO były, są i będą się nasilać. Putin, jak kiedyś Hitler będzie testować skuteczność, gotowość, czy spójność. W razie wybuchu otwartej wojny między Rosją a NATO Rosjanie chcąc ją wygrać będą zmuszeni postawić linię obrony wzdłuż Polski. Mają jeden i to skuteczny na to sposób: wyprzedzające uderzenie atomowe. Dlatego właśnie mają rozlokowanie w Królewcu Iskandery i S-400 z głowicami jądrowymi, które są wycelowane w większość polskich miast i obiekty strategiczne (zasięg ok. 400 km). Rosjanie wiedzą też że takie totalne zniszczenie Polski ujdzie im na sucho, bo NATO nie zechce ryzykować konfliktu globalnego, bo by to oznaczało zagładę życia na Ziemi. 

Czy to są wystarczające argumenty aby w pierwszej kolejności zainwestować w 100 proc. skuteczną tarczę antyrakietową nad Polską i najnowocześniejsze samoloty szturmowe?

Pamiętajmy:
Przyszła wojna będzie taka jakie będziemy mieli słabości. Ewentualny wróg nie będzie głupi i wymyśli wariant na który nie będziemy odporni.

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Polska skazana na trwanie w żelaznym uścisku dwóch wrogich nam sąsiadów

Nie od dziś wiadomo, że problemem dla Polski jest nie tylko imperialna Rosja ale i Niemcy, którzy ubzdurali sobie rolę hegemona w Europie i rugowania USA z tej części świata, oraz rywalizacji z Amerykanami. Do tego bliższa im współpraca z Rosją na polu gospodarczym i strategicznym niż wyrozumiałość dla polskich interesów i naszego realnego zagrożenia.

Z Niemcami jesteśmy od lat w tym samym sojuszu militarnym NATO, a także od w Unii Europejskiej, a od przejęcia władzy przez rząd Donalda Tuska, zdaniem obecnie rządzących relacje z tym krajem są wręcz wzorcowe. To prawda na forum NATO i UE współpracujemy z Niemcami, ale ta współpraca tylko teoretycznie jest taka wzorcowa jak określa to obecny rząd. Wbrew naszym interesom politycznym i ekonomicznym Niemcy przeforsowały np. wspólną z Rosją inwestycję Gazociągu Północnego. Okazało się także, że położenie rur Gazociągu Północnego na wysokości Świnoujścia może znacząco utrudnić ruch statków z gazem skroplonym do budowanego właśnie w tym mieście gazoportu, inwestycji która wreszcie pozwoli nam na realną dywersyfikację dostaw gazu.

A jak jest z Rosją? To że Rosja forsuje budowę Gazociągu Północnego przeciwko naszym interesom już nawet nie dziwi. Ale zablokowała także możliwości rozwoju rafinerii Możejki, którą parę lat temu Orlen kupił za 3,5 mld dolarów od Litwinów i natychmiast Rosjanie przestali dostarczać rurociągiem ropę naftową do tej rafinerii uzasadniając to awarią ropociągu. - To jeden z wielu przykładów.

W ostatnich latach Rosja odzyskała swoją dawną dominującą pozycję w relacjach z Ukrainą, Białorusią, Mołdawią, Gruzją, Armenią, Azerbejdżanem, co czyni naszą wcześniejszą politykę wschodnią zupełnie nieaktualną. Także wypracowane z wielkim trudem przez nas i przez Szwecję na forum Unii Europejskiej tzw. Partnerstwo Wschodnie adresowane do krajów powstałych po rozpadzie Związku Radzieckiego w umarło śmiercią naturalną.

W Strategii Rozwoju Systemu Bezpieczeństwa Narodowego RP 2012-2022” czytamy m.in.:
Istnieją także wyzwania, które - w przypadku braku reakcji na nie - mogą przerodzić się w zagrożenia. Należą do nich takie zjawiska, jak: destabilizacja systemu politycznego, źle funkcjonujące mechanizmy gospodarcze i społeczne, masowe naruszanie praw człowieka, zubożenie społeczeństw, małe zasoby wodne, degradacja środowiska naturalnego, klęski żywiołowe, rosnące zapotrzebowanie na energię połączone z utrudnionym dostępem do surowców energetycznych, wyczerpujące się zasoby metali rzadkich oraz problemy demograficzne.
(…)
Rosnące zapotrzebowanie na surowce energetyczne sprawia, że używane są one do wywierania nacisku politycznego i coraz częściej zastępują siłę militarną w realizacji celów polityki państwa.
(…)
W ostatnich latach narastają wyzwania dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, które wpływa na funkcjonowanie wszystkich sektorów krajowej gospodarki. Energia musi być dostępna w sposób ciągły, także w sytuacji kryzysów politycznych lub gospodarczych, zarówno krajowych jak i globalnych. Nawet krótkotrwałe przerwy w dostawach energii mogą spowodować wysokie koszty finansowe we wszystkich sektorach gospodarki narodowej i w życiu społecznym. Sektor energetyczny, ze względu na kluczowe znaczenie dla funkcjonowania gospodarki, ma bezpośredni wpływ także na zdolności Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej.
Rządowy dokument zaznacza jasno, że sprawa bezpieczeństwa energetycznego, kwestia energetyki jest kluczowym obszarem związanym z bezpieczeństwem kraju. Co więcej, jest kluczowym obszarem dla istnienia i funkcjonowania Sił Zbrojnych RP.

Niestety, w sprawie memorandum nie przełożyło się to w żaden sposób na skuteczne zabezpieczenie polskiej energetyki przez służby oraz aparat państwa kierowanego przez Donalda Tuska. Rządowy dokument w kontekście działań ws. Jamału II wydaje się być pustosłowiem.

I to pustosłowie może mieć dramatyczne skutki. Okazuje się, że wiedza i świadomość zagrożenia niczego w Polsce nie zmienia, ani nie daje. Jak czytamy w ostatnim sprawozdaniu ABW w zainteresowaniu obcych służb specjalnych pozostawały w ostatnim roku zagadnienia związane z sektorem energetycznym w Polsce - zarówno dotyczące produkcji energii, zasobów surowcowych, jak i ich dystrybucji.
Duży nacisk na działania w tej sferze kładły szczególnie rosyjskie służby specjalne, ponieważ jest ona jednym z priorytetów w polityce zagranicznej Rosji, stanowiąc w dużej mierze o pozycji międzynarodowej Federacji Rosyjskiej
- napisano w raporcie.

ABW twierdzi, że podejmowała w związku z tym „adekwatne i wielotorowe działania mające na celu ochronę interesów kraju w sferze energetycznej, współpracując przy tym z polskimi instytucjami i firmami funkcjonującymi w tej branży”.

Okazuje się więc, że rząd ma świadomość, że energetyka ma znaczenie kluczowe dla polskiego bezpieczeństwa narodowego. ABW jest świadoma, że energetyka jest w centrum uwagi rosyjskiego wywiadu. I mimo tego nie dochodzi do skutecznego zabezpieczenia polskich interesów związanych właśnie z tym - słusznie uznawanym za bardzo istotny - obszarem. Polska wykazała się daleko idącą indolencją w tej sprawie.

Taka indolencja widoczna w kluczowym dla bezpieczeństwa państwa sektorze stawia Polskę na równi z bananowymi republikami, w których ważne grupy interesu mogą dowolnie wpływać na obieg informacji oraz procesy decyzyjne. Podobne mechanizmy widać w sprawie Jamału II - Polska pełni tu rolę bananowej republiki, Rosja decydenta, który wpływa na władze i działania rządu. Sprawa memorandum jest symptomem, jak dalece osłabionym krajem jest Polska po latach rządów Tuska. Moskwa dzięki brutalnej i twardej grze jest w stanie zorganizować intrygę, która kończy się podpisaniem bez wiedzy polskich władz niezmiernie ważnego dokumentu oraz koniecznością dymisji w rządzie. W rządzie Polski. Narzędzi dla obcych mocarstw Tusk dostarcza wiele - począwszy od spraw smoleńskich, a skończywszy na zwykłej niewydolności państwa.

