Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeź wołyńska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rzeź wołyńska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 17 lipca 2016

Witek: Rosyjska inspiracja Rzezi Wołyńskiej

Inspiracja sowiecka do mordowania "panów" we wrześniu'39 była nieskrywana:

Po okazaniu wojennej pomocy III Rzeszy Adolfa Hitlera 17 września 1939 roku Związek Sowiecki przyłączył do siebie wschodnią połowę Rzeczypospolitej i "rozpoczął w niej taki terror, że prześladowanym wcześniej w II RP ukraińskim działaczom polskie szykany zaczęły wydawać się przedszkolnym pogrożeniem palcem" (Mark Sołonin w "Nasza władza będzie straszna...").
Wcześniej jednak doszło do "spontanicznego" odzewu na ]. Całe tereny okupowane po 17 września 1939 spłynęły wtedy polską krwią nie pod auspicjami nacjonalistów ukraińskich, lecz komunistycznych internacjonalistycznych bojówek złożonych z ukraińskich, białoruskich i żydowskich aktywistów sowieckich. (za Antoni Zambrowski)

Wg Krzysztofa Jasiewicza z rąk białorusko-żydowskich zginęło w tym okresie niemal trzykrotnie więcej właścicieli ziemskich niż z rąk Ukraińców. Dopiero zaprowadzenie "sowieckiej praworządności" położyło kres tej rzezi. Po 4-5 latach historia jakby się powtórzyła...

"Po 17 września 1939 roku na Kresach Wschodnich działy się rzeczy, przy których bledną okrucieństwa rabacji Jakuba Szeli. Pochodzący z Wołynia koledzy opowiadali mi w polskim sierocińcu nad Wołgą o rżnięciu piłą polskich osadników w myśl zasady "dobry pan - na jeden raz, zaś zły pan na dwa razy piłowania". Działo się tak wszelako nie w myśl ideologii Dmytra Doncowa czy Stepana Bandery, lecz na wezwanie dowódców Armii Czerwonej idącej wyzwalać spod polskiego panowania "jedinokrownych" białoruskich i ukraińskich braci. Marszałek Siemion Timoszenko w odezwie do ludności wzywał: "Bieritie topory i kosy! Rieżtie polskich panow!". Więc rżnęli. Nie tylko na tzw. Zachodniej Ukrainie, ale i na Polesiu, i na Zachodniej Białorusi. Dmytro Doncow - znany ukraiński pisarz i publicysta nie miał z tym nic wspólnego, gdyż z polskim paszportem w ręku uciekł do Rumunii przed wkraczającą na Kresy Armią Czerwoną. Zresztą wątpię, aby napisane w okresie przejściowej fascynacji nacjonalizmem ukraińskim jego dzieła tłumaczono na jidysz."

źródło: Antonizambrowski.pl/artykuly_archiwalne/2009/wielebnemu_ksiedzu.html

Wstrząsające zdjęcie. Czworo martwych dzieci przywiązanych drutem do drzewa zamordowała cyganka Marianna Dolińska. Przez lata to zdjęcie pokazywano jako przykład zbrodni dokonanych przez UPA w 1943 roku. Tymczasem te dzieci zamordowała ich matka 11 grudnia 1923 roku we wsi Antoniówka koło Radomia. Przeczytaj cały tekst: Cyganka zawiniła, Ukraińców powiesili - Ukraińcy http://ukraincy.wm.pl/77144,Cyganka-zawinila-Ukraincow-powiesili.html#ixzz4EfBxlhNq

W rocznicę apogeum Rzezi Wołyńskiej 11 lipca podczas telewizyjnego wywiadu minister Obrony Narodowej Antoni Macierewicz podkreślił, że to Moskwa wywołała tę zbrodnię:
- "Prawdziwym wrogiem, który rozpoczął i który użył część ukraińskich sił nacjonalistycznych do tej straszliwej zbrodni ludobójstwa, jest Rosja. To tam jest źródło tego straszliwego nieszczęścia."

Całość wypowiedzi:

  

Słowa ministra dokładnie powtarzają moje tezy z poniedziałkowej, rocznicowej notki: "za ludobójstwem na Kresach musieli stać sowieccy mistrzowie prowokacji, którzy to mordowanie wywołali i stymulowali w swoich interesach. Perfidia tego planu polegała na tym, że okrutne, przerażające zbrodnie dokonywał za nich symboliczny Ukrainiec ..."
"11 lipca - bardzo potrzebny Dzień pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej"

Bardzo mnie cieszy, że po 2 latach moich uporczywych publikacji, głównie na "wiodącej platformie hostingowej" salon24.pl, przedstawiających i uzasadniających hipotezę o celowym sprowokowaniu przez sowieckie specsłużby ludobójstwa na Wołyniu 1943 roku, popartych długotrwałymi i trudnymi studiami na ten temat w końcu oficjalny przedstawiciel Polski powtórzył ją publicznie.

Nie była to przecież pierwsza zbrodnia ludobójstwa na narodzie polskim zawiniona przez sowieckich komunistów. Nawet jeśli nie zaliczyć do niej licznych masakr Polaków we wrześniu'39, Zbrodni Katyńskiej i masowych deportacji "na nieludzką ziemię" (co najmniej 500 tysięcy osób) z terenów zajętych przez ZSRR po agresji na Rzeczpospolitą w 1939 r., to Operacja polska NKWD 1937-38 całkowicie wyczerpuje znamiona genocidu pod względem etnicznym - około 200 tys. Polaków zamieszkujących ziemie po sowieckiej stronie granicy z Traktatu Ryskiego 1921 r. zostało w niej zamordowanych przez rozstrzelanie, zatłuczenie kijami czy doprowadzenie do śmierci z głodu i wyczerpania.

Dziwi więc upór wielu Polaków przed przyjęciem hipotezy podniesionej przez ministra Macierowicza o III etapie sowieckiego ludobójstwa na kresowych Polakach, tym razem wykonanego głównie rękoma ukraińskich narodowych socjalistów, wszak dowodów poszlakowych i wskazówek na to jest sporo - dziwi mnie lekceważenie ówczesnych "gorących" meldunków Armii Krajowej na ten temat, n.p.: "Przyczyny wołyńskiej akcji badam. (...) Niewątpliwy wydaje się wpływ propagandy sowieckiej, usilnie pchającej do przedwczesnego powstania elementy narodowe krajów okupowanych."

KG AK gen. Grot-Rowecki do Londynu 4.5.1943 (Armia Krajowa w dokumentach, t.III, s.5)
"Organizacja rzezi odbywa się niejednokrotnie na lokalnym aparacie OUN opanowanym od dołu przez dywersantów sowieckich."

Depesza KG AK nr 479 z dn. 19.8.1943 (Armia Krajowa w dokumentach, t.III)
„Oprócz Ukraińców współpracujących z niemieckimi wrogami Polaków w Małopolsce Wschodniej były grupy ukraińskie kierowane przez agentów sowieckich. W rejonie Złoczów i Stanisławów bandami ukraińskimi mordującymi Polaków kierowali sowieccy agenci.”
Meldunek d-cy AK nr 240 z 29.2.1944 Ldz 6874/44

Zainteresowanie przyczynami Rzezi zacząłem właśnie tu, na salonie24, podczas trwania Euromajdanu, kiedy profesjonalni rosyjscy trolle (pewnie z Olgino) powtarzali z uporem maniaka okoliczności i skutki tego ludobójstwa dla współczesnych stosunków polsko-ukraińskich. I ten syzyfowy upór prosowieckich komentatorów w przywoływaniu wołyńskich wydarzeń 1943 roku przy jednoczesnym marginalizowaniu zbrodni sowieckich tegoż okresu zrodził we mnie podejrzenia.

Jakby na ironię, na trop hipotezy o sowieckim śladzie w rozpętaniu Rzezi Wołyńskiej trafiłem dzięki publikacjom rosyjskiego historyka Marka Solonina, choć nie tych o ukraińskim nacjonalizmie, a o "Zapomnianej zbrodni Stalina" (tytuł jego pracy o czystkach etnicznych w Prusach Wschodnich i Śląsku od jesieni 1944 do wiosny 1945 roku). W niej napisał ów znakomity badacz sowieckich archiwów i analityk II wojny m.in.:
   
„Istnienie „specgrup” NKWD, które podszywając się pod partyzantów UPA, terroryzowały ludność Ukrainy, już dawno przestało być hipotezą. Zostały opublikowane dokumenty świadczące zarówno o skali działalności prowokacyjnej, jak i o metodach ich działania
 (...)

...do rozprawienia się z ludnością cywilną stworzono specjalne grupy terrorystyczne (komanda NKWD) i informacje o przybitych za języki do stołu dzieciach, ukrzyżowanych w kościołach kobietach oraz innych niewyobrażalnych okrucieństwach są właśnie rezultatem ich działań
.
Kłamstwo, prowokacja i terror kroczyły ramię w ramię od pierwszych dni bolszewickiej dyktatury: od zamachu na Lenina, o który oskarżono półślepą (i natychmiast rozstrzelaną) F.Kapłan, (...) od operacji „Trest”, w której GPU organizowało fałszywą antysowiecką organizację jako „zatrutą przynętę”.

Te właśnie treści popchnęły mnie do napisania cyklu, którego pierwszym odcinkiem rozpoczynającym wyjaśnianie była notka Największa tajemnica Rzezi Wołyńskiej - cz.1 
a jego podsumowującym - Scenariusz rozpętania ludobójstwa na Wołyniu.

Pod nim  znajduje się całość niewydanej do tej pory (boją się jej, łącznie z prezesem IPN dr Kamińskim) pracy, bo zmieniającej całkowicie spojrzenie na sens straszliwego polsko-ukraińskiego konfliktu lat 1943-45-47. Rozpoczyna ją znakomity wstęp mojego Współpracownika, bez którego nie powstałaby ta rewolucyjna w postrzeganiu jednego z najtragiczniejszych wydarzeń Polski w jej historii, praca: „Divide et impera” (dziel i rządź) to znana starożytna rzymska zasada opisująca klasyczną metodę skłócenia, a tym samym osłabienia niezgodą podwładnych lub konkurentów i wykorzystania efektów dla swojej korzyści. Stosowana zarówno w interpersonalnych, jak międzynarodowych rozgrywkach.

Zadziwiające, że żaden z polskich historyków do tej pory publicznie nie przedstawił możliwości wykorzystania tego klasycznego, dość prostego sposobu w niezwykle skutecznej próbie poróżnienia Polaków z ich największym wschodnim sąsiadem – Ukraińcami.

 A przecież znane są powszechnie prowokacyjne przyczyny pełnej przerażających po dziś dzień okrucieństw koliszczyzny 1768 roku (bunt chłopstwa pańszczyźnianego i Kozaków na Ukrainie, podczas niego najbardziej znana Rzeź Humania z 20 tysiącami zaszlachtowanych w tym mieście polskich i żydowskich ofiar) wybuchłej podczas (i niewątpliwie przeciw) antyrosyjskiej Konfederacji Barskiej, niemal w przeddzień rozpoczęcia procesu rozbiorowego I Rzeczypospolitej. Jeszcze bardziej jawny był austriacki patronat nad chłopską rzezią Jakuba Szeli w Galicji 1846 roku.

Wymieniając skutki Rzezi Wołyńskiej, bezpośrednie, jak i te odsunięte w czasie, istnieją przesłanki, żeby postawić tezę, że Wołyń’43 został "wyhodowany" na gruncie nawożonego przez Abwehrę skrajnego nacjonalizmu (trzeba przypomnieć, że powstanie ukraińskie w 1939 r. jednak nie wybuchło) przez bardziej zdecydowanych graczy, którzy tym sposobem załatwili sobie 5 pieczeni na jednym ogniu:

1. Skompromitowali ukraiński antykomunistyczny ruch oporu;
2. Skłócili na wieki (w zamierzeniu) Polaków i Ukraińców;
3. Zapewnili sobie polskiego rekruta (nierzadko z szeregów Armii Krajowej) do własnych celów (na froncie antyniemieckim i antyukraińskim - tzw. „Istriebitelnyje Bataliony”);
4. Skomplikowali Niemcom sytuację aprowizacyjną na zapleczu frontu (spalona ziemia);
5. Wypędzili Polaków (najbardziej impregnowanej na wpływy turańszyzny grupy etnicznej, od której wolnością od stuleci zarażali się Słowianie Wschodni) z terenów od 200 lat należących do „imperium wewnętrznego”.


A ile pieczeni na tym ognisku da się jeszcze wysmażyć, wie chyba tylko w piekle sam Sudopłatow...

Jeszcze jedno: w 1933 r. Stepan Bandera objął kierownictwo Egzekutywy Krajowej Organizaji Ukraińskich Nacjonalistów. Dzięki poparciu młodych działaczy został zatwierdzony na tym stanowisku przez Prowid OUN na konferencji w Pradze w dniach 3-6 czerwca 1933. Przewodniczącym Egzekutywy był tylko przez jeden rok – od czerwca 1933 do aresztowania w czerwcu 1934.

Za jego sprawą na początku lat 30. OUN wzmogło działalność terrorystyczną, a zwłaszcza terror indywidualny. Charakterystycznym dla doboru celów zamachów było, że ofiarami padali w dużej mierze Ukraińcy i Polacy szukający porozumienia polsko-ukraińskiego, m.in. Iwan Babij, kierownik ukraińskiego liceum we Lwowie, prezes sejmowego klubu BBWR Tadeusz Hołówko oraz minister spraw wewnętrznych Bronisław Pieracki - jeden z największych zwolenników pojednania z Ukraińcami.

W 1933 roku Bandera miał... 24 lata!!! Kto inspirował tych „młodych działaczy” do wyboru taktyki konfrontacji polsko-ukraińskiej w czasie, kiedy na Ukrainie szalał ludobójczy Hołodomor?!

Może ktoś kiedyś odpowie na te pytania.... 
Ale nie będzie to „pani od historii” wyedukowana przez Siemaszków, Isakiewicza-Zalewskiego i zdjęcia dzieci szalonej Cyganki przywiązane do drzewa przy pomocy drutu kolczastego…


źródło: http://witas1972.salon24.pl/720911,min-macierewicz-wini-rosje-za-rozpoczecie-rzezi-wolynia,2

sobota, 24 października 2015

Witek: Scenariusz rozpętania ludobójstwa wołyńskiego

Jakby tak bezstronnie opisać skomplikowane stosunki Polska-ZSRR, albo i "problem żydowski", to zarówno Katyń jak i obozy koncentracyjne stałyby się tylko częścią historii. Jednak nie patrzymy na to w ten sposób, bo to były działania wyjątkowo podłe i nieludzkie.  Tym bardziej jest takim Rzeź Wołyńska. 

Czy UPA było infiltrowane przez sowiecki wywiad? Na to pytanie odpowiedź twierdząca wydaje się być przesądzona. Jeśli bowiem spojrzeć na Rzeź Wołyńską przez pryzmat interesów mordercy wszechczasów to, co np. ukraiński historyk Jarosław Hrycak uważa za absurdalną z punktu widzenia interesów ukraińskich zbrodnię wojenną wydaje się być zrozumiałe.

I stanowi logiczne uzupełnienie wydarzeń wcześniejszych. Pamiętamy przecież, że dla Stalina jedna śmierć to tragedia ale milion to już statystyka… za: http://3obieg.pl/upa-bandyci-w-sluzbie-stalina

Zapraszam na: Scenariusz rozpętania ludobójstwa wołyńskiego





Rzeź Wołyńska (i Galicji) 1943-45 to jeden z najtragiczniejszych epizodów naszej najnowszej historii, przerażający swoim niepojętym skrajnym okrucieństwem i prymitywizmem zabijania. Do tej pory dość słabo zbadany i prawie niewyjaśniony w aspektach przyczyn, chronologii przebiegu wydarzeń i tragicznych skutków.

Poniżej tego próba będąca efektem wielomiesięcznych studiów na tym tematem:

   Koniec roku 1942 to fiasko ostatnich niemieckich prób wygrania II wojny światowej - klęska Hitlera wydaje się li tylko kwestią czasu i ofiar. Ofiar...

I wtedy...

1. Sowieci drogą namów i prowokacji przyśpieszają decyzję ukraińskich nacjonalistów o masowej dezercji z niemieckiej policji pomocniczej i ich zbrojnym wystąpieniom przeciwko dotychczasowym sojusznikom.

9 grudnia 1942 r. gen. Sudopłatow (specjalny agent Stalina od najtrudniejszych spraw, m.in. zabójstwa Konowalca, Trockiego, wywozu hiszpańskiego złota) napisał do zastępcy naczelnika 3. Zarządu NKWD I.I. Iluszyna notatkę służbową:
    ''Na terytorium całej okupowanej Ukrainy, głównie na Wołyniu, Niemcy nasilili represje, ponieważ natknęli się na opór Ukraińców wobec swojej polityki podatkowej i innych przedsięwzięć. W szczególności chodzi o wywożenie ludzi na roboty do Niemiec. Banderowcy zobaczyli, że ludność zaczyna popierać partyzantów sowieckich, którzy operują na Ukrainie Prawobrzeżnej. Pod wpływem tych czynników banderowcy oraz część pozostałych ukraińskich partii nacjonalistycznych Ukrainy Zachodniej podjęli decyzję o nawiązaniu kontaktów z ZSRR i Polakami w celu wspólnej walki z Niemcami''.

Adnotacja Iluszyna na dokumencie brzmiała jasno:
''Wykorzystując wszystkie materiały orientacyjne, za celowe należy uznać, mając na uwadze sprzeczności, opracowanie planu naszych przedsięwzięć operacyjnych zarówno na naszym terytorium, jak i na zapleczu przeciwnika, zgodnie z linią walki''.

    Kontakty z podziemiem ukraińskim zainicjował ppłk. Anton Brińskij, ''Diadia Pietia'', dowódca jednego z oddziałów dywersyjnych GRU - sowieckiego wywiadu wojskowego. Nie był chyba jeden, lecz odtajniono jedynie jego relację, w której opisywał, że OUN-B zorientowana jest na USA, bo w jej przekonaniu Niemcy wojnę przegrają, Sowieci zostaną rozbici, Anglia straci swoje znaczenie. Wobec wojny sowiecko-niemieckiej OUN-B zachowuje neutralność, bijąc się z Niemcami, ale nie podejmując ''działań aktywnych, nie zważając na to, że Niemcy ich prześladują i palą ich wsie''.
W styczniu Moskwa zgodziła się, żeby Brińskij spotkał się z szefami ukraińskiego podziemia. Ci zaprosili go na swoją konferencję (III Konferencję OUN-B), lecz na udział w niej nie dostał zgody Moskwy. Miał jednak podtrzymywać kontakt z podziemiem i doprowadzić m.in. do tego, by Ukraińcy nie wtrącali się do walki sowieckich partyzantów z Niemcami, a podjęli ją sami i nie stali z bronią u nogi. Z drugiej strony Brińskij miał działać tak, by rozbijać banderowców i szczuć na nich ludność jako nazistowskich pomocników.

    Brińskij osiągnął spektakularne sukcesy. M.in. policja, która znajdowała się pod wpływem OUN-B, zaprzestała walki z sowieckimi partyzantami.

Najważniejszym osiągnięciem Sowietów było jednak poszczucie Niemców na ukraińskich policjantów.
(Jak_Moskwa_rozpetala_pieklo_na_Wolyniu.html)
9 marca 1943, podczas ataku bojówki OUN-B Iwana Kłymyszyna Kruka na Bereźce, ukraińscy policjanci zabili 10 niemieckich przełożonych i zdezerterowali;
18 marca ukraińscy policjanci z posterunku w Boremlu zabili komendanta posterunku i zdezerterowali;
20 marca zdezerterował z Łucka kureń gospodarczy policji, liczący 320 policjantów oraz oddziały wartownicze i policja rejonowa w sile około 200 ludzi. Przed odejściem rozbito obóz jeniecki w Łucku, skąd uwolniono około czterdziestu osób oraz punkt zborny robotników przymusowych. Na bazie tych oddziałów utworzono w okolicy Kołek kureń UPA Rubaszenki;
22 marca policjanci z Krzemieńca, uprzedzeni o grożącym aresztowaniu, zabrali z magazynów broń i amunicję i zdezerterowali. Większość policjantów rozeszła się do domów, pozostali weszli w skład oddziału OUN-M „Chrona" i UPA - „Kruka";
26 marca oddział UPA ostrzelał Maciejów. W pościg za partyzantami Niemcy wysłali batalion policji nr 103 w sile 32 policjantów ukraińskich i 186 junaków. Oddział ten zdezerterował, tworząc kureń UPA Iwana Kłymczaka „Łysego";
27 marca oddział UPA opanował Ołykę, a nad ranem wycofał się razem z policjantami;
28 marca bojówka OUN-B Ołeksija Brysia Ostapa napadła na Horochów. Policjanci włączyli się do walki po stronie ukraińskiej, a po ataku wycofali się wraz z bojówką;
6 kwietnia 1943 nastąpił bunt ukraińskiej policji w Kowlu. Policjanci zabili 18 Niemców, uwolnili z więzienia aresztowanych i więźniów obozu pracy przymusowej. Z dezerterów utworzono sotnię UPA Wowczaka.

2. W międzyczasie nieznani sprawcy z wyraźnym wskazaniem(przez Sowietów) na ukraińskich partyzantów  (a było ich wtedy - zimą'1943 co najmniej 4 zwalczające się ugrupowania: bulbowcy, komuniści i nacjonaliści - ich również dwa odłamy: Bandery i Melnika) zaczynają masakrować polskie wioski - dochodzi do zbrodni w następujących miejscach w następującach po sobie dniach marca:
10. Antonin - zostaje zamordowanych kilkunastu Polaków
12. Białk - zamordowanychkilkunastu Polaków
18. Borówka - zamordowanych 29 Polaków
20. Deraźno - zamordowanych kilkudziesięciu Polaków
25. Polaniec - 50 Polaków
26. Lipniki - zamordowanych 179 Polaków
27. Kadobyszcze - 19 Polaków.
Spalono wioski m.in.: Dąbrówka, Deryca, Dolina Dąbrowa, Jamieniec.

Wcześniej, 9 lutego dochodzi do niezwykle okrutnej, z wymyślnymi torturami, masakry mieszkańców polskiej wsi Parośla, znajdującej się 12 km na południe (sic! Bardzo ważne do wyjaśnienia sprawców mordu) od Włodzimierzca.
Patrz rozdział: Mord w Parośli 9 lutego 1943 - tajemniczy początek Rzezi Wołyńskiej.

„Należy opracować bardziej konkretny plan... uświadamiający miejscowej (tj. ukraińskiej) ludności, że polscy panowie mogą powrócić, jeżeli na tym terytorium nadal bedą mieszkać Polacy” - taką radę na spotkaniu w dniu 8 lutego 1943 roku przedstawił major NKWD Czeprasow naczelnikowi Głównego Zarządu Bezpieczeństwa Państwowego (GUGB) przy NKWD Wsiewołodowi Mierkułowowi.

3. W miejsce Ukraińców, którzy uciekli do lasów, Niemcy nabierają do Policji Pomocniczej Polaków.

Część dyslokują z Generalnego Gubernatorstwa (202. Schutzmannschaftsbatallion) i polskojęzycznych terenów Wielkopolski i Śląska (włączonych do Rzeszy), część nabierają z miejscowych wołyńskich Polaków, przestraszonych i zagrożonych wzrastającą liczbą napadów ukraińskich partyzantów.

    Na Kresach Wschodnich, które weszły w skład Komisariatu Rzeszy Ukraina, w jednostkach tych służyli przede wszystkim Ukraińcy. Sytuacja zmieniła się wiosną 1943 roku, gdy duża część policjantów ukraińskich zdezerterowała, by zasilić oddziały Ukraińskiej Armii Powstańczej. Wtedy składy wybrakowanych posterunków i kompanii został uzupełniony w dużej części przez Polaków. Tak było np. w batalionach nr 102 w Krzemieńcu, nr 103 w Maciejowie. nr 104 w Kobryniu czy w batalionie w Sarnach, nr 107 i 202
     W miejsce zbiegłej do lasu policji ukraińskiej Niemcy rekrutowali Polaków (ok. 1,5-2 tys. osób), z Generalnego Gubernatorstwa ściągnięto Schutzmannschaftbataillon 202 (w większości składający się z Polaków) oraz oddziały policyjne z Wielkopolski i Śląska. Prof. Iluszyn tak opisuje ukraińskie doświadczenie szczucia Polaków i Ukraińców na siebie:
'      'W kwietniu 1943 r. tylko podczas jednej akcji na terenie powiatu łuckiego Niemcy spalili pięć wsi: Kostiuchówkę, Wowczyska, Jabłonkę, Dowżycę i Zahoriwkę. Oprócz Niemców w akcji brali udział również Polacy. () Dziesiątego kwietnia szczególnie ucierpieli mieszkańcy wsi Kniaże. Spalono czterdzieści gospodarstw i zabito 172 osoby. Niemcy mordowali całe rodziny, grabili i palili, wykorzystując ułożone przez Polaków listy. Komisarz Erich Koch podczas swojego pobytu w Horochowie całkowitą odpowiedzialnością za niemiecką akcję we wsi Kniaże obciążył Polaków''.

    A oto raport z działań jednego z oddziałów UPA z czerwca z powiatu łuckiego: '
    "Otrzymałem rozkaz zniszczenia dwóch folwarków Hirka Połonka i Horodyszcze. (..) Powstańcy zdobywali budynek za budynkiem. Spod budynków wyciągali Lachów i zarzynali ich, mówiąc: To za nasze wioski i za rodziny, które spaliliście;. Polacy wykręcając się na długich sowieckich bagnetach błagali: "Na miłość Boga, darujcie nam życie, ja nic nie winien i nie winna. A z tyłu czotowy O. z rozbitą głową odzywa się: A nasze dzieci, nasi starcy, czy byli winni, kiedy wrzucaliście ich żywcem do ognia" I robota idzie dalej (..). Po krótkim boju podłożyliśmy ogień pod budynki z Lachami, w których ci się spalili''.

4. Następuje akcja pacyfikacyjna ukraińskich wsi za sprzyjanie nacjonalistycznym partyzantom i ataki na Niemców - część sprowokowana przez sowieckich partyzantów zgodnie ze scenariuszem znanym z białoruskiej Chatyni (patrz "Khatyn - zbrodnia niemiekich faszystów") czy litewskiego Pirciupie(liczne przykłady w "Polsko-sowiecka wojna partyzancka na północnych Kresach 1943-45").

Zaborol, Omelnyk Duży i Mały
 (w odwet za zniszczenie folwarku Zaborol. Ludność wymordowały oddziały SS)
Chotyń 5.III - z udziałem Polaków bolszewiccy partyzanci zabili 10 i uprowadzili 9 nacjonalistów
Bogusze 8 i 9.III - bolszewicy zlikwidowali 26 OUN-owców i 100 ukraińskich mieszkańców
Remel 16.III- zamordowano kilkuset Ukraińców
Kniaże 10.IV - zamordowano 172 osoby narodowości ukraińskiej, w tym kobiety i dzieci. Spalono 40 gospodarstw. Prawdopodobnie na skutek prowokacji polskich (?) policjantów, który podrzucili do wioski broń i granaty, aby sprowokować Niemców do wydania rozkazu pacyfikacji wioski
Krasny Sad 19.IV- 106 mieszkańców zabito, całą wieś spalono. Wykonawcami Niemcy i polscy policjanci
Pidłużne - pacyfikacja wsi opisana przez polskiego policjanta z 202.Schutzmannschaftu
Dermań-Załuże 30.V - zamordowano 70 Ukraińców
Liubeńż i Lachwyczi - pacyfikacji dokonała polska komunistyczna partyzantka (prawdopodobnie oddział "Maksa" Sobiesiaka, który działał w akcjach opisanych poniżej.

Pod koniec marca 1943 r. grupa samoobrony z Huty Stepańskiej wraz z kilkoma partyzantami radzieckimi dokonała wypadu do Mielnicy Małej, gdzie rozbiła bojówkę UPA, zabijając kilkunastu Ukraińców. Podobna akcja miała miejsce 7 kwietnia 1943 r., na wieść o gromadzeniu się sił UPA w Butejkach. Grupa wypadowa samoobrony wraz z partyzantami radzieckimi rozproszyła upowców, zabijając kilkudziesięciu. Napad nie zapobiegł tragedii Huty Stepańskiej, a jedynie wzmocnił zapał mordowania Lachiw u Ukraińców.

