Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sądy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sądy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 28 kwietnia 2016

Gdzie postawić Rzeplińskiego?

Rzepliński to polityk PO i celebryta o sowieckiej mentalności przez pomyłkę nazywany prezesem TK. Broniąc postkomunistycznej konstytucji utrwalającej przywileje i wpływy aparatczyków PRL dokonuje "rzeplinizacji prawa", czyli wybiórczo stosuje to co mu się akurat podoba, a odrzuca to co jest mu w danej chwili niewygodne. Zupełnym kuriozum jest ogłoszenie wyroku kilka dni przed posiedzeniem sądu, ale dla Rzepliński jak zwykle pali głupa i pyta: "ale o co chodzi"? Dla TK prowadzonego przez niego to ponoć jest normalne. Normalny jest też dla niego zamordyzm, gdy któryś z sędziów i pracowników TK chciałby mieć swoje zdanie, to Rzepliński wyda mu zakaz publicznego wypowiadania się w mediach. Jego samego, o dziwo to jednak nie dotyczy. Występuje chętnie i zieje nienawiścią. Ten człowiek zatracił kontakt z rzeczywistością, a jego mania wielkości krzyczy głośno: "prawo to ja!". Jego bezczelność przekracza już jego poczucie bezkarności. Nie jest sędzią, bo cechą sędziego jest bezstronność. Tymczasem Rzepliński cały czas występuje jako sędzia we własnej sprawie. Nie ma poczucia wstydu - opracował razem ze swoim klubem PO przepisy wyboru sędziów TK na zapas, po czym sam stwierdził ich niezgodność z konstytucją. Z tego powodu nie spalił się jednak ze wstydu i potraktował obywateli jak najgorszą hołotę, która nie jest w stanie zrozumieć zapisów ustaw. Nie ma honoru, bo gdyby go miał już dawno podał by się do dymisji. Nie jest patriotą, bo patriota stawia wyżej dobro Kraju od własnych ambicji politycznych, czy kliki kolesiów z mafii prawniczej. Nie działa w interesie obywateli, bo przyklepał kradzież przez poprzedni rząd PO/PSL składek emerytalnych zgromadzonych przez ludzi w OFE. Jak skomentować jego pragnienie aby zostać "najwyższym ajatollahem"? A może zamiast postawić go przed wymiarem sprawiedliwości należało by go postawić przed komisją lekarzy - psychiatrów?


Trybunał Konstytucyjny został utworzony w czasie stanu wojennego przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego (WRON). Jego zadaniem było legalizowanie przestępczych działań Jaruzelskiego, Kiszczaka i całej komunistycznej ekipy. Trybunał Konstytucyjny miał przekonywać społeczeństwo, że wypowiedziana mu przez Jaruzelskiego wojna jest zgodna z Konstytucją. Stan wojenny niewątpliwie był tragedią . Natomiast sposób w jaki TK służy obecnie obronie swoich mocodawców jest już tylko farsą. Przede wszystkim, jak ujawnili na polecenie Naczelnego Sądu Administracyjnego sędziowie TK, to oni właśnie pod przewodnictwem aktualnego prezesa TK Andrzeja Rzeplińskiego opracowali ustawę zgłoszoną potem jako projekt prezydenta Bronisława Komorowskiego i przegłosowaną głosami koalicji PO – PSL.

Poza tym prezes Andrzej Rzepliński publicznie oświadczył, iż jest stronnikiem PO, a ustawę napisaną przez PiS określił jako niezgodną z Konstytucją niejako a priori.

3 grudnia sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, którzy pisali tę ustawę, sami oceniali jej konstytucyjność. Czyli jak przysłowiowy Cygan, byli sędziami we własnej sprawie.(Cyganie masz świadki? Mam żonę i dziatki).


Prof. Andrzej Rzepliński też ma sporo jeszcze do wyjaśnienia. Przede wszystkim swoją przynależność do PZPR oraz udział w przesłuchiwaniu Pietruszki, mordercy ks. Jerzego Popiełuszki, udziału potwierdzonego zresztą własnym podpisem.

Rzepliński posiada wiedzę o mocodawcach zlecenia mordu SB na bł. księdzu Jerzym Popiełuszce.

Członkini Rady Legislacyjnej przy gen. Czesławie Kiszczaku, znajomy Romana Giertycha, senator i radny PO oraz prawniczy spec od komunistycznych rad narodowych – to niektórzy nominaci Platformy Obywatelskiej w rzekomo „zawłaszczonym przez PiS”, a wcześniej “apolitycznym” Trybunale Konstytucyjnym.

Od kilkunastu tygodni przez media przetacza się nawałnica oskarżeń pod adresem polityków Prawa i Sprawiedliwości. Z dziennikarskich relacji w kraju i za granicą wynika, że PiS będzie teraz „kontrolował” Trybunał Konstytucyjny (stwierdził tak centrolewicowy brytyjski „Guardian”), który wcześniej składać się miał z samych “apolitycznych” fachowców. Zresztą nie tylko “Guardian” prowadzi kampanię antypolską. Górują tu media niemieckie i amerykańskie, przy wydatnej pomocy Parlamentu Europejskiego, niemieckiego Żyda Martina Schulza, różnych tusków, bieńkowskich, piterów, szetynów i innych anty Polaków, amerykańskich lobby żydowskich – antypolskich kół z Komisją Wenecką w tle. Oliwy do ognia na forum międzynarodowym dolewa pozbawiona władzy opozycja – Szetyna, Petru, KOD i inni przedstawiciele neo Konfederacji Targowickiej.

Mało kto wskazuje oczywiście, że gdyby nie ostatnie zmiany, to w 15-osobowym składzie Trybunału zasiadałoby 14 sędziów wyznaczonych przez PO, SLD lub PSL. Jeszcze mniej mówi się o przeszłości i powiązaniach platformerskich nominatów, którzy obecnie z wielkim oburzeniem wypowiadają się na temat „gwałtu” i „zamachu” na niezawisłość oraz niezależność TK.

SĘDZIA TRYBUNAŁU KONSTYTUCYJNEGO SŁAWOMIRA WRONKOWSKA – JAŚKIEWICZ

W 2010 r. posłowie Platformy Obywatelskiej zgłosili na stanowisko sędziego Trybunału Konstytucyjnego prof. Sławomirę Wronkowską-Jaśkiewicz związaną z Uniwersytetