Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kondominium. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kondominium. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 3 kwietnia 2016

Gdzie my jesteśmy?


Kondomium rosyjsko-niemieckie pod żydowskim zarządem powierniczym – to sformułowanie autorstwa pewnego mało znanego reżysera określające hipotetyczny status prawno-administracyjny Polski w ONZ po 1989 roku. Z założenia jest to nieformalna struktura mylnie nazywana niepodległym państwem, w której wpływy przebiegają po linii zaborów, a skupiane są przez wstrętnych, polakożerczych i chciwych żydów, którzy jeszcze niesłusznie oskarżają tolerancyjnych Polaków o antysemityzm.

A teraz bardziej poważnie. Są pewne postawy, procesy i zachowania w historii świata - w tym Europy - które wydają się niezmienne i chyba trwają w różnych odsłonach do dzisiaj. Wielu uważa też, iż istnieją wyznaczone przez określone środowiska ukryte długookresowe cele dotyczące ludzkości, które implikują powstawanie niektórych wydarzeń, np. I i II WŚ, rewolucje, kryzysy finansowe, współczesne lokalne konflikty zbrojne, zamachy terrorystyczne czy ostatnio problemy imigracyjne...

Popatrzmy na pewne procesy polityczne i gospodarcze, jakie się dzieją u nas lub w naszym bliskim sąsiedztwie. Oto bez porozumienia zakończyły się niedawno kolejne trójstronne negocjacje z udziałem Rosji, Ukrainy i UE na temat rosyjskich zastrzeżeń do umowy o strefie wolnego handlu między Kijowem a Brukselą (DCFTA). Rozmowy na ten temat trwały prawie 18 miesięcy. W tym czasie odbyły się 22 spotkania, w tym 15 na poziomie ministerialnym.

Czyli co? Suwerenne państwo – Ukraina – nie może wejść do strefy wolnego handlu bez zgody Rosji? Takie same warunki towarzyszyły próbom (tym sprzed Majdanu) wejścia Ukrainy wprost do UE. Wówczas również najpierw miały zostać spełnione rosyjskie zastrzeżenia. Jaki to ma związek z Polską? Nasze negocjacje z UE, okres dostosowawczy, trwały kilka dobrych lat. Skąd do końca wiemy jaki miały charakter? Jaką rolę odgrywała w nich Rosja? Dziś gołym okiem widać, że odegrała, i to dużą. Wystarczy prześledzić naszą politykę energetyczną po naszym wejściu do UE. Bez przerwy jest mowa o dywersyfikacji dostawców. A gdzie się zaopatrujemy w surowce energetyczne przez cały ten czas? Musimy zrozumieć jedno. Obowiązuje zasada dotrzymywania umów zawartych przez poprzednie rządy. Skąd wiemy jak to wygląda? Kto pamięta umowę z Rosją na dostawy gazu podpisaną przez ówczesnego wicepremiera Pawlaka? Z jakiego powodu tak niekorzystna umowa została zawarta?

To samo jest z NATO. Od lat nasze władze apelują o to, by pakt wzmocnił swoją obecność na terytoriach nowopowstałych państw po upadku bloku sowieckiego. I znowu - minęło tyle lat. I co? I nic? A w międzyczasie min. rosyjski Ławrow ujawnił, że pakt zawarł z Rosją w 1987 roku porozumienie, które taką możliwość wyklucza? Czy to oznacza, że jesteśmy w kondominium niemiecko-rosyjskim, skazani na rolę taniego zaplecza sezonowej siły roboczej, miejsca, gdzie upycha się nadwyżki produkcji i państwem które musi kupować ropę i gaz w Rosji? I nie wolno wtrącać się nam do tranzytu tych surowców na Zachód. A za surowce musimy płacić więcej niż kraje sąsiednie.

Szczyt Nuklearny w Waszyngtonie jest niezwykle ważny, ale dwie rzeczy osłabiają jego znaczenie: 1. nie ma na nim Rosji, i fakt ten jest dodatkowo niebezpieczną zagadką, 2. odbywa się w miejscu skąd wyszła destabilizacja całej Azji. Spotkały się tam 52 państwa, ale nie oznacza to, że są zgodne w działaniu. I to jest problem, który dotyczy całego świata. Natomiast kolejny szczyt w Warszawie również będzie wielkim wydarzeniem, ale trudno oczekiwać, że grzech pierworodny w międzyczasie zostanie zmazany.