Słabnący i niewydolny kraj zwykle staje się pożywką dla silnych i bliskich sąsiadów. I podobnie dzieje się z Polską.

Jeśli Unia Europejska (a zwłaszcza RFN) naprawdę chciałaby powstrzymać ambicje Rosji i marsz Putina na Zachód, musiałaby najpierw pogodzić się z poważnymi stratami finansowymi, a tego wyraźnie nie chce – pisze w tygodniku wSieci Janusz Szewczak.

Więc sojusz gospodarczo-polityczny, rosyjsko-niemiecki, sojusz dwóch czarnych orłów nadal ma się świetnie, nie należy się więc spodziewać żadnych poważnych sankcji gospodarczych – wyraźnie zapowiada to sama pani kanclerz. Niemcy nigdy nie tracą z pola widzenia własnych interesów, a w dobie obecnego kryzysu gospodarczego znacząco jeszcze umocniły swe partnerskie relacje z Rosją. To właśnie Niemcy, ich polityka zagraniczna, której forpocztą była polityka wschodniego resetu, uprawiana przez ostatnie siedem lat przez polski rząd, i to w pełnym porozumieniu z kanclerz Angelą Merkel, a zwłaszcza wielki, niemiecki biznes, banki i tamtejsze elity gospodarcze, w znaczącej mierze odpowiadają dziś za imperialne zapędy Rosji oraz wydarzenia na Krymie. Rosja bardzo konsekwentnie i z pełną świadomością przez ostatnie lata odbudowywała swe mocarstwowe ambicje, terytorialne plany i armię, co stało się możliwe m.in. dzięki działalności tysięcy unijnych i niemieckich firm, które robiły i nadal robią ogromne interesy na współpracy gospodarczej, finansowej, a nawet wojskowej z Federacją Rosyjską.

Od roku 1922 do 1938 kontakty gospodarcze ZSRR z Niemcami były kluczową osią polityki zagranicznej w stosunku do całej Europy. Zakłady Junkersa działały pod Moskwą już od 1923 r., a firma Rheinmetall, obecna dziś też w Rosji, już w latach 30. testowała swoje czołgi w rosyjsko-niemieckiej szkole pancernej w Kazaniu. Dziś na terenie Rosji działa ponad 6,2 tys. niemieckich firm, które zarabiają na tych kontaktach od kilkuset milionów euro do nawet 2–3 mld euro rocznie. Wartość niemieckiego eksportu do Rosji to corocznie ok. 40 mld euro i 300–500 tys. miejsc pracy nad Renem. We wszystkich ważniejszych inwestycjach i kontraktach na terenie Federacji Rosyjskiej uczestniczą tacy niemieccy giganci jak BMW, Daimler, ThyssenKrup, Rheinmetall, Adidas, Deutsche Bank, Siemens, Bayer, RWE, E.ON, BASF i tysiące innych. Uczestniczą nie tylko w projektach gazowych związanych z Nord Streamem, South Streamem, Gazpromem, ale dotyczących również rosyjskich kolei, przemysłu maszynowego, chemicznego, wydobywczego, zbrojeniowego, a nawet rolnictwa, przemysłu spożywczego czy wreszcie modernizacji rosyjskiej armii.

