Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metody manipuacji. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą metody manipuacji. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 maja 2015

Prowokacje, neonowe prowokacje


Kampania Prezydencka 2015 przekroczyła już półmetek i staje się coraz bardziej brutalna. Co znamienne po stronie Bronisława Komorowskiego uaktywnili się starzy i sprawdzeni funkcjonariusze rodem z WSI. Jak wiemy dzisiaj takim skupiskiem starych SB-ów i innych popłuczyn po komunizmie jest środowisko Ryszarda Opary i NeOnu24.ru - dawniej Nowy Ekran.

Wczoraj prowokację przygotowywali pp Górzyńscy skrzykując niezorientowanych na hucpę pod biurem wyborczym Andrzeja Dudy. Szczegóły tutaj:

http://niepoprawni.pl/blog/cyborg/spadaja-maski-i

i tutaj:
http://1do10.blogspot.com/2015/05/rebeliantka-czyli-osoba-ktorej-spada.html

W niedzielę 17-go maja 2015 natomiast doszło do prowokacji wymierzonej w Andrzeja Dudę tuż po zakończeniu debaty telewizyjnej, w której brał udział Andrzej Hadacz. Zaczął on krzyczeć w kierunku współpracowników i zwolenników kandydata PiS, zarzucając mu oszustwo.

Jest to osoba ściśle związana z Eugeniuszem Sendeckim z NeOnu24.ru. To dawny obrońca krzyża pod pałacem prezydenckim.

Ten biedny i zagubiony człowiek jest wykorzystywany przez Sendeckiego w jego hucpach antysemickich połączonych z bezczeszczeniem Krzyża Świętego, o czym wielokrotnie pisałem.

Wygląda na to, że Hadacz to człowiek władzy do zadań specjalnych...




Z grupy osób zebranych przed budynkiem TVP wyszedł mężczyzna, który zaczął krzyczeć w kierunku współpracowników i zwolenników kandydata Prawa i Sprawiedliwości. - Jesteście wścieklizną pisowską. Kaczyński mnie oszukał, okłamał, Kaczyński to oszust, a Andrzej Duda jest taki sam jak Kaczyński - krzyczał. Doszło do chwilowej przepychanki między mężczyzną a współpracownikami kandydata PiS, którzy w odpowiedzi na okrzyki tego mężczyzny zaczęli skandować "Andrzej Duda, Andrzej Duda". 

Sytuacją oburzona była szefowa sztabu Dudy Beata Szydło. - Są organizatorzy tej debaty i powinna być służba porządkowa i tutaj powinien być porządek - powiedziała dziennikarzom. "Jest ktoś, kto jest odpowiedzialny za organizację tej debaty. Chyba, żeby komuś zależało, żeby to tak wyglądało" - dodała. 

Polityk PO Andrzej Szejnfeld powiedział wieczorem w Polsat News, że pamięta dobrze człowieka, który zaczepił współpracowników Dudy - jak mówił, człowiek ten brał udział w ruchu obrony krzyża ustawionego po katastrofie smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim. Szejnfeld dodał, że w stojącym tam dzień i noc namiocie nie można było spotkać nikogo związanego z PO. 


za: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Incydent-przed-debata-Byly-obronca-krzyza-i-bohater-spotu-PO-chcial-wtargnac-do-studia,wid,17545216,wiadomosc.html?ticaid=114e21

Tutaj opis Sendeckiego:
http://eugeniuszsendecki.neon24.pl/post/122574,lobby-polakow-podczas-debaty-prezydenckiej


piątek, 10 stycznia 2014

24-ech agentów wpływu na portalu 24/7


Wiem wiem, to jest tak nieprawdopodobne, że trudno w to uwierzyć. To tak jak z tym "skąd biorą się pieniądze"? Niektórzy ciągle wierzą, że bank pożycza z depozytów jego klientów...

Nie spodziewałem się takiego zainteresowania tym co piszę i o kim/o czym. To mnie mobilizuje do przelania na ekran dużo więcej. Wiem, że czekacie z niecierpliwością na temat agentury na Neonie24; ale spokojnie i po kolei.

Chyba lepiej bedzie dawkować po kawałku te informacje zamiast od razu wylać "kawę na ławę". Przede wszystkim nie zgadzam się ze stwierdzeniem Andariana (spokojnie, nie muszę podawać linka jak nie chcę kogoś promować), że na Neonie24 nie ma żadnej agentury, bo portal jest tak mały, skłócony, cele już zostały osiągnięte, więc nie warto.

Otóż nie. Przeczą temu fakty. Jak więc wytłumaczyć zainteresowanie Neonem24 z Rosji? Moje badania wskuzują, ze Neon24 spełnia przynajmniej kilka głównych ról:

1. Ruski przyczółek tuby propagandowej, mający za zadanie promowanie Putina oraz wychwalanie ruskiego imperializmu. Sposób jest subtelny ale bardzo czytelny. Np. pod jakąś mało znaczącą notką bardzo luźno nawiązującą do Rosji, albo Putina - administracja portalu promuje notkę na wyróżnionych dając podobiznę uśmiechniętego Putina. Tylko głupi mógłby nie zorientować się w nahalnej propagandzie.

2. Poligon doświadczalny dla przeprowadzanych manewrów i doskonalenia się agentów wpływu, oraz różnych technik i inżynierii sterowania grupami społecznymi. Wiem, że nie uwierzyliście w to sterowanie grupami społecznymi - i dobrze. Bo na Neonie24 ćwiczą się agenci specjalizujący się w destrukcji, rozbijaniu dyskusji, ośmieszaniu przeciwnika, odwracaniu uwagi, zastraszaniu i szantażowaniu. Przykładów chyba nie muszę podawać?

3. Rola destrukcyjna - rozbijanie Ruchu Narodowego poprzez skłócanie, prowokacje, hucpy, hołdy i niszczenie podłoża ideologicznego i moralnego Narodu - czyli walka z Kościołem Katolickim i Wiarą. Niechlubna działalność Sendeckiego, Wojtasa, Spirito Libero, Zawiszy Czarnego jest tu doskonałym przykładem. Nie wymieniłem wszystkich? - Wiem, trolli zadaniowych i klakierów w tym zestawieniu celowo nie ująłem.

4. Walka z PiS-em i Prezesem Kaczyńskim, po to aby nie doszedł on do władzy, albo przynajmniej nie wygrał zbyt wysoko. Praktycznie co drugi dzień jest promowana notka bijąca w PiS i Kaczyńskiego. Przy braku promowania poglądów przeciwnych, czyli za "Kaczorem". Przypadek? Nie na dłuższą metę.

Zapraszam teraz do zapoznania sie z ciekawym artykułem na temat agentury wpływu, metod jej działania, zakresu i ram czasowych:

Operacje z wykorzystaniem agentury wpływu należą do działań strategicznych i zakrojone są na lata, a nawet dziesięciolecia, bowiem kształtowanie zbiorowej świadomości społeczeństw wymaga czasem wymarcia całego pokolenia. Skuteczność agentury wpływu zależy w dużej mierze od jej uplasowania i wiarygodności. Zarówno odpowiednie awansowanie i „przesuwanie” agenta w hierarchii, jak i budowanie jego autorytetu, wymagają czasu. Dlatego też werbownicy najczęściej działają na uniwersytetach, które tradycyjnie są miejsce ścierania się idei i rewolucyjnych koncepcji urządzenia świata. Tym bardziej, że nawet skrajne poglądy głoszone w świecie akademickim stosunkowo łatwo przesączają się do szkół, środowisk naukowych, a nawet do kościołów. Przykładami może być „teologia wyzwolenia” lub wieloletnia działalność publicystyczna anglikańskiego biskupa Southwark dr Mervyna Stockwooda, który pisywał w komunistycznym dzienniku Morning Star, a w książce The Cross and the Sickle (Krzyż i Sierp) zalecał wywłaszczenie ziemian, potępiał prywatną własność środków produkcji oraz zgadzał się z Leninem, że wcześniej, czy później wszystkie narody będą budować socjalizm.[1]

W Wielkiej Brytanii nie był on odosobniony. Kingsley Martin od 1930 do 1960 roku był redaktorem naczelnym New Statesman i nie zezwolił na publikację ani jednego artykułu krytykującego politykę Stalina.[2] Długoletni redaktor naczelny Tribune, wpływowego pisma brytyjskiej lewicy, Michael Foot brał wcale spore sumy w gotówce od oficerów operacyjnych KGB. Zdemaskowany zapewniał, że na Tribune brałby pieniądze nawet od diabła. Foot, który na początku lat 1980-tych był liderem Partii Pracy, typowany był w Moskwie na premiera Brytyjskiej Republiki Ludowej po planowanym obaleniu monarchii.