Oczywiście, fakt ten ma inne konsekwencje dla Stanów Zjednoczonych, inne dla Niemiec, UE, inne dla Turcji czy Chin, a zupełnie inne dla państw bałtyckich, Polski, Ukrainy i Europy Środkowo-Wschodniej. Czy mamy więc cieszyć się z obecności trudnej do zlokalizowania amerykańskiej brygady czołgowej w Europie, w Europie Środkowej, czy w Polsce? Jako poddani amerykańscy – oczywiście, powinniśmy jak w PRL, decyzję wychwalać pod niebiosy, dziękować i natychmiast wysłać naszych chłopaków na amerykański kolejny przegrany front i dalej prosić o amerykańskie wizy?

Natomiast jako kraj w miarę suwerenny, nie możemy udawać, że umiejscowienie brygady w Hiszpanii, Niemczech, czy nawet Rumunii jest zgodna z naszym oczekiwaniem. Będzie tak samo śmieszna, jak owa „szpica” z lokalizacją w Szczecinie. A tak nawiasem mówiąc, pomiędzy Szczecinem-Śląskiem a Ługańskiem-Donieckiem-(dziś)Krymem istnieje przestrzeń, którą Niemcy i Rosja wciąż traktują jako tren jednolity kulturowo i przeznaczony do zdobycia. Ten sposób myślenia pokutujący od kongresu wiedeńskiego w 1815 r. zmienić może jedynie właściwa lokalizacja – nie brygady, lecz adekwatnych do zagrożenia baz amerykańskich w Polsce – a więc bezpośrednio na tym szlaku, po którym podążali Napoleon, Hitler i Armia Czerwona. Właściwym miejscem jest terytorium Europy Środkowej, a konkretnie Litwa, Polska, Rumunia. W innym przypadku słabość szczytu nuklearnego rozbije go od wewnątrz.

Wracając do meritum i zakładając, że brygada zlokalizowana zostanie w Polsce, musimy zadać sobie pytanie na ile ta obecność może okazać się skuteczna, na ile prowokacyjna, a na ile podarkiem „na odczepnego”? I dalej, czy obecność Amerykanów w Polsce wyklucza owe poatomowe gruzowisko, na jakie skazał nas Układ Warszawski (ponadto nasi komandosi w pół godziny po wybuchu bomby atomowej mieli lądować w Danii i Norwegii)? Czy Polska nie jest jedną z transzei zaporowych, które rozmieszczono po świecie, a które mają chronić nie nas, lecz USA? Czy tzw. rotacja ciągła ma być rotacją ciągłą przerywaną, stwarzającą luki dyplomatyczne, czy ciągłą pionierską – a więc każda nowa uczy się od nowa? I to są pytania, które powinna zadawać sobie nasza dyplomacja, a potem wyciągać to, co można wyciągnąć. Tym, którym nie podoba się taki sposób myślenia odpowiadam, że powyższe pytania są rutynowe i stawiane w każdym szanującym się państwie.

Każde w miarę suwerenne państwo rozważa z kim powinno wejść w sojusze i czy ten sojusz w okresie najwyższej próby okaże się skuteczny? Ale również, czy w tym sojuszu mamy być niezłomni, jak ks. Józef Poniatowski, czy jak Piłsudski, który miał wyczucie polskiej racji stanu? Czy USA idzie z Rosja przeciw Chinom i jakie ma szanse powodzenia, czy odwrotnie, z Chinami przeciw Rosji? A może Chiny idą z Rosją przeciwko USA, a my w tym wypadku, stajemy się ofiarami źle skalkulowanej strategii? Tak wygląda dzisiejsza polityczna światowa szachownica.

Każde w miarę suwerenne państwo musi również ocenić odporność Suwerena, a więc siłę jego fizyczną, intelektualną i społeczną, czyli stopień świadomości społeczeństwa i skalę identyfikacji jego z państwem i własną kulturą. Potem musi to wszystko zsumować i przymierzyć do sytuacji w jakiej się znalazło w obecnym świecie. Bo państwo w pełni suwerenne zdaje sobie sprawę, że efekt skutecznego odstraszania może zapewnić tylko i jedynie obecność rakiet z głowicami nuklearnymi.

Rozmywanie niepodległości

Każde wstąpienie w federację, konfederację czy unię jest osłabieniem niepodległości własnej. Dlatego tak ważne są wspólne cele, wspólne dążenia i wzajemne poszanowanie. Na początku każde zasady federacyjne czy unijne są pięknie sformułowane i często odwołują się nie do racjonalnych czynników, lecz pięknych obrazów lub emocji.

Polskie dążenia do UE od samego początku miało pieczęć poddaństwa i drugoplanowości: „jak nie zrobicie tego a tego, to nie przyjmiemy was do unii, i tyle”. Przyjeżdżali panowie z Brukseli i pouczali, nauczali i wymuszali. W odpowiedzi z czasem samoczynnie pojawiła się usłużna spolegliwość i interesowna życzliwość. Społeczeństwo nie reagowało i dozwalało, bo było drugim pokoleniem wychowanym w PRL, gdzie wystarczyło czekać i coś się tam dostało: mieszkanie, pralkę, lodówkę, malucha itd., więc czekało i ufało, że jak już się dostaniemy do środka UE, to damy sobie radę. A efekt był taki, że kupiono rządy, a rządy kupiły część społeczeństwa – mniej więcej tą sama metodą. Teraz, gdy nowa władza chce wyrównać ów przechył, wszyscy, począwszy od Warszawy, Berlina do Waszyngtonu, stają okoniem. Nikt nie chce zrezygnować z tego, co było. A bryłę z posad świata ruszyć trzeba, bo jak ona się ruszy, to nie pozostanie z nas nic.

Tak więc stopień rozmycia każdej suwerenności zależy od stopnia przygotowania elit danego państwa oraz świadomości Suwerena. Reszta będzie albo dodana, albo ujęta. Trzeba jednak podkreślić, że nie każde wejście i nie każde wyjście z konfederacji czy unii jest wzmocnieniem. Do unii lub federacji chętniej wchodzą słabi, ale gdy, będąc w środku, zbyt dosłownie potraktują wspólnotę, często stają się jeszcze słabsi. Jedno jest pewne, że bez wysiłku – nie ma nic. Wysiłek jest wpisany w nasze życie, ale niestety, najcięższy jest ten intelektualny.

Punkt odniesienia

Bez jasno sformułowanego punktu odniesienia i poziomu wykształcenia niczego nie sposób ani ustalić, ani rozwiązać. Te dwie dziedziny ściśle się z sobą wiążą. Ale też trzeba podkreślić, ze punkt odniesienia i poziom wykształcenia nie mogą być wydumane lub życzeniowe, ideologiczne, czy narzucone politycznie. Punkt odniesienia i wykształcenia odnoszą się nie do mamony, lecz do podstaw kulturowych, własnego miejsca na ziemi i własnej mądrości. Naszą podstawą jest cywilizacja zachodnia, a ściślej – łacińska; nie lichwa, lecz praca; nie kodeks handlowy i kolonizacyjny, lecz rycerski (w Polsce jeszcze jest) itd. Są one jak tożsamość, bez których się nie istnieje; są jak wzorzec z Sévres, który albo pasuje, albo nie pasuje. W takim społeczeństwie patologia ma jasne kryteria i nie ma miejsca na święte krowy, bo święte krowy produkują kolejne święte krowy, jak aussiedlerzy aussiedlerów.

Tak samo jest w przypadku obecnej Polski. Jedynym dla niej punktem odniesienia, i nie ma znaczenia czy się to komuś podoba czy nie, jest niepodległa II RP, bo swoje dążenia i potrzeby artykułowała w warunkach niepodległości, z uwzględnienie polskiej specyfiki i zgodnie z własną racją stanu. W tamtym czasie sformułowano wiele projektów, które, dziś z pewnymi poprawkami wynikającymi z odmiennego położenia, powinno się kontynuować, a nie jak Syzyf wciąż pchać PRL-owską bryłę pod tę sama górę. Najważniejszym z nich jest wzorcowy model społeczny i szkolnictwo, które okazało się równym zwycięstwu pod Warszawą w 1920 r. (dziś stopień dezinformacji społecznej jest większy niż w 1918 r.).