Z drugiej strony Niemcy chętnie sprzedają Rosjanom udziały w swoich firmach, w swojej infrastrukturze gazowej, paliwowej czy zbiorników zapasowych, a także w energetyce i przemyśle chemicznym, czego dowodem były ostatnie transakcje RWE, BASF czy spółki E.ON. Coroczna wymiana handlowa rosyjsko-niemiecka sięga kwoty ok. 80 mld euro, niemieckie banki pożyczyły rosyjskim firmom blisko 20 mld euro, a tamtejsze koncerny zainwestowały w Rosji drugie tyle. Niemcy są głównym dostarczycielem wszelkiego rodzaju maszyn do Federacji Rosyjskiej i mają blisko 30 proc. rosyjskiego rynku.

Czy Lech Kaczyński zginął, gdyż był zagrożeniem dla Putina w tworzeniu przez Rosję, wspólnie z krajami tzw. starej Unii, Związku Europejskiego? Czy Jarosław Kaczyński ma rację, twierdząc, że polityka zagraniczna Polski po 10 kwietnia 2010 r. prowadzi do zdegradowania naszego kraju do roli kondominium rosyjsko-niemieckiego?

Jeśli prześledzimy politykę zagraniczną Kremla na przestrzeni ostatnich lat, a nawet wcześniej zauważymy, że ona nie zmienia się - Rosja wciąż ma realizuje swoje imperialne cele. W tym realizuje je przez tworzenie polityczno-gospodarczego Związku Europejskiego, którego beneficjentami będą: Rosja, Niemcy, Francja i m.in. Włochy, oraz uzależnienie energetyczne państw UE od dostaw rosyjskiego gazu. Przeszkodą w realizacji tego celu był Lech Kaczyński jako lider regionu Europy Środkowo-Wschodniej, obrońca silnej pozycji państw narodowych oraz zwolennik znalezienia się Gruzji i Ukrainy w zachodniej strefie wpływów.

Mamy zatem do czynienia z zakładnikami kłamstwa smoleńskiego, a rosyjska strategia wobec grupy rządzącej oparta jest na niemal identycznym stosunku zależności, który ze wszystkich rządów „ludowej” Polski uczynił faktycznych wspólników zbrodni katyńskiej. Zachowanie ludzi Donalda Tuska ukrywających przez 9 miesięcy prawdę o okolicznościach dotyczących lądowania w Smoleńsku, potwierdza ich rolę wspólników i zakładników kłamstwa.

Nie tylko zbrodnicza kalkulacja putinowskich „siłowików” i ich nadwiślańskich pomagierów leży u podstaw forsowania rosyjskich kłamstw. Liczą one bowiem na wsparcie w tym samym mechanizmie politycznym, który przywódców „wolnego świata” uczynił wspólnikami zbrodni sowieckiej obarczając ich moralną i prawną odpowiedzialnością za kłamstwo katyńskie. Wsparcie to jest możliwe, ponieważ na wiele miesięcy przed 10 kwietnia i przez cały późniejszy okres ,Rosja nie ustaje w zabiegach mających przekonać opinię światową, że tylko „zbliżenie” z reżimem Putina i „dobrosąsiedzkie stosunki” z Rosją stanowią gwarancję budowy nowego porządku europejskiego. Czyni to o tyle skutecznie, że znajduje sprzymierzeńca w państwie z którym łączą ją historyczne więzi, ale też zbrodnicze plany dotyczące Polski.

Józef Mackiewicz w „Zwycięstwie prowokacji” przypominał: „Polityka Zachodu podczas wojny kierowała się względami narzuconymi jej przez sojusz z Sowietami; polityka Zachodu po wojnie kieruje się względami narzuconymi jej przez chęć pokojowej koegzystencji z Sowietami.” Prowadzona przez ostatnie lata rosyjska kampania propagandowo - dyplomatyczna sprawiła, że państwo to jest dziś postrzegane poprzez pryzmat potencjalnych korzyści politycznych i ekonomicznych, jakie mają płynąć z „ucywilizowania” Rosji, nawiązania z nią kontaktów handlowych, wygaszenia „polskiej rusofobii” czy otwarcia rynku rosyjskiego

