Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka chrześcijańska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą etyka chrześcijańska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 maja 2016

Relatywizm

Foto: Witkacy

Relatywizm ~ po francusku ‘relativisme’, po łacinie ‘relativs’, znaczy odnoszący się do czegoś, względny, warunkowy. Jest to pogląd głoszący, że wartości logiczno-poznawcze (prawda,fałsz), etyczne (dobro,zło), estetyczne (piękno,brzydota) czy normy, mają charakter względny i zależą od indywidualnego punktu widzenia. Nie ma żadnych absolutnych prawd ani wartości, nasze wypowiedzi o świecie są warunkowane przez nasz światopogląd i towarzyszące naszemu życiu okoliczności zewnętrzne.

W relatywizmie wszystko jest postrzegane przez kultury i społeczeństwa jak i przez poszczególne okresy dziejów np. niegdyś ludzie wierzyli, że Ziemia jest płaska, a dziś każdy wie, że to nieprawda. Powyższy przykład jest sądem naturalnie fałszywym, nigdy nie był prawdziwy, choć błędnie uznano go za prawdziwy. Wynika z tego, że prawda jest niezmienna, ale doskonali się ludzka wiedza o świecie. Na skutek pojawienia się sporów antagonistycznych wyłonił się sceptycyzm, z greckiego ‘skepsis’ tzn. dociekanie, powątpiewanie, powstrzymanie się od sądu. Sceptycyzm głosi, że problem prawdy jest problemem nierozwiązalnym.

Prosto ujmując relatywizm niesie przesłanie, że wszelkie ludzkie stwierdzenia wynikają z okoliczności w jakich się znajdujemy czy znajdowaliśmy. Istotą relatywizmu jest stanowisko, iż nie istnieją zdania niosące absolutną treść, których ocena byłaby identyczna i niezależna od jej kontekstu. Prawdziwość dowolnego sądu zależy od przyjętych założeń, poglądów czy podstaw kulturowych. Tzw. ‘czysty relatywizm’ stawiający tezę, że prawda jest względna, sam w sobie jest sprzeczny, bo akceptuje oraz neguje warunki sensu wypowiedzi. Wiadomo, że nigdy nie brak argumentów dla obrony doktryny, w którą chce się wierzyć. Inteligentny rozmówca, znający dokładnie meritum i cel relatywizmu, z pewności potrafiłby namieszać w głowie swojego oponenta tak, że pogubiły się on we własnych myślach, zapomniałby dlaczego trwa przy swoim zdaniu.

Broniąc własnego stanowiska relatywiści utrzymują, że ich teza jest wyjątkiem od zawartej w niej reguły i że ówże wyjątek potwierdza jej słuszność. Polemika z relatywistą pokazuje, że mamy do czynienia ze absurdem, który sam w sobie jest niebezpieczny dla kultury i życia społecznego. Niszczy podstawę budowania czegokolwiek, ponieważ to samo zdanie jest w jednej sytuacji prawdziwe, a w innej jest kłamstwem.

Relatywizm stał się centralnym problemem wiary obecnego czasu. Bez wątpienia ukazuje się go nie tylko w jego aspektach rezygnacji w obliczu ogromu prawdy. Przedstawia się go również jako stanowisko definiowane pozytywnie, poprzez koncepcje: tolerancji, wiedzy płynącej z dialogu i wolności, koncepcje, które byłyby ograniczone, gdyby uznawano istnienie prawdy jedynej, wiążącej dla wszystkich. Relatywizm wydaje się też filozoficznym fundamentem demokracji. Uważa się, że demokracja jest zbudowana na fundamencie twierdzenia, iż nikt nie może rościć sobie wiedzy co jest prawdziwą drogą oraz że ubogaca ją to, że wszystkie drogi są wzajemnie uznawane jako fragmenty jednego wysiłku zmierzającego ku temu, co lepsze. Dlatego też wszystkie drogi szukają czegoś wspólnego poprzez dialog, a także rywalizują odnośnie wiedzy, która nie może być kompatybilna w jednej, wspólnej formie. System wolności powinien być zasadniczo systemem stanowisk, które łączą się ze sobą ponieważ są względne, a także zależne od sytuacji historycznych otwartych na zmiany. A zatem społeczeństwo liberalne byłoby społeczeństwem relatywistycznym. Tylko pod tym warunkiem mogłoby trwać jako wolne i otwarte na przyszłość.

W sferze polityki ta koncepcja jest w znacznej mierze słuszna. Nie ma jedynej poprawnej opinii politycznej. To, co względne – budowanie liberalnie urządzonego współistnienia ludzi – nie może być absolutne. Właśnie ten sposób myślenia był błędem marksizmu i teologii politycznych.

Jednak również przy totalnym relatywizmie w dziedzinie polityki nie można osiągnąć wszystkiego. Istnieją niesprawiedliwości, które nigdy nie zmienią się w to, co sprawiedliwe (takie jak np. zabicie niewinnej osoby, odmawianie jednostce lub grupom prawa do ich godności lub odpowiadającego tej godności prawa do życia), a z drugiej strony istnieją rzeczy sprawiedliwe, które nigdy nie mogą być niesprawiedliwymi. Stąd też, jakkolwiek nie można odmawiać pewnego prawa do relatywizmu w sferze społecznej i politycznej, w momencie ustalania jego granic pojawia się problem. Pojawiło się również pragnienie zupełnie świadomego zastosowania tej metody w dziedzinie religii i etyki. Spróbuję teraz zarysować krótko przemiany, które definiują dziś dialog teologiczny w tej kwestii.