Bez powrotu do polskich i europejskich źródeł nie jest możliwe sprawne zorganizowanie ani państwa, ani struktur społecznych, ani szkolnictwa, ani napisanie adekwatnej konstytucji, ani nawet rozwikłanie sporu wokół katastrofy smoleńskiej czy Trybunału Konstytucyjnego, bo odrzuca się 1000-letnie doświadczenie własne, bo został przerwany ciąg przekazu, bo obecna interpretacja przeszłości przestała opierać się na doświadczeniu pokoleń, a zaczęła na własnej jednopokoleniowej wyobraźni i wirtualnej rzeczywistości. W tym względzie poważnie została ograniczona wyobraźnia psychologiczna, historyczna, społeczna, a nawet osobista. Ofiarami padają nie tylko polska nauka, lecz nawet wzajemne stosunki międzyludzkie.

Jeżeli natomiast warunki polityczne nie pozwalają na zmianę kategorii myślenia czy sposobu działania, wysiłki w tym kierunku powinny następować w sposób zawoalowany – tak samo, jak to czynili nasi przodkowie. Bo nie ma innego wyjścia.

Ryszard Surmacz
2016-04-02 14:21
źródło: http://naszeblogi.pl/61271-w-trosce-o-bezpieczenstwo

czwartek, 21 sierpnia 2014

Niemiecko-rosyjska cena za „pokój”

pakt-ribbentrop-molotow

Kanclerz Angela Merkel przyjedzie z wizytą do Kijowa w 75. rocznicę paktu Ribbentrop-Mołotow, którym hitlerowskie Niemcy i Związek Sowiecki dokonali rozbioru Polski, a Moskwa uzyskała prawo do rozporządzania niepodległością suwerennych państw bałtyckich i Rumunii – przypominają ukraińskie media.

Niemcy, trzymający rękę na pulsie Europy i największy europejski sojusznik Rosji, ruszyli do „pokojowej” ofensywy na Ukrainie. Chcą ugasić pożar w Donbasie. Narzędziem gaśniczym będą bezprecedensowe dyplomatyczne naciski na Kijów – piszą ukraińscy komentatorzy polityczni.
Na początek w Kijowie będzie namawiać Ukrainę do zaprzestania działań wojennych w Donbasie sama kanclerz Angela Merkel.
Trzy dni później prezydent Poroszenko ma uczestniczyć w rozmowach na ten sam temat w Mińsku w formacie Ukraina – UE – Unia Celna. „Jadę rozmawiać o pokoju. Wezwę do wycofania separatystów z Ukrainy” – zapowiedział przed wizytą w Mińsku.
Po tym wszystkim, 30 sierpnia, ukraiński prezydent złoży roboczą wizytę w Brukseli, gdzie odbędzie szereg spotkań z liderami państw członkowskich UE, poświęconych jak najszybszemu zakończeniu konfliktu w Donbasie.
Podobnie jak miało to miejsce w czerwcu tego roku drogą do osiągnięcia tego celu ma być wstrzymanie ognia przez Ukrainę i wycofanie przez Putina jego najemników z Donbasu. No i jeszcze, o czym jest już bardzo głośno, pozostaną Ukrainie do przełknięcia dwa „drobiazgi”: powinna zgodzić się na federalizację oraz pogodzić z utratą Krymu na rzecz Rosji. Europa pod przywództwem Niemiec wtedy też aneksję Krymu uzna. Wtedy znowu zapanuje pokój. Do kolejnych politycznych kroków Berlina i Moskwy?