W czerwcu 2010 roku Gene Poteat długoletni oficer CIA, prezes Zrzeszenia Byłych Oficerów Wywiadu i szef ds. nowych technologii CIA, napisał w „Charleston Mercury”: „Doskonale zorientowany politycznie Kreml dostrzegł, że USA postanowiły się przed nim płaszczyć (tzw. reset, wycofanie się z obiecanej Polakom i Czechom budowy tarczy antyrakietowej, nasze przyzwolenie na działania Rosjan w Gruzji i na Ukrainie, nasze błagania, by nie pomagali Iranowi itd.) i odebrał to jako zgodę na to, co zrobili Rosjanie przy katastrofie polskiego samolotu. Doszli do wniosku, że nie powiemy ani słowa – i faktycznie nie powiedzieliśmy.”

W oczach Zachodu, którego to oczami przede wszystkim są Niemcy, „koegzystencja” z Rosją jest możliwa, jeśli państwo to otrzyma „należną” mu strefę wpływów i zaspokoi swoje mocarstwowe ambicje. W równym stopniu ten kierunek polityczny wyznacza niechęć lewicowych elit europejskich wobec Ameryki, jak intencja ograniczenia hegemonii USA. W tej sytuacji Rosja może pozwolić sobie na grę va banque. A Polska jest skazana na trwanie w żelaznym uścisku dwóch wrogich nam sąsiadów.


źródła:

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Polska racja stanu w świetle rosyjskiej polityki imperialnej


Polską racja stanu określa polityka zagraniczna RP, sformułowana po przemianach politycznych w 1989 roku. Podstawowe cele polityki zagranicznej w latach 90. pozostawały niezmienne mimo zmian politycznych w parlamencie i rządzie. Są to: członkostwo w NATO oraz Unii Europejskiej, współtworzenie stabilnego systemu bezpieczeństwa europejskiego opartego na współdziałaniu NATO, UZE, OBWE oraz ONZ, utrzymywanie dobrosąsiedzkich stosunków z państwami regionu, działanie na rzecz współpracy regionalnej, zrównoważona polityka wobec Zachodu i Wschodu, popieranie procesów rozbrojeniowych, ochrona tożsamości narodowej i dziedzictwa kulturowego


Czym wogóle jest racja stanu? - "Racja stanu" w nowożytności zastąpiła starożytne "dobro wspólne", jakby ono z jakichś tajemniczych powodów przestało obowiązywać. Oczywiście chodziło o to, by je "zdetronizować" w tym celu, aby pod pojęcie owej "r.s." można było podstawiać dowolne treści i robić przysłowiowe "cokolwiek nam się podoba". O co wszakże chodziło w "dobru wspólnym"? Jak sama nazwa wskazuje, jest to jakieś dobro, które łączy czy wiąże się z jakąś grupą ludzi, dla której jest ono właśnie wspólne, czyli mają w nim jakiś udział. W przeciwnym wypadku nie byłoby ono wspólne dla kogoś, kto nie miałby w nim udziału. Tradycyjnie uważano, ze naród poprzez swoją organizację (np. państwo) jest największą możliwą wspólnotą połączoną różnorodnymi formami dobra, w którym jakoś wszyscy uczestniczą - korzystając z niego, ale i wspólnie je rozwijając czy pomnażając. I tu można rozumieć podwójnie ową wspólność dobra - albo od strony wspomnianego uczestniczenia, albo konieczności wspólnego działania, aby w ogóle ono zaistniało - i w tym sensie np. dobrem wspólnym małżeństwa są dzieci. Co wobec tego jest dobrem wspólnym narodu/państwa? Jeśli państwo pojmiemy jako organizację ludzi je stanowiacych (najczęściej naród), to problem sprowadza się do wspólnego dla wszystkich członków narodu/społeczeństwa/obywateli dobra. Co nim może być? Tradycyjnie już od Arystotelesa zwracano uwagę, ze jest nim szczęście obywateli, rozpisane na ich rozwój osobowy (duchowy) i odpowiednie/proporcjonalne do dobrego/godnego życia warunki materialne, które są tak naprawdę tylko środkiem do rozwoju osobowego, który bez nich byłby bardzo utrudniony lub wręcz niemożliwy. W konkretnych warunkach oznacza to rozwój kultury danego narodu (nauki, edukacji, moralności, twórczości, przekazywania tradycji) jak również zapewnienie stosownego statusu ekonomicznego dla wszystkich członków wspólnoty, mającej korzystać z owych dóbr. Zapewnieniem ogólnych ram i warunków tych procesów to cel polityki, która ma niejako dbać o tak rozumiane dobro wspólne, dokładać starań dla wspierania i podtrzymywania wszelkich inicjatyw i działań mających pomnażać dobrobyt duchowy czy materialny (ekonomiczny), organizować z tego punktu widzenia życie wewnętrzne kraju (prawo, sądy, władze, ich organy, instytucje, urzedy, itd.) jak i dbać o prawidłowe stosunki zewnętrzne. Stąd mówi się o polityce wewn. i zewn.

