Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merkel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą merkel. Pokaż wszystkie posty

środa, 20 sierpnia 2014

Ujawniamy przekaz z Berlina: Tak niemieckie media nakazują odnosić się do Rosji i Putina


Obserwując ostatnie wydarzenia na arenie międzynarodowej nie ulega wątpliwości, że Niemcy w całości przejęły rolę głównego rozgrywającego w kwestii konfliktu na Ukrainie. Kanclerz Merkel jedzie z oficjalną wizytą do Kijowa, niemiecki szef dyplomacji Frank-Walter Steinmeier zorganizował (w wąskim gronie bez polskiego przedstawiciela) w Berlinie szczyt kryzysowy w sprawie ukraińskiego konfliktu, a główne media niemieckie uczą wszystkich jak poprawnie w danej sytuacji odnosić się do Rosji, a zwłaszcza rosyjskiego prezydenta.

Obserwując postawę Angeli Merkel w związku z sytuacją na Ukrainie, warto zwrócić uwagę na to, jak jest ona odbierana w głównych niemieckich mediach. Z analizy niemieckiego korespondenta portalu niezalezna.pl wynika, że niemieckie media w pełni popierają działania kanclerz Merkel wobec ukraińskiego kryzysu. Co niezwykle istotne, niemieckie media w ogóle nie używają określeń „wojna”, we wszystkich publikacjach można natrafić jedynie na słowo „kryzys” - brzmi ono przecież mniej groźnie.

Hamburski „Der Spiegel” chwali kanclerz oraz Steinmeiera za ich mądrą „wschodnią dyplomację”, która z jednej strony jak w Berlinie próbuje rozwiązać konflikt, a z drugiej jak Merkel w Rydze, czy później w Kijowie umiejętnie uspakaja państwa z byłego bloku wschodniego. Taki stan rzeczy podoba się raczej wszystkich Niemcom.

Monachijski „Sueddeutsche Zeitung” także wspiera niemiecką koncepcję szukania dialogu pisząc, że na razie wcale nie zanosi się na to, aby Moskwa miała atakować kraje bałtyckie, więc ewentualne rozlokowanie tam wojsk natowskich będzie prowokacją wobec Rosji i zaostrzy konflikt. Zdaniem tej gazety NATO powinno dać Moskwie jasny sygnał, że kraje bałtyckie nigdy nie będą strefą buforową.

Renomowany dziennik gospodarczy „Wirtschaft Woche” umieścił natomiast komentarz jednego z większych niemieckich przemysłowców Wolfganga Gruppa, który twierdzi, że to nie Moskwa prowokuje kraje Zachodu, lecz Zachód prowokuje rosyjskiego prezydenta. „Każdego dnia zauważamy w zachodniejprasie, w mediach elektronicznych jak skrupulatnie buduje się nieufność do Władimira Putina” – stwierdził Grupp, dodając, że wobec Rosji i jej przywódcy Zachód niepotrzebnie tworzy negatywny wizerunek.

W podobnym tonie wypowiada się wielu niemieckich biznesmenów, ale także ekspertów i polityków. Najnowszy „Der Spiegel-online” publikuje wywiad z rosyjskim ekspertem ds. międzynarodowych Fiodorowem Lukjanowem, który uznał, że berlińskie rozmowy nie przyniosły efektu, bowiem nie spełniono kilku podstawowych rosyjskich postulatów, mianowicie m.in. tego, aby „Wschodnia Ukraina otrzymała status autonomii”, aby „separatyści zostali zaproszeni do rozmów”, oraz aby zapewniono, że „Ukraina nigdy nie wejdzie do NATO”. Oczywiście rosyjski ekspert stwierdza, że dla Rosji kwestia Krymu jest już przesądzona i nie podlega żadnym negocjacjom. Lukjanow podkreśla, że jeśli Zachód spełni warunki Rosji, ta nie zaatakuje Ukrainy, jeżeli jednak negocjacje nie dadzą nic, to „czeka nas wojna do całkowitego zniszczenia kraju”.