Tak zwana pluralistyczna teologia religii rozwija się stopniowo od lat pięćdziesiątych. Tym niemniej dopiero teraz stanęła ona w centrum chrześcijańskiego sumienia. Pod pewnymi względami ten podbój zajmuje dziś – zważywszy siłę na jego aspektu problematycznego i jego obecność w różnych dziedzinach kultury – miejsce, które w poprzedniej dekadzie zajmowała teologia wyzwolenia. Co więcej, na wiele sposobów łączy się z nią i próbuje nadać jej nową, uaktualnioną formę. Jego środki i sposoby działania są bardzo różnorodne, dlatego niemożliwe jest zsyntetyzowanie go w jedną krótką formułę lub krótkie scharakteryzowanie jego istoty.

Z jednej strony relatywizm jest typową odroślą świata zachodniego i jego form myśli filozoficznej, z drugiej łączy się on z filozoficznymi i religijnymi intuicjami Azji, szczególnie, i nieoczekiwanie, z tymi z subkontynentu indyjskiego. Kontakt między tymi dwoma światami daje mu szczególny impuls w obecnym momencie historycznym.

Sytuację tę widać wyraźnie na przykładzie amerykańskiego prezbiterianina Johna Hicka, jednego z jej sprawców i znaczących przedstawicieli. Jego filozoficzny punkt wyjścia odnajdujemy w kantowskim rozróżnieniu między fenomenem a noumenonem (noumenon – podstawa fenomenu niepoznawalna zmysłami, ale dająca się pomyśleć rozumem). Nigdy nie jesteśmy w stanie uchwycić ostatecznej prawdy samej w sobie, a jedynie jej przejawy postrzegane przez nasze rozmaite „soczewki”. To, co pojmujemy nie jest realnie i właściwie rzeczywistością samą w sobie, ale jej odbiciem na naszą miarę.

Pewna osoba powiedziała mi niedawno, że wielu ludziom utrudnia prawdziwą wiarę w Jezusa Chrystusa i zaangażowanie w Kościół rozpowszechniany pogląd, że właściwie wszystko jedno w kogo się wierzy, i tak dojdzie się do Boga. Są religie „łatwiejsze” niż katolicyzm, wstąp do nas i tak otrzymasz zbawienie. Zobacz w Kościele tyle skandali a u nas fantastyczna, wspólnotowa atmosfera, itd. Niektórzy zaś twierdzą, że ponieważ religie są źródłem konfliktów, trzeba zbydować jedną światową religię, w której zostaną zniesione różnice wszystkich obecnych religii.

Czy do religii też zakradł się groźny relatywizm?
Przypomnę, że relatywizm to taki pogląd, który przyjmuje, iż prawdziwość jakiejś wypowiedzi można ocenić jedynie w kontekście danego sysytemu, w którym pada wypowiedź. Innnymi słowy, twierdzi się, że nie istnieją zdania niosące abolutną transcendentną treść, których ocena byłaby niezależna od kontekstu. Relatywizm prawdy to pogląd zgodnie z którym „prawdziwość”, jako cecha przysługująca sądom, zdaniom, stwierdzeniom, a nawet teoriom, posiada charakter względny – zależny od wielu czynników relatywizujących, np. kultury, języka, okoliczności stwierdzania, zdolności poznawczych gatunku lub jednostki.

Otóż Pismo Święte radykalnie dystansuje się wobec religii pogań­skich: „Wszyscy bogowie pogan to ułuda, Pan zaś stworzył niebiosa” (l Km 16, 26; l Krl 18, 25-29; Ps 96, 5; 115, 4-8; Jr 10, 11; Rz l, 23-25; l Kor 8, 4). Dobrze jest też pamiętać o tym, że już starożytni poganie twierdzili, że „nie ma żadnej różnicy, czy nazwiemy Boga Zeusem, jak robią Grecy, czy nadamy mu inne imię, używane przez Egipcjan albo przez mieszkańców Indii” (Orygenes, Przeciw Celsusowi, l, 24). A jednak chrześcijanie — odpowiadał na tę pojednawczą propozycję Celsusa. Orygenes — „wolą ponieść śmierć niż nazywać Boga imieniem Zeusa albo nadać Mu imię wywodzące się z innego języka” (l, 25). I wyjaśnia Orygenes, że pogańskie wyobraże­nia o Bogu są tak uwikłane w różne ubliżające Mu treści mitologiczne, że nie dałyby się od nich oddzielić. Akta męczenników i świętych Kościoła ukazują świadectwo bezkompromisowej wierności Bogu, Jezusowi Chrystusowi. O tym wszystkim trzeba pamiętać, jeśli chce się w duchu wierno­ści Chrystusowi wydobywać z Tradycji Ojców ich intuicje na temat chrześcijan przed Chrystusem (por. św. Justyn, Apologia, l, 46, 2) albo na temat niewidzialnego Kościoła, wcześniejszego niż księżyc i gwiazdy, który dzięki przyjściu do nas Syna Bożego stał się widzial­ny (por. Hermas, Pasterz, wizja 2, 4, 1; Tzw. Drugi List Klemensa do Koryntian, 14).

Oczywiście, w różnych religiach, cywilizacjach znajdują się ziarna prawdy obiektywnej, pochodzącej od transcendentnego Boga. Wszak każdy człowiek jest stworzony na obraz i podobieńśtwo Boże. Nigdy dość szaczunku wobec tych elementów prawdy. Nie znaczy to jednak, że w całości religie te prowadzą do żywego Boga. Raczej są to przestrzenie, w których zwodzi się miliony ludzi, by nie objawił się im prawdziwy Chrystus. Te „usterki” religii poza KK i Prawosławiem, które polegają na „braku pełni prawdy objawionej”, wprowadzają ogromne rzesze ludziw błąd (błędna wizja Boga, człowieka, świata, moralności….). Uniemożliwiają Panu Jezusowi działanie.

Jedynym pozytywnym skutkiem – tak sądzę – wspólnej modlitwy przedstawicieli różnych religii w Asyżu było wskazanie na centralną pozycję Jezusa Chrystusa (JPII). Trudno zaś powiedzieć, czy była to modlitwa?