Praktycznie w sytuacji danego państwa ma miejsce określona sytuacja wewnętrzna, jak i zewnętrzna, zarówno w aspekcie duchowym, jak i materialnym. Właściwie rozumiana polityka, zgodnie z klasyczną definicją, to działanie majace na celu rozsądne realizowanie dobra wspólnego czy dbałość o nie. Podstawowym zagadnieniem teoretycznym dla polityki (nie mlić z politykierstwem!) jest zatem po pierwsze stosowne jej "samorozumienie", a po drugie właściwe rozumienie "dobra wspólnego". Natomiast podstawowym zadaniem praktycznym bedzie realistyczna (prawdziwa) analiza sytuacji danego państwa (narodu), bedącego podmiotem polityki, a po wtóre przedstawienie realistycznych działań mających na celu po pierwsze zachowanie (obronę) już osiągniętego dobra wspólnego, a po wtóre jego rozwijanie w aspekcie duchowym i materialnym. Wiązac się to bedzie np. z ustaleniem pewnej hierarchii ważności zadań i celów działania dla polityki, ekonomii, kultury i poszczególnych dziedzin. Właściwe zdefiniowanie i realizacja dobra wspólnego na tle konkretnych warunków i określenie stosownych działań ku temu to podstawa działania dla wszelkiej polityki, jak i innych instytucji czy w końcu osób zaangażowanych w tworzenie dobra wspólnego i korzystanie z niego (uczestnictwa w nim).

Dopiero na tym tle można rozważać działania tzw. "agentury wpływu". Mianem tym w kontekście powyższego należałoby określić działania osób, grup czy nawet państw zainteresowanych w powodowaniu takiego stanu rzeczy, aby z jakichś powodów dany naród/państwo albo nie osiągał sobie własciwych celów wchodzących w zakres szeroko rozumianego dobra wspólnego (byłaby to już totalna destrukcja, wojna z narodem), albo żeby realizował cele obce (mielibyśmy tu "twarde" wpływy, albo wprost niewolnictwo - niewolnik to ten kto nie żyje dla siebie, tylko dla realizacji celów pana), albo przy okazji realizacji własnych celów realizował coś pożytecznego dla innych ("miekkie" wpływy). Identyfikowaniem obu tych agentur jak również przeciwdziałaniem im w celu obrony dobra wspólnego zazwyczaj zajmują się odpowiednie służby w panstwie, jednak często zdarza się, ze państwo "niedomaga" z różnych powodów, dlatego należy pomóc albo sobie samemu, albo osłabionym organom. I w tym miejscu można zaczynać dyskusję począwszy od analiz sytuacji, wskazania na konieczność obrony danych dziedziny życia, ich wspierania czy rozwijania, wskazania priorytetów, sposobów dzialania, identyfikowania zagrożen i kierunków działania agentury, jej personalnego czy instytucjonalnego oblicza." źródło: http://prawica.net/forum/23306

Zamiast podsumowania: polska racja stanu: zachowujac optymizm zapomnijmy o srategicznym partnerstwie z Rosją.

Politykę rosyjską wobec Polski konstytuują trzy podstawowe elementy. Po pierwsze, jesteśmy dla Moskwy przedmiotem, nie zaś podmiotem polityki zagranicznej, a nasze suwerenne władze nie są dla Rosji partnerem, lecz obiektem penetracji i manipulacji. Z nami się nie rozmawia, prawdziwy dialog i dyplomatyczny teatr - również w naszych sprawach - rezerwując dla Zachodu. Po drugie, chodzi o metody. Te są wciąż sowieckie, jak cała dyplomacja rosyjska, w której już tradycyjnie szef wywiadu awansuje na szefa dyplomacji, a aparat MSZ to najbardziej wyrafinowana, bo eksportowa, wersja dawnego KGB. Po, delikatnie mówiąc, niedyplomatycznych metodach stosowanych przez Rosję w Polsce i innych krajach dawnego bloku (nie mówiąc o byłych republikach sowieckich) widać, że w świadomości polityków rosyjskich wciąż należymy do państw wasalnych, wobec których stosuje się nieco inne reguły gry. O co zaś idzie sama gra? Odpowiedź jest krótka i intuicyjnie zna ją ok. 80 proc. Polaków popierających nasze członkostwo w NATO. O dominację - w sferze polityczno-strategicznej bardziej niż ekonomicznej, bo przecież nie słychać rosyjskich protestów w sprawie naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Rosja zachowuje się jak zbankrutowany filatelista, który nie tylko traci kolejne skarby ze swej kolekcji, ale ponadto musi patrzeć, jak pojawiają się one w klaserze głównego rywala - zadowolonego z siebie bogacza z Ameryki. Nic nie pomogą tu towarzyskie uroki ministra Geremka. Rosja musi się zmienić, by zmieniła się jej polityka wobec Polski. Kluczem jest zmiana neoimperialnej mentalności rosyjskich elit politycznych lub też... samych elit. Trudno to sobie teraz realnie wyobrazić. Powinniśmy więc zachować umiar w naszych ambicjach poprawiania stosunków polsko-rosyjskich, będących pochodną skomplikowanego procesu postimperialnej transformacji Rosji. Stosunki z Polską to - z punktu widzenia Moskwy - daleka pozycja na liście problemów do rozwiązania. Kluczem do lepszej przyszłości jest nasza suwerenność. Musimy się jej nauczyć sami i przyzwyczaić do niej rosyjskich sąsiadów. Szparą, w którą wciśnie się rosyjski but, może się stać każde poważne zaniedbanie i niedomoga naszej demokracji. Polska polityka zagraniczna powinna być suwerenna i zgodna z naszą racją stanu, a to oznacza autentyczne i skuteczne działanie na rzecz niepodległości Białorusi, wzmacniania państwowości Ukrainy, a także bliskiego członkostwa państw bałtyckich i Słowacji w NATO i Unii Europejskiej. Prowadząc taką politykę, będziemy się oczywiście zderzać z neoimperialną polityką Rosji, ale neoimperialna Rosja zawsze będzie dla nas złym sąsiadem. Wreszcie, dla naszych stosunków z Rosją istotny będzie sposób, w jaki zrealizujemy naszą suwerenność we wspólnocie państw zachodnich. Jeśli będziemy realizować doktrynę Kwaśniewskiego (czy tylko Kwaśniewskiego?), zakładającą przeniesienie ośrodka dyspozycji z Moskwy do Brukseli jako formułę integracji z Zachodem, nigdy nie staniemy się dla nikogo partnerem. Dla Rosji będziemy zawsze nielojalnym sługą, który dla lepszej strawy i traktowania wybrał sobie, w chwili jej słabości, nowego pana.

źródło: http://www.wprost.pl/ar/3209/Dyplomatyczna-racja-stanu/

.