W drugiej połowie ubiegłego stulecia, najistotniejszym agentem wpływu Moskwy „na kierunku” amerykańskim był bez wątpienia Philip Agee. Rozgoryczony usunięciem z CIA za pijaństwo i przekręty finansowe, Agee nawiązał w 1973 roku kontakt z rezydenturą KGB w Meksyku. Zaoferował takie mnóstwo informacji o CIA, że lokalny rezydent uznał go za prowokatora i wyrzucił za drzwi. Agee poszedł więc do kubańskiej Dirección General de Inteligencia, gdzie przyjęto go przychylnie. Uzyskanymi informacjami Kubańczycy podzielili się z KGB i były one tak cenne, że ówczesny naczelnik Zarządu Kontrwywiadu z wywiadu zagranicznego KGB, Oleg Kaługin wspominał: „kiedy siedząc w moim moskiewskim biurze, czytałem otrzymane raporty o wydłużającej się z dnia na dzień liście przekazywanych rewelacji, kląłem w żywy kamień oficerów, którzy odrzucili taki skarb”.[3]

Philip Agee był rzeczyście propagandowym skarbem. W styczniu 1975 roku opublikował wspomnienia zatytułowane Inside the Company: CIA Diary, w których zdemaskował około 250 oficerów kadrowych i agentów Agencji oraz oświadczył, że „CIA i popierane przez nią instytucje zniszczyły życie lub spowodowały śmierć milionów ludzi na świecie”. Agee nie krył, że pisał swe wspomnienia korzystając z pomocy kubańskiej DGI, a podczas pracy kontaktował się z KGB. Napisana w Londynie książka stała się bestsellerem, a tygodnik Economist zalecał, że „trzeba ją przeczytać”. Ku radości Moskwy władze brytyjskie postanowiły autora wydalić, co za dyskretnymi podszeptami KGB przekształcono w prawdziwy festiwal petycji, demonstracji i wieców protestacyjnych brytyjskiej lewicy. Równolegle KGB zorganizowało kampanię poparcia dla Philipa Agee we Włoszech oraz we Francji, Hiszpanii, Portugalii, Holandii, Finlandii, Norwegii i w Meksyku.

W 1978 roku Agee zaczął wydawać we współpracy z DGI i KGB periodyczny Covert Action Information Bulletin, którego celem – jak pisał – było demaskowanie operacji i personelu CIA. Pierwszy numer rozkolportowano w trakcie XI Światowego Festiwalu Młodzieży i Studentów w Hawanie latem 1978 roku. Równolegle Agee zaprezentował sygnalne egzemplarze swej nowej książki Dirty Work: The CIA in Western Europe, w której ujawnił nazwiska i życiorysy około 700 pracowników CIA. Agee zdemaskował w sumie blisko 2 tysiące kadrowych pracowników CIA, co, jak ubolewała komisja do spraw wywiadu Senatu USA, wpłynęło negatywnie na nastroje ludności obcych krajów.

Na początku lat 1980-tych rewelacje Philipa Agee spowszedniały i przestał być pupilkiem salonów europejskiej lewicy. Nieco później, zapomniano o nim również w Ameryce Łacińskiej, gdzie przez pewien czas był bożyszczem lewicującej młodzieży.[4]

We Francji znaczącym sowieckim agentem wpływu był Pierre-Charles Pathé, z rodziny wydawców słynnych kronik filmowych. Zwerbowano go w 1959 roku i otrzymał pseudonim Pieczerin zmieniony potem na Mason. W 1961 roku Pathé założył agencję prasową Centre d’Information Scientifique, Economique et Politique. Do 1967 roku KGB płaciło mu 6.000 franków miesięcznie, żeby publikował sprzedawany w prenumeracie biuletyn, który rozsyłany był również darmo osobom wpływowym w środowiskach politycznych, gospodarczych i medialnych. W biuletynie tym Pathé w subtelny sposób prezentował polityczną linię Kremla zgodnie z otrzymanymi wytycznymi. W 1976 roku, z finansową pomocą KGB, Pathé zaczął wydawać dwutygodnik Synthesis poświęcony stosunkom zagranicznym oraz problemom wojskowym, naukowym i gospodarczym. Liczący 8 stron biuletyn zawierał zwykle od 3 do 5 artykułów i analiz. Rozprowadzany był w prenumeracie. W okresie szczytowej popularności miał około 500 prenumeratorów, w tym 139 senatorów, 299 deputowanych, 41 dziennikarzy, 14 ambasadorów oraz zaledwie 7 osób prywatnych. Za pośrednictwem Pathé i Synthesis inspirowane przez KGB treści docierały do 70 procent składu francuskiej Izby Deputowanych oraz 47 procent składu Senatu. Do tego trzeba doliczyć działalność agenta wpływu w paryskich salonach politycznych, których drzwi były zawsze otwarte dla syna pioniera francuskiej kinematografii i krewnego ministrów oraz prezesa koncernu samochodowego Renault.[5] Nic dziwnego, że Pathé pobrał w sumie od KGB prawie milion franków. Aresztowano go na gorącym uczynku odbierania honorarium i wytycznych od oficera operacyjnego paryskiej rezydentury Igora Sacharowskiego. Śledzony przez francuski kontrwywiad DST w zupełnie innej sprawie, Sacharowski doprowadził niechcący „ogon” do Pathé i 5 lipca 1979 roku stacja nasłuchowa paryskiej rezydentury KGB odebrała na częstotliwości uzywanej przez DST komunikat: „Wszyscy aktorzy są już na scenie. Zaczynamy przedstawienie”. Chwilę później Sacharowski i Pathé mieli kajdanki na rękach.[6]

W archiwum KGB jest też teczka wpływowego dziennikarza o pseudonimie André, który miał dostęp do francuskiego prezydenta, premiera i ministra spraw zagranicznych. Paryska rezydentura meldowała, że przy jego pomocy podsuwa czołowym politykom francuskim „tendencyjne informacje” obliczone na skłócenie Francji ze Stanami Zjednoczonymi. Długoletnim agentem sowieckich wpływów we Francji był dziennikarz obdarzony przez KGB pseudonimem Brok. Zwerbowany w 1946 roku, służył Moskwie tak długo, że miał aż 10 oficerów prowadzących. W połowie lat 1970-tych pobierał od KGB 100.000 franków rocznie.[7]

Bardzo wysoko postawionym, chociaż nietypowym, agentem wpływu w Republice Federalnej Niemiec był Günther Guillaume. Nietypowym, bowiem był oficerem kadrowym wschodnioniemieckiego wywiadu Hauptverwaltung Aufklärung. Wysoko postawionym, gdyż był zaufanym sekretarzem, prawą ręką kanclerza Willy Brandta. Pracował „dwukierunkowo”. W jedną stronę dostarczał HVA i za jej pośrednictwem KGB, tajne dokumenty z sekretariatu kanclerza, w drugą inspirował go zgodnie z wytycznymi Wschodniego Berlina i Moskwy.

Podobną rolę spełniał w Norwegii aresztowany w 1984 roku Arne Treholt, wpływowy polityk Partii Pracy i rzecznik prasowy ministerstwa spraw zagranicznych. Zwerbowano go w latach 1960-tych i cierpliwie czekano aż zajdzie odpowiednio wysoko. Treholt dyskretnie wspierał ludzi głoszących prosowieckie poglądy. Zwłaszcza w debacie nad zgłoszoną przez Moskwę propozycją utworzenia w Skandynawii strefy wolnej od broni jądrowej.[8]

Agentem Służby A w Danii był m.in. fotograf Jacob Holdt specjalizujący się w negatywnym prezentowaniu Stanów Zjednoczonych. Jego album American Pictures zawierający setki zdjęć zrobionych w slumsach zwrócił uwagę Moskwy. Holdt został zwerbowany przez Nikołaja Gribina z rezydentury w Kopenhadze, a jego album był skrycie promowany przez KGB w całej Europie.[9] Operację z albumem duńskiego fotografa uznano w KGB za sukces wart specjalnej informacji dla Politbiura KC KPZR.[10]

Innym bardzo skutecznym agentem wpływu działającym w Danii był Jorgen Dragsdahl, komentator uważany za autorytet w sprawach bezpieczeństwa i polityki międzynarodowej. Pisywał na łamach Information, dziennika o małym nakładzie, ale dużych wpływach w duńskiej elicie władzy. Zwerbował go w połowie lat 1970-tych Stanisław Czebotok z rezydentury w Kopenhadze. W zamian za honoraria KGB duński dziennikarz ubierał w słowa i argumenty otrzymane od Czebotoka tezy zgodne z aktualnymi interesami politycznymi Moskwy. Oleg Gordiewski oceniał, że Dragsdahl był „niezwykle skuteczny” bowiem „miał talent i pisał dobrze”, a poza tym dysponował dużą wiedzą. „Prezentował czytelnikom tezy KGB w bardzo przemyślny sposób. Jego artykuły to nie były prymitywne propagandowe bzdury...czytelnicy nie byli w stanie wykryć skąd wziął koncepcje, które wbiło mu w głowę KGB.”[11]

Jorgen Dragsdahl pisywał przy tym w Information bardzo przychylnie o „starym przyjacielu”, którym był Jacob Holdt, natomiast Holdt w wywiadzie dla innego dziennika Ekstra Bladet, zapewniał, że „Dragsdahl uczynił mnie sławnym”.[12]

W Japonii agentami sowieckich wpływów byli redaktor naczelny konserwatywnej gazety Sankei Shinbun oraz kilku czołowych polityków japońskiej Partii Socjalistycznej. Zdemaskował ich major KGB Stanisław Lewczenko z tokijskiej rezydentury, który „wybrał wolność” w 1979 roku.