Berlin zakazuje drażnić niedźwiedzia


Przy okazji kryzysu ukraińskiego „Frankfurter Algemeine Zeitung” znalazł powód do zaatakowania Radosława Sikorskiego i całego polskiego rządu, za rezygnację z organizacji roku kultury rosyjskiej w Polsce. Przypomnijmy, że w podobnej sytuacji Niemcy nie zrezygnowały z organizacji roku języka niemieckiego i niemieckiej kultury w Rosji, ani roku rosyjskiej kultury w Niemczech. „Frankfurter Algemeine Zeitung” stwierdza wprost, że polski bojkot nie przyniesie nikomu żadnych korzyści. Komentator dziennika w dość specyficzny sposób krytykuje postawę polskiego ministra spraw zagranicznych za bojkot imprezy.

„Polski minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, który w zasadzie w swoim postępowaniu wyraźnie wzoruje się na niemieckiej polityce, tym razem pomimo tego postanowił odwołać Rok Kultury Rosyjskiej w Polsce” - czytamy na łamach „Frankfurter Algemeine Zeitung”

Niemieckojęzyczna prasa nie chce drażnić Putina i krytykuje wszystko, co może do tego prowadzić. 


Pod ostrze niemieckiej krytyki dostała się także polska parada wojskowa w Warszawie z okazji Święta Wojska Polskiego, którą nazwano „niepotrzebnym napinaniem muskułów”. Nie ulega wątpliwości, że dążenie przez Niemcy do dialogu z Moskwą za wszelką cenę, jedynie napędza wojenną spiralę, bowiem jasno daje Putinowi do zrozumienia, że dopóki decyduje Berlin on może się posunąć praktycznie do wszystkiego.

czwartek, 31 lipca 2014

The Independent: Tajny układ Merkel-Putin. Sprzedaż Ukrainy za mżonki o pokoju w Europie


Uznanie aneksji Krymu i zamknięcie drogi Ukrainy do NATO w zamian za pokój i stabilność dostaw gazu - tak według brytyjskiego dziennika ma wyglądać "tajny plan" Władimira Putina i Angeli Merkel na rozwiązanie konfliktu na Ukrainie

Według dziennika the "Independent", negocjacje między Putinem i Merkel przywódcami toczą się od dłuższego czasu i choć katastrofa MH17 je znacznie utrudniła, to porozumienie wciąż leży na stole. Powołując się na źródła "zbliżone do negocjacji", dziennikarka gazety  twierdzi, że rozmowy Putin-Merkel opierają się na dwóch filarach: stabilizacji granic Ukrainy oraz zapewnieniu jej bezpieczeństwa finansowego i energetycznego.

W praktyce miałoby to oznaczać uznanie przez Zachodu przyłączenie Krymu do Rosji. W zamian za to, Rosja miałaby się zgodzić na zaprzestanie finansowania i zbrojenia separatystów na wschodzie Ukrainy, nieingerencję w integrację gospodarczą z UE oraz wznowienie dostaw gazu na Ukrainę, a także rekompensatę 1 miliarda dolarów za straty poniesione przez nią z tytułu aneksji Krymu.

Kolejnym rosyjskim warunkiem ma być również zobowiązanie się Kijowa do nieubiegania się o członkostwo w NATO oraz zapewnienie większej autonomii wschodnim obwodom Ukrainy.

- Niemiecki plan pokojowy ciągle jest na stole i to jedyny plan, jaki jest. Negocjacje utknęły z powodu katastrofy MH17, ale mają zostać wznowione po zakończeniu śledztwa - cytuje anonimowego dyplomatę "Independent".

Jak podaje gazeta, Merkel dyskutuje na ten temat z Putinem osobiście. Od początku kryzysu rozmawiała ona z rosyjskim prezydentem więcej razy niż jakikolwiek inny przywódca.

- To jest "deal" Merkel. Negocjuje w tej sprawie bezpośrednio z Putinem, bo chce rozwiązać ten spór. Nie jest w niczyim interesie, by napięcia na Ukrainie się przeciągały, albo by Rosja była izolowana. Nikt nie chce nowej zimnej wojny - tłumaczy kolejny informator dziennika.

O negocjacjach nic nie wiedzą europejscy partnerzy Niemiec. Rzecznik prasowy MSZ Wielkiej Brytanii komentuje przy tym, że uznanie przez Zachód aneksji Krymu jest mało realne.

Komentarza w sprawie odmówił także polski MSZ.