A ktoś, mógł sobie pomyśleć tak, nie muszę przynależeć do Kościoła katolickiego, wystarczy mi, że jestem członkiem …… . I tak się modlę. Czy aby naprawdę Twoja modlitwa dociera do żywego Boga?

Polecam tekst: „Dominus Iesus„.

sobota, 7 listopada 2015

Sens zła i cierpienia


W dziejach myśli ludzkiej padały rozmaite odpowiedzi na pytanie o sens (czy bezsens) zła i cierpienia. Większość tych odpowiedzi jest dla chrześcijan nie do przyjęcia. Nie chodzi tu tylko o odpowiedź ateistyczną, że zło i cierpienie przeczą istnieniu Boga. Chrześcijaństwo nie godzi się też z odpowiedzią, że bóstwo mało interesuje się światem (deizm) albo że jego siły są ograniczone (religie politeistyczne). Nie zgadza się z dualizmem, wedle którego dobro i zło to dwie odwieczne równoległe siły w świecie (z dualizmu bierze się wyolbrzymianie siły szatana). Nie przyjmuje opinii gnostyckiej, że źródłem zła jest materia i tylko czysty duch może być wolny od zła.

Niektórzy chrześcijanie temu błędowi ulegali, choć powinni wiedzieć, że świat został stworzony jako dobry (Rdz 1). Nie możemy wreszcie przyjąć pokrewnego poglądu pesymistycznych egzystencjalistów, że życie jest pozbawione sensu. Za światem stoi bowiem zamysł Boży, nawet jeśli nie w pełni potrafimy go zrozumieć.

Teodycea to gałąź teologii zajmująca się problemem jak pogodzić istnienie dobrego, miłosiernego Boga z istnieniem zła. Termin ten pochodzi od greckiego Théos (bóg) i diké (słuszny, sprawiedliwy), można go tłumaczyć w dwójnasób, albo jako „oddanie sprawiedliwości Bogu”, albo „sprawiedliwość Boga”. Słowa tego po raz pierwszy w 1710 roku użył niemiecki filozof Gottfried Leibniz w pracy zatytułowanej Théodicée sur la bonté de Dieu, la liberté de l’homme et l’origine du mal („Teodycea o dobroci Boga, wolności człowieka i pochodzeniu zła”) poświęconej obronie sprawiedliwości Bożej w odpowiedzi na zarzuty przeciw istnieniu Opatrzności oparte na stwierdzeniu zła w świecie. Swoją pracę Leibniz głównie skierował polemicznie przeciw sceptykom hugenockim i wolnomyślicielom, na czele z Piotrem Bayle, który wydał swój „Słownik historyczny i krytyczny” w 1697, a powiększył w drugim wydaniu w 1702 korzystając z protestanckiej tolerancji w Holandii.”

Dobro i zło to dwa nierozerwalnie związane pierwiastki, przenikające się i nakładające lub toczące wieczną walkę, budujące obraz znanego nam świata. W starożytnych kosmogoniach nie mogło zabraknąć opowieści o ich pochodzeniu ani wytycznych dla ludzkiego postępowania. Widzimy jednak wyraźną różnicę: grecki mit daje wzorzec do naśladowania w osobach bogów i bohaterów, gdy tymczasem Biblia podaje dokładny katalog praw.

Starożytni Grecy tylko takie życie uważali za prawdziwie pełne i szczęśliwe, w którym mieszały się po równo zło i dobro. W mitologii starożytnej Grecji pierwiastki te istnieją od początku świata, wyłaniają się z Chaosu wraz z pierwszymi bogami. Dzieje się tak, gdyż życie bogów to życie ludzi przeniesione w wieczność, ze wszystkimi jego namiętnościami, pokusami, rozkoszą i cierpieniem. Bogowie kochają i walczą, nie są wszechmogący, podlegają prawom i przeznaczeniu, nie umierają, ale krwawią. Nie są jednoznacznie dobrzy lub źli. Najważniejszy z nich, Zeus, jest tak zmienny, jak niebo, nad którym panuje. W jednej chwili groźny i straszny pan błyskawic i piorunów, zapalczywy i kochliwy; zaraz - mądry i dobry, idealny obraz najwyższego bóstwa, krzewiciel uczuć szacunku, łagodności i miłosierdzia, strażnik praw moralnych.

Mitologia nie opowiada o zmaganiach dobra ze złem. Mityczna walka bogów z gigantami jest bitwą między siłami niejednoznacznymi moralnie, opowiada o triumfie doskonałości, szlachetności, inteligencji nad brutalną, potworną siłą zwierzęcą. Zwycięża nie ten, który jest dobry, ale ten, który jest mądrzejszy.

Druga najważniejsza księga starożytności rozdziela wyraźnie dobro i zło. Punktem wyjścia Pięcioksiągu jest akt stwórczy Boga wraz ze swym momentem kulminacyjnym -stworzeniem człowieka i zapewnieniem mu idealnych warunków bytowania. Bóg biblijny jest dobry i wszystko, co stwarza jest dobre. Święty Augustyn rozwija to stwierdzenie w teorię, iż zło w świecie jest brakiem dobra. Istnieje dobre i gorsze, ale nie złe, bo świat stworzony jest przez nieskończenie dobrego Boga. Z wiary tej wywodzą się także tzw. teodycea - teologiczne lub filozoficzne próby usprawiedliwienia Boga z zarzutu istnienia zła i niesprawiedliwości na świecie.

Biblia naucza, że świat był od zarania dobry, a człowiek nie znał zła. Dopiero po skosztowaniu owocu drzewa poznania dobra i zła człowiek zyskuje samowiedzę moralną i zdolność samostanowienia. Za swój sprzeciw wobec nakazów boskich płaci wielką cenę: zostaje wygnany z Raju, traci prawo spożywania owoców drzewa życia. Zyskując zdolność samostanowienia o dobru i złu moralnym, musi stracić przywilej wiecznego życia.

Biblia opowiada historię walki dobra ze złem. Wąż-kusiciel jest wrogiem Boga, uosobieniem zła. Jest też istotą inteligentną, potrafi bowiem mówić. Bóg ogłasza wojnę między siłami ciemności a człowiekiem. Gdy odkrywa grzech pierwszych ludzi i rolę węża w jego popełnieniu, mówi: "Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę" (Rdz 2,15). Słowa te zwane są Protoewangelią, przepowiadają, iż w walce szatana z ludzkością Zło poniesie klęskę: potomek niewiasty zada mu cios decydujący, ostateczne zwycięstwo człowieka będzie też triumfem Dobra. W opozycji do tego proroctwa pozostaje wywodząca się z chrześcijaństwa filozofia manicheistyczna, głosząca kosmiczny konflikt Dobra ze Złem, w którym żadna ze stron nie może osiągnąć ostatecznego zwycięstwa.

Zdarza się jednak, że Bóg i Szatan podejmują wspólne działania. Świadectwem jest historia Hioba, gdy Bóg pozwala Szatanowi doświadczyć swego sługę. W tym przypadku Szatan jest przeciwnikiem ludzi, nie Boga. Opowieść o Hiobie jest uniwersalną opowieścią o cierpieniu, uczy jego przyjmowania w pokorze. Ciekawą kontynuacją tego wątku biblijnego jest historia jednego z bohaterów „Fałszerzy” A. Gide’a - La Perouse’a, którego spotykają pod koniec życia nieszczęśliwe przeżycia. La Perouse odwraca się od Boga, mówi, że "szatan i Bóg to jedno, oni są w zgodzie. Staramy się wierzyć, że wszystko zło, które jest na świecie, pochodzi od diabła, ale to tylko dlatego, że w przeciwnym razie nie znaleźlibyśmy w sobie dość siły, aby przebaczyć Bogu".

Wspólną cechą tych dwóch odmiennych teologii jest wezwanie do miłosierdzia i miłości drugiego człowieka. Ten sam przekaz znajdujemy w postaci Apolla i naukach Chrystusa. Mitologia przedstawia Apollona nie tylko jako boga poezji i muzyki, ale także jako lekarza duszy i ciała, zbawcę, wspierającego ludzi w cierpieniu, ratującego z nieszczęścia, odwracającego śmierć, oczyszczającego z win, świetlistego pocieszyciela, łaskawego i dobroczynnego. W dramacie Stanisława Wyspiańskiego „Akropolis” ten grecki bóg stapia się w jedno z Chrystusem.

Skąd pochodzą różnice w pojmowaniu miejsca dobra i zła w świecie? Sądzę, iż główną rolę odgrywa tu odmienna mentalność wyznawców, kształtowana m.in. przez warunki życia. Grecy są typowym narodem śródziemnomorskim: nie lubią pośpiechu, cenią życie wygodne, dobre jedzenie, wino, śpiew i taniec. Ich bogowie nie mogli narzucać rygorystycznych nakazów i praw, bo Grecy zbyt często by je łamali. Biblia jasno określa, co jest dobre, a co złe. Księgi Prawa mówią dokładnie, co należy czynić, a co będzie poczytane za zbrodnię, określają też rodzaj kary dla każdego przewinienia; dotyczą niemal wszystkich dziedzin życia. Taki kodeks potrzebny był społeczności wędrującej, rozproszonej, nie mającej swego miejsca na ziemi, poddanej wpływom wielu kultur. Prawa spisane w Księgach: Kapłańskiej, Liczb i Powtórzonego Prawa mają więc także rolę scalającą, chroniącą tradycję narodu przed obcymi wpływami.

Geneza zła stanowi zagadkę dla wielu. Jak pogodzić rządy miłującego i wszechmocnego Boga z wojnami, obozami zagłady, głodem, chorobami, panoszącym się złem? Wiele wyjaśnia fragment, który nie przypadkiem znalazł się w centrum Apokalipsy: "7I nastąpiła walka na niebie: Michał i aniołowie mieli walczy ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, 8Ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich nie znalazło. 9I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i Szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię, został strącony na ziemię, a z nim strąceni zostali jego aniołowie. 10I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca, bo oskarżyciel braci naszych został strącony, ten, co dniem i nocą oskarża ich przed Bogiem naszym. 11A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa i nie umiłowali dusz swych -- aż do śmierci. 12Dlatego radujcie się, niebiosa i ich mieszkańcy! Biada ziemi i biada morzu -- bo zstąpił do was diabeł, pałając wielkim gniewem, świadom, że mało ma czasu." (Ap.12:7-12)

Ten, który zabija, kradnie i niszczy (J.10:10) uczynił ziemię swoim dominium. Treblinka, Hiroszima, Waco, Oklahoma City, masowe groby w Rwandzie i Bośni dowodzą jego istnienia. Personalnemu złu coraz trudniej zaprzeczyć.
Biblia tak mówi o Szatanie: "Byłeś odbiciem doskonałości, pełen mądrości i niezrównanie piękny... byłeś doskonały w postępowaniu swoim od dni twego stworzenia, aż znalazła się w tobie nieprawość" (Ez.28:12.15).

Bóg stworzył doskonałego anioła, pozbawionego tendencji do zła, ale posiadającego, jak wszystkie stworzone przez Boga istoty możliwość wyboru dobra lub zła (Ez.28:15). Otrzymał imię Syn Jutrzenki (łac. Lucyfer) i z powodu swego pięknego wyglądu i ogromnej inteligencji cieszył się wśród aniołów wielkim szacunkiem (Ez.28:12). Lucyfer zajmował najwyższą pozycję w niebie, ustępując tylko Bogu (Ez.28:14). Z czasem pobudziło go to do próżności i zamiast kierować uwielbienie innych ku Stwórcy, zapragnął czci dla siebie.

Jako istota stworzona, Lucyfer nie mógł być wtajemniczony we wszystkie plany Boga, tak jak Syn Boży. Pycha nie pozwalała mu zaakceptować tego stanu rzeczy (Iz.14:13-14). Uznał, że zasługuje na wyższą pozycję, niż Chrystus. Odtąd zaczął się posługiwać otrzymaną od Boga inteligencją, aby siać w niebie niezadowolenie wobec Bożego porządku objawionego w Jego Prawie. Zapragnął nowego porządku, a ukrywając swe prawdziwe motywy pod płaszczykiem troski o prawa aniołów przeciągnąć aż trzecia ich część na swoją stronę (Ap.12:4.9). Szatan mógł zaprzestać rebelii i powrócić na łono Ojca, ale duma nie pozwoliła mu ukorzyć się przed Nim, ani uznać autorytetu Syna Bożego. Wybrał otwarty bunt.

Tak rozpoczął się największy bój w dziejach wszechświata. Po jednej stronie stoi Chrystus -- apokaliptyczny książę Michał broniący honoru i praw Ojca. Po drugiej, próbujący zająć Jego miejsce Lucyfer (Ap.12:7-9). Dlatego imię Michał pojawia się w tych fragmentach Biblii, gdzie Chrystus ukazany jest w bezpośrednim konflikcie z Szatanem.(1) W języku hebrajskim imię to oznacza "Kto jest jak Bóg?" i stanowi windykację charakteru Bożego oraz wyzwanie wobec rebelii Lucyfera (Iz.14:14).

Stwórca mógł tak zaprogramować aniołów i ludzi, aby nie grzeszyli, ale nie chciał wymuszonej czci. Wiedział, że rezultatem danego ludziom wolnego wyboru może by ich nieposłuszeństwo i upadek, ale cenił wolność tak dalece, że wolał w Chrystusie na Golgocie ponieść konsekwencje naszego złego wyboru, niż nas go pozbawić.
Bóg mógł usunąć bunt w zarodku, ale unicestwienie Szatana na tym etapie sprawiłoby, że to strach zamiast miłości motywowałby niektóre stworzone istoty do posłuszeństwa. Grzech pojawił się w kosmosie po raz pierwszy, toteż oprócz Boga nikt nie zdawał sobie sprawy z jego powagi. Wszechświat nie widziałby na tym etapie sprawiedliwości w zniszczeniu Szatana. Wysoka pozycja, wielka inteligencja i pozory sprawiły, że nawet lojalni Bogu aniołowie nie dostrzegali w pełni natury za.

Stwórca pozwolił Lucyferowi działać, dopóki intencje i owoce jego postępowania nie staną się tak widoczne, że każdy sam od siebie wyzna, że BÓG JEST MIŁOŚCIĄ. Wówczas Szatan i jego zwolennicy zostaną zniszczeni, a wraz z nimi zniknie niesprawiedliwość, cierpienie, ból, wojny, choroby i śmierć (Ap.20:10.15).
Bóg miał dla naszej planety szczególny plan. Zapragnął zaludnić ją istotami stworzonymi na swoje podobieństwo (Rdz.1:26). To pragnienie nietrudno zrozumieć, gdyż wielu z nas chce mieć dzieci, choć przysparzają niemało kłopotów. Tęsknimy za ich miłością, gdyż są naszym odbiciem; i nie zamienilibyśmy nawet niewdzięcznego dziecka na posłuszny automat. Bóg również tęskni za naszą dobrowolną miłością, której jest godzien, dlatego stworzył nas z możliwością wyboru.

Dlaczego Bóg pozwoli Szatanowi kusić ludzi na ziemi? Po co postawił drzewo poznania w ogrodzie Eden? Otóż, wiedząc, że Szatan oddał się grzechowi i rozsiewa fałszywe oskarżenia, Stwórca przygotował próbę, która miała uodpornić ludzi na zwiedzenie i 'chorobę' grzechu. W tym celu wybrał jedno z drzew w ogrodzie Eden, zaręczając swym słowem, że jeśli ludzie z niego zjedzą -- z pewnością umrą (Rdz.2:17).

Drzewo to samo w sobie nie posiadało szczególnych własności, gdy nie chodziło wcale o jego owoc, lecz o lojalność wobec Słowa Bożego. Bóg przeciwstawił swoje słowo każdemu kłamstwu, z którym mógł przyjść Lucyfer. W ten sposób chronił ludzi przed zwiedzeniem, ale wybór pozostawił w ich rękach. Adam i Ewa, aby zgrzeszyć musieliby zaufać Lucyferowi, zamiast Bogu. Z kolei posłuszeństwo uodporniłoby ich na zawsze przeciwko zwiedzeniu.
Ewa uwierzyła Szatanowi, gdy podważył Sowo Boże (Rdz.3:4). Na tej podstawie Lucyfer uzurpował sobie władz nad ziemi. Odtąd ludzie znaleźli się pod jego wpływem. Zamiast obiecanej boskości, nieśmiertelności, i wolności, stali się sługami grzechu, a co najgorsze utracili słodką społeczność z Bogiem i łączność z bezgrzesznym wszechświatem.
Upadek człowieka napełnił niebo wielkim smutkiem. Ustały pieśni radości. Wydawało się, że dla człowieka nie ma ratunku. Na to liczył Szatan. Wiedząc, że karą za grzech jest śmierć (Rz.6:23), kalkulował, że jeśli udałoby mu się przeciągnąć człowieka na swą stronę, Bóg musiałby tolerować jego rebelię, aby zachować przy życiu ludzi, których umiłował.