5. Sowiecka agentura w niemieckim dowództwie - np. słynny dziś Hauptmann Zibert (major GRU Kuzniecow) dba, aby palenie wsi i morderstwa Ukraińców były wykonywane w dużej mierze rękoma polskich policjantów (pod niemiecką komendą) - np. Krasny Sad, Dermań-Załuże, Pidłużne.

6. Wywołuje to pragnienie zemsty na współpracujących z Niemcami (i Sowietami, np. polski oddział Józefa Sobiesiaka "Maksa" lub Satanowskiego) Polakach. Zemsty możliwej i łatwo osiągalnej - na polskich wsiach porozrzucanych pomiędzy ukraińskimi osiedlami i chutorami.

7. W tej niezwykle napiętej atmosferze wzajemnych oskarżeń, nienawiści i zemsty następuje przekłamanie przez "Kłyma Sawura"(dowódcę wołyńskiej OUN-B)rozkazu głównego dowództwa OUN-B o wypędzeniu polskiej ludności z Wołynia na bezlitosne wymordowanie całej polskiej ludności, co ochoczo wypełniają niedawni policjanci, teraz ukraińscy partyzanci, w taki sposób dokonując ekspiacji za wcześniejszą kolaborację.

Liczna wśród dowódców OUN-B sowiecka agentura dopilnowuje, aby morderstwa były odrażająco okrutne i wstrząsające, aby panicznie wystraszyć pozostałych przy życiu, aby deportowali się sami z tych miejsc przerażających zbrodni.

   Decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu kwestii polskiej” musiała zapaść w ścisłym gronie wołyńskiego kierownictwa OUN-B: Dmytra Klaczkiwskiego, kierującego wołyńską OUN-B, Wasyla Iwachowa, referenta wojskowego OUN-B oraz Iwana Łytwynczuka, dowodzącego siłami UPA na północno-wschodnim Wołyniu.

     Bo właśnie jeżeli zastosowanie metod z eksterminacji Żydów w powiatach Sarny i Kostopol było decyzją trójosobowego kierownictwa, to o rozpoczęciu mordów Polaków na zachodnim Wołyniu, gdzie dotąd ich nie było, zadecydował bezwątpienia samodzielnie Kljaczkiwśkij. Po śmierci Iwachowa pełnia władzy przeszła w jego ręce i on w czerwcu 1943 roku przekazał dowódcom UPA na zachodnim Wołyniu oficjalny rozkaz mordowania WSZYSTKICH Polaków bez uprzedzenia ich i bez wyjątku na płeć, wiek, itd.
       (...) powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat(...) Tej walki nie możemy przegrać, i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi.”

     Jeden z komendantów UPA,  Stelmaszczyk „Rudy” otrzymawszy taki rozkaz, zwrócił się do zastępcy przedstawiciela sztabu głównego Andruszczenki o wyjaśnienie. Ten odpowiedział mu, że „to nie jest polecenie z centrali, to jest przekręcenie w terenie”. W związku z tym „Rudy” próbował odwoływać się do „naczelnego wodza” prowadnika OUN-B Mykołu Łebedzia poprzez list z 24 czerwca 1943 r.

    Zdaniem wielu historyków zajmujących się Rzezią Wołyńską (dr hab Grzegorz Motyka, Piotr Zając, Jarosław Hrycak) „Kłym Sawur” przeinaczył, zmienił treść rozkazu centrali OUN-B. wypaczając jego sens = z nakazu żądanej ewakuacji (czyli wypędzenia) na natychmiastowe, podstępne mordowanie całej ludności polskiej od niemowląt po staruszki.

    W tym punkcie cele Związku Radzieckiego i nazistów ukraińskich są zbieżne - oczyszczona od polskich, katolickich panów Ukraina aż do Bugu (linia Curzona - główne żądanie graniczne sowieckiej dyplomacji od lat, a wkrótce ma się odbyć spotkanie Wielkiej Trójki decydujące o powojennym ładzie w Europie).

8. Polacy broniąc się przed tą orgią przemocy korzystają z każdej pomocy, które jest im oferowana, zarówno od Niemców, jak i od partyzantki sowieckiej, którą postrzegają jako sojusznika i wybawiciela.
Niezwykle kontrastujące z tym są decyzje Komendy Głównej Armii Krajowej, która odmawia pomocy masakrowanym Polakom:
   „Udostępnienie broni na Kresach roznieciłoby ogień walki do niewyobrażalnych rozmiarów, a opinia światowa uzyskałaby argument, że walka o granicę wschodnią była błędem politycznym". (SPP t.78, poz.184, nr 146) - Jan Rzepecki „Prezes", z-ca Komendanta Głównego AK, odpowiedział na prośby Wołyniaków o obronę, lub o broń.

Na tle takich wypowiedzi lawino wzrosła na Wołyniu popularność polskiej komunistycznej partyzantki, do 1 maja liczącej tam tylko 43 ludzi (sic!) a później rozrosłej się do 7 tysięcy żołnierzy, którzy przede wszystkim chcą bronić swoich, walczyć i zabijać banderowców (fałszywie zwanych a Wołyniu jeszcze długo "bulbowcami" - pierwszymi ukraińskimi partyzantami, którzy z morderstwami Polaków nie mieli nic wspólnego, nie chcieli mieć i za postawę swojego przywódcy Tarasa Bulby słono zapłacili (łącznie z jego żoną, zamęczoną na torturach przez Służbę Bezpieczeństwa OUN-B)

   Spirala przemocy rozkręciła się i zatrzymać jej już nie było sposób, choć rozpaczliwie próbował to robi poeta Zygmunt Jan Rumel, który Wołyń ukochał ponad życie, a nauka w słynnym Liceum Krzemienieckim ukształtowała go jako przedstawiciela twórczej inteligencji polskiej, która szczerze propagowała równość narodów, kultur i religii na byłych Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej. Jego teza o tym, że ma dwie matki - ojczyznę: Polskę i Ukrainę, znajdowała artystyczne odzwierciedlenie w jego pięknej, lirycznej poezji. Znawcy przedmiotu sytuowali jego twórczość wśród rówieśnych mu poetów: Baczyńskiego, Bojarskiego, Gajcego. Tragizm dziejów spowodował, że poeta przeistoczył się w żołnierza, który jednakowoż nie porzucił pióra.

    W styczniu 1943 r. porucznik Zygmunt Jan Rumel stanął na czele Komendy Okręgu VIII (Wołyń) Batalionów Chłopskich. W lipcu 1943 r. na polecenie Kazimierza Banacha udał się do sztabu Ukraińskiej Powstańczej Armii, czyli wprost do ˝jaskini lwa˝, z zadaniem przeprowadzenia pertraktacji ze stroną ukraińską. Podjął się poeta - żołnierz misji pojednawczej, z gorącym pragnieniem powstrzymania rozlewu krwi. Jednak intencje obu stron były diametralnie różne. Człowiek udający się do sztabu UPA z oliwną gałązką pokoju nie miał w tamtych warunkach żadnych szans. Nie dane mu było wrócić z tej szlachetnej misji. 10 lipca 1943 r. w Kustyczach na Wołyniu Zygmunt Jan Rumel i towarzyszący mu oficer do zleceń specjalnych, a także przewodnik zostali bestialsko zamordowani poprzez rozerwanie końmi, a ich szczątki poćwiartowane i rozwłóczone po okolicy.

    Śmierć z rąk banderowskich nacjonalistów w momencie, kiedy w pełni świadom zagrożenia zdecydował się jako emisariusz pertraktować z dowódcami Ukraińskiej Powstańczej Armii, aby zaniechali rzezi niewinnej ludności Wołynia, sytuuje go w panteonie narodowych bohaterów niewahających się przed złożeniem ofiary z życia w imię najwyższych wartości.
  Chciałbym tu przemówić ustami jego poezji. Pisał on:
˝A tak własnej żałoby wątłą kruchą czarą
Trzeba serce rozdzierać - myślom kruszyć wieka -
I słowem niewybrednym - samotniczą gwarą
Czytać to co jest łzami spisane w powiekach.˝.


Czy można nie nazwać tego poety wieszczem, gdy jeszcze przed swoją śmiercią pisał:
˝Dziś gdy nad oceanem krążą Zeppeliny
I gdy oba bieguny flagami przybrano,
Gdy świat można objechać w przeciągu godziny...
Dziś rachunku sumienia zrobić nie umiano.˝


    11 lipca 1943 roku w tzw. "czarną niedzielę", po kilku tygodniach mniej gwałtownych starć, dochodzi do apogeum Rzezi - co najmniej 99 ataków na polskie osiedla i miasteczka. Częścią z nich na pewno kierowali agenci sowieccy doskonale udający ukraińskich nacjonalistów, zresztą historia wielu prowokatorów pokazuje, że można było być jednocześnie czynnym radykalnym zwolennikiem Ukrainy od Sanu do Kaukazu i posłusznie wykonywać instrukcje z Łubianki.
11-lipca-1943-zaplanowane-apogeum-spontanicznej-rzezi-wolynskiej
 
    A z początkiem następnego roku 1944 ludobójcza rzeź, przeniesiona została się do Galicji Wschodniej....

    Czym były grupy specjalne NKWD?
        „NKWD na dużą skalę organizował również specgrupy udające UPA lub SB OUN. Pierwsze specgrupy utworzono już w 1944 r. Początkowo składały się z partyzantów sowieckich, szybko jednak zaczęto ich kadrę rekrutować spośród tych członków OUN i UPA, którzy ujawnili się lub zostali schwytani. W skład specgrup wchodzili pracownicy operacyjni NKWD. Mieli oni m.in. czuwać, aby przewerbowani upowcy nie zdezerterowali. Do tego ostatniego celu wykorzystywano spory frakcyjne między melnykowcami i banderowcami, którzy znalazłszy się w jednej specgrupie nawzajem siebie pilnowali. Specgrupy liczyły od trzech do pięćdziesięciu osób"
(Grzegorz Motyka, Likwidacja OUN-UPA w ZSRR - niniwa22.cba.pl/likwidacja_oun_upa.htm)

        „Istnienie „specgrup” NKWD, które podszywając się pod partyzantów UPA, terroryzowały ludność Ukrainy, już dawno przestało być hipotezą. Zostały odnalezione i opublikowane dokumenty świadczące zarówno o skali działalności prowokacyjnej (do czerwca 1945 r. utworzono 156 specgrup liczących 1783 funkcjonariuszy), jak i o metodach ich działania, które wyprowadziły z równowagi prokuratora wojskowego wojsk MSW Okręgu Ukraińskiego płk Koszyrskiego, który 15 lutego 1949 skierował do I sekretarza KC KPU Chuszczowa notatkę o faktach rażącego łamania radzieckiej praworządności w działalności tzw. „specgrup MGB”. Dalej prokurator Koszarski podaje długi, wielostronicowy wykaz aktów „samowoli i przemocy”. (…)

       Hipoteza nr 2 zakłada, że do rozprawienia się z ludnością cywilną stworzono specjalne grupy terrorystyczne (komanda NKWD) i informacje o przybitych za języki do stołu dzieciach, ukrzyżowanych w kościołach kobietach oraz innych niewyobrażalnych okrucieństwach są właśnie rezultatem ich działań. Od razu zaznaczę, że ta hipoteza nie wyklucza, a jedynie uzupełnia powyższe przypuszczenie o celowej i zleconej na samej górze demoralizacji Armii Czerwonej (podobnie jak bynajmniej nie hipotetyczny, a całkiem realny i aktywny udział organów OGPU w wywłaszczaniu chłopów nie wykluczał, nie zastępował, a jedynie uzupełniał i potęgował okrucieństwa mas wiejskiego lumpenproletariatu).


      Ta hipoteza może wydawać się zupełnie nieprawdopodobna, ale jedynie w ramach wyobrażeń starego sowieckiego (czy najnowszego putinowskiego) podręcznika szkolnego. W kontekście realnej historii ZSRR jest wręcz banalna. Kłamstwo, prowokacja i terror kroczyły ramię w ramię od pierwszych dni bolszewickiej dyktatury: od zamachu na Lenina, o który oskarżono półślepą (i natychmiast rozstrzelaną) F.Kapłan, od dyrektyw Lenina nawołującego do wykorzystania „dogodnego momentu”, kiedy trupy umarłych z głodu leżą na drogach i powywieszać pod tym pretekstem jak najwięcej „kontrrewolucyjnych chłopów”; od operacji „Trest”, w której GPU organizowało fałszywą antysowiecką organizację jako „zatrutą przynętę”.

(Mark Sołonin „Zapomniana zbrodnia Stalina”, w: „Nic dobrego na wojnie”)

image

image

image

image

Spotkanie z seksotem (tajnym współpracownikiem)

image

niedziela, 9 sierpnia 2015

Sowiecki ślad Rzezi Wołynia w masakrze w Porycku. Spegrupy NKWD

Jedną z najbardziej symbolicznych zbrodni "krwawej niedzieli" 11 lipca 1943 roku (tego dnia banderowskie podziemie zaatakowało równocześnie co najmniej 99 polskich osiedli) i całej Rzezi Wołyńskiej jest Zbrodnia w Porycku, gdzie oddziały OUN-UPA wymordowały polską ludność tego miasteczka. Największa jej część została zabita podczas mszy w miejscowym kościele.

Napastnicy wdarli się do kościoła, obrzucili zgromadzonych granatami i ostrzelali ich z broni ręcznej i maszynowej. Po zakończeniu mordu w kościele kilku sprawców splądrowało zakrystię, rabując kielichy i monstrancje. Towarzyszyło temu wypicie wina mszalnego i opowiadanie wrażeń z masakry. Następnie upowcy wnieśli do kościoła pocisk artyleryjski i zdetonowali go. Wybuch zniszczył wnętrze kościoła z lat 1774-1795. Po dobiciu rannych kościół został obłożony słomą i podpalony. Nie spłonął doszczętnie tylko dzięki opadom deszczu, które wkrótce nastąpiły. W kościele zginęło około 100 Polaków, w tym ksiądz Bolesław Szawłowski i trzech ministrantów, którzy zostali zastrzeleni podczas sprawowania Eucharystii. Łącznie w Porycku z rąk banderowów zginęło co najmniej 222 Polaków.

O zbrodniach popełnionych w dniu święta Piotra i Pawła opowiedział w sądzie Mykoła Kwitkowśkij-Ohorodniczuk: "11 lipca 1943 r. rano razem z grupą UPA liczącą około 20 ludzi wszedłem w czasie mszy św. do kościoła w m. Pawłowka (Poryck) iwanickiego rejonu, gdzie w ciągu trzydziestu minut, wraz z innymi, zabiliśmy obywateli narodowości polskiej. W czasie tej akcji zabito 300 ludzi, wśród których były dzieci, kobiety i starcy. Po zabiciu ludzi w kościele w Pawłowce, udałem się z grupą do położonej w pobliżu wsi Radowicze oraz polskich kolonii Sadowa i Jeżyn, gdzie wziąłem udział w masowej likwidacji ludności polskiej. W wymienionych koloniach zabito 180 kobiet, dzieci i starców. Wszystkie domy spalono, a mienie i bydło rozgrabiono (...)"

Zdaniem dr hab Grzegorza Motyki, najwybitniejszego znawcy zagadnień Rzezi Wołyńskiej, zbrodni w Porycku dokonała sotnia "Dowbusza".
- Kim był dowódca tych bandytów?

Lewoczko Wasyl syn Wasyla, pseudonimy "Dowbusz", "Jurczenko", "Sokolenko", ur. w 1921, dowódca sotni i kurenia UPA, od 1945 r. kapitan specjalnej grupy NKWD pod pseudonimem "Sokolenko". Od 1940 r. (pod sowiecką okupacją) był nauczycielem we wsi Biłycze na Wołyniu. Od 1943 organizator i dowódca oddziałów OUN-UPA. 28.08.1945 zabity razem ze st.lejtenantem NKWD Leonowem (dowódcą specgrupy 2-iego oddziału pogranicznego) i 13 innymi agentami NKWD w zasadce oddziału UPA "Jagody" przy wsi Oszczów, powiat Hrubieszów (niespełna 30 km na zachód od miejsca swojej największej, pośród licznych zbrodni). Левочко Василь Васильович «Довбуш», «Юрченко», «Соколенко», командир сотні, курінний УПА, командир спецгрупи бойовиків НКВС. На початку 1940-х працював вчителем с. Біличі Іваничівського р-ну. В 1943 р. організував на Волині сотню УПА. Причетний до вбивства поляків в с. Павлівка (Порицьк) Іваничівського р-ну. Знаючи терен Сокальського Закерзоння, Порицького р-ну Волинської обл. і Холмщини, своїми діями  наводчика і бойовика наніс значної шкоди українському підпіллю.

Czym były grupy specjalne NKWD?
„NKWD na dużą skalę organizował również specgrupy udające UPA lub SB OUN. Pierwsze specgrupy utworzono już w 1944 r. Początkowo składały się z partyzantów sowieckich, szybko jednak zaczęto ich kadrę rekrutować spośród tych członków OUN i UPA, którzy ujawnili się lub zostali schwytani. W skład specgrup wchodzili pracownicy operacyjni NKWD. Mieli oni m.in. czuwać, aby przewerbowani upowcy nie zdezerterowali. Do tego ostatniego celu wykorzystywano spory frakcyjne między melnykowcami i banderowcami, którzy znalazłszy się w jednej specgrupie nawzajem siebie pilnowali. Specgrupy liczyły od trzech do pięćdziesięciu osób"
(Grzegorz Motyka, Likwidacja OUN-UPA w ZSRR - niniwa22.cba.pl/likwidacja_oun_upa.htm)
„Istnienie „specgrup” NKWD, które podszywając się pod partyzantów UPA, terroryzowały ludność Ukrainy, już dawno przestało być hipotezą. Zostały odnalezione i opublikowane dokumenty świadczące zarówno o skali działalności prowokacyjnej (do czerwca 1945 r. utworzono 156 specgrup liczących 1783 funkcjonariuszy), jak i o metodach ich działania, które wyprowadziły z równowagi prokuratora wojskowego wojsk MSW Okręgu Ukraińskiego płk Koszyrskiego, który 15 lutego 1949 skierował do I sekretarza KC KPU Chuszczowa notatkę o faktach rażącego łamania radzieckiej praworządności w działalności tzw. „specgrup MGB”. Dalej prokurator Koszarski podaje długi, wielostronicowy wykaz aktów „samowoli i przemocy”. (…)

Hipoteza nr 2 zakłada, że do rozprawienia się z ludnością cywilną stworzono specjalne grupy terrorystyczne (komanda NKWD) i informacje o przybitych za języki do stołu dzieciach, ukrzyżowanych w kościołach kobietach oraz innych niewyobrażalnych okrucieństwach są właśnie rezultatem ich działań. Od razu zaznaczę, że ta hipoteza nie wyklucza, a jedynie uzupełnia powyższe przypuszczenie o celowej i zleconej na samej górze demoralizacji Armii Czerwonej (podobnie jak bynajmniej nie hipotetyczny, a całkiem realny i aktywny udział organów OGPU w wywłaszczaniu chłopów nie wykluczał, nie zastępował, a jedynie uzupełniał i potęgował okrucieństwa mas wiejskiego lumpenproletariatu).

Ta hipoteza może wydawać się zupełnie nieprawdopodobna, ale jedynie w ramach wyobrażeń starego sowieckiego (czy najnowszego putinowskiego) podręcznika szkolnego. W kontekście realnej historii ZSRR jest wręcz banalna. Kłamstwo, prowokacja i terror kroczyły ramię w ramię od pierwszych dni bolszewickiej dyktatury: od zamachu na Lenina, o który oskarżono półślepą (i natychmiast rozstrzelaną) F.Kapłan, od dyrektyw Lenina nawołującego do wykorzystania „dogodnego momentu”, kiedy trupy umarłych z głodu leżą na drogach i powywieszać pod tym pretekstem jak najwięcej „kontrrewolucyjnych chłopów”; od operacji „Trest”, w której GPU organizowało fałszywą antysowiecką organizację jako „zatrutą przynętę”.
(Mark Sołonin „Zapomniana zbrodnia Stalina”, w: „Nic dobrego na wojnie”)
Oprócz Ukraińców współpracujących z niemieckimi wrogami Polaków w Małopolsce Wschodniej były grupy ukraińskie kierowane przez agentów sowieckich. W rejonie Złoczów i Stanisławów bandami ukraińskimi mordującymi Polaków kierowali sowieccy agenci.” (meldunek d-cy AK nr 240 z 29.2.1944 Ldz 6874/44)
"Wiadomo, że z powodu braku wykwalifikowanych kadr wojskowych w latach 1942-1943 przyjmowano do UPA, nawet na wysokie stanowiska dowódcze, oficerów sowieckich, którzy uniknęli niewoli niemieckiej.

Umożliwiło to powstanie w UPA sowieckiej siatki wywiadowczej, którą Służba Bezpieczeństwa UPA zlikwidowała w sierpniu 1943 roku. Można jednak przypuszczać, że nie była to jedyna siatka wywiadowcza w UPA. Schwytany w grudniu 1943 przez SB UPA dowódca sowieckiej grupy partyzanckiej Aleksander Czcheidze miał stwierdzić, że specjalny oddział sowiecki dokonał pod firmą UPA kilku napadów na Polaków, ale brakuje istotnych szczegółów na ten temat (przede wszystkim miejsc i dat)."  Grzegorz Mazur: "Rola Niemiec i Związku Sowieckiego w polsko-ukraińskim konflikcie narodowościowym w latach 1942-1945")
"Już 20 maja 1943 Biuletyn Informacyjny oskarżył agentów sowieckich o inspirowanie mordów ukraińskich. (…) W późniejszych komentarzach Biuletyn informacyjny zmodyfikował swoje wcześniejsze stanowisko, jedynie podkreślając istnienie oznak, że agenci sowieccy dążą do wyzyskania pogromów wołyńskich celem dalszego podniecenia wrogości  nacjonalistów polskich i ukraińskich [Biuletyn Informacyjny, 27 V 1943, nr 21].

Ta ostatnia konstatacja jest bezsporna. Jest bowiem faktem, że niektóre działania represyjne wobec Ukraińców, dokonywane przez oddziały partyzantów sowieckich obciążały konto polskiego podziemia, zwłaszcza że część z nich występowała w polskich mundurach wojskowych, z polskimi orzełkami na czapkach. Znaczna część tych żołnierzy mówi po polsku konkludował Biuletyn Informacyjny [14 X 1943, nr 41].", Andrzej Leon Sowa "Stosunki polsko-ukraińskie 1939-1947", s.210.

Oddział Józefa Sobiesiaka ps. Maks rozstrzelał według świadectwa samego Sobiesiaka kilkunastu chłopów ukraińskich we wsi Nabrózka w maju 1942.  0; position: relative; top: -0.5em; vertical-align: baseline;">(J. Sobiesiak, Brygada Grunwald, Warszawa 1966 s.27).

Oddział stanowił część sowieckiej brygady specjalnego przeznaczenia (Specnaz) płk Antona Brinskiego. Sam Sobiesiak jako pierwszy Polak w 1944 r. został nagrodzony najwyższym sowieckim odznaczeniem Orderem Lenina i Czerwonego Sztandaru - gen. Jaruzelski zasłużył nań dopiero w 1968 r., po posłusznym wykonaniu rozkazu inwazji Czechosłowacji.

Kilku ludobójców Rzezi Wołyńskiej na przykładzie zbrodni w Porycku 11 lipca 1943
Agenturno-bojowa specgrupa UMGB Stanisławów z oficerem-kuratorem

Dużą częścią specgrup NKWD dowodzili byli sotnicy i kurenni OUN-UPA. Najbardziej znani to:
- Piotr Własiuk, kurenny UPA", ps."Woron" [ Петр Власюк, куренной УПА, он же "Ворон".
- Wasyl Lewoczko, kurenny UPA", ps."Sokolenko" [Василь Левочко, куренной УПА,"Соколенко"
- Josif Krawczuk, szef łączności obłasnoj OUN, ps. "Komar" i "Twardy" [Иосиф Кравчук, шеф связи областного провода ОУН, он же "Комар".
- Jewgen Basiuk, szef sztabu "Zimny Jar", ps."Czernomorec" [Евген Басюк, шеф штаба "Холодний Яр", он же "Черноморец".

Jedna tylko specgrupa "Orieł" w składzie 35 ludzi (d-ca mł.lejt.Koriakow [Б.Коряков), od maja'44 do kwietnia'45 przeprowadziła 200 operacji, w których zabiła 526 powstańców ukraińskich i zatrzymała 140 żywych. Dowódca jednej z specgrup major Sokołow został uhonorowany tytułem Bohatera Związku Radzieckiego, a byli UPAowy Własiuk i Krawczuk otrzymali najwyższe ordery sowieckie - Czerwonego Sztandaru i Wielkiej Wojny Ojczyźnianej 1-go stopnia.
Specgrupa tego ostatniego doprowadziła do kompletnej zagłady całego kierownictwa północno-zachodniej UPA 13-14 grudnia 1945 w wiosce Romanów (rejon teremniwski).
censor.net.ua//k_voprosu_o_poteryah_sovetskoyi_storony_v_borbe_s_bandpodpolem_na_zapadnoyi_ukraine

Warto tu pokazać niektóre przykłady działalności specgrup NKWD:
20 grudnia 1945 r. Sowieci wysłali do rejonu medenickiego (obw. drohobyckim) specgrupę UNKWD dowodzoną przez naczelnika mjr. Samusia. Z zeznań "Nadii" wiedziano, iż w rejonowym wydziale NKWD pracuje informator referenta SB, noszący imię "Marijka". Sowieci ustalili szybko, że "Marijka" to najpewniej M. Kulisz, pracownica Urzędu Stanu Cywilnego. Przy jej zatrzymaniu przeprowadzili typową dla siebie grę operacyjną. Trzech członków specgrupy 21 grudnia 1945 r. podjechało wozem pod pomieszczenia medenickiego Urzędu Stanu Cywilnego, po czym jeden z nich, ubrany w mundur kapitana, wszedł do środka i łamanym językiem rosyjskim polecił Marii Kulisz ubrać się i pojechać razem z nim. Za miastem Sowieci zawieźli Kulisz do bunkra, gdzie przedstawili się jako SB OUN i stwierdzili, że jest podejrzana o współpracę z NKWD. Ta zaczęła się usprawiedliwiać, zdradzając przy tym swoje powiązania z OUN. Po przesłuchaniu "esbecy" poprowadzili Kulisz w stronę Medenic. Po drodze zainscenizowano starcie z Sowietami i przechwycenie aresztowanej przez grupę żołnierzy. Dostawiono ją do NKWD, gdzie w czasie śledztwa zdemaskowano jako "aktywną ouenówkę". 24 grudnia 1945 r. specgrupa udała się do wsi Krynica, do prezesa sielpo, Gierasima Stecia, kierującego pracą Kulisz. Następnie historia powtórzyła się: Gierasim został uprowadzony i oskarżony o zdradę organizacji. Ten "po długim zapieraniu się, gdy tylko mocno przekonał się, że znajduje się w rękach SB wyjawił swój pseudonim »Kramar« i poinformował, iż jest starym ukraińskim nacjonalistą, (...) wyjawił całą ouenowską siatkę we wsi Krynica oraz łączników. (...) Wykorzystując otrzymane od GIERASIMA dane, 25 grudnia 1945 roku została we wsi Krynica przeprowadzona czekistowsko-wojskowa operacja, w czasie której zatrzymano 15 aktywnych członków OUN".
(Grzegorz Motyka, Likwidacja OUN-UPA w ZSRR - niniwa22.cba.pl/likwidacja_oun_upa.htm)

Sowieci uciekali się również do organizowania publicznych egzekucji.
15 listopada 1944 r. Chruszczow zaproponował, by powołać wojskowe sądy polowe przy WW NKWD, które w trybie doraźnym prowadziłyby pokazowe procesy na oczach miejscowej ludności. Chruszczow zgłosił też pomysł, aby skazanych na karę śmierci członków UPA nie rozstrzeliwać, a wieszać. Niebawem zachodnie obwody USRR stały się widownią procesów i publicznych egzekucji. W połowie grudnia 1944 r. we wsi Dobrosyn w Żółkiewskiem powieszono miejscowego komendanta SB Z. Brucha. Przypatrywało się jej z konieczności ok. pięćdziesięciu rolników. W końcu roku w Busku na rynku powieszono trzy osoby.. Na piersiach powieszono im kartki z napisem "Za zdradę narodu ukraińskiego". W końcu 1944 r. tylko w obwodzie stanisławowskim Sowieci wykonali publiczne egzekucje na 28 osobach - trzy z nich powieszono w Stanisławowie. Podobne egzekucje miały miejsce w innych obwodach. 9 stycznia 1945 r. w Drohobyczu powieszono dwóch partyzantów, a w Borysławiu jednego. Ciał partyzantów powieszonych w Olesku przez dłuższy czas nie zdejmowano.