- Nie komentujemy informacji mających charakter spekulacji medialnych - oświadczył rzecznik Marcin Wojciechowski.

za: http://www.independent.co.uk/news/world/europe/land-for-gas-secret-german-deal-could-end-ukraine-crisis-9638764.html


Moja opinia:

Ukraina w UE jest większym zagrożeniem dla Rosji niż Ukraina w NATO. Z prostego powodu: kiedy Rosjanie zobaczą, że ich "bratnia" Ukraina zacznie się zmieniać na lepsze, ludzie zaczną żyć w kraju o standardach zachodnich, bez korupcji (no, może z bardzo ograniczoną), w społeczeństwie obywatelskim, suwerennym, gdzie sami decydują o swojej przyszłości to zrobią Majdan w Moskwie i pogonią cara i jego "towarzyszy" do Korei Północnej, jeżeli zdążą uciec. 

Putin to wie. Dlatego tak ostro zareagował na Majdan w Kijowie. Wysłał nawet swoich snajperów. Nie przewidział tylko tego, że Janukowycz ucieknie jak ostatni tchórz zamiast utopić Ukrainę we krwi. Dlatego Putin będzie robił wszystko aby zdestabilizować Ukrainę. 

Ale jak widać narazie ponosi same porażki. Została mu więc opcja militarna, czyli podbój całej Ukrainy i zainstalowanie pro-kremlowskiego watażki, na co raczej się nie zdecyduje z uwagi na brak środków militarnych i co ważniejsze finansowych. 

Co z Krymem? 

Precedens Kosowa nie ma żadnego związku z agresją Rosji na Ukrainę i aneksją Krymu. Nie ma żadnych podobieństw między tymi dwoma faktami, co Rosjanie próbują wykorzystać do uzasadnienia swojej agresji na Ukrainę i podbój Krymu. Pseudoreferendum pod lufami karabinów, w których głosów na tak było bodaj 117% powszechnie na świecie uznano za farsę. 

Putin co by nie zrobił - jest na przegranej pozycji. Sam się wpędził w sytuację bez wyjścia i najpewniej zbyt długo już nie będzie carem Rosji. 

Za chwilę Ukraińcy do końca rozprawią się z terrorystami, których wysłał Putin na wschodnią Ukrainę. A potem ruszą wyzwolić Krym spod okupacji. Nie sądzę, że odpuszczą. 

Byli by głupi, gdyby dali sobie dyktować przez Merkelową i Putina tak niekorzystne rozwiązania dla nich. Stawiają złą prognozę ci, którzy przewidują jakiś pakt Merkel-Putin zakładający rozbiór Ukrainy, na co jakoby Obama i Cameron mieli by się zgodzić. 

- Wszystko zależy od samych Ukraińców, którzy jak się wydaje już dawno przejrzeli Angelę Merkel. Jej apele o zawieszenie broni sprzed miesiąca na szczęście pozostały bez echa. Jak wiemy miało to służyć temu aby terroryści mogli uzupełnić braki i nabrać sił do dalszej walki.

poniedziałek, 21 lipca 2014

Stara miłość nie rdzewieje?


Młoda, zdolna i niesłychanie ambitna działaczka polityczna, u schyłku NRD. I młody, zdolny, niesłychanie ambitny kagiebista. Oboje rezydują w tym samym mieście. Szykują się wielkie zmiany polityczne i ona jest typowana do kariery w "nowych" czasach i konfiguracjach. 

Który kagiebista nie zacząłby takiej persony rozpracowywać? Albo przynajmniej nie nawiązał bliższych relacji? 

Niczego nie sugeruję, ale czy to jest takie nieprawdopodobne, że nieprzypadkowo została do kariery "wskazana" i "popchnięta" właśnie ona?

Mijają lata i ta młoda dziewczyna jako kanclerz decyduje w imieniu swojego państwa - a nie oszukujmy się - jako najważniejszy polityk Europy, o relacjach z człowiekiem, którego kariera w najbardziej ponurej ze służb świata biegła kiedyś równolegle i w tym samym miejscu.

Teraz on jest prezydentem Rosji. 

Oczywiście się nie znali, no, może tylko mijali w tramwaju, prawda?