Ocena skuteczności agentury wpływu jest bardzo trudna. Zdaniem Olega Gordijewskiego, rezydentury KGB miały skłonność do przypisywania swojej inspiracji niemal każdego głosu krytycznego wobec USA opublikowanego w zachodnioeuropejskich mediach. Oceniając działania agentury wpływu podczas narady wyższych oficerów KGB w lutym 1984 roku, ówczesny szef Pierwszego Zarządu Głównego KGB, Władimir Kriuczkow ograniczył się ostrożnie do stwierdzenia, że „wykonano znaczną pracę” przeciwko „militarystycznym planom administracji amerykańskiej”.[13] Wyższe noty przyznali działaniom sowieckim zachodni politycy. Sponsorowaną przez KGB kampanię pacyfistyczną wymierzoną w USA i NATO, prezydent Francji Francois Mitterand skwitował smutnym stwierdzeniem „pociski są na Wschodzie, ale protesty pokojowe na Zachodzie”.[14]

Udana kampania była jednak łabędzim śpiewem Służby A. Pod koniec lat 1980-tych zachodnie służby i media coraz skuteczniej demaskowały sowieckie manipulacje, a powołane z inspiracji Moskwy organizacje międzynarodowe szybko traciły swą wiarygodność. W 1989 roku Światowa Rada Pokoju została zmuszona do przyznania, że 90 procent jej budżetu pochodzi z sowieckich subwencji. Rok później Władimir Kriuczkow, który w 1988 roku awansował na przewodniczącego KGB, bezradnie przyznał w rozkazie nr 107/OV, że na Zachodzie rezydentury „mają bardzo ograniczony dostęp do środków masowego przekazu”.[15]

Wykrycie agentury wpływu jest równie trudne, co ocena jej skuteczności. Agenci wpływu należą do osób o najściślej strzeżonej tożsamości w ewidencji służby.[16] Są bowiem najczęściej postaciami publicznymi, a ich skuteczność opiera się na totalnym utajnieniu. Raz zdemaskowany agent wpływu nieodwracalnie traci swą przydatność.

Agenci wpływu, zwłaszcza uplasowani wysoko w hierarchii politycznej, prowadzeni są najczęściej werbalnie, drogą ustnych sugestii, bez zostawiania śladów w dokumentacji służby. Często w prowadzonej przez służbę ewidencji agentury jeden kryptonim obejmuje całą grupę lub organizację złożoną z wielu osób, których tożsamość nie jest wymieniana. Zdarza się, że anonimowi agenci wpływu ukrywani są zbiorowo pod kryptonimem konkretnej operacji i uaktywniani incydentalnie w momentach ważnych rozstrzygnięć politycznych.[17] Zabiegi te sprawiają, że agentura wpływu dekonspirowana jest najczęściej przez oficerów wywiadu, którzy przeszli na drugą stronę. W rosyjskich służbach mówiono, że każdy wielki sukces wywiadowczy prowadzi do klęski.[18] Im agent jest lepszy, tym bardziej narażony jest na ryzyko. Nie tylko ze strony kontrwywiadu kraju, w którym działa, ale również z uwagi na fakt, że jego wysokie notowania w Centrali zwracają uwagę lokalnych oficerów wywiadu, a zatem rośnie niebezpieczeństwo zdekonspirowania przez uciekiniera, który przejdzie na drugą stronę i wykorzysta posiadane informacje, jako swoisty „bon obiadowy”.

Wysoki stopień utajnienia tożsamości agentów wpływu sprawia, że udowodnienie im przed sądem działania na rzecz obcego państwa jest praktycznie niemożliwe. Podstawą demokracji jest bowiem prawo do głoszenia własnych poglądów. Agent wpływu nie wykrada tajemnic z sejfów i prawie nie sposób przyłapać go na „gorącym uczynku”. Najczęściej nie kontaktuje się potajemnie z oficerem prowadzącym i nie otrzymuje od niego instrukcji, zadań lub wynagrodzenia. Nie odwiedza skrzynek kontaktowych, nie zostawia nigdzie mikrofilmów lub innych materiałów wywiadowczych. Agent wpływu wyjeżdża oficjalnie na jawne seminaria lub konferencje naukowe, pobiera stypendia naukowe lub wykłada na zagranicznym uniwersytecie, zagraniczni wydawcy publikują jego książki, otrzymuje nagrody twórcze, spotyka się z politykami, ludźmi ze świata gospodarki i nauki. Zebrane „wrażenia” ubrane we „własne przemyślenia” publikuje w mediach, rozpowszechnia w „politycznych salonach”, albo podczas spotkań z politykami i decydentami własnego kraju. Formalnie nie robi nic nielegalnego. Dlatego też jedynym skazanym agentem wpływu pozostaje Pierre-Charles Pathé. Inni, przykładowo Günther Guillaume lub Arne Treholt stanęli przed sądem, ponieważ prowadzili równolegle „standardową” działalność wywiadowczą.

Ponadto, agent wpływu najczęściej działa pośrednio (to nie on podejmuje decyzje, lecz polityk, któremu on doradza!). Dlatego jest trudny do zdemaskowania i zneutralizowania, natomiast jego mocodawcom stosunkowo łatwo jest zorganizować jego obronę drogą petycji, interpelacji parlamentarnych, demonstracji poparcia ze strony znanych postaci lub medialnej akcji pod hasłem obrony uznanego autorytetu przed dyskryminacją, wpisując ją przy tym w generalną kampanię obywatelskiego sprzeciwu wobec panoszącego się „izmu”. Rodzaj tego „izmu” nie jest istotny, ważne jest, żeby ten „izm” źle się odbiorcom mediów kojarzył. A jeśli medialna wrzawa nie przynosi spodziewanych rezultatów, można zorganizować manifestację protestacyjną, której umiejętnie zainspirowani uczestnicy będą ochoczo wywrzaskiwać hasła podsunięte przez inną siatkę agentury wpływu. Liczba i struktura kombinacji w gruncie rzeczy zależy od stopnia naiwności społeczności sterowanej przez służbę i jej agentury.

Są jednak granice władzy służb wywiadowczych nad świadomością sterowanych. W wymiarze państwa obrona świadomości obywateli przed destrukcyjnymi działaniami zewnętrznymi należy do obowiązków kontrwywiadu. Problem w tym, że służby kontrwywiadu są nadal konceptualnie nastawione na zwalczanie tradycyjnego wywiadu, a nie na neutralizację wrogiego sterowania opinią publiczną własnego kraju. Dodatkowym utrudnieniem jest konieczność poruszania się po delikatnym gruncie. Zignorowanie agentury wpływu, zachęca do dalszych działań. Zbyt gwałtowna reakcja, naraża na zarzut skłonności do zamordyzmu i tłumienia swobody wypowiedzi.

Najskuteczniejszą obroną państwa przed działaniami agentury wpływu jest cierpliwe demaskowanie każdej wykrytej manipulacji i zapewnianie obywatelom stałego dostępu do rzetelnych informacji.[19] Sterowanie świadomością całych grup społecznych przy użyciu agentury wpływu wymaga czasu, co można wykorzystać dla przeciwdziałania. Odpowiedzią na sterowanie, winna być „gra w otwarte karty”, czyli maksimum prawdy podanej w sposób wyważony, bez rzucania oskarżeń lub przypinania etykiet.

Wiele wskazuje, że w dyskretny sposób, drogą kontrolowanych „przecieków” do mediów, brytyjskie służby zneutralizowały w październiku 2011 roku izraelskiego agenta wpływu Adama Werritty. Werritty był serdecznym przyjacielem i drużbą na ślubie Liama Foxa polityka Partii Konserwatywnej o pro-izraelskich sympatiach, członka grupy Konserwatywni Przyjaciele Izraela wpływowego lobby w brytyjskich korytarzach władzy. Kiedy Torysi wygrali wybory w 2010 roku, Fox objął resort obrony i Werritty „otrzymał dostęp do serca rządu i brytyjskiej strategii obronnej”.[20]

Do października 2011 roku, Werritty 22 razy odwiedzał Foxa w ministerstwie obrony i towarzyszył mu w 18 podróżach zagranicznych.[21] Wprawdzie nazwisko Werritty nie figurowało w składzie oficjalnych delegacji, ale był na miejscu, miał pokój w tym samym hotelu i towarzyszył ministrowi obrony w rozmowach i kontaktach oficjalno-towarzyskich. Zagranicznym rozmówcom wręczał przy tych okazjach wizytówkę z tytułem doradca „wielce szanownego Liama Foxa, członka Parlamentu”. Niebagatelne koszty tych podróży pokrywano z konta firmy wyższej użyteczności Pargav, którą założył Werritty. Bankowe wyciągi Pargav uzyskała redakcja londyńskiego dziennika The Times i wówczas wyszło na jaw, że na konto firmy wpływały spore kwoty od urodzonego w Finlandii miliardera, który dorobił się na handlu nieruchomościami, Chaima „Poju” Zabludowicza, prezesa pro-izraelskiego lobby BICOM.[22] Innymi sponsorami hulaszczego życia Adama Werritty byli finansista Michael Lewis również aktywny członek British Israel Communications and Research Center oraz wpływowa postać brytyjskiej społeczności żydowskiej, Mick „Górnik” Davis, szef firmy wydobywczej Xstrata notowanej w pierwszej setce londyńskiej giełdy.[23]

Kopie wyciągów bankowych nie były jedynym świadectwem przecieków kontrolowanych. Niedzielna gazeta Mail on Sunday miała dokładne informacje kiedy i w jakiej sprawie Werritty telefonował do Foxa z hotelu w Dubai.[24] Dziennik Daily Mail pisał, że informacje redakcji pochodzą od „znanego od kilkunastu lat” źródła „wysokiego szczebla”, które ma dostęp do postępowań wewnętrznych gabinetu premiera. Dziennik zwracał uwagę, że Werritty nie będąc urzędnikiem państwowym nie podlegał weryfikacji przez Służbę Bezpieczeństwa MI 5 i podkreślał możliwość „udziału służby wywiadowczej Izraela” i „wykorzystania Foxa jako ‘użytecznego idioty’ przez Mossad”. Według Daily Mail brytyjskie i izraelskie interesy na Bliskim Wschodzie są często rozbieżne, Izrael nie jest militarnym sojusznikiem Wielkiej Brytanii, a minister obrony powinien pamiętać, że jego obowiązkiem jest bronić wyłącznie interesów brytyjskich.[25] Dzień przed ukazaniem się cytowane artykułu w druku, minister obrony Liam Fox podał się do dymisji i Adam Werritty wypadł z kręgu osób mających wpływ na politykę obronną Zjednoczonego Królestwa.

Najskuteczniejszą obroną obywateli przed działaniami agentury wpływu jest zdanie sobie sprawy z faktu, że jest się obiektem manipulacji, podmiotem zewnętrznego sterowania. Kiedy naród zbliża się do niebezpiecznego punktu, z którego może już nie być odwrotu „problemem jest nie tyle ekstremistyczna mniejszość, co apatyczna większość, która zezwala by nią manewrowano, prano jej mózgi i wtłaczano ją w przekonanie, że nie ma wyjścia.”[26]

Brak wiary obywateli w świadomie destrukcyjne działanie agentury wpływu wynika przede wszystkim z braku wiedzy o manipulacyjnych operacjach służb specjalnych. Podstęp, pozoracja i kamuflaż kojarzą się najczęściej z militarnymi działaniami taktycznymi, a nie strategią polityczną. Z kolorami i deseniem polowego munduru, a nie z obliczonymi na wiele lat operacjami, których celem jest skłonienie przeciwnika do działania wbrew swoim interesom i własnoręcznego demontażu swoich struktur państwowych. Przerwanie procesu powolnego wymóżdżania i przyzwolenia na sterowanie sobą jest warunkiem koniecznym do przywrócenia wiary w siebie i powrót do własnej tożsamości.

koniec
Dr Rafał Brzeski

___________________________________________________
[1] Richard Deacon, The British Connection, Londyn, Hamish Hamilton, 1979, str. 247.
[2] Ibid. str. 47.
[3] Oleg Kaługin, Spymaster: My 32 Years in Intelligence and Espionage Against the West, Londyn, Smith Gryphon, 1994, str. 191-2.
[4] Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, t.1 wyd. II, tłum. Magdalena Brzeska, Rafał Brzeski, Poznań, Rebis 2009, str. 372-378.
[5] Richard H. Schultz, Roy Godson, Dezinformatsia: The Strategy of Soviet Disinformation, New York, Berkley Books, 1986, str. 132-133.
[6] Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, t.1 wyd. I, tłum. Magdalena Brzeska, Rafał Brzeski, Warszawa, Muza 2001, str. 815 i 823.
[7] Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, t.1 wyd. II, tłum. Magdalena Brzeska, Rafał Brzeski, Poznań, Rebis 2009, str. 714-725.
[8] Dennis Kux, Soviet Active Measures and Disinformation: Overview and Assessment, Parameters, Journal of the US Army War College, t. XV, nr 4, str.23.
[9] Oleg Gordiewski, Next Stop Execution, MacMillan, Londyn 1995, str.195.
[10] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), More Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Global Operations, 1975-1985, Londyn, Frank Cass, 1992, str. 34.
[11] Cyt. za: Soviet Active Measures in the “Post-Cold War” Era 1988-1991, United States Information Agency, June 1992, str. 59-60.
[12] Soviet Active Measures in the “Post-Cold War” Era 1988-1991, United States Information Agency, June 1992, str. 61.
[13] Christopher Andrew, Oleg Gordijewski (red.), Instructions from the Centre: Top Secret Files on KGB Foreign Operations, 1975-1985, Londyn, Hodder & Stoughton, 1991, str. 10.
[14] Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, t.1 wyd. II, tłum. Magdalena Brzeska, Rafał Brzeski, Poznań, Rebis 2009, str. 745.
[15] Christopher Andrew, Wasilij Mitrochin, Archiwum Mitrochina, t.1 wyd. II, tłum. Magdalena Brzeska, Rafał Brzeski, Poznań, Rebis 2009, str. 746.
[16] Ryszard Świętek, Agentura wpływu: Najniebezpieczniejsza broń mocarstw, Rzeczpospolita, 20 stycznia 1996 r.
[17] Ibid.
[18] David A. Vise, The Bureau and the Mole, Atlantic Monthly Press, Nowy Jork, 2002, str.210.
[19] Dennis Kux, Soviet Active Measures and Disinformation: Overview and Assessment, Parameters, Journal of the US Army War College, t. XV, nr 4, str.27.
[20] Allegra Stratton, Liam Fox resigns, guardian.co.uk, 2011-10-14, http://www.guardian.co.uk/politics/2011/oct/14/l...
[21] Q&A: Liam Fox row, BBC News, 2011-10-12, http://www.bbc.co.uk/news/uk-politics-15232400
[22] Brian Brady, Matt Chorley, Jane Merrick, How Britain works: follow the money, Independent.co.uk, 2011-10-16, http://www.independent.co.uk/news/uk/politics/ho...
[23]Rupert Neate, Adam Werritty bankrolled by three pro-Israel business tycoons, guardian.co.uk, 2011-10-18, http://www.guardian.co.uk/uk/2011/oct/18/adam-we...
[24] David Rose, Fox, Werritty and a ‘very messy’ night in Dubai, Mail on Sunday, 2011-10-16, http://www.dailymail.co.uk/news/article-2049566/...
[25]Craig Murray, Was Mossad using Fox and Werritty as “useful idiots”?, Mail on Line 2011-10-15, http://www.dailymail.co.uk/news/article-2049642/...
[26] Richard Deacon, The British Connection, Londyn, Hamish Hamilton, 1979, str. 262.


źródło: http://www.obiektywnie.com.pl/artykuly/agentura-wplywu-cz-3.html

niedziela, 18 sierpnia 2013

Nowe stare metody manipulacji

 
Manipulacja, cenzura czy całkowita wolność słowa na Nowym Ekranie? Oceńcie sami.

Czy ten avatar przystoi na portalu z założenia patriotycznym? Czy takie logo służy interesom Polski? Jak widzimy jest tam zarys granic Polski ściągnięty z logo PO do ilustracji wychodka dla kundla, który olewa z granicy niemieckiej polskie terytorium. A z prawej leje na nasz kraj jakiś Rusek. Już na pierwszy rzut oka widać w tym manipulację.

Adveo pisze: "Nawet jakbym tłumaczył, że chodzi "o sikanie na logo PO" to wymowa takiego obrazka jest dla mnie odwrotna.  Dla mnie są to kontury polskich granic. Co to ma wspólnego z PO ten obrazek nie przekazuje. Szczególnie Polakom za granicą oraz wszystkim obcokrajowcom związek z PO jest nie do skojarzenia. Pokazuje on bezpośrednią pogardę do polskiego terytorium".
- czytaj dalej: http://idb.nowyekran.net/post/88371,sikajacy-kundel

Co jest ważniejsze: obsikiwane logo PO czy granice Polski? No właśnie.

W ciągu pierwszych trzydziestu sekund nasze zmysły dokonują oceny i klasyfikacji informacji. Jak ważne jest tzw. wejście, wiedzą ci, którzy poszukują pracy. Pierwsze, najsilniejsze wrażenie powstaje w ciągu pierwszych 30 sekund. Właśnie pół minuty potrzebują nasze zmysły, aby pod każdym względem ocenić osobę widzianą po raz pierwszy w życiu. Podobnie rzecz się przedstawia w przypadku włączenia nowej strony www.
Kiedyś przeczytałem ciekawy artykuł na jakimś portalu historyczno-antropologicznym. Wynikało z niego, że ludzie 12 tys. lat temu mieli największe mózgi. A potem było już z górki. Wtedy zastanawiałem się, czy to wpływ większego ciała, które wymaga większego mózgu do obsłużenia, czy też wpływ chłodnego klimatu (bo jest i taka zależność). Gdy dzisiaj czytam niektóre wieści ze świata, to biorę trzecią możliwość. Najprostszą, niestety.

Xbox One będzie monitorował, jak często oglądamy reklamy.

Xbox nie jest tu wyjątkiem. Prace nad systemami śledzenia użytkownika podczas oglądania telewizji również trwają i jak donoszą media są bardzo zaawansowane. Najbardziej prawdopodobny jest system nagradzania za ogądanie określonych treści. Punkty wpadałyby podczas konkretnych akcji np. śledzenia całego sezonu serialu, czy oglądania określonej ilości reklam. Patent Microsoftu mówi także o wykorzystaniu kamery Kinecta do skanowania zakupionych produktów, za co również wpadałyby osiągnięcia... Pasowałoby to do wizji interaktywnej telewizji, o której Microsoft mówił podczas konferencji.
- zobacz więcej: http://www.chip.pl/news/sprzet/konsole/2013/05/xbox-one-bedzie-monitorowal-jak-czesto-ogladamy-reklamy#ixzz2VNlXgzVN

Wiele wskazuje na to, że za jakieś 20 lat, będziemy cywilizacją odmóżdżonych debili, wytresowanych jak psy w cyrku. Niewielka grupa władców będzie zaś sterować miliardami fikających kozły z radości zwierzątek w dowolny sposób, nie ruszając nawet tyłka sprzed telewizora. Korporacja wstawi kamerę do mieszkania,a motłoch się zgodzi, bo będzie taniej oglądać TV. Korporacja wsadzi kamery pod kołdry, a motłoch się zgodzi, bo nie jest pedofilem i nie ma nic do ukrycia. Korporacja zażąda pełnej dokumentacji medycznej, a motłoch się zgodzi, bo będzie tańsze ubezpieczenie. Wszystko to stanie się prawem i motłoch to przegłosuje, bo większość ma zawsze rację... Durni ludzie i tak będą klaskać z zachwytu nad "nowszym lepszym" produktem. Brutalna prawda jest taka że właśnie populacja durniów nadaje kierunek rozwoju, zwłaszcza we współczesnym świecie - dlatego że najłatwiej są manipulowani reklamami i kupują każdy szajs opakowany w sreberko. -opinie internautów


 

Wracając na nasze podwórko, do Nowego Ekranu. - Jak się okazuje sposób rozmieszczenia treści, układ graficzny, kolory - ma znaczenie. Ważne, by pamiętać, że elementy umieszczone po lewej stronie trafiają do prawej półkuli mózgu. Natomiast elementy umieszczone po prawej stronie trafiają do lewej półkuli.

Jeśli któraś z półkul nie potrafi przeanalizować danego elementu, wtedy on trafia do drugiej. Teksty, liczby i statystyki zawsze trafiają do lewej (analitycznej) półkuli mózgu. Skomplikowane ilustracje trafią do prawej półkuli mózgu. Proste elementy (np. graficzne) w zależności od umiejscowienia (np. logo, które z natury jest proste, by szybko i łatwo mogło zostać przetworzone) mogą trafić do obu.
Mówiąc w skrócie, grafika jest przetwarzana przez prawą półkulę, natomiast teksty, liczby, statystyki przetwarzane są przez lewą.

1. Gdy obok logo znaleźć się ma prostszy (mniej kolorowy) element graficzny lub tekst, lepiej umieścić logo graficzne po lewej stronie, a tekst po prawej.

Podświadomie taki układ jest najlepiej odbierany. Logo jest postrzegane jako bardziej atrakcyjne. Umieszczając elementy w odwrotnej kolejności, układ zakłóca podświadome odbieranie logo.
Jaki jest skutek nieprawidłowego rozmieszczenia tekstu i logo?

Tekst umieszczony nieprawidłowo po lewej stronie (zamiast logo)będzie przetwarzany przez lewą (analityczną) półkulę. Niestety do tej półkuli trafi też prosty znak graficzny - logo, bo jest umieszczony po prawej stronie (prosty element graficzny umieszczony po prawej stronie).

Półkula, która specjalizuje się w odczytywaniu informacji tekstowych i liczbowych skupi się na trudniejszym tekście. Logo to najczęściej prosty symbol/znak graficzny. Grafika logo z uwagi na umieszczenie po prawej stronie tekstu trafia najpierw do lewej półkuli. Problem polega na tym, że prosty symbol, przetwarzany równie łatwo przez obie półkule, nie jest przekazywany do drugiej półkuli (do prawej, gdzie byłoby odczytane najlepiej). Podświadomie odbieramy logo emocjonalnie gorzej, bo półkula lewa zajęta jest przetwarzaniem trudniejszego tekstu.

2. Gdy obok logo ma być umieszczony inny element graficzny lub zdjęcie, lepiej umieścić element graficzny lub zdjęcie po lewej, a logo po prawej stronie.

Teraz bardziej skomplikowane graficznie zdjęcie bądź ilustracja. Zatem koniecznie ten element graficzny powinien trafić do prawej półkuli odpowiedzialnej za interpretację grafiki, czyli zgodnie z zasadą umieszczamy go po lewej stronie. Logo umieszczamy po prawej. Logo - najczęściej prosty symbol/znak graficzny powinien trafić do lewej półkuli, która szybko poradzi sobie z odczytaniem i zapamiętaniem logo. Umieszczając nieprawidłowo logo po lewej stronie i obrazek po prawej, odczytywanie informacji zostanie zakłócone.

Jaki jest skutek nieprawidłowego, odwrotnego rozmieszczenia ilustracji/zdjęcia i logo?

Zgodnie z ogólną zasadą logo znajdujące się po lewej stronie trafi do prawej półkuli odpowiedzialnej za odczytywanie grafiki. Ilustracja lub zdjęcie trafiłyby wtedy do lewej, analitycznej części. Niestety, lewa analityczna część mózgu nie umie poradzić sobie ze skomplikowaną grafiką, dlatego ilustracja lub zdjęcie też trafiają do prawej. Zatem, w przypadku złego rozmieszczenia, logo i ilustracja trafiają do tej samej półkuli. Lewa (analityczna) półkula pozostaje niewykorzystana. Prawa półkula musi zająć się trudniejszą ilustracją i niestety może mniej energii poświęcić na zapamiętanie logo.

Dla zwiększenia przekazu warto oddziaływać na obie półkule potencjalnego czytelnika, klienta czy partnera biznesowego.

Ale którą półkulę potencjalni czytelnicy czy klienci mają lepiej rozwiniętą? Malarz czy artysta ma prawdopodobnie lepiej rozwiniętą prawą półkulę i lepiej się z nim komunikować używając obrazów i barwnych opowieści. Podczas kontaktu z finansistą lepiej używać argumentów liczbowych i konkretnych przykładów i analiz, gdyż on ma zapewne lepiej rozwiniętą lewą (analityczną) półkulę. Łączenie elementów graficznych i tekstowych pomaga w zapamiętywaniu oraz wpływa pozytywnie na kreatywność.
źródło: http://www.migomedia.pl/umieszczenie-logo

Odpowiednio komponując układ strony www można aktywnie wpływać na zachowania odbiorcy, a nawet kształtować jego preferencje. Aby dowiedzieć się jaka jest polityka redakcyjna Nowego Ekranu wystarczy spojrzeć na ten portal odpowiednio przygotowanym okiem. Czy można dostrzec tam manipulacje?
Nowy Ekran daje możliwość publikowania treści przez różnych autorów. Warto więc wiedzieć, że każdy artykuł, każdy komentarz, każda grafika, każdy układ może zawierać odpowiednio zamierzone ukierunkowanie, zmylenie czy zafałszowanie przekazu. Jak się przed tym bronić?

Manipulacja jest jedną z najbardziej istotnych kwestii dotyczących wpływu sposobu przekazywania informacji na swobodę myślenia odbiorcy. Kwestia ta związana jest ze wspomnianym uprzednio zatruciem informacyjnym środowiska społecznego człowieka. Zatruciu informacyjnemu środowiska społecznego dotychczas poświęcało się niewiele uwagi. W istocie jest ono równie groźne, jak zatrucie środowiska biofizycznego, trudniej jednak dostrzegalne. Powoduje - do czego powrócimy jeszcze przy końcu tego fragmentu - drastyczne ograniczenie swobody myślenia, tym bardziej niebezpieczne, iż bez zewnętrznego nacisku, bez przymusu, wręcz odwrotnie - stara się, aby pigułka informacyjna została połknięta dobrowolnie i z przyjemnością. Dla specjalistów od reklamy i propagandy korzystających z osiągnięć nauk społecznych informacja stanowi tylko środek do osiągnięcia celu, bez żadnych ograniczeń natury etycznej. A zatem - inaczej niż w nauce - jest zupełnie obojętne, czy będzie to informacja prawdziwa czy też fałszywa, jeśli cel zostanie osiągnięty. Zatrucie informacyjne polega (1) m.in. na tym, że wśród olbrzymiej ilości informacji niewiele jest informacji rzeczywiście dla człowieka istotnych i niewiele jest informacji prawdziwych. Mamy zatem do czynienia z deprawacją natury etycznej poprzez bardzo dużą ilość przekazów wzrokowych i słownych. Oddziałują one na człowieka w ten sposób, iż przestaje on swobodnie i samodziel¬nie myśleć, traci kontakt z rzeczywistością pozaznakową.

Przy nieustannym bombardowaniu jednostki ideami propagandowymi - pisze M. Choukas - odrywa się ona wcześniej czy później od rzeczywistości (...) Jej związki ze światem realnym się rozpadają (...) i propagandysta dostarcza stopniowo wszelkich rad, które zaspokajają ciekawość jednostki. Zanika inicjatywa, stabilizują się horyzonty myślowe. Wszystko, co indywidualne, ulega zamrożeniu, staje się statyczne. I niezależnie od władzy, jaką dysponuje jednostka, dostaje się ona całkowicie pod wpływ propagandystów. Kontrola nad postępowaniem jednostki przechodzi w końcu ze strefy jej psychiki w ręce propagandysty (2).

Wydaje się, że powyższe stwierdzenia dotyczą nie tylko propagandy politycznej sensu stricto. Dotyczą one również, w większym lub mniejszym stopniu, wszelkiej propagandy w szerokim rozumieniu tego słowa (3). Istnieje wiele metod, których stosowanie przyczynia się w sposób szczególnie wydatny do zatrucia informacyjnego środowiska społecznego człowieka. Metody te stosowane są tak w reklamie (4), jak i w propagandzie. Słusznie też twierdzi Marshall McLuham, że metody oddziaływania informacyjnego stały się od czasu rewolucji graficznej znacznie bardziej skuteczne niż poprzednio. Przeka¬zy wzrokowe oddziałują bowiem w większości wy¬padków znacznie silniej niż przekazy słowne.

Na podstawie analizy znacznej części literatury przedmiotu (5) zostało tu wyodrębnionych kilkanaście podstawowych metod, stosowanych (w pełni lub nie w pełni świadomie) zarówno w oddziaływaniu bezpośrednim, jak i w oddziaływaniu pośrednim, tzn. za pomocą masowych środków przekazywania informacji. W związku zaś z tym, iż nazwy wyszczególnionych poniżej metod w literaturze przedmiotu bywają różne, a często w ogóle ich brak, zostały one skonstruowane przez autora (niniejszego opracowania w oparciu o terminologię angielską oraz o istotne cechy owych metod.

Metod oddziaływania za pomocą przekazów wzrokowych i słownych jest w rzeczywistości o wiele więcej, niż wyliczamy poniżej. Często bowiem, zależnie od potrzeb sytuacji, bywają stosowane tzw. metody kombinowane, zawierające kilka różnych elementów wyszczególnionych tutaj metod podstawowych. Metody te opisujemy w sposób skrótowy.

1. Metoda pozornego wyboru polega na tym, iż przedstawia się kilka różnych punktów widzenia da¬nego problemu, lecz w taki sposób, iż nieco bardziej pozytywnie przedstawia się ten punkt widzenia, o jaki chodzi oddziałującemu. Można nawet się wa¬hać: tak czy tak? Tego rodzaju stanowisko, jak pod¬kreśla się w publikacjach z danego zakresu, jest bardziej przekonywające. Albowiem wybór, decyzję dotyczącą słuszności danego poglądu, zostawia się odbiorcy. On sam stwierdza, iż właśnie ten pogląd jest słuszny. Oddziałujący jedynie przedstawiła zagadnienie w ten sposób, aby odbiorca dokonał takiego właśnie, a nie innego wyboru.

Trzeba tu zaznaczyć, iż stwierdzenie ze strony oddziałującego, na pewno tak i tylko tak często wywołuje opór. A przecież nie o to chodzi.

2. Metoda ośmieszania, lecz nie ludzi a poglądów, które się zwalcza. Na ogół jednak nie stosuje się metody ośmieszania do poglądów głęboko zakorzenionych, np. do poglądów religijnych, gdyż byłoby to nie skuteczne. Ośmieszanie bowiem przynosi rezultaty odwrotne od zamierzonych wte¬dy, gdy stosowane jest do poglądów bardzo głęboko zakorzenionych w psychice danego odbiorcy. Ośmieszanie tego rodzaju poglądów ludzie uważają za osobistą obrazę, to zaś budzi w nich wrogość.

3. Metoda autorytatywnego świadectwa polega ma operowaniu twierdzeniami osób, które w danym środowisku uważane są za autorytet. Należy przy tym wskazać na źródło, aby rozmówcy mogli się przekonać na własne oczy.

4. Metoda transferu (przeniesienia) polega na tym, iż kojarzy się pogląd, który się propaguje, z tym poglądem lub pojęciem, które w danym środowisku jest oceniane pozytywnie. Można też odwrotnie; skojarzyć pogląd, który się zwalcza, z pojęciem lub poglądem wywołującym w danym środowisku odruch niechęci. Na przykład: brudna wojna w Algierze. Zostało tu skojarzone pojęcie, do którego ludzie czują odrazę (brud) z pojęciem wojny, która jest niesprawiedliwa. Należy tu zaznaczyć, iż za pomocą pewnych metod (np. znaną metodą zdania większości, omawianą dalej) można co prawda wmówić ludziom, że biała ściana ma odcień zielonkawy. W żadnym wypadku jednak nie można ludzi przekonać, że ściana ta ma kolor soczystej zieleni. Przekonywający narazi się bowiem na śmiech jawny lub - co gorzej - ukryty, poza plecami. Straci zaufanie. A potem już, nawet wtedy, gdy będzie podawał informacje prawdziwe (zgodne z rze¬czywistością), i będą one przyjmowane z niedowierzaniem. Zaufanie bowiem ma to do siebie, iż bardzo trudno je zdobyć, łatwo zaś stracić. Na kwestię tę zwraca się wiele uwagi.

5. Metoda niezależnego zdania polega ma pozornym całkowitym nie zwracaniu uwagi na to, czy odbiorcy zgadzają się z oddziałującym czy też nie. Podkreśla się bowiem, iż przewagę w stosunkach wzajemnych między ludźmi ma na ogół ta strona, której nie zależy, a w każdym razie okazuje, że jej nie zależy. Zostało to sformułowane w tzw. prawie Rossa, dotyczącym zależności zachodzących w grupach dwuosobowych (6). Jeśli zatem oddziałujący będzie całkowicie pewien własnego zdania, lecz okaże, iż nie zależy mu bynajmniej na przekonaniu odbiorców o swojej słuszności - przekona ich często skuteczniej niż wtedy, gdy będą myśleli, że chce ich przekonać. Trzeba jednak zaznaczyć, iż warunkiem skutecznego stosowania tej metody jest to, co popularnie nazywa się także niekiedy siłą przyciągania. Kwestia ta nie jest dotychczas zbadana.

6. Metoda selekcji polega na przedstawianiu tylko faktów przemawiających za tezą, o której słuszności chce się kogoś przekonać, całkowitym zaś pomijaniu licznych faktów. Unika się wtedy konieczności dyskusji i kontrargumentacji. Co więcej, twierdzi się w takim wypadku, iż owe inne fakty w ogóle nie istnieją. Przy stosowaniu tej metody dba się także o to, aby osoby, na które się oddziałuje, nie miały dostępu do szerszych źródeł informacji. Jeśli bowiem dostęp ten będzie możliwy, meto¬da selekcji doprowadzić może (i często doprowadza) do rezultatów odwrotnych niż zamierzane (przysło¬wie ludowe kwituje to celnym stwierdzeniem: kłamstwo ma krótkie nogi. Metoda selekcji pole¬ga bowiem na przedstawianiu części prawdy przy jednoczesnym twierdzeniu (explicite lub implicite), iż jest to tzw. cała prawda dotycząca danego zagadnienia. Jeśli zostanie zachowany warunek odcięcia tych, na których się oddziałuje, od szerszych źró¬deł informacji, metoda ta bywa dosyć skuteczna w stosunku do ludzi prymitywnych na niskim stopniu rozwoju umysłowego oraz w stosunku do ludzi nawykłych do uległości. Oni bowiem chcą być przekonani. Występuje tu pewien mechanizm racjonalizacji, który - oddziałujący za pomocą metody selekcji - wykorzystuje się w sposób możliwie najbardziej efektywny.

7. Metoda zamiany nazw jest nieco podobna do opisanej poprzednio metody transferu (przeniesienia). W metodzie zamiany nazw nie chodzi jednak o łączenie pojęcia obojętnego emocjonalnie z pojęciem emocjonalnie nieobojętnym (w sensie pozytywnym lub negatywnym), lecz o zamianę jednej nazwy na inną, która wywołuje silną reakcję emo-cjonalną, przeważnie natury negatywnej. Tak np. w pewnym odłamie prasy amerykańskiej zamiast nazwy komuniści używa się zwykle nazwy czerwoni, wiadomo bowiem, iż słowo to wywołuje u niektórych osób silniejszą negatywną reakcję emocjonalną niż słowo komuniści. Z drugiej znów strony, jeśli pragnie się np. wywołać pozytywną reakcję emocjonalną - słowa swobodna inicjatywa brzmią dla wielu uszu o wiele lepiej niż słowo kapitalizm. Metoda zamiany nazw rzadziej jednak używana jest dla wzbudzenia reakcji emocjonalnych pozytywnych, o wiele częściej zaś dla wywołania nienawiści do określonych grup ludzi lub nawet określonych jednostek. Obecnie, wraz ze wzrostem oświaty i kultury wielkich grup ludzi, metoda za¬miany nazw stosowana jest rzadziej niż poprzednio. Należy bowiem zaznaczyć, iż metoda ta - jak i metoda selekcji - daje najlepsze rezultaty przy oddziaływaniu na ludzi prymitywnych, o niskim poziomie umysłowym. Obydwie te metody zresztą, sto¬sowane w zasadzie przez warstwy rządzące od tysięcy lat, obecnie stają się coraz mniej efektywne.