Zdarzały się wypadki egzekucji kobiet. By osiągnąć odpowiedni efekt zastraszenia, Sowieci zmuszali miejscową ludność do przyglądania się egzekucjom. Nie wyłączano z tego także młodzieży szkolnej. Tak opisywał egzekucję w Brzeżanach piętnastoletni uczeń sowieckiej diesiatilietki: "Cała szkoła musiała iść oglądać egzekucję. Staliśmy tam, na rynku. Ja byłem jakieś 50 metrów od tego miejsca. Ten człowiek miał na piersiach deskę z nazwiskiem: Iwan Lew. Mówiono, że gdy go złapano, miał przy sobie trofea, 53 ludzkich uszu, odciętych zabitym, prawdopodobnie Rosjanom i Polakom. Pośrodku rynku zatrzymała się duża ciężarówka, studebaker. Na platformie, przy samym brzegu, stał mężczyzna w otoczeniu elegancko ubranych oficerów NKWD, w białych futrzanych kurtkach. Rosyjski sędzia odczytał wyrok. Samochód odjechał, a mężczyzna został na szubienicy. Jego ciało huśtało się w przód i tył. Wisiało tam jeszcze dwa dni".

Jeden z partyzantów, Iwan Fanga - chory na tyfus, został aresztowany. Tak opisywał to, co było dalej: "Zrobili mi w Brzeżanach proces i skazali. Czekałem na egzekucję. Prawie dwa tygodnie spędziłem w celi śmierci. Pewnej niedzieli zabrali nas trzech, związali sznurami i wyprowadzili z więzienia. Ludzie właśnie wychodzili z cerkwi i cały tłum zaczął iść za nami. Nagle zobaczyłem tam moją matkę. Próbowała dać mi trochę mleka, ale jeden z żołnierzy uderzył ją w głowę i upadła. Mleko wylało się na chodnik. Ludzie pomogli jej wstać. Całą twarz miała we krwi".

Zdaniem J. Kyryczuka odwaga wykazywana przez skazańców wbrew sowieckim intencjom wzmacniała ducha oporu. Zapewne czasami tak rzeczywiście było. Ale z innych opisów raczej widać jedynie przerażenie. Adam Rotfeld, który przynosił paczki do więzienia w Przemyślanach, tak opisywał swoje wrażenia: "Więzienie mieściło się w gmachu NKWD. Przed jego wejściem wisiało dwóch młodych mężczyzn bez spodni, z genitaliami na wierzchu. Nigdy tego nie zapomnę. Zabili ich i powiesili. Zdjęli im spodnie, żeby ich po śmierci jeszcze bardziej poniżyć. Na koszulach mieli przyczepione karteczki »Walczyłem przeciwko władzy radzieckiej«". I jeszcze fragment z książki Szymona Redlicha, dotyczący wspominanej egzekucji w Brzeżanach: "Karol Codogni (...) zapamiętał, że banderowiec został powieszony naprzeciwko (...) przedwojennego sklepu bławatnego. »Wisiał tam jeszcze parę dni. Kiedy go wieszali, musiał oddać mocz, bo z jego spodni wisiał potem sopel lodu«. Karol zapamiętał też ciała banderowców wystawiane na widok publiczny na ulicy Słowackiego. »Przywozili ich rano i opierali o ścianę. Potem przychodziły kobiety z okolicznych wiosek i rozpoznawały swoich bliskich. Było mnóstwo krzyku. Sowietom chodziło o dwie rzeczy: chcieli zastraszyć Ukraińców, a jednocześnie dowiedzieć się, z których rodzin pochodzili zabici. Wielu krewnych zesłano następnie na Syberię«".

Kilku ludobójców Rzezi Wołyńskiej na przykładzie zbrodni w Porycku 11 lipca 1943
Funkcjonariusze specgrupy prowadzą pertraktacje z ukrytymi w podziemnej kryjówce upowcami

Na zakończenie przedstawię tłumaczenie fragmentu (poniżej cały oryginał) raportu:
do Naczelnika Głównego Zarządu NKWD ZSRR   Moskwa, na Wasz Nr 15/1/190 z 21.3.45

Informuję, że były kurenny UPA - Lewoczko Wasyl Wasylewicz, pseudonim "Jurczenko", obecnie jest wykorzystywany przez Zarząd Wojsk Pogranicznych NKWD Okręgu Ukraińskiego jako kierownik grupy agentów-bojowców pod pseudonimem "Sokolenko".

Ostatni wykazał się w tej pracy wyłącznie z pozytywnej strony, brał i bierze udział w wielu agenturno-operatywnych kombinacjach mających na celu pogrom OUN-owskiego podziemia i band UPA.

Na przykład w końcu stycznia br. z danych agenta "Sokolenko" i innych źródeł 2-go pogranicznego oddziału dowiedziano się o miejscu pobytu dowództwa sztabu 2-go okręgu wojskowego UPA "Bug" w składzie: zastępca dowódcy "Orest", szef wywiadu "Oras", intendent "Szerszyn", polityczny kierownik "Watiuga", komendant żandarmerii polowej "Woron" i in.

Została zorganizowana grupa bojowa pod dowództwem "Sokolenko" w składzie 10 agentów-bojowców 2-go pogran.oddziału, grupa agentów NKWD i radiotelegrafista NKWD z radiostacją. (...)

Tego planu całkowicie nie udało się wypełnić z uwagi na zdradę w grupie "Sokolenki" - dwóch agentów przeszło do miejscowej SB i to zmusiło do użycia 2-go pogran.oddziału. Grupa agentów pod dowództwem "Sokolenki" brała bezpośredni udział w operacji i dopomogła jej sukcesowi.

W rezultacie operacji, przeprowadzonej od 7 do 21.2.1945 r. na terytorium Polski:
  •         Aresztowano — 140 ludzi
  •         Wzięto do niewoli  — 182 ludzi.
  •         Zatrzymano — 184
  •         Dobrowolnie poddało się  — 5
  •         Zabito — 60 ludzi
  •         Ogółem — 571 чел.
Wśród aresztowanych i zatrzymanych rozpoznano 107 osób kierowniczych struktur OUN-UPA, w tym członek okręgowego prowida (dowództwa) OUN ps. "Bit'ko" i "Locman", kierowniczka łączności chełmskiego okręgu OUN "Wira", zastępca szefa okręgowego wywiadu "Gaj", komendant żandarmerii polowej UPA, inspektor kawalerii 2-go okręgu UPA - były podpułkownik petlurowskiej armii, i in.

Podczas śledztwa szeroko zostały użyte dane agenta "Sokolenko", dzięki którym było rozpoznanych szereg osób, próbujących ukryć swoją antysowiecką działalność, co w znacznym stopniu zostało zdemaskowane.

"Sokolenko" znajdując się obecnie w szeregach agentów-bojowców 2-go pogran.oddziału, z powodzeniem jest wykorzystywany jako agent naprowadzający i bojowiec, uczestniczy w operacjac wyprowadzania zza granicy oddzielnych członków OUN-owskiego podziemia i band UPA i w innych agenturno-operacynych działaniach.

P.o. z-cy naczelnika Zarządu NKWD USRR kapitan bezpieczeństwa WINNICZENKO
26 kwietnia 1945  [ 26 апреля 1945 г.
№ 736/опг. Lwów  [ № 736/опг. Львов НАЧАЛЬНИКУ ГЛАВНОГО УПРАВЛЕНИЯ НКВД СССР ПО ББ КОМИССАРУ ГОСУДАРСТВЕННОЙ БЕЗОПАСНОСТИ 3-го РАНГА ТОВ. ЛЕОНТЬЕВУ г. Москва, на Ваш № 35/1/190 — от 21.3.45 г.
Сообщаю, что бывший куренной УПА — Левочко Василий Васильевич, по кличке «Юрченко», в настоящее время используется Управлением погранвойск НКВД Украинского округа в качестве старшего группы агентов-боевиков под псевдонимом «Соколенко». (...)

«Соколенко» в настоящее время, находясь в числе агентов-боевиков 2-го погранотряда, с успехом используется как агент-наводчик и боевик, участвуя в операциях по выводу из закордона отдельных членов оуновского подполья и банд УПА и <в> друг. агентурно-оперативных мероприятиях.
И. о. зам. нач. Управления НКВД УССР по ББ капитан госбезопасности ВИННИЧЕНКО
26 апреля 1945 г. № 736/опг. Львов
Witek
_______________

Komentarze do notki

    @Autor
Rok 1943. Ruscy po Stalingradzie wiedzą, że wojnę mają wygraną a Ukraińcy wiedzą, że wolnej Ukrainy raczej nie będzie. No to w czyim interesie było, żeby zasiać nienawiść między Polakami a Ukraińcami. Kto był wykonawcą zamachu na Jana Pawła II? Rosjanin?
_______________

@KAROLV
Wymieniając skutki Rzezi Wołyńskiej, bezpośrednie, jak i te odsunięte w czasie, to istnieją przesłanki, żeby postawić tezę, że Wołyń’43 został "wyhodowany" na gruncie nawożonego przez Abwehrę skrajnego nacjonalizmu (trzeba przypomnieć, że powstanie ukraińskie w 1939 r. jednak nie wybuchło) przez bardziej zdecydowanych graczy, którzy tym sposobem załatwili sobie 5 pieczeni na jednym ogniu:
1. Skompromitowali ukraiński antykomunistyczny ruch oporu;
2. Skłócili na wieki (w zamierzeniu) Polaków i Ukraińców;
3. Zapewnili sobie polskiego rekruta (nierzadko z szeregów Armii Krajowej) do własnych celów (na froncie antyniemieckim i antyukraińskim - tzw. „Istriebitelnye Bataliony”)
4. Skomplikowali Niemcom sytuację aprowizacyjną na zapleczu frontu (spalona ziemia)
5. Wypędzili Polaków (najbardziej impregnowanej na wpływy turańszyzny grupy etnicznej, od której wolnością od stuleci zarażali się Słowianie Wschodni) z terenów od 200 lat należących do „imperium wewnętrznego”.

A ile pieczeni na tym ognisku da się jeszcze wysmażyć, wie chyba tylko w piekle sam Sudopłatow...
(jak wiemy zabójca w 1937 r. Komendanta OUN Konowalca, w 1940 r. Trockiego (organizator) i Naczelnik Zarządu IV NKWD do Zadań Specjalnych i Wojny Partyzanckiej.

Scenariusz rozpętania Rzezi Wołyńskiej mojego zrozumienie opublikuję w następnej notce.
_______________

@Autor
Pozwoli Pan ale nie zgadzam się na relatywizację zbrodni wołyńskiej, winni ruscy, winni niemcy itp. Jednak sowieci, których zbrodnie na narodzie polskim są wielkie i nie podważalne - ale podobnie jak w przypadku niemców ich rola w tej sprawie była raczej inna. Paradoksalnie byli sprzymierzeńcami prześladowanych Polaków, bronili ich przed zdziczałą hordą ukrainskich morderców. Nie zgadzam się z pana tezą. Ukry to bezwzględni, sadystyczni rzeźnicy. Amen
_______________

@WOJCIECH WASIELEWSKI
Nic nigdy nie jest czarno białe, wszystko ma wiele kolorów i odcieni, wszystko wyblakło przez 70 lat. Nawet ból skrzywdzonych jest przytłumiony i nieco oddalony. W dzieciństwie mieszkałem na wschodniej Lubelszczyzna. Pamiętam powszechny strach przed NKWD a mnie jako dziecku wydawało się że każdy Rosjanin w mundurze to Enkawudzista.
MARCI 
_______________

@MARCI
Czy to są wspomnienia-odczucia z 1-szej sowieckiej okupacji (1939-41) czy "wyzwolenia" 1944-46 ?
_______________

@WOJCIECH WASIELEWSKI
Pozwolę nie zgodzić się ze mną - nie ma takiego wymogu do dyskusji na tym blogu - o ile wskaże Pan rzeczywiście głoszone przeze mnie poglądy.
Ja nie relatywizuję Rzezi Wołyńskiej i ogromu zbrodni, które wyrządzili Polakom Ukraińcy, ukraińscy naziści z OUN-UPA i podporządkowani im ludzie,
a jedynie wskazuję na prawdziwego dyrygenta tych zbrodni, którzy w tym momencie dziejów został w cieniu, aby z tych wydarzeń odnieść jak najwięcej korzyści To o czym Pan pisze z sojuszniczą i zbawczą czasem rolą sowieckiej partyzantki dla Polaków na Wołyniu (cywilnych, samoobron i nawet AK) znam ze wspomnień (np. Olgierda Kowalskiego) i opisałem w ważnej notce o bezpośrednich skutkach Rzezi:
WZROST POPULARNOŚCI KOMUNISTYCZNEJ PARTYZANTKI WŚRÓD POLAKÓW
_______________

Już w 1942 Józef Sobiesiak i Robert Satanowski zaczęli tworzyć polskie oddziały partyzantki komunistycznej. W lutym’43 powstał oddział im. Kościuszki pod dowództwem Satanowskiego. Nie cieszył się popularnością – do 1 maja 1943 wstąpiło doń 43 Polaków. Dopiero po rozpoczęciu antypolskiej akcji UPA liczba Polaków w komunistycznej partyzantce zaczęła rosnąć i osiągnęła ponoć liczbę 5-7 tys . ludzi
_______________

@WOJCIECH WASIELEWSKI "Ukry to bezwzględni, sadystyczni rzeźnicy. Amen"
Amen = niech tak będzie, tak się stanie.
Ja nie chciałbym, aby Ukry rzeczywiście takim się stali.