Angela Merkel i Władimir Putin odnoszą się do siebie z respektem. O sympatii czy zaufaniu nie ma raczej mowy. Ich kontakty to zapasy dwóch osobników alfa.
O tym, że Władimir Putin chętnie prowokuje, Angela Merkel mogła przekonać się na własnej skórze. W roku 2007 odwiedziła Putina w jego letniej rezydencji. Obydwoje zasiedli przy kominku, gdy nagle do pokoju wpadła czarna labradorka Putina "Koni". Angela Merkel zastygła. A potem ogarnęła ją wściekłość.

W latach 90. miała już przykrą przygodę z psem: rzuciła się na nią "Betty", myśliwski pies sąsiada w Uckermark, który ugryzł ją w kolano. Od tego czasu Merkel boi się psów. Kiedy udaje się gdzieś w podróż, jej asystenci, przygotowując teren wizyty, zaznaczają: żadnych psów!

Wszyscy mają to więc na uwadze - wszyscy, oprócz Putina. Ponoć delektował się chwilą przerażenia w oczach gościa z Niemiec. Na zdjęciach widać to wyraźnie: Putin siedzi rozwalony w fotelu i z uśmieszkiem zadowolenia spogląda na psa. Ten cały numer z psem nie był z pewnością przypadkowy. Był próbą zastraszenia, choć na chwilę, niemieckiej kanclerz. Zastraszenie to z resztą jedno ze standardowych "narzędzi pracy" rosyjskiego polityka.



poniedziałek, 5 maja 2014

Putinowo - Merkelowe rozgrywanie Ukrainy


Putin rozmawiał z Merkel. Uzgodnili, że do Moskwy pojedzie misja OBWE.

- Co to znaczy? - Ano znaczy to, że Rosja ma silnego sojusznika w Europie a Putin jako pułkownik KGB rezydujący kiedyś w NRD doskonale zna słabe punkty Merkel. Putin rozkazał, Merkelowa przyklasnęła. Tak wygląda w praktyce przewodnia rola Niemiec w UE.

Gdy w 2007 roku Angela Merkel odwiedziła Putina w jego letniej rezydencji i obydwoje zasiedli przy kominku, nagle do pokoju wpadła czarna labradorka Putina "Koni". Angela Merkel zastygła. A potem ogarnęła ją wściekłość. W latach 90. miała już przykrą przygodę z psem: rzuciła się na nią "Betty", myśliwski pies sąsiada w Uckermark, który ugryzł ją w kolano. Od tego czasu Merkel boi się psów. Kiedy udaje się gdzieś w podróż, jej asystenci, przygotowując teren wizyty, zaznaczają: żadnych psów! Wszyscy mają to więc na uwadze – wszyscy, oprócz Putina. Ponoć delektował się chwilą przerażenia w oczach gościa z Niemiec. Ten cały numer z psem nie był z pewnością przypadkowy. Był próbą zastraszenia, choć na chwilę, niemieckiej kanclerz. Zastraszenie to z resztą jedno ze standardowych "narzędzi pracy" rosyjskiego polityka. /źródło/

Rosja próbuje narzucić Ukrainie ustrój federalny, choć w moskiewskim wydaniu bardziej przypomina to demontaż państwa. Kijów przygotowuje własną odpowiedź: decentralizację, która ma umożliwić reformy i przyspieszyć modernizację kraju.

Obecna propozycja Putina to powrót do tego z czym przyjechał niedawno do Genewy Ławrow. Niczego nie uzyskał. No ale wtedy spotkania nie organizował Berlin. 

Wtedy do spotkania stron doszło dzięki wysiłkom Brukseli i Waszyngtonu, a Genewę wybrano na miejsce rozmów ze względu na szczególny charakter tego miasta: tu tradycyjnie odbywają się ważne i trudne negocjacje. Ławrow zasiadł przy jednym stole z Deszczycią, ministrem rządu, którego Moskwa nie uznaje.
Ukraina domagała się wycofania agentów oraz wojsk rosyjskich ze swojego terytorium i rozpoczęcia rozmów o deeskalacji, argumentując, że narastające napięcie na wschodzie kraju wykreowali Rosjanie, którzy wspierają tzw. separatystów. To rosyjskie służby stoją za atakami na budynki administracji: służba bezpieczeństwa Ukrainy przechwyciła nawet rozmowy uczestników protestów z promotorami w Moskwie. Kijów chciał też rozmawiać w Genewie o anulowaniu przez Rosję dekretu o aneksji Krymu oraz o wykorzystywaniu rosyjskiego wojska na terytorium Ukrainy.