8. Metoda negatywnych grup odniesienia to metoda bardziej ogólna, raczej pomocnicza i na ogół skuteczna, służąca do wzmożenia integracji danej grupy i utrwalenia pozytywnej postawy względem określonych poglądów w sposób pośredni, a miano¬wicie za pomocą wzbudzania i utrwalania negatyw¬nej postawy wobec innych grup (lub innej grupy) ludzi wyznających inne poglądy. Metody postępo¬wania są oczywiście podobne, niezależnie od treści wchodzących w grę poglądów. Twierdzi się w takim wypadku, iż np. dany zespół poglądów jest jedynie i zawsze słuszny; a zatem ci, którzy wyznają ów zespół poglądów, lub też ci, którzy są takimi a takimi, są pod pewnymi aspektami lepsi od tych, którzy są innymi lub wyznają inne zespoły poglą¬dów. Lepsi są zaś dlatego, iż tylko oni są właśnie takimi, lub dlatego, że znają prawdę inni jej nie znają lub brak im określonych cech, są więc godni pogardy lub w najlepszym razie litości. Stąd też z początku powstaje niechęć, potem zaś bardzo często nienawiść. W rezultacie utrwala się pozytywna postawa wobec określonego zespołu poglądów. A o to przecież chodziło. Za pomocą stosowania metody negatywnych grup odniesienia wyzyskuje się właściwą, naszemu gatunkowi dążność do wywyższania się kosztem bliźnich, czyli to, co stanowi jedną z form ekspansji osobowości. Tak np. twierdzi się, iż rasa biała jest lepsza pod wieloma względami od czarnej lub żółtej (co udowadnia się za pomocą odpowiednich badań naukowych) albo iż pracownik umysłowy jest lepszy od fizycznego itd. Są to przykłady najprostsze, istnieje wiele innych, bardziej złożonych. Metoda negatywnych grup odniesienia stosowana była i jest w szerokim zakresie przez poszczególnych dyktatorów i poszczególne sekty. Hitler wmawiał Niemcom, iż są wykwitem rasy aryjskiej, Mussolini twierdził ze swojego balkonu, iż Włosi są potomkami Rzymian, a każdy członek danej sekty religijnej jest przekonany, iż tylko on oraz ego, współbracia z danej sekty mają monopol na prawdę.
Przy posługiwaniu się metodą negatywnych grup odniesienia nie precyzuje się naczelnych kryteriów wartości, byłoby to bowiem niebezpieczne. Propago¬wanie zaś poglądów lepszości i wyższości jest możliwe wskutek powszechnego braku umiejętności myślenia w dziedzinie precyzowania kryteriów wartości.

9. Metoda zdania większości polega w zasadzie na tym, iż twierdzi się, propagując dany pogląd, że wszyscy tak myślą. Jest to metoda tak szeroko stosowana, iż przeniknęła nawet do dyplomacji. Mężowie stanu przemawiają więc, w imieniu narodu (co jest rozumiane w sensie formalnym ze względu. na fakt, iż jest to posunięcie dyplomatyczne), a inni mężowie stanu odpowiadają im w ten sam sposób, sugerując jak gdyby, iż stoi za nimi cały naród, który w pełni popiera ich poglądy. Następnego zaś dnia następuje zamach stanu. Prezesi organizacji lub dyrektorzy zakładów pracy także zwykli - czyżby prawem naśladownictwa? - przemawiać w imieniu wszystkich członków naszej organizacja itd., mimo iż członkowie ci są często wręcz odmiennego zdania. Przy stosowaniu metody zdania większości operuje się przeważnie twierdzeniem nieprawdziwym, a w każdym razie niesprawdzonym. Metoda zdania większości jest obecnie mało skuteczna, gdyż stała się ona rodzajem banału, nie mówiąc już o tym, iż operowanie zdaniem większości w celu przekonania rozmówców lub słuchaczy nie ma nic wspólnego z dobrze uzasadnionym poglądem na dane zagadnienie. Obecnie zaś te właśnie poglądy zaczynają być przede wszystkim brane w rachubę.

10. Metoda bezpośredniego kłamstwa, którą często posługuje się propaganda, wymaga dużej dozy bezczelności i pewności siebie. Przy stosowaniu tej metody dba się szczególnie o to, aby kłamstwa były prawdopodobne, odpowiadały przekonaniom większości słuchaczy, oraz tworzyły spójną logicznie całość. Metoda ta stosowana jest często w celu wzmacniania i utrwalania wyrobionych już uprzednio postaw. Kłamliwe, tzn. niezgodne z rzeczywistością fakty, przedstawia się z możliwie dużą ilością drobnych szczegółów, co więcej - stara się właśnie o to, aby szczegóły te były wyraźnie, uwypuklone. Stwarza to bowiem po¬zory prawdy. Stosowanie metody bezpośredniego kłamstwa nie jest zbyt bezpieczne dla oddziałującego, w pewnych warunkach jednak - zwłaszcza w warunkach społecznego napięcia - pozwala osiągnąć zamierzone rezultaty. Co prawda, na krótką metę. Stosując tę metodę, przedstawia się na ogół fakty fałszywe wraz z faktami prawdziwymi (tzn. zgodnymi z rzeczywistym stanem rzeczy), gdyż w ten sposób także stwarza się pozory prawdy oraz dezorientuje czytelników, słuchaczy lub telewidzów.

11. Metoda stereotypów polega na stworzeniu stereotypu, a następnie na częstym operowaniu stereotypem określonego typu osoby, reprezentującej grupę ludzi, w stosunku do której pragnie się wzbu¬dzić i utrwalić postawę negatywną lub pozytywną. Tak np. niektóre koła w USA operują stereotypem krwiożerczego komunisty, z drugiej- zaś strony w tzw. minionym okresie operowało się stereotypem kapitalistycznego krwiopijcy itd. Podobne przykłady można by także podać, jeśli chodzi o stereoty¬py pozytywne, grające rolę ideałów. Wraz ze wzrostem kontaktów międzynarodowych oraz poziomu wykształcenia metoda stereotypów ulega z konieczności stopniowemu zanikowi.

12. Metoda powtarzania sloganów - warunkiem skuteczności tej metody jest przede wszyst-kim tzw. właściwy slogan, tzn. stosunkowo krótki i tak sformułowany, aby oddziaływał ma wyobraź¬nię i uczucia odbiorcy. Slogan tego rodzaju powi¬nien być także dostosowany do psychiki tej grupy ludzi, na którą pragnie się oddziałać. Slogany bywają różnego rodzaju, np.: Your country needs you - Twój kraj Ciebie potrzebuje (slogan angielski z czasów I wojny światowej), czy też hitlerowski slogan: Ein Volk, ein Reich, ein Führer - Jeden naród, jedno państwo, jeden wódz. Sto¬sując metodę powtarzania sloganów zakłada się, iż odbiorca owych sloganów nie będzie się zastana¬wiał ani nad znaczeniem poszczególnych słów, ani nad prawdziwością całego sformułowania. Wykorzystuje się zatem lenistwo myślowe ludzi. Z chwilą jednak, gdy ludzie wskutek znalezienia się w pewnych sytuacjach zaczynają myśleć i zastanawiać się, metoda powtarzania sloganów staje się nieskuteczna, obracając się często przeciwko tym, którzy ją stosują.

13. Metoda tła emocjonalnego - można ją także nazwać obszerniej: metodą wywoływania okre¬ślonego nastroju kojarzonego z przekazywaniem określonych informacji. Nastrój wywołuje się wśród grupy ludzi za pomocą różnorodnych środków (odpowiednie otoczenie zewnętrzne, pora dnia, oświetlenie, muzyka, pieśni lub piosenki, ewentualnie taniec lub lekkie środki podniecające), a następnie przekazuje się odpowiednie im formacje, dbając jednak, aby informacji tych nie było zbyt wiele. Jest oczywiste, iż wywołany nastrój powinien w możli¬wie wysokim stopniu korelować pozytywnie z treścią przekazywanych informacji. Dlatego np. byłyby prawdopodobnie pewne trudności, gdyby się prag¬nęło stosować opasaną tu metodę do propagandy współczesnej wojny, dotychczas bowiem nie zostały jeszcze skomponowane piosenki na temat uroków walki atomowej. Być może jednak nastąpi to w niedalekiej przyszłości. Jest pożądane, aby muzyce piosenek albo też pieśni, których używa się często przy stosowaniu. metody tła emocjonalnego, towarzyszyły odpowiednie słowa. W ten sposób właśnie najlepiej łączy się dwa zasadnicze elementy danej metody: nastrój i treść. Tak też np. - zaznaczamy to jedynie w charakterze dygresji - propaguje się za granicą seks, który znakomicie odwraca uwagę młodszych i starszych ludzi od spraw społecznych. Propaganda tego rodzaju popierana jest często przez państwo, a tzw. sex-explosion w niektórych krajach (nie mylić z eksplozją demograficzną) nie jest bynajmniej rezultatem samorzutnego i niekontrolowanego oddziaływania różnych czynników. Metoda tła emocjonalnego stosowana jest od tysięcy lat przez wszystkie zorganizowane religie oraz wiele różnorodnych organizacji. Stosowana jest także - w bar¬dzo wysokim stopniu natężenia - przy obrzędach inicjacji u ludów pierwotnych oraz, słabszym stopniu natężenia - przez skauting. Dzieci bowiem i młodzież podlegają na ogół o wiele silniej sugestii nastroju niż dorośli, obecnie jednak w mniejszym stopniu niż dawniej, a to z powodu kryzysu jednolitych kryteriów wartości.

Należy zaznaczyć, iż omawiana tu metoda jest na ogół bardzo skuteczna nie tylko w zastosowaniu do dzieci i młodzieży. Oddziaływaniu jej ulegają ludzie nawet o dosyć wysokim stopniu wykształ¬cenia, lecz słabym zmyśle krytycznym, tzn. nie nawykli do samodzielnego myślenia. Metoda tła emocjonalnego ma jeszcze tę zaletę, iż za jej pomocą nie tylko kształtuje się i utrwala, odpowiednie postawy, lecz także w znacznym stopniu wzmacnia integrację danej grupy oddanej określonemu oddziaływaniu. W tym celu jednak określone operacje kojarzenia wywołanego nastroju z danymi informacjami powinny być powtarzane dosyć często raczej w ustalanych odstępach czasu, powinny także odznaczać się pewną różnorodnością. Zresztą tak się przeważnie czyni, zwłaszcza w masowych środkach oddziaływania.

Równie powszechna jest metoda uzasadnień naukowych - jest ona jednak tak znana, że nie ma potrzeby jej tutaj przedstawiać.