środa, 20 sierpnia 2014

Ujawniamy przekaz z Berlina: Tak niemieckie media nakazują odnosić się do Rosji i Putina


Obserwując ostatnie wydarzenia na arenie międzynarodowej nie ulega wątpliwości, że Niemcy w całości przejęły rolę głównego rozgrywającego w kwestii konfliktu na Ukrainie. Kanclerz Merkel jedzie z oficjalną wizytą do Kijowa, niemiecki szef dyplomacji Frank-Walter Steinmeier zorganizował (w wąskim gronie bez polskiego przedstawiciela) w Berlinie szczyt kryzysowy w sprawie ukraińskiego konfliktu, a główne media niemieckie uczą wszystkich jak poprawnie w danej sytuacji odnosić się do Rosji, a zwłaszcza rosyjskiego prezydenta.

Obserwując postawę Angeli Merkel w związku z sytuacją na Ukrainie, warto zwrócić uwagę na to, jak jest ona odbierana w głównych niemieckich mediach. Z analizy niemieckiego korespondenta portalu niezalezna.pl wynika, że niemieckie media w pełni popierają działania kanclerz Merkel wobec ukraińskiego kryzysu. Co niezwykle istotne, niemieckie media w ogóle nie używają określeń „wojna”, we wszystkich publikacjach można natrafić jedynie na słowo „kryzys” - brzmi ono przecież mniej groźnie.

Hamburski „Der Spiegel” chwali kanclerz oraz Steinmeiera za ich mądrą „wschodnią dyplomację”, która z jednej strony jak w Berlinie próbuje rozwiązać konflikt, a z drugiej jak Merkel w Rydze, czy później w Kijowie umiejętnie uspakaja państwa z byłego bloku wschodniego. Taki stan rzeczy podoba się raczej wszystkich Niemcom.

Monachijski „Sueddeutsche Zeitung” także wspiera niemiecką koncepcję szukania dialogu pisząc, że na razie wcale nie zanosi się na to, aby Moskwa miała atakować kraje bałtyckie, więc ewentualne rozlokowanie tam wojsk natowskich będzie prowokacją wobec Rosji i zaostrzy konflikt. Zdaniem tej gazety NATO powinno dać Moskwie jasny sygnał, że kraje bałtyckie nigdy nie będą strefą buforową.

Renomowany dziennik gospodarczy „Wirtschaft Woche” umieścił natomiast komentarz jednego z większych niemieckich przemysłowców Wolfganga Gruppa, który twierdzi, że to nie Moskwa prowokuje kraje Zachodu, lecz Zachód prowokuje rosyjskiego prezydenta. „Każdego dnia zauważamy w zachodniejprasie, w mediach elektronicznych jak skrupulatnie buduje się nieufność do Władimira Putina” – stwierdził Grupp, dodając, że wobec Rosji i jej przywódcy Zachód niepotrzebnie tworzy negatywny wizerunek.

W podobnym tonie wypowiada się wielu niemieckich biznesmenów, ale także ekspertów i polityków. Najnowszy „Der Spiegel-online” publikuje wywiad z rosyjskim ekspertem ds. międzynarodowych Fiodorowem Lukjanowem, który uznał, że berlińskie rozmowy nie przyniosły efektu, bowiem nie spełniono kilku podstawowych rosyjskich postulatów, mianowicie m.in. tego, aby „Wschodnia Ukraina otrzymała status autonomii”, aby „separatyści zostali zaproszeni do rozmów”, oraz aby zapewniono, że „Ukraina nigdy nie wejdzie do NATO”. Oczywiście rosyjski ekspert stwierdza, że dla Rosji kwestia Krymu jest już przesądzona i nie podlega żadnym negocjacjom. Lukjanow podkreśla, że jeśli Zachód spełni warunki Rosji, ta nie zaatakuje Ukrainy, jeżeli jednak negocjacje nie dadzą nic, to „czeka nas wojna do całkowitego zniszczenia kraju”.

Berlin zakazuje drażnić niedźwiedzia


Przy okazji kryzysu ukraińskiego „Frankfurter Algemeine Zeitung” znalazł powód do zaatakowania Radosława Sikorskiego i całego polskiego rządu, za rezygnację z organizacji roku kultury rosyjskiej w Polsce. Przypomnijmy, że w podobnej sytuacji Niemcy nie zrezygnowały z organizacji roku języka niemieckiego i niemieckiej kultury w Rosji, ani roku rosyjskiej kultury w Niemczech. „Frankfurter Algemeine Zeitung” stwierdza wprost, że polski bojkot nie przyniesie nikomu żadnych korzyści. Komentator dziennika w dość specyficzny sposób krytykuje postawę polskiego ministra spraw zagranicznych za bojkot imprezy.

„Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który w zasadzie w swoim postępowaniu wyraźnie wzoruje się na niemieckiej polityce, tym razem pomimo tego postanowił odwołać Rok Kultury Rosyjskiej w Polsce” - czytamy na łamach „Frankfurter Algemeine Zeitung”

Niemieckojęzyczna prasa nie chce drażnić Putina i krytykuje wszystko, co może do tego prowadzić. 


Pod ostrze niemieckiej krytyki dostała się także polska parada wojskowa w Warszawie z okazji Święta Wojska Polskiego, którą nazwano „niepotrzebnym napinaniem muskułów”. Nie ulega wątpliwości, że dążenie przez Niemcy do dialogu z Moskwą za wszelką cenę, jedynie napędza wojenną spiralę, bowiem jasno daje Putinowi do zrozumienia, że dopóki decyduje Berlin on może się posunąć praktycznie do wszystkiego.

wtorek, 15 kwietnia 2014

Na rok AD 2030


Roztaczane są wizje Polski Narodowej, tak jakby "nad Wisłę" nie docierały słowa towarzysza Barosso, zapowiadającego otwarcie powstanie Państwa europejskiego od Zatoki Biskajskiej po linię Cursona...

Eksplozja demograficzna Chin wywoła – co przewidują analitycy amerykańscy – konflikt globalny o zasoby i przestrzenie Syberii, około roku 2030.
Przewidywania te znane są od dawna wszystkim zainteresowanym rządom, czyli USA, Chin, Rosji oraz Grupie Trzymającej Władzę w UE.
Kalkulacje te, najwyraźniej zaś nieznane są Obywatelom tworu nadwiślańskiego, którzy – z niezmąconym spokojem – rozważają warianty agresji polityczno-gospodarczej wrogiego Izraela, na Ziemie zrabowane Rzeczypospolitej oraz (również niezmącenie) snują wizje Polski Narodowej, tak jakby nie docierały do Nich słowa towarzysza Barosso, zapowiadającego otwarcie powstanie Państwa europejskiego od Zatoki Biskajskiej do linii Cursona, co zresztą jest wyraźnie spisane w traktatach, które owi Obywatele radośnie podpisali…
Publikuję poniżej grafiki Mojego pomysłu, aby czytelnicy osobiście przemyśleli sytuację, w której znalazła się Polska, na kilka lat przed próbą sił pomiędzy Chinami a Rosją:
 
Mapa nr 1: Przewidywany przebieg granic w Azji po roku 2030. Proces ich kształtowania może przebiegać latami, lecz skończy się na Uralu.
 Mapa nr 2: Według planów rosyjskich, istnieje dla nich konieczność odzyskania terytorium byłego ZSSR, łącznie z Polską. Planom tym towarzyszy agitacja przeprowadzana wśród Polaków, na rzecz sojuszu z Rosją.
Mapa nr 3: Według planów niemieckich, Polska ma stanowić przedpole gospodarcze i rezerwuar siły roboczej Cesarstwa Niemieckiego, powiększonego o Ukrainę, Białoruś, Afrykę Północną oraz Izrael. Ukraina i Białoruś stanowią „karty przetargowe” do rozmów z Rosją i mogą jej zostać oddane.
Z powyższych wykresów wynika przyczyna nagłego schłodzenia stanowiska RN w sprawie wyjścia Polski z UE. (Wreszcie Ktoś im Coś powiedział!). Polakom zaś nawet nie pozostawiono pola do wyrażenia opinii, czy chcą być częścią Cesarstwa, czy też może Chanatu Moskiewskiego.
O tym co gorsze, Polacy przekonają się się za kolejne 20 do 40 lat. Przywódcy RN ocenili już dzisiej, iż Cesarstwo zapewni więcej swobód niźli Chanat Moskiewski.
Konserwatysta  takiej śmiałości nie posiada…
Ceterum censeo Conventum esse delendum
 http://polacy.eu.org/3906/na-rok-ad-2030-/

.