Rosjanie tymczasem chcieli wymusić reformę konstytucji ukraińskiej, wprowadzić tam zapis o federalizacji kraju. W sprawie wyborów prezydenta, wyznaczonych na 25 maja, Moskwa domagała się przesunięcia daty elekcji. Zdaniem Moskwy najpierw powinny się odbyć referenda w poszczególnych regionach, dotyczące ich autonomii. Kreml domagał się też zaniechania użycia siły wobec protestujących – prorosyjskich i rosyjskojęzycznych mieszkańców wschodnich i południowych regionów – czyli w praktyce odstąpienia od decyzji o działaniach antyterrorystycznych, jakie są prowadzone na Ukrainie.

Przy tak rozbieżnych oczekiwaniach do rzeczywistego kompromisu nie doszło. Coś tam podpisano, ale nie miało to żadnego znaczenia, bo Rosji na kompromisie nie zależało, gdyż Rosja woli rozgrywać Ukrainę. Po Krymie obserwujemy właśnie następny etap tej rozgrywki. Tam wypuścili głuchoniemych na ulicę, a na wschodzie Ukrainy, gdzie przeważa ludność rosyjska, ludzie z wiosek zawracają z powrotem ukraińskie kolumny pancerne, a w miastach dywersanci z Rosji zajmują bez przeszkód budynki publiczne i magazyny broni. Wojsko ukraińskie nie ma ani krzty chęci do walki i często przechodzi na stronę Rosji, bo tam oferują wyższy żołd.

17 kwietnia szefowie dyplomacji Ukrainy, Rosji, UE i USA podpisali niby-porozumienie, w którym wszystkie strony zobowiązały się dążyć do deeskalacji napięcia we wschodnich regionach Ukrainy. Które z góry było skazane na niepowodzenie, bo Putin nie ma w zwyczaju przestrzegać porozumień.

Dlaczego teraz Moskwa naciska na spotkanie w sprawie federalizacji Ukrainy? I dlaczego o tym mają rozmawiać Putin i jakiś pełnomocnik Merkel (szef OBWE) ponad głowami Ukraińców? Czy to jest dla wszystkich do przyjęcia?

No i co na to Polska? Cóż ostatnio jest zupełnie nieobecna w międzynarodowych działaniach na rzecz rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Ba, nawet trudno o jakieś sensowne wypowiedzi przedstawicieli polskiego rządu. Dla przykładu minister spraw wewnętrznych Bartłomiej Sienkiewicz, który powinien znać Rosję i jej imperialne dążenia zwłaszcza pod rządami prezydenta Putina (przed objęciem teki ministra był ekspertem Ośrodka Studiów Wschodnich), co jakiś czas w sprawie Ukrainy, mówi językiem ministra Ławrowa. Ostatnio zdołał jedynie wydusić z siebie, „że władze w Kijowie nie kontrolują całego terytorium swojego państwa” co oczywiście jest stwierdzeniem prawdziwym, tylko bez wyjaśnienia z jakiego to się dzieje powodu. Co jest wpisywaniem się w rosyjską narrację. /źródło/

Radosław Sikorski mówiąc o mającym odbyć się wtedy spotkaniu pomiędzy USA, Unią Europejską, Ukrainą i Rosją w Genewie obiecywał, że świat zachodni nie sprzeda Ukrainy. Sikorski obawiał się, że Rosja w czasie spotkania w Genewie będzie chciała przeforsować federalizację Ukrainy. - Nie możemy zgodzić się z kolonialnym dyskursem, że to mocarstwa narzucają dużemu europejskiemu krajowi jego konstytucję. Ukraina, jeśli zechce, to się sama zdecentralizuje - mówił szef polskiej dyplomacji. Zaznaczył jednocześnie, że jego zdaniem Ukraina powinna się zdecentralizować. - Tam są mianowani przedstawiciele rządu do najniższych szczebli. Zatem więcej demokracji lokalnej na Ukrainie by się przydało, ale to muszą być decyzje ukraińskie - podkreślił. /źródło/

Czy z takim samym przesłaniem na zaproszenie Putina do Moskwy pojedzie misja OBWE?