Rozumiem, że przedstawił Pan swoją ogólną charakterystykę kilkudziesięciomilionowego narodu - nie mogę się z tym zgodzić na przykładzie nast. przykładów:

POWIAT BRODZKI
Boratyn, gmina Suchowola – wieś ze znaczną przewagą ludności ukraińskiej nad polską, licząca ok. 2000 mieszkańców.

Ukraińcy w tej wsi, m.in. Semko Hromlak, udzielali schronienia Polakom, a także ostrzegali poszczególne osoby o grożącym im niebezpieczeństwie.

Źródło: E. Gross, Zbrodnie..., s. 170.

Czernica, gmina Podkamień – wieś ze znaczną przewagą ludności ukraińskiej nad polską, licząca ok. 2500 mieszkańców.

Jak podaje mieszkaniec przysiołka Chudzińskie, Jan Henryk Wróblewski, na wieść o mordach dokonywanych na Polakach on i jego rodzina ukrywali się nocami w zagrodzie znajomego Ukraińca: „W dzień przebywaliśmy w domu, natomiast na noc, przez las „sośninę”, chodziliśmy nocować do stodoły u znajomego Ukraińca Safata na przysiołku Bakaje. Rano wracaliśmy do domu. Trwało to kilka miesięcy”. Ten sam Ukrainiec udzielił im schronienia po napadzie banderowcow na ich dom 2 lutego 1944 r.

W lutym 1944 r. w przysiołku Bakaje dwaj inni Ukraińcy, Jan Kwasiuk (szewc) oraz Iwan Łomikowski, zostali zamordowani za udzielanie pomocy Polakom.

Ukraińcy z okolic Czernicy i Huciska Brodzkiego, m.in. Oksana Hawryluk, starali się zdobywać informacje o podejmowanych przez UPA planach akcji antypolskich i przekazywali je zaprzyjaźnionym Polakom.

25 grudnia 1944 r. wskutek napadu banderowców zginęło ponad 20 osób, m.in. Antoni Werner. Jego syn Ryszard, relacjonuje Edward Gross, przebywał w tym czasie u sąsiada, Ukraińca Prokaziuka. Usłyszał strzały i postanowił pobiec do domu, jednak ukraińscy gospodarze kazali mu pozostać i się ukryć. Do mieszkania wpadli trzej napastnicy, zażądali konia z wozem i odjechali na rabunek. „Mniej więcej za pół godziny po odejściu banderowców do chałupy Prokaziuka przyszła córka Jana Wernera, Antonina Niedźwiedzka. – Wiem, że to dla was niebezpieczne – powiedziała na wstępie – ale tato jest ranny i przyszłam was prosić, żebyście zawieźli tatę do Podkamienia do lekarza. […] Ukrainiec jechał do Podkamienia z duszą na ramieniu, bo zdawał sobie sprawę, co go czeka, gdyby banderowcy się dowiedzieli, że wiezie rannego Polaka do lekarza, ale nie odmówił. […] Tę noc Ryszard spędził jeszcze u Ukraińca Prokaziuka i rano za namową matki poszedł do Podkamienia do klasztoru. Jego matka i siostra zostały natomiast w Czernicy. Nie spały jednak we własnym domu, tylko ukrywały się u ukraińskich znajomych w Ponikwie”.

Źródło: Relacja Jana Henryka Wróblewskiego, [w:] H. Komański, S. Siekierka, Ludobójstwo..., s. 609-611; H. Komański, S. Siekierka, Ludobójstwo..., s. 62; E. Gross, Zbrodnie..., s. 169.

Całość do przeczytania pod tym linkiem
KRESOWA KSIĘGA SPRAWIEDLIWYCH 1939-1945
http://www.podkamien.pl/articles.php?article_id=366

...potknąłem się i upadłem w zbożu lub w wysokiej trawie. Moja siostra pobiegła dalej, za nią pognał konny bandyta. (...) Opowiedziała mi swoją przygodę, jak ocalała: „Gdy dopadł mnie ten banderowiec i skierował lufę karabinu w moją stronę, zaczęłam go prosić, aby darował mi życie (...) Ukrainiec zawahał się, widocznie ruszyło go sumienie, bo powiedział do mnie, kładź się na ziemię i leż cicho. Ja muszę strzelić, aby moi koledzy myśleli, że zabiłem ciebie. Daruję ci życie. To powiedziawszy, strzelił obok mnie i odjechał.”
[z relacji Tadeusza Bagińskiego, Kudranka, pow. Kostopol]
_______________

„[Ukrainka] Aleksandrowa kazała gościom [upowcom – przyp. D.B.] siadać i oświadczyła, że zaraz zapali w piecu i usmaży jajecznicy. Musi tylko przynieść drzewa. Wyszła na dwór i wpadła do izby swych [polskich] lokatorów. »Uciekajcie szybko do Zasmyk, przyszli po was!« (...) przystąpiła do rozniecania ognia. Mozoliła się, podpalała, ogień gasł, podpalała znowu, by tylko dać czas Polakom do ucieczki. (...) Zza ściany dochodziły jakieś gorączkowe kroki, stłumione rozmowy, ale lokatorzy ciągle pozostawali na miejscu. Udając, że musi poszukać suchszego drzewa, wyszła jeszcze raz na podwórze. (...) Jak się potem okazało, strach tak sparaliżował całą rodzinę, że całkiem stracili poczucie rzeczywistości. Kręcili się w miejscu, coś niby pakowali, rzucali wzięte rzeczy, chwytali inne bojąc się wyjść na zewnątrz.”
Na szczęście napastników spłoszyło pojawienie się polskich partyzantów.
[kolonia Piórkowicze, pow. kowelski, źródło – L.Karłowicz, Ludobójcy i ludzie, s.39-42]
http://txt-atrium.pl/kriszu/55976.html

źródło: http://witas1972.salon24.pl/658612,sowiecki-slad-rzezi-wolynia-w-masakrze-w-porycku-spegrupy-nkwd

sobota, 11 lipca 2015

Ewa Siemaszko: Genocidium atrox


Dla ocalałych z rzezi Kresowian milczenie oznacza zakopywanie prawdy w jednym dole śmierci z pomordowanymi.

Okrucieństwo i bezwzględność, z jakimi traktowano napadniętych, pastwienie się nad ofiarami i stosowanie wobec nich wyrafinowanych tortur zasługują na szczególnie potępienie. Dlatego ludobójstwo to określić należy mianem genocidum atrox – czyli ludobójstwa okrutnego (strasznego) - źródło: http://www.patriota.pl/index.php/dzieje-narodowe/biae-plamy/601

Zob. też: 362 sposoby UPA mordowania Polaków: http://wmeritum.pl/362-sposoby-upa-mordowanie-polakow/




Poniżej wywiad z Ewą Siemaszko - badaczką stosunków polsko-ukraińskich podczas II Wojny Światowej.

Maciej Rosalak: O zabijaniu Polaków przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej mówi się "rzeź", "mord", "zbrodnia wojenna". Pani używa bodaj najbardziej pejoratywnego, a jednocześnie ściśle określonego terminu - "ludobójstwo". Dlaczego?

Ewa Siemaszko: Celem zbrodni było usunięcie Polaków z tamtych terenów. Zwracają uwagę: organizacja mordów, ich przebieg, zasięg terytorialny i rozmiary oraz propagowana przy tym ideologia nawołująca do biologicznego wyniszczenia Polaków jako grupy narodowościowej. To wszystko niezbicie świadczy o tym, że była to zamierzona i zorganizowana akcja fizycznej eksterminacji ludności polskiej na tle narodowościowym - w świetle konwencji w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, uchwalonej przez ONZ w grudniu 1948 r. - kwalifikowana jako ludobójstwo.

Do najważniejszych czynów popełnianych na Polakach w celu ich zniszczenia, wymienianych w definicji ludobójstwa, należą: zabójstwa oraz trwałe uszkodzenia ciała i psychiki tych, którym udało się ujść z życiem. Z kolei powszechność tortur, którym sprawcy ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce z OUN i UPA (Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii) poddawali swe polskie ofiary niezależnie od wieku i płci, a więc nawet dzieci, uprawnia do specjalnego określenia tej zbrodni jako genocidium atrox, czyli ludobójstwo straszliwe, dzikie, okrutne. Miało miejsce także niszczenie cywilizacji, do której należały ofiary i którą wcześniej wprowadzały na tych terenach przez kilka wieków.

Ludobójstwo w znaczeniu nie tylko prawnym, ale i powszechnie stosowanym w naukach społecznych - a więc zabijanie, stwarzanie warunków prowadzących do śmierci i kalectwa oraz wynaradawianie - spotkało Polaków podczas II wojny światowej również ze strony Niemców i Sowietów.

O ludobójstwie ze strony Ukraińców świadczą rozkazy wydawane przez OUN-UPA, mówiące też o zabijaniu tych Polaków, którzy nie zechcą się wynieść...

Dokładnie takie rozkazy wydano w 1944 r. w Małopolsce Wschodniej, gdzie ludności polskiej było znacznie więcej i była ona lepiej zorganizowana niż na Wołyniu. Tam były rozrzucane ulotki wzywające Polaków do wyjazdu, z groźbą śmierci w razie niezastosowania się do nakazu. Na Wołyniu takich rozkazów nie było, tam dążono do wymordowania wszystkich Polaków. Stosowano podstępy, aby ująć uciekających. Były przypadki namawiania uchodźców w miastach, by powrócili do swych gospodarstw - gwarantowano im bezpieczeństwo, a potem ich mordowano. Nacjonalistom ukraińskim nie wystarczało, że Polacy opuścili swoją ziemię, chcieli uniemożliwić ich powrót w przyszłości.

Nie udało się jednak wszystkich wymordować. Uciekinierzy zatrzymywali się w miastach i miasteczkach, gdzie obecność Niemców odstraszała UPA, następnie - jeśli nie mogli się tam zatrzymać - byli wywożeni na roboty do Rzeszy albo przenosili się do Generalnego Gubernatorstwa.

Tych, którzy schronili się we Lwowie albo winnych większych miastach galicyjskich, czekało zresztą później wygnanie przez Sowietów.
"Lachom śmierć"

Joanna Wieliczka-Szarkowa dodaje, wpływ na ukraińskich nacjonalistów wywarły przede wszystkim poglądy Dmytro Doncowa, autora wydanej w 1926 r. książki „Nacjonalizm”. Doncow przekonywał w niej, że naturalnym dążeniem narodu jest ekspansja i walka z jego nieprzyjaciółmi. Takie same cele stawiała przed sobą powstała w 1929 r. Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów z Jewhenem Konowalcem, Andrijem Melnykiem, Stepanem Banderą i Mikołajem Lebedem na czele. 

Propaganda OUN przedstawiała Polaków jako naturalnych wrogów narodu ukraińskiego. Wśród członków organizacji szczególnie popularna była pieśń „Zrodziliśmy się z krwi narodu”, której jedna ze zwrotek brzmi: „Śmierć, śmierć, Lachom śmierć/ Śmierć moskiewsko-żydowskiej przeklętej komunie/ Prowadzi nas OUN na krwawy bój”. 

Jak przypomina Wieliczka-Szarkowa, jednym z celów OUN była czynna walka z polskimi władzami. Bandera, który dowodził OUN na terytorium II RP, przygotował m.in. głośny zamach na ministra Bronisława Pierackiego, dokonany 15 czerwca 1934 r. w Warszawie. Był następnie przez trzy lata więziony przez polskie władze – fakt ten, zauważa autorka książki, uczynił z niego bohatera ukraińskiego ruchu narodowowyzwoleńczego

Rok po wybuchu II wojny światowej Bandera stanął na czele frakcji banderowskiej OUN (OUN-B), która zmierzała do wywalczenia niepodległości Ukrainy z bronią w ręku. W tym celu w 1942 r. powstała Ukraińska Powstańcza Armia, stanowiąca zbrojne ramię banderowców. 

Apogeum zbrodni

Ideologia OUN-B ściśle łączyła jednak drogę do niepodległości z depolonizacją Kresów. Polscy historycy zgodnie uznają, że zorganizowane mordy UPA na polskiej ludności Wołynia rozpoczęły się 9 lutego 1943 r., kiedy ukraińscy napastnicy wymordowali mieszkańców wsi Parośla. Z rąk UPA zginęło wówczas, według szacunków Ewy i Władysława Siemaszków, 149 Polaków i 6 Rosjan. 

Mord na Polakach w Parośli zapoczątkował regularne antypolskie akcje UPA, których celem była eksterminacja wszystkich „Lachów”. Wieliczka-Szarkowa zaznacza, że działania te były zgodne z dyrektywną jednego z głównych organizatorów rzezi wołyńskiej, dowódcy UPA-Północ Dmytra Klaczkiwskiego, który pisał: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat (…). Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły”. 
źródło: http://www.polskatimes.pl/artykul/942193,zbrodnia-wolynska-ludobojstwo-dzikie-i-okrutne-bestialstwo-upa-362-metody-tortur-18,id,t.html

„Nie ma (…) powszechnej świadomości, że naród polski podczas II wojny światowej był ofiarą trzech ludobójstw – niemieckiego, sowieckiego (z czym na ogół obywatel polski już jest obeznany) i ukraińskiego” – pisze we wstępie do publikacji badaczka problematyki zbrodni wołyńskiej Ewa Siemaszko. Według jej szacunków, w latach 1943-1945 na Wołyniu i w Galicji Wschodniej ofiarami UPA padło ok. 130 tys. Polaków, mordowanych bestialstwo na różne sposoby niezależnie od płci i wieku.

11 lipca 1943 roku to jeden z najtragiczniejszy dni w polskiej historii, nazywany "krwawą niedzielą", apogeum Rzezi Wołyńskiej. Dziesiątki tysięcy Polaków zostało bestialsko zamordowanych przez ukraińskich nacjonalistów. 

"Polaków zaatakowano w 99 miejscowościach, głównie w powiatach włodzimierskim i horochowskim. Do eksterminacji przystąpiły Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery (OUN-B) oraz Ukraińska Armia Powstańcza (UPA). Ukraińcy banderowcy już od początku lipca 1943 r. przygotowywali się do „ostatecznego rozwiązania kwestii polskiej” na Wołyniu. Na nic zdały się próby negocjacji. Polskich posłańców, w tym Zygmunta Rumela, komendanta VIII Okręgu Wołyń Batalionów Chłopskich i oficera Armii Krajowej, którzy w przeddzień masakry chcieli odwieść Ukraińców od zbrodniczych planów, bestialsko zamordowano.