Bóg miał jednak inny plan, którego samolubna natura Lucyfera nie mogła przewidzieć. Jeszcze "przed założeniem świata" (1P.1:20) Syn Boży zawarł z Ojcem wieczne przymierze (Hbr.13:20) na mocy którego zgodził się umrzeć, aby nas ratować, gdyby zaszła taka konieczność (Ef.1:3; Ap.13:8). Na nim zasadzały się wszystkie przymierza, jakie Bóg później zawarł z ludzkością.

Jezus, gdy przyszedł na ziemię, stanął dokładnie w tym samym miejscu, w którym pierwszy Adam upadł, lecz okazał posłuszeństwo Prawu Bożemu. Przyjął na siebie nasze grzechy i oddał swe niewinne życie, "aby każdy kto weń wierzy, nie zginął, ale miał żywot wieczny" (J.3:16). Dzięki temu, każdy, kto przyjmuje Chrystusa jako swego Pana i Zbawiciela otrzymuje przebaczenie grzechów i dostępuje zbawienia: "A zatem, jak przez upadek jednego człowieka przyszło potępienie na wszystkich ludzi, tak też przez dzieło usprawiedliwienia jednego przyszło dla wszystkich ludzi usprawiedliwienie ku żywotowi. Bo jak przez nieposłuszeństwo jednego człowieka wielu stało się grzesznikami, tak te przez posłuszeństwo jednego wielu dostąpi usprawiedliwienia." (Rz.5:18-19)

Grzech uczyni ludzi więźniami Szatana, lecz Chrystus przyjmując postać człowieka sprawił, że przez społeczność z Nim dzieci Adama mogą na powrót stać się dziećmi Bożymi. Kiedy apostoł Jan pojął ogrom miłości Boga zawołał: "Popatrzcie, jak miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy" (1J.3:1).

Jeżeli istnieje Bóg, to skąd bierze się zło?
Postawiony w ten sposób problem był zupełnie obcy pogańskiemu myśleniu. Tam wszystko, co się działo, miało boskie pochodzenie. Zło było dziełem złych bogów, a dobro dziełem dobrych bogów. Dopiero Platon, w swojej krytyce mitu, dokonuje zmian. Według niego od Boga może pochodzić tylko dobro, ponieważ Bóg sam jest dobrem. Co zaś się tyczy zła, to jego przyczyn należy szukać gdzie indziej. Dopiero to nowe pojmowanie Boga, oczyszczone z charakterystycznego dla pogaństwa wielobóstwa, czyni pytanie o źródło zła na świecie istotnym.

Judaizm, wyznając, iż jest tylko jeden Bóg, siłą rzeczy musiał stawiać pytanie o przyczyny zła. Jeśli jest tylko jeden jedyny Bóg, jeśli to On stworzył wszystko, to skąd się bierze zło?

Jednak to dopiero chrześcijaństwo czyni doświadczenie zła w zestawieniu z wiarą w istnienie Boga naprawdę problematycznym. Chrześcijaństwo bowiem zakłada nie tylko wiarę w istnienie jedynego Boga, lecz niesie ze sobą zupełnie nowe treści. Bóg, powodowany miłością, stworzył świat z nicości. W ten sposób zdaje się popadać w dylemat pochodzenia zła. Skoro Bóg stworzył świat z nicości, to wszystko jest Jego dziełem. Czy zło również pochodzi od Boga, skoro jest miłością? Czy może zło ma swoje źródło w samym tylko człowieku? Tylko jak wtedy to pogodzić z tym, że każdy człowiek jest obrazem Boga?

Chrześcijańska wiara w jednego Boga, będącego jako jeden jedyny Stwórca świata czystą miłością, i chrześcijańska koncepcja człowieka, która każdemu z osobna przyznaje jako obrazowi Boga nienaruszalną godność, radykalizują niezmiernie kwestię pochodzenia zła.

Lecz jak odpowiedzieć na pytanie o pochodzenie zła? Istnieją dokładnie trzy modele interpretacji rzeczywistości zła: model monistyczny, model dualistyczny i tak zwany model personalny.

Z założenia monizmu istnieje tylko jedna ostateczna przyczyna, będąca początkiem wszystkiego. Może wydawać się zbieżna z chrześcijańskimi założeniami, nauczającymi, iż wszystko zostało stworzone przez jednego jedynego Boga. Jednak istnieje konkretna różnica: jeśli pojmujemy świat na modłę monistyczną, to wówczas jawi się on jedynie jako emanacja nieskończoności. Świat nie został przez Boga "wypuszczony na wolność", lecz wszystko, co dzieje się tu i teraz, wykazuje jakiś związek przyczynowo-skutkowy z Bogiem. Taki Bóg byłby jednak samozaprzeczeniem. Nie byłby tylko dobry, ale musiałby być również zły. Tak samo odpowiedzialny za dobro, jak i za zło. Zło byłoby inną twarzą tego samego Boga. Nijak więc ma się to pogańskie podejście do obrazu prawdziwego Boga, ponieważ "Bóg jest światłością, a nie ma w Nim żadnej ciemności" (1J 1,5b). Bóg jest w jednoznaczny sposób nazywany miłością, Na tym fundamencie człowiek może zawierzyć siebie bezwarunkowo. Bóg postępuje w sposób jednoznaczny, nie chce zła i nie ponosi za nie odpowiedzialności. Dzięki temu wiara nie przeczy rozumowi. Dlatego model monistyczny nie może dostarczyć żadnej zadowalającej odpowiedzi na pytanie o źródło zła.

Model dualistyczny zawiera w sobie inne problemy. Naucza o istnieniu drugiej, przeciwstawnej względem Boga, złej zasady świata. Ta zła zasada miałaby być źródłem zła, podczas gdy Bóg byłby źródłem dobra. Jednoznacznie uwalniałoby to Boga od ponoszenia odpowiedzialności za zło. Model ten sprzeciwia się jednak judaistyczno-chrześcijańskiej wierze w stworzenie świata, zakładającej, że jest tylko jeden Stwórca wszechrzeczy i że ów Stwórca w sposób wolny stworzył wszystko z niczego. Nie byłoby tu miejsca na uzasadnioną nadzieję zbawienia, bo nie byłoby żadnych podstaw, by wierzyć, że Bóg pokona zła, skoro obok Boga, miałaby istnieć jeszcze jedna, równie potężna zasada.

Model personalny uważany jest zazwyczaj za chrześcijański. Zło jest tu rozpatrywane na trzy różne sposoby: jako osobisty grzech będący jednocześnie wyrazem wolności człowieka, jako ponadosobowy grzech pierworodny i jako diabeł, zło osobowe. Diabeł jest przy tym rozumiany jako pierwotnie dobre stworzenie, które jednak z własnej woli odwróciło się od Boga. Zaletami tego modelu jest to, że źródłem zła nie jest sam Bóg, lecz stworzony przez Boga, skończony duch, a zło jawi się jako swobodny akt diabła. Zło ma swoje początki w czymś stworzonym, a więc nie w jakiejś drugiej, równie pierwotnej co Bóg zasadzie świata. Staje się więc jasnym, że nie ma ani jakiejś drugiej zasady poza Bogiem, ani zło nie jest w żaden sposób jakąś inną stroną Boga. Jest tylko jeden Bóg, który uczynił wszystko z miłości i który z tego właśnie względu nie może być przyczyną zła.

Dlaczego w tym wszystkim nie wystarczy sam grzech i jego konsekwencje? Do czego potrzebny jest w tym modelu diabeł? Czy można, w dzisiejszym świecie, mówić z pełną powagą o diable? W czym miałoby źródło zło, skoro nie pochodzi od Boga, jeśli nie od diabła? Czy tylko człowiek miałby być sprawcą całego zła? Czy człowiek posiadający jedyną w swoim rodzaju godność bycia obrazem Boga na Ziemi, jest odpowiedzialny moralnie za zbrodnie na Archipelagu Gułag, w Auschwitz i Srebrenicy? Gdyby zło pochodziło jedynie od człowieka i jego grzechu, czy można byłoby mówić o nadziei dla wszystkich ludzi?

Polecam: Korzenie zła http://fakty.interia.pl/religia/news-korzenie-zla,nId,860491

wtorek, 20 sierpnia 2013

Po co komu etyka?


Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Immanuel Kant (1724-1804) umieścił prawa moralne wewnątrz każdej ludzkiej jednostki. Twierdził, że wszelkie działanie „moralne” nie może zostać narzucone nam z zewnątrz, czy to przez system polityczny, społeczny lub przez kogoś drugiego. Realizacji jej prawideł przypisał rolę ostatecznego celu życia każdego człowieka. Nie może istnieć bowiem inne uzasadnienie ludzkiej egzystencji, jak wcielanie w życie prawa moralnego. Każdy z nas jest istotą moralną i fakt ten objaśnia sens naszego życia.

W encyklopedii możemy przeczytać, że etyka (z stgr. ἦθος ethos – "zwyczaj") – to dział filozofii, zajmujący się badaniem moralności i tworzeniem systemów myślowych, wg których można tworzyć zasady moralne. Etyki nie należy mylić z moralnością. Moralność, to z formalnego punktu widzenia zbiór dyrektyw w formie zdań rozkazujących w rodzaju: "Nie zabijaj", których słuszności nie da się dowieść ani zaprzeczyć. Etyka natomiast to nauka, której celem jest dochodzić źródeł powstawania moralności, badać efekty jakie moralność lub jej brak wywiera na ludzi oraz szukać podstawowych przesłanek filozoficznych, na podstawie których dałoby by się w racjonalny sposób tworzyć zbiory nakazów moralnych. Poglądy etyczne przybierają zwykle formę teorii, na którą składa się zespół pojęć i wynikających z nich twierdzeń, na podstawie których można formułować zbiory nakazów moralnych. Teorie etyczne mogą być zarówno próbą udowadniania słuszności funkcjonujących powszechnie nakazów moralnych, jak i mogą stać w opozycji z powszechną moralnością, kwestionując zasadność części bądź nawet wszystkich aktualnie obowiązujących w danym społeczeństwie praw i nakazów.

Etyka z punktu widzenia zwykłego człowieka dotyczy jego postawy, kultury osobistej, odpowiedzialności, światopoglądu, wiedzy, kompetencji. Problematyka moralna nabiera szczególnego znaczenia w zawodach, które wywierają wpływ na losy poszczególnych ludzi. Od dawna stawia się wysokie wymagania ludziom wykonującym zawody tzw. Zaufania społecznego. Wypracowano w tym celu skodyfikowane systemy norm etycznych jak np. Kodeks Etyki Lekarskiej ( ze słynną przysięgą Hipokratesa ), zbiór zasad etyki adwokackiej czy Karta Etyczna Mediów.  Oczekiwania w stosunku do osób wykonujących takie prestiżowe w opinii społecznej zawody ze zrozumiałych względów są wysokie.

Pytanie o to jaki powinien być polityk, lekarz, nauczyciel, sędzia czy dziennikarz? Nam wydaje się to oczywiste. A „im”? Co w przypadku jeśli jakiś polityk „zapomni”  o obietnicach dawanych przez niego w czasie wyborów? Co jeśli lekarz będzie leczył szybciej i skuteczniej kogoś kto mu da wcześniej „dowód wdzięczności”? Co jeśli sędzia w swoim orzekaniu nie będzie obiektywnym? Albo co w przypadku biznesmana, który będzie korumpował polityków aby dostać intratny kontrakt?