O zmianie ustroju Ukrainy Moskwa zaczęła myśleć na długo, zanim upadł Janukowycz. Już w grudniu 2013r., Wiktor Medwedczuk, były szef administracji prezydenta Leonida Kuczmy, teraz uważany za głównego przedstawiciela Rosji nad Dnieprem, mówił, że „rozłam na Ukrainie jest już faktem dokonanym”.
A żeby nie rozłam nie zmienił się w rozpad, trzeba sfederalizować państwo – przekonywał. /źródło/

Po upadku Janukowycza, hasło „federacji” podchwyciła już oficjalnie Moskwa i jej sojusznicy na Ukrainie. Jak uzasadniają swoją propozycję? Rosyjskie media piszą o niej w samych superlatywach. Wg nich federalizacja miałaby:
- dać więcej ekonomicznej i politycznej samodzielności regionom;
- zmniejszyć napięcia językowe, religijne, narodowościowe;
- pozwolić lokalnym społecznościom decydować ws. języka w szkole;
- umożliwić wzajemną kontrolę władz centralnej i lokalnej;
- zwiększyć efektywność wydawania pieniędzy.

Niby nic złego, ale diabeł tkwi w szczegółach.

Po raz pierwszy szczegółowo postulat ten Rosja przedstawiła 17 marca. Analiza kolejnych zapisów komunikatu MSZ pokazuje, że w rzeczywistości jest to przepis na rozkład państwa ukraińskiego.

MSZ Rosji to oświadczenie wydało w czasie aneksji Krymu, więc światowe agencje prawie go nie zauważyły. Tymczasem właśnie tamten komunikatstał się podstawą wszystkich późniejszych żądań Rosji.

Już na początku ów komunikat MSZ Rosji podkreśla rzekomą polaryzację i głębokie podziały oraz różnice między różnymi częściami kraju ("...głębokiego kryzysu ukraińskiego państwa, prowadzącego do polaryzacji społeczeństwa i gwałtownego zaostrzenia antagonizmu między różnymi częściami kraju".). Jakimi zasadami powinni się kierować wszyscy zainteresowani stabilizacją Ukrainy? Moskwa niemal w każdym punkcie podkreśla "różnorodność" sąsiedniego kraju. Mamy więc "szanowanie interesów wieloetnicznego narodu Ukrainy", a konkretnie "wsparcie legalnych wysiłków wszystkich Ukraińców i wszystkich regionów kraju do życia w bezpieczeństwie i w zgodzie ze swoimi tradycjami i obyczajami, swobodnie korzystać z rodowitego języka, mieć bez przeszkód dostęp do swojej kultury i podtrzymywać szerokie więzi ze swoimi rodakami i sąsiadami". Warto zwrócić uwagę na końcówkę zdania. To pierwsza wzmianka o tym, że podmioty federacji ukraińskiej powinny mieć wolną rękę w prowadzeniu polityki zagranicznej niezależnie od Kijowa. Ten postulat jest teraz jednym z najważniejszych podnoszonych przez Moskwę.

Wg Kremla federalna Ukraina powinna być neutralna. Regiony mają samodzielnie w głosowaniu bezpośrednim wybierać organy swojej władzy ustawodawczej i wykonawczej oraz mieć szerokie pełnomocnictwa, wyrażające kulturowo-historyczną specyfikę każdego z nich, w kwestiach gospodarki i finansów, sfery socjalnej, języka, nauki, zagranicznych międzyregionalnych kontaktów, przy zapewnieniu ochrony praw mniejszości narodowych, żyjących w każdym podmiocie federacji: "Regiony będą samodzielnie w głosowaniu bezpośrednim wybierać organy swojej prawodawczej i wykonawczej władzy oraz mieć szerokie pełnomocnictwa, wyrażające kulturowo-historyczną specyfikę każdego z nich, w kwestiach gospodarki i finansów, sfery socjalnej, języka, nauki, zagranicznych międzyregionalnych kontaktów, przy zapewnieniu ochrony praw mniejszości narodowych, żyjących w każdym podmiocie federacji". Według Rosjan konstytucja powinna zapewnić "językowi rosyjskiemu na równi z ukraińskim status drugiego języka państwowego".

O wyborach na Ukrainie Kreml pisze tak: "Zaraz po uchwaleniu nowej konstytucji powinno być wyznaczone przeprowadzenie przy szerokiej i obiektywnej międzynarodowej obserwacji ogólnonarodowych wyborów do wysokich organów władzy państwowej Ukrainy z jednoczesnym przeprowadzeniem wyborów organów władzy prawodawczej i wykonawczej w każdym podmiocie federacji".

Oczywiście Rosja od razu chciałaby sformalizować aneksję Krymu. W punkcie 4. czytamy: "Uznaje się i szanuje prawo Krymu do określenia swojego losu w zgodzie z wynikami wolnego wyrażenia woli jego ludności w trakcie referendum 16 marca 2014".

Brzmi to jak wyrok na Ukrainę.
/źródło/

Rosyjski plan oznacza złamanie dotychczasowej obowiązującej Konstytucji Ukrainy i przyjęcie ustawy zasadniczej w formie forsowanej przez Moskwę.

Utrzymywanie przez obwody kontaktów z obcymi państwami bez oglądania się na politykę rządu w Kijowie, a więc paraliż polityki zagranicznej i obronnej Ukrainy. Brak jednolitej polityki ekonomicznej, społecznej, kulturalnej i edukacyjnej, a więc powolny rozkład państwa od wewnątrz.

Przyjęcie rosyjskiego scenariusza skończyłoby się całkowitym paraliżem państwa ukraińskiego. Kijów straciłby suwerenność, a przy formalnie neutralnym statusie, państwo utknęłoby na dobre w rosyjskiej strefie wpływów.


Z pewnością Ukrainie potrzebne jest referendum w którym Ukraińcy mogliby wypowiedzieć się czy chcą mieć suwerenne i niezależne politycznie państwo czy chcą wstąpić do WNP i rosyjskiej unii celnej. Rzeczywiście jest ku temu znakomita okazja. Można by to referendum przeprowadzić wraz z wyborami prezydenta Ukrainy, 25 maja a do tego czasu wstrzymać działania militarne, z obu stron.

- Jednak nie o to chodzi Rosji.

Czy można mieć pewność jak zagłosowali by Ukraińcy w takim ustrojowym referendum? Ponoć ponad 70 proc. Ukraińców jest przeciw federalizacji. Ale -

Dlaczego na Ukrainie była możliwa rewolucja? - Z powodu biedy 90% Ukraińców okradanych przez nieliczną grupę tzw. oligarchów powiedziało "Nie".

Wcześniej na Ukrainie, jako jednej z byłych republik ZSRR nie było prywatnej własności środków produkcji (poza przydomowymi ogródkami). Skąd zatem wzięli się oligarchowie? - W większości to ludzie komunistycznej władzy, a tylko nieliczni zdobyli bogactwa dzięki własnej pracy i pomysłowości. Pytanie skąd ci ludzie (komunistyczny establishment) wzięli pieniądze na prywatyzację? - Najczęściej z korupcji, ale również a może przede wszystkim z banków rosyjskich i zakładanych przez Rosjan spółek joint-venture.

Jest wiele danych, które wskazują na to, że początek rewolucji był inspirowany przez służby specjalne Rosji. Utrata przez Rosję 1 mld dolarów za przerwę w eksporcie gazu do Europy została wkalkulowana w cenę odcięcia Ukrainy od Unii i NATO. Aspekt finansowy ma zresztą wyłącznie znaczenie polityczne, gdyż pieniądze z eksportu ropy i gazu potrzebne są do finansowania polityki neoimperialnej. Analitycy podkreślają, że w konflikcie gazowym chodzi o podniesienie cen gazu do poziomu rynkowego. Przypomina to głęboką analizę konfliktu niemiecko-polskiego z 1939, w którym, jak wiadomo, chodziło o problemy transportowe, gdyż Polska nie zgadzała się na autostradę do Prus Wschodnich. /żródło/

Wiemy więc, że Majdan został wywołany przez Moskwę, ale później wymknęło się to spod ich kontroli. Masowe poparcie Majdanu wzięło się z biedy i buntu Ukraińców przeciwko oligarchom. Jak to się skończy?

- Bo Rosja nie odpuści. Czy Ukraińcy ulegną Putinowi i pożegnają swoje ambicje zbliżenia się z Unią Europejską i zwrócą się do Rosji i jej koncepcji Unii Euroazjatyckiej, BRICS? Pozbędą się swojej armii, tożsamości narodowej i samostanowienia?

Czas pokaże.

.