Metody tu opisane są stosowane nie tylko w propagandzie, lecz także w wychowaniu domowym i szkolnym, w kierowaniu ludźmi w zakładach pracy itd. W tych wypadkach jednak są one stosowane bezwiednie, tzn. stosujący je przeważnie (nie zdają sobie sprawy, iż stosują właśnie tę a nie inną metodę. W propagandzie, także w niektórych organizacjach metody te stosowane są na ogół świadomie. Celem wymienionych metod, jak zostało to zaznaczone na początku rozdziału, jest spowodowanie określonego postępowania ludzi. Postępowanie jednak w większości wypadków jest wynikiem określonej postawy, postawa zaś implikuje nie tylko określony sposób odczuwania; lecz także określony sposób myślenia. Wydaje się, iż warto się zastanowić, jaki jest podstawowy cel pośredni - będący w tym wypadku koniecznym warunkiem zmiany postępowania - który osiąga się, za pomocą stosowana opisanych metod oddziaływania. Innymi słowy: w jaki sposób dochodzi do wytworzenia i utrwalenia owych postaw, tak korzystnych dla oddziałującego?

Otóż we wszystkich niemal opisanych metodach chodzi o oddziaływanie za pomocą słów lub obrazów na różnego rodzaju uczucia, o podsycanie tych uczuć i w ten sposób ograniczanie swobody myślenia tych, na których się oddziałuje, bądź intensyfikacją ich myślenia w zamierzonym kierunku. Jest to w danym wypadku konieczny warunek zmiany ich postaw. Chodzi bowiem o to, aby myśleli oni tak, jak życzy sobie tego oddziałujący, niezależne od faktu, czy ma on rację - oceniając ,na podstawie racjonalnych przesłanek - czy też nie. Wtedy, gdy zespół poglądów oddziałującego jest zgodny z poznaną dotychczas rzeczywistością, może on operować argumentami racjonalnymi (7), które - jak się wydaje - są nie do odparcia na dłuższy dystans, gdyż wytrzymują próbę konfrontacji z rzeczywistym stanem rzeczy. Chociaż opinie oparte ma silnych uczuciach bywają niekiedy dla ludzi ważniejsze niż fakty. Wtedy natomiast, gdy poglądy oddziałującego wpajane tym, na których się oddziałuje, nie są oparte na przesłankach racjonalnych, oddziałujący może jednak zyskać wysoki stopień powodzenia w działaniu, jeśli potrafi umiejętnie operować różnego rodzaju metodami oddziaływania. Metody te stanowią dla niego istotną pomoc. Są w wielu wypadkach skuteczne. A zatem można by je nazwać metodami dobrej roboty.

W tym miejscu powstaje dylemat, który rozwiązać można wtedy, jeśli wyraźnie określimy to, co nazywamy dobrą robotą. Biorąc to pod uwagę, należałoby zatem nazwać wymienione tutaj metody oddziaływania metodami dobrej złej roboty (8). (...) Z jednej strony bowiem jest to działanie często o wysokim stopniu skuteczności, z drugiej zaś - trudno mówić w szerszym znaczeniu o dobrej robocie wtedy, jeśli jednym z koniecznych warunków jej powodzenia jest ograniczenie niejako od wewnątrz swobody myślenia ludzi, co na dłuższą metę ze względu, na rozwój społeczny nie wydaje się korzystne (9). Jest to także sprzeczne ze sprecyzowanym powyżej wzorcem wychowawczym (...).

Nie sądzimy bynajmniej, iż propaganda może nie być stosowana. Przy obecnej przewadze myślenia emotywnego nie jest możliwe mobilizowanie ludzi do jakichkolwiek akcji inaczej jak przez tzw. środki perswazyjne, przekazywane za pomocą masowych urządzeń. Jest zresztą interesujące, co podkreślił Ch.L. Stevenson, iż przy całkowitej emocjonalnej neutralizacji słów: propagandysta i moralista mogą być one stosowane zamiennie, jeden i drugi bowiem starają się wpłynąć na postawy ludzi za pomocą różnych środków perswazji, odwołują się do znaczeń emocjonalnych poszczególnych słów lub zwrotów i w ten właśnie sposób powodują zmianę postaw (10).

W niniejszym rozdziale pragnąłem jedynie podkreślić, iż zmiana postawy powoduje zmianą myślenia w określonej dziedzinie lub na określony temat. Jeśli wychodząc z określonych kryteriów wartości pragnie się raczej wzmóc umiejętność myślenia racjonalnego oraz swobodę myślenia, to wydaje się, iż ten sposób propagandy lub moralizowania, jaki uprawiany jest dotychczas, nie zawsze służy temu celowi.

Przytoczony fragment za Jarosław Rudniański, Homo cogitans. O myśleniu twórczym i kryteriach wartości, Warszawa, Wiedza Powszechna, 1981, s. 122-136.

Przypisy:
(1) Klasyczną już pracą opisującą zatrucie informacyjne (chociaż bez użycia tego terminu), spowodowane przez pracowników nauk społecznych na usługach agencji reklamo¬wych, jest książka V. Packarda: The Hidden Persuaders, New York 1960.
(2) M. Choukas: Propaganda Comes of Age, Washington 1965, s. 257 (cyt. wg Q. Arbatow: Propaganda na Zachodzie. Doktryny, metody, organizacja, Warszawa 1972).
(3) Przytaczamy tu kilka definicji terminu propaganda: Propaganda: próba wpłynięcia na działania, myśli i uczu¬cia ludzi lub zapewnienia sobie przyjęcia przez nich okre¬ślonego przekonania, postawy, doktryny lub zasady (C. V. Good (red.): Dictionary of Education, New York 1959, s. 424). Jest to rozumienie najszersze tego terminu. Rozumienie węższe: Propagandą nazywa się usiłowanie oddziaływania na osobowość oraz dążenie do sprawowania kontroli nad zachowaniem się jednostek w stosunku do wartości trak¬towanej jako nienaukowa lub wątpliwa w określonym spo¬łeczeństwie i czasie (L. W. Doob: Public Opinion and Propaganda, New York 1956, s. 240). Rozumienie pośrednie: (...) propaganda to pozyskiwanie dla jakiejś idei lub akcji (J. Sosnowski: Teoria propagandy w zarysie. Warszawa 1948, s. 9).
(4) Metody reklamy oraz mechanizmy psychologiczne wykorzystywane przez reklamę opisane są dobrze w literaturze przedmiotu w języku polskim przez M. E. Burtta: Psychologia stosowana, Warszawa 1965, s. 472-537. Na ostatniej stronie swojego opracowania, w rozdziale zatytułowanym Psychologia reklamy, Burtt pisze: Postęp społeczny opiera się na opinii publicznej, na nią z kolei można wywierać wpływ za pomocą rozmaitych technik psychologicznych. Czy nazwiemy je propagandą, czy wychowaniem to już sprawa w dużym stopniu umowna.
(5) Biorąc pod uwagę niewielką objętość rozdziału, wymienianie tutaj wszystkich pozycji, na jakich oparł się autor, nie wydaje się celowe. Podstawowe prace z tego zakresu to: J.A.C. Brown: Techniąues of Persuasion, New York 1963; K.W. Doob: Propaganda: Its Psychology and Techniąue, New York 1935; tenże: Public Opinion nad Propaganda, New York 1956; L. Frazer: Propaganda, London 1957; C.I. Hovland, I.L. Janis, H.H. Kelly: Communication and Persuasion: Psychological Studies of Opinion Change, New Haven 1959; D. Katz, D. Cartwight, S. Eldersveld, A. Mc Ciung Lee: Public Opinion and Propaganda, New York 1954; W. Schramm (red.): Mass Communications, Urbana 1961, oraz The Process and Effects of Mass Communication, Urbana 1955. Z polskich prac dotyczących tej tematyki należy wymienić publikację F. Malczewskiego: Amerykańska wojna psychologiczna, Warszawa 1964, wzmiankowaną już pracę J. Sosnowskiego: Teoria propagandy w zarysie, L. Wojtasika: Psychologia propagandy politycznej. Warszawa 1975, S. Kwiatkowskiego: Slowo i emocje w propagandzie, Warszawa 1977, M. Szulczewskiego: Informacja społeczna, Warszawa 1979, z prac radzieckich zaś - wspomnianą pracę G. Arbatowa: Propaganda na Zachodzie.
(6) Zob. A. Eskola: Social Influence and Power in Two-Person Groups, Copenhagen 1961, s. 25.
(7) Bogaty zestaw metod operowania argumentami racjonalnymi daje T. Pszczołowski w pracy: Umiejętność przekonywania i dyskusji, Warszawa 1964.
(8) Nasuwające się prakseologowi rozwiązanie za pomocą relatywizacji: metody dobrej roboty, jeśli chodzi o sprawność działania, a złej, jeśli chodzi o środki lub o cel - nie rozwiązuje, niestety, sprawy. W dalszym ciągu bowiem dla szerokich warstw ludzi pozostaje otwarte pytanie, co będziemy nazywali dobrą robotą. Zob.: T. Kotarbiński: Medytacje o życiu godziwym. Warszawa 1966, s.142-143.
(9) W pewnych sytuacjach społecznych (np. zagrożenia wojennego, wojny) stosowanie wyszczególnionych w tym artykule metod oddziaływania słownego uważane bywa za nieodzowne.
(10) Ch. L. Stevenson: Ethics and Language, New Haven 1960, s. 243-252


Ps. a tymczasem NowyEkran.pl odjechał

.