Czy owe branżowe kodeksy etyczne są w ogóle potrzebne skoro tak często dochodzi do łamania tych norm? Czy refleksja etyczna, kodeks etyczny są mu potrzebne? A jak te kodeksy postępowania przeszkadzają? Może je zlikwidować aby nie denerwować innych i nie rozbudzać w społeczeństwie niepotrzebnych oczekiwań?
Tylko czy w takim społeczeństwie chcielibyśmy żyć? Fajnie było by żyć wg zasady „Róbta co chceta”?

Jednak (mam nadzieję) szybko zauważylibyśmy iż ta nasza wolność w robieniu czegokolwiek narusza przestrzeń podobnej wolności drugiego człowieka. Aby tego uniknąć powstało na przestrzeni minionych wieków wiele systemów etycznych regulujących nasze ludzkie moralności.  Zauważono, że nasza moralność powinna być „kompatybilna”ze społecznymi systemami normatywnymi (zbiorem zasad i systemów norm społecznych). Niestety ludzkość nie wypracowała jak dotąd jednych jedynie słusznych norm postępowania akceptowanych przez wszystkich. Dlaczego?

Zwykle istnieje jednocześnie kilka konkurencyjnych (i w części zgodnych, w części różnych) systemów normatywnych, funkcjonujących w naszej rzeczywistości, na przykład:
1. normy postępowania, dopuszczone przez prawo.
2. normy moralne - normy nakładane przez dany system filozoficzny, religijny.
3. normy konkretnej społeczności, którym jednostka podporządkowuje się w procesie socjalizacji (tzw. prawo obyczajowe, niepisane) /podział za Wikipedia/

Ludzi wierzących w Boga obowiązuje Etyka Chrześcijańska. W chrześcijaństwie podstawą etyki jest nauka Jezusa Chrystusa. Etyka chrześcijańska nie jest kazuistyczna (rób to, nie rób tego), ale polega na wzroście w cnotach, nadprzyrodzonych (dzięki łasce, od chwili chrztu) i ludzkich. Wskazania dla moralności człowieka zawarte są w samej naturze człowieka (tzw. prawo natury), a także – dzięki Objawieniu – w Piśmie Świętym i, według Kościoła Katolickiego, Magisterium Kościoła. Ponadczasowy charakter ma Dekalog. W Nowym Testamencie etyka skupia się na przykazaniu miłości i nauce Ośmiu błogosławieństw. Przede wszystkim jednak przykładem jest integralne życie Jezusa, doskonałego człowieka. Biblia jest czymś więcej aniżeli spisem tego „co wolno” i „co nie wolno”. Biblia podaje szczegółowe wskazówki jak powinniśmy żyć, czego potrzebujemy, w jaki sposób prowadzić życie chrześcijańskie?

Jednak Biblia nie opisuje wszystkich sytuacji z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć w naszym życiu. Zatem w jaki sposób Biblia może być wystarczającym źródłem wskazówek dla wszystkich naszych etycznych, życiowych dylematów? O tym mówi etyka chrześcijańska. Mówiliśmy już o tym, że nauka definiuje etykę jako „zbiór zasad moralnych, naukę o moralności.” Dlatego etyka chrześcijańska obejmuje zasady pochodzące z wiary chrześcijańskiej, które należy stosować w swoim życiu. Mimo, iż Słowo Boże może nie przedstawiać wszystkich sytuacji z jakimi spotkamy się w swoim życiu, to jednak zawarte w niej zasady wskazują na pewne standardy według których powinniśmy postępować, gdy pojawią się różne życiowe sytuacje, z jakimi przyjdzie nam się zmierzyć.

W Biblii na przykład nie znajdziemy zasad używania narkotyków, jednak opierając się na normach z Pisma Świętego, wiemy że jest to niedobre. Biblia podaje, że nasze ciało jest świątynią Ducha Świętego przez które powinniśmy uwielbiać Boga (1 Koryntian 6.19-20). Wiedząc o tym, jakie szkody narkotyki w naszym organizmie wywołują - wiemy, że przez ich stosowanie niszczymy świątynię Ducha Świętego i jest to złe.

Sprawą podstawową dla chrześcijanina chcącego stosować się do norm etyki chrześcijańskiej jest kwestia rozeznania, czyli rozróżnienia tego co jest dobre a co złe. Co nam wolno a czego nie wolno. Jak możemy wyczytać, najlepszym sposobem jest modlitwa z prośbą o mądrość rozumienia Bożego Słowa. Duch Święty mieszka w każdym wierzącym i jednym z jego zadań jest uczenie nas jak żyć: „Lecz Pocieszyciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w imieniu moim, nauczy was wszystkiego i przypomni wam wszystko, co wam powiedziałem” (Ew. Jana 14.26). „Ale to namaszczenie, które od niego otrzymaliście, pozostaje w was i nie potrzebujecie, aby was ktoś uczył; lecz jak namaszczenie jego poucza was o wszystkim i jest prawdziwe, a nie jest kłamstwem, i jak was nauczyło, tak w nim trwajcie” (1 Jana 2.27). Jeśli rozważamy Pismo Święte z modlitwą, to Duch Święty będzie nas prowadził i nauczał. Wskaże nam zasady, jakie powinniśmy zastosować w różnych życiowych sytuacjach.

Ale co z ludźmi, którzy są niewierzący? Czy ich te zasady etyki chrześcijańskiej nie powinny obchodzić?  Czy chrześcijańska większość może narzucić te normy wszystkim pozostałym? A co, jeśli chrześcijan jest w społeczeństwie mniejszość?

Dzisiaj często słyszymy o korzeniach chrześcijańskich na jakich została zbudowana nasza zachodnia cywilizacja. Argumenty zwolenników są proste i dobitne: kwestionując te zasady na których wyrośliśmy podcinamy gałąź na której siedzimy.

A Ty jak myślisz?

.