Do masakry przystąpiono w niedzielę, licząc na to, że Polacy tłumnie zgromadzą się w kościołach, co zresztą miało miejsce. W lipcu 1943 r. celem napadów stało się 520 wsi i osad, a zamordowano w tym czasie ok. 10–11 tys. Polaków. W sumie rzeź wołyńska pochłonęła według różnych szacunków do 60 tys. osób."

Na uśpione niedzielnym odpoczynkiem w pierwszych dniach żniw polskie wsie i chutory, na wiernych zgromadzonych w katolickich świątyniach spadły pociski, granaty, butelki z zapaloną benzyną, ostrza wideł, kos, noży, siekier i pogrzebaczy. Nie było obrońców, bowiem w wielu miejscowościach pozostały w większości kobiety i dzieci…

Polacy od lat domagali się, aby rzeź wołyńską uznać za ludobójstwo. W lipcu 2013 roku Sejm nawet miał okazję przyjąć taką uchwałę. Niestety, głosami polityków Platformy Obywatelskie i Ruchu Palikota, Sejm wówczas nie zgodził się na dodanie zapisów mówiących wprost o dokonywanym na Polakach ludobójstwie. Znalazł się w niej zapis określający zbrodnię mianem "czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa".

Trzeba zaznaczyć, że za tą zbrodnię odpowiedzialni w myśl prawa międzynarodowego są Niemcy i Rosjanie, którzy wtedy rozpętali wojnę światową napadając we wrześniu 1939 na Polskę; oni też tam wtedy rządzili i na nich spoczywała odpowiedzialność za zapewnienie bezpieczeństwa ludności. Sowieci zlikwidowali Banderę w latach 50-tych, ale należy postawić pytanie komu Ludobójstwo Wołyńskie było na rękę?
Co do likwidacji Bandery jawi się też takie pytanie: może wiedział za dużo i sowieci usunęli niewygodnego świadka? Odpowiedzi na oba pytania prawdopodobnie znajdują się w archiwach na Łubiance.

Takiego bestialstwa, jaki przejawiali ukraińscy nacjonaliści nie sposób wytłumaczyć inaczej niż zbiorowym opętaniem
http://gloria.tv/media/ybeYfEeDm1p ,,Mysterium Iniquitatis czyli Rzeź wołyńska jako zbiorowe opętanie

Konflikt miedzy Polakami i Ukraińcami ma wielowiekową tradycję. Skoro mowa o niesnaskach i krzywdach między Ukraińcami a Polakami, a szczególnie o ludobójstwie na Wołyniu w czasie II-ej Wojny Światowej to należało by  cofnąć się jeszcze dalej w przeszłość. Popatrzmy zatem np. na zbrodnie podczas tłumienia trzech powstań kozackich przez księcia Jaremę Wiśniowieckiego. W owym czasie tylko wojska polskie - wzorem Tatarów - wbijały na pale. Wybiórcze traktowanie historii prowadzi na manowce. W ten sposob niczego się z niej nie nauczymy. Ciągle będziemy bezwolnym narzędziem w ręku cwaniaków i obcej agentury.
Zob. też Zbrodnie podczas buntu Chmielnickiego: http://www.polskieradio.pl/39/246/Artykul/903975,Bohdan-Chmielnicki-wrog-Rzeczypospolitej-bohater-Ukrainy-
Zanim zapłonął Wołyń: http://www.eprudnik.pl/koliszczyzna-zapomniana-rzez/ 
Rzeź Humania: http://histmag.org/Zanim-zaplonal-Wolyn-rzez-Humania-1768-8159

W żadnym wypadku nie wolno nam zapomnieć o Rzezi Wołyńskiej, bo my Polacy musimy pamiętać o wszystkich zamordowanych Polakach, nie ma znaczenia przez kogo. Obecnie jednak istnieje dziwna dysproporcja - nie wypominamy tak bardzo zamordowania 6 mln naszych Rodaków przez Niemców; cicho o pomordowanych przez Rosjan polskich oficerach w Katyniu; cicho o napaści Rosji na Rzeczpospolitą w 1920-m roku.... Ciągłe nagłaśnianie Rzezi Wołyńskiej jest w widoczny sposób inspirowane przez rosyjską agenturę wpływu. Cel jest bardzo czytelny: nie pomagać Ukraińcom, którzy zostali napadnięci przez Rosję i dzielnie bronią się przed rosyjskimi terrorystami w Donbasie, 

Należy być bardzo wyczulonym na to aby nie podsycać nienawiści Polaków do Ukraińców. Niestety zrobi to film Smarzowskiego (a niby ma prowadzić do czegoś dobrego). 

Nie chodzi o to, by zapomnieć, ale najważniejszy jest dialog z Ukraińcami w tej kwestii i wspólne badanie zbrodni dokonanych w czasie Rzezi Wołyńskiej. Należy też liczyć się z tym, że inicjatorem ludobójstwa nie byli Ukraińcy, chociaż byli jej wykonawcami. 

Fakty. 1. W czasie Rzezi Wołyńskiej obszar Kresów był pod kontrolą / władztwem hitlerowcow i stalinowców - a więc bezpośrednio terytorialnie za zbrodnię ponoszą wspólnie odpowiedzialność także: ZSRR i Niemcy. Bo to ten kto włada obszarem odpowiada za przestrzeganie prawa na tym obszarze... tak mówi prawo międzynarodowe. 2. Nawet w Normberdze  nie sądzono zbiorowo wszystkich Niemców lecz poszczególnych zbrodniarzy hitlerowskich za konkretne czyny. 3. Za Rzeź Wołyńską zgodnie z prawem międzynarodowym odpowiadają indywidualnie konkretni zbrodniarze, a więc dowódcy konkretnych oddziałów UPA i ich rosyjscy i hitlerowscy pomagierzy, a nie Ukraina której de facto nie było, ani nie było jej jakichkolwiek suwerennych władz. 4. O innych aspektach tej sprawy także stanowi prawo międzynarodowe i precedens sądów norymberskich, jak choćby to, że my Polacy, w tym ofiary Rzezi możemy mieć roszczenia finansowe w sprawie Rzezi Wołyńskiej także wobec Niemiec i Rosji jako bezpośrednich "władców" i współsprawców mordów na tych terenach w czasie wojny. Proszę zwrócić uwagę jak ruskie tituszki traktują ofiary Rzezi Wołyńskiej - jeden skowyt w obronie esesmańskich i rosyjskich zbrodniarzy - co prawda nie robia tego wprost, ale taki jest kontekst ich wypowiedzi: to winni są wyłącznie Ukraińcy a nie także i przede wszystkim inspiratorzy i podrzegacze z ówczesnych Niemiec i z Rosji. 

Teraz małe porównania - 2 lata temu przy 70 rocznicy Rzezi Wołyńskiej we wszystkich mediach przypominano o tym, co wydarzyło się na Wołyniu. Media u wielu ludzi spowodowały spadek sympatii do Ukraińców lub początek niechęci do nich. Jednak rok temu 70 lat po rocznicy rzezi Woli dokonanej przez Niemców w mediach było cicho. Nawet 1 września podczas kolejnych rocznic II wojny światowej, nie wypomina się Niemcom ich zbrodni tak jak Ukraińcom. Dlaczego stosowane są podwójne standardy - zbrodnie jednych musimy pamiętać, a zbrodnie drugich najlepiej zapomnieć? 

Gdyby teraz Niemcy zostali zaatakowani, to większość mówiłaby: ,,Dajmy już im spokój, ile można wypominać? Oni teraz wystarczająco płacą za swoje zbrodnie. Wybaczmy im.'', a w przypadku Ukraińców: ,,Dobrze im tak, że giną, zasłużyli sobie. Nigdy nie wybaczymy''. Po raz kolejny zaznaczam, że to nie oznacza, iż mamy zapomnieć o rzezi wołyńskiej, ale znaleźć złoty środek - pomiędzy brakiem pamięci, a wypominaniem przeszłości połączonym ze wzbudzaniem nienawiści. 

Należy też przypomnieć, że wielu Ukraińców straciło życie ratując Polaków, co w przypadku Niemców zazwyczaj się nie zdarzało. Przypomnieć też trzeba, że 90% Niemców popierało działalność Hitlera, przy czym działalność Bandery (o ile Bandera rzeczywiście był inicjatorem) popierało mniej niż 10% Ukraińców. Jest to dobrze opisane w poniższym linku:
http://wpolityce.pl/polityka/136242-ludobojcze-dzialania-upa-zadnych-pozytywnych-korzysci-sprawie-ukrainskiej-nie-przyniosly

Dlatego takie apele jak ten poniżej są niezwykle cenne: My, niżej podpisani, apelujemy do Polaków i Ukraińców, aby nie ulegali jakimkolwiek prowokacjom i próbom podsycania wrogości między naszymi narodami i społeczeństwami. Potępiamy wszelkie formy niszczenia pomników polskich na Ukrainie i ukraińskich w Polsce.

Nie dajmy się znowu skłócić. Tyle razy w naszej historii dochodziło do konfliktów podsycanych z zewnątrz przez siły wrogie Polsce i Ukrainie (co potwierdzają kolejne świadectwa). Kończyło się to dramatem narodów i śmiercią wielu niewinnych ludzi.

Dlatego z zadowoleniem przyjmujemy decyzję o powołaniu przez Instytuty Pamięci Narodowej obu naszych państw wspólnej komisji historycznej, a także postanowienie Zgromadzenia Parlamentarnego Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy o powołaniu zespołu, który przygotuje deklarację pojednania Narodów Polskiego i Ukraińskiego.

Chcemy otwartej dyskusji o trudnej przeszłości, aby pojednać się w prawdzie w imię braterskiej współpracy, biorąc pod uwagę europejskie wartości: współpracę w miejsce walki między narodami; tolerancję i zrozumienie w miejsce szowinizmu. Aby już bez obciążeń móc współpracować i razem wpływać na bieg spraw w Europie.
za: http://niepoprawni.pl/blog/mariusz-cysewski/polska-ukraina-nie-dajmy-sie-sklocic-wspolny-apel-podpisz

Należy uprawiać politykę opartą na realnych przesłankach i geopolitycznej rzeczywistości, taką jaka jest, a nie w oparciu o taką,  jaka nam Polakom się tylko marzy. Generalnie, żeby mieć wpływ na to, co zrobią dzisiaj Ukraińcy w wielu dla nas istotnych sprawach, trzeba najpierw dobrze rozpoznać i zrozumieć ich motywację i to, co się tam teraz dzieje. Nie może być zgody na zbiorową odpowiedzialność Ukraińców i Polaków w sprawach związanych z Kresami RP i z dzisiejszą Rusią, czyli Ukrainą.

Odpowiedzialność zbiorową stosowali hitlerowcy i komuniści. Przyzwoici ludzie sądzą konkretnych zbrodniarzy za konkretne zbrodnie. A teraz o polskiej odpowiedzialności: ze strony ukraińskiej na "nasze" argumenty z których płynie ich odpowiedzialność zbiorowa, oni dzisiaj odpowiadają podobnie. Czy nam Polakom zależy na takim właśnie podejściu do sprawy? - Chyba nie. Bo jak to się skończy nie trudno przewidzieć. Jest jedna droga by to rozwiązać: stosować prawo. Okropności Rzezi Wołyńskiej nikt rozsądny nie będzie podważał. Jeżeli chodzi o kwestię pomników oraz zagrożenia ze strony ukraińskich nacjonalistów wzglecem Polski, to żadnej merytorycznej dyskusji nikt nie podejmuje. Jest tylko biadolenie i roszczenia bez zrozumienia czegokolwiek. Czy mozna sądzić, że ze zdaniem grupy Polaków na czele której stoi umownie ks. Isakowicz-Zaleski współczesny świat będzie się jakoś liczył? Otóż nie będzie, będzie to izolował wbrew naszym interesom. Przykładowo, jeśli chodzi o nasze finansowe roszczenia - to taka jest motywacja Rosji i Niemiec by nas izolować. O, i  pierwszy efekt obserwujemy przy okazji wykluczenia Polski z rozmów: Ukraina, Rosja, UE. To nie znaczy że ksiądz nie ma racji, to znaczy tylko tyle, że odbierane jest to w geopolityce jako "wspólnictwo z Putinem" w walce z Ukrainą. Zainteresowany "świat" nas kiwa i realizuje swoje interesy. Nam pozostawiając biadolenie o Wołyniu, z czego nic konkretnego nie wynika.
źródło: http://niepoprawni.pl/comment/1486108#comment-1486108

Ciąg dalszy wywiadu z Ewą Siemaszko

Jakie znaczenie dla ludobójstwa dokonywanego na Polakach miało wcześniejsze ludobójstwo Żydów, przeprowadzane z udziałem Ukraińców na tych samych terenach?

Nienawiść do Żydów szerzono tak samo jak do Polaków. Kiedy w 1941 r. okupację sowiecką zastąpiła okupacja niemiecka, zdominowane przez OUN formacje policyjne podległe Niemcom śpiewały piosenkę ze słowami: "Śmierć, śmierć, Lachom śmierć / Śmierć żydowskiej komunie". To był jeden z przejawów zamierzeń OUN - wymordowanie jednej i drugiej nacji. Oczywiście sprawcami zagłady ludności żydowskiej byli Niemcy, ale robili to z ogromną pomocą policji ukraińskiej i licznych Ukraińców nienależących do tej formacji, którzy wyłapywali, a nawet sami zabijali Żydów. W Holokauście Żydów w 1942 r. brali udział policjanci ukraińscy, którzy w 1943 r. przeszli do UPA i masowo mordowali naszych rodaków. Znamienne, że podczas ludobójstwa Żydów do Polaków docierały pogróżki: "Teraz z Żydami, a potem to samo zrobimy z Polakami". To wskazuje na długofalowy plan...

...poza tym kaci nabierali doświadczenia.

Tak, nabierali doświadczenia w pozbawianiu ludzi życia. Holokaust stał się dla Ukraińców przykładem, że można dokonywać masowych zbrodni bezkarnie i jest to nawet sankcjonowane przez państwo lub organizacje. Moralne spustoszenie wśród tych, którzy patrzyli na te zbrodnie czy brali w nich udział, ułatwiło później mordowanie Polaków.

Straszliwy jest dziejowy korowód krwawych jatek przeprowadzanych przez plemiona żyjące od pokoleń obok siebie. Dowodzą tego rzeź Ormian przez Turków, Nigeria podczas secesji Biafry, rozpadająca się Jugosławia, Rwanda. Czy sąsiedzi są bardziej skłonni do ludobójstwa niż najeźdźcy z oddali?

Sądzę, że nie, bo nie tylko sąsiedzi popełniali zbrodnie ludobójstwa, na przykład francuskich Żydów mordowali Niemcy niebędący ich sąsiadami. Przede wszystkim aby sąsiad rzucał się na sąsiada, musi być do tego odpowiednio przygotowany. Na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej hasła do mordu nie rzucono nagle. Przysposabianie psychiczne ludności trwało długo. Nienawiść do Polaków OUN sączyła się od początku lat 30. Świadkowie rzezi mówią wprawdzie, że dobre stosunki z sąsiadami trwały niekiedy do ostatniej chwili, ale też pojawiały się symptomy, że wśród Ukraińców dzieje się coś niedobrego: zdarzały się pogróżki, pobicia, szykany, unikanie rozmów, zaprzestawanie zabaw z polskimi dziećmi. Ten proces z czasem narastał.

Niesłychane zbrodnie podczas buntu Chmielnickiego, koliszczyzny, rzezi Humania, a wreszcie akcji OUN-UPA spowodowały, że wielu Polaków przypisuje Ukraińcom skłonność do szczególnego okrucieństwa, bestialstwa. Czy podziela pani pogląd, że owa cecha wyróżnia tę nację spośród innych?

Jeżeli przypominamy sobie inne zdarzenia tego rodzaju, na przykład te dziejące się w Afryce, to nie można mówić o bestialstwie wyróżniającym akurat tę nację. Choć z kolei ciąg dziejowy, przez pana wspomniany, zdaje się o tym świadczyć. Jednak jeśli spojrzymy uważniej na historię, to bestialskie czyny ujrzymy w wykonaniu wielu innych społeczeństw. Na przykład we Francji podczas tłumienia powstania w Wandei. Jednak podczas dalszego rozwoju społecznego takie zachowania były potępiane i zarzucane. Być może dlatego, iż na omawianych przez nas terenach nastąpiło zahamowanie rozwoju społecznego i stąd powtarzanie zbrodniczych zachowań, zwłaszcza jeśli ktoś do nich podszczuje.

Czy przejawia się w tym kompleks wywołany wielowiekowym brakiem własnego państwa?

Istotnie, kompleks ukraiński wynika z faktu, że ten naród nie potrafił przez wieki stworzyć i utrzymać własnego państwa. Tymczasem sąsiedzi mieli państwa, a niektórzy - tak jak my - nawet je tracąc, umieli jednak je odzyskać i utrzymać. Dotyczy to szczególnie okresu po I wojnie światowej.

Mieli poczucie krzywdy przez nas wyrządzonej? Że to my zabraliśmy im państwo?

Tak to sobie wyobrażali. Jednak w latach 1918-1920, kiedy podczas rewolucji bolszewickiej mieli szansę oderwania się od imperium rosyjskiego, jej nie wykorzystali. Przecież nawet Petlura nie był w stanie zmobilizować odpowiedniej liczby Ukraińców do wstąpienia do swego wojska i przeciwstawić się bolszewikom razem z Piłsudskim. Elity czuły się pokrzywdzone, ale nie było tak, że cały lud uważał, iż jest mu potrzebne ukraińskie państwo. Z różnych dokumentów OUN wynika, że inteligencja ukraińska chciała różnymi sposobami zmusić lud, ażeby za nią poszedł. Niecałe jednak społeczeństwo chciało tego, co OUN, czyli zdobywania własnego państwa metodą masowych zbrodni.

Czy można powiedzieć, że dopiero współuczestnictwo w zbrodni musiało scementować jedność społeczności ukraińskiej? Czy taki był zamysł OUN-UPA?

Nie wiem, czy był taki zamysł Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Wydaje mi się, że OUN chciała porwać masy, aby osiągnąć zamierzony cel. Ale czy chciała jednoczyć je przez zbrodnię - w to wątpię. Zresztą była to organizacja terrorystyczna, która dążyła nie tyle do zjednoczenia narodu, ile do narzucenia mu swojej woli. Kto się jej nie podporządkowywał, był karany śmiercią. OUN uważała się za twórczą elitę, która ma prawo narzucić swoją wizję życia społecznego i państwa. Gdyby rzeczywiście osiągnęła ten cel, powstałoby straszne państwo totalitarne, w którym wymagano by wobec niej bezwzględnego posłuszeństwa.

Ukraińcy starają się zrównoważyć swoje winy, obarczając Armię Krajową odpowiedzialnością za krwawe pacyfikacje wsi ukraińskich. Rzeczywiście do nich dochodziło. Może więc mają rację?

Po pierwsze takich przypadków było niewiele i stanowiły one reakcję na ogromne zbrodnie popełnione przez Ukraińców. Do pacyfikacji kilku wsi ukraińskich doszło w powiecie lubomelskim, gdzie oddział polskiej partyzantki powstał po rzeziach ukraińskich. Jesienią 1943 r., po wymordowaniu Polaków z Ostrówek, Woli Ostrowieckiej, Kątów, Jankowiec, Czmykosa i rozsianych w innych miejscowościach, ów oddział dokonał pogromu, którego celem było zlikwidowanie skupisk upowców, a nie ślepe mordowanie wszystkich mieszkańców. U PA stacjonowała w tych wioskach, miejscowi chłopi ją wspomagali i wcześniej wraz z UPA mordowali polskich sąsiadów. Była to więc akcja profilaktyczna, polegająca na zniszczeniu baz UPA i zapobieżeniu dalszym mordom. Jednakże był to odwet przeprowadzony przecież przez tych, którzy ocaleli z Zagłady, a mścili się za śmierć i męczarnie swych najbliższych. Podczas polskiej akcji śmierć ponosili ukraińscy cywile, ale to wśród nich znajdowali się mordercy. Rozgraniczenie, kto zawinił, a kto nie, było w tamtych warunkach niemożliwe.

Do czasu rzezi lipcowych w 1943 r. nie działał zresztą żaden polski oddział partyzancki. Organizowaliśmy jedynie lokalne samoobrony, stopniowo wyrzynane przez napastników. Natomiast w drugiej połowie 1943 r. nasze oddziały partyzanckie krążyły wokół kilku naszych baz obronnych i czasem likwidowały UPA we wsiach sąsiednich, a przy tym mogli ginąć również nienależący do UPA Ukraińcy. Jedynie kobiety i dzieci można uznać za niewinne ofiary, choć znane są też przypadki dobijania rannych przez Ukrainki i podpalania domostw przez ukraińskie wyrostki, a nawet dzieci. Stąd odwetowe emocje wśród polskich partyzantów, które można zrozumieć, choć oczywiście trudno usprawiedliwić.

Czy odwet został nakazany przez rząd RP na uchodźstwie albo Polskie Państwo Podziemne?

Po pierwsze nie było programu Polskiego Państwa Podziemnego, aby niszczyć naród ukraiński - w przeciwieństwie do OUN, która niszczenie polskości miała zapisane w programie "Ukraina dla Ukraińców". U nas nigdy nie było analogicznych programów. Po drugie, kiedy zaczęły się rzezie, Polskie Państwo Podziemne apelowało o niedokonywanie odwetu. Przewidziano taką reakcję, więc wzywano, aby nie kierować jej przeciw niewinnej ludności cywilnej, natomiast podkreślano celowość likwidowania band morderców. Takie rozkazy kierowano do struktur konspiracyjnych, samoobrony, oddziałów Armii Krajowej, a wreszcie do 27. Wołyńskiej Dywizji AK. Wszystko, co działo się niedobrego, stało się wbrew tym rozkazom i w sposób niekontrolowany.

Jaki był bilans ofiar po obu stronach?

Na samym Wołyniu wymordowano około 60 tys. Polaków, natomiast w akcjach odwetowych Armii Krajowej zginęło najwyżej 2 tys. Ukraińców. Tak to obliczał śp. Józef Turowski. Natomiast strona ukraińska przypisuje Armii Krajowej działania Schutzmannschaften, czyli tzw. policji polskiej, która została zorganizowana przez Niemców po rzeziach i po ucieczce policji ukraińskiej do UPA.

Komendant Okręgu Wołyńskiego AK wydał wprawdzie rozkaz, aby Polacy nie wstępowali do policji, ale struktury Armii Krajowej nie były tam tak rozbudowane, aby mieć wpływ na wszystkich Polaków. Dla wielu z nich był to zresztą jedyny sposób, aby dostać broń i uchronić się przed tragicznym losem. Niemcy wykorzystywali ich do akcji pacyfikacyjnych, ale to już nie są "zbrodnie Armii Krajowej", tylko niemieckie.

Wszystkie rządy polskie po 1989 r. (o czasach komuny nie ma co mówić) starały się omijać temat rzezi wołyńskiej. Czy rzeczywiście wymaga tego racja stanu? Czy taka jest cena za przyjaźń Polski z Ukrainą?

Z pewnością nie. Uważam, że z politycznego punktu widzenia jest to błąd. Założenie, aby nie drażnić Ukraińców przypominaniem im o popełnionych zbrodniach przez UPA i inne organizacje nacjonalistyczne, wypływa z koncepcji Giedroycia - oderwania zachodnich republik od ZSRR i potem odciągania ich od Rosji. Ale on formułował takie postulaty jeszcze za czasów istnienia Związku Sowieckiego, pragnął wówczas jego rozbicia i powstania suwerennych państw pomiędzy Polską a Rosją. I tak się stało, gdy - przy moralnym wpływie polskiej "Solidarności" - zawalił się Związek Sowiecki. Ale kiedy już te państwa powstały, należało je traktować jako normalnych partnerów.

Przecież na samej Ukrainie nie ma jednoznacznego stosunku do UPA, a w pierwszych latach niezależności nacjonalistyczne poglądy odżyły jedynie w zachodniej Ukrainie. W pozostałej części uważano UPA za zbrodniarzy. Gdybyśmy od samego początku przedstawiali tragiczną historię zgodnie z prawdą, zapewne sentymenty wobec UPA odżyłyby w znacznie mniejszym stopniu. Nie rozkwitłby jej mit jako jedynej szlachetnej siły dążącej do niepodległości Ukrainy.

Cóż, są też rodacy, zwłaszcza niemający korzeni kresowych, którzy rzeczywiście sądzą, że "rozdrapywanie ran" do niczego nie doprowadzi... Ale pojawił się w rozmowie ciekawy wątek sowiecki. Otóż Polacy na Kresach doskonale wiedzieli, co oznacza okupacja sowiecka, ale Ukraińcy nieśli grozę niechybnej nagłej śmierci. Stąd zarówno partyzantka sowiecka, jak i później Armia Czerwona, zwalczając UPA, obiektywnie przynosiła im ochronę zdrowia i życia. Było to wszystko bardziej skomplikowane niż na Wileńszczyźnie i Nowogródczyźnie, gdzie Sowieci stali się - po odejściu Niemców - jednoznacznie wrogiem...

Oczywiście, był taki etap, kiedy Sowieci rzeczywiście zapewniali bezpieczeństwo ludności polskiej. Na przykład na Wołyniu w 1943 r., podczas zmasowanego napadu UPA, partyzanci sowieccy, wspierając polską samoobronę, uratowali przed unicestwieniem mieszkańców Przebraża. Po wkroczeniu Armii Czerwonej NKWD ostro zwalczało UPA, co odwracało niebezpieczeństwo z jej strony od Polaków. Ale przecież Sowieci wcale nie chcieli mieć tam Polaków i robili wszystko, aby stamtąd wyjechali. Do ucieczki naszych rodaków zmuszały dwie siły: nacjonaliści ukraińscy i Sowieci. Efekt był taki, że ci drudzy faktycznie zrealizowali ostatecznie cel tych pierwszych.

Kiedy Polacy i Żydzi słyszą o "Żegocie", Irenie Sendler, Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, rosną między nimi sympatia i porozumienie. Może najwyższy czas, abyśmy zaczęli wyróżniać Sprawiedliwych wśród Narodu Ukraińskiego? Przecież niektórzy sami ponieśli śmierć za niesienie pomocy polskim sąsiadom...

Ocaleni z rzezi domagali się tego od dawna. Ich przedstawiciele - na przykład Stowarzyszenie Upamiętniania Ofiar Ukraińskich Nacjonalistów we Wrocławiu - zwracali się z tym do władz, ale brak dotychczas właściwego oddźwięku ze strony instytucji państwowych. A przecież powinniśmy w ten sposób pokazać, i to samym Ukraińcom, że pamiętamy o ich odwadze i przeciwstawianiu się zbrodniczej ideologii oraz dokonywanym zbrodniom. Że byli wśród nich prawdziwi bohaterowie, a nie są nimi upowcy-zbrodniarze.

Może wywołałoby to głębszą refleksję na Ukrainie. Ukraińcy dowiedzieliby się, że nie wszyscy ich rodacy popierali UPA, i zastanowiliby się nad tym, która z dwóch postaw była prawdziwie godna i która przez nich samych powinna być uznana za słuszną. Milczenie ze strony naszego państwa może zaś oznaczać, że akceptuje ono zbrodnie dokonane przez OUN i UPA. Że akceptuje zwykłych morderców. A dla ocalałych z rzezi Kresowiaków milczenie polskiego państwa oznacza zakopywanie prawdy w jednym dole śmierci z pomordowanymi. Pomordowanymi podwójnie: i wtedy, gdy tracili życie, i dziś, kiedy obszary milczenia pokrywają pamięć o tragedii.

* * *
Ewa Siemaszko - badaczka stosunków polsko-ukraińskich podczas II wojny światowej i w latach powojennych, współautorka wraz z ojcem Władysławem Siemaszką dwutomowej pracy "Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939-1945", a także licznych innych publikacji na ten temat.

Rozmawiał Maciej Rosalak ("Do Rzeczy - Historia" nr 5/2013)
Artykuł pochodzi z serwisu "Wołyń naszych przodków" www.nawolyniu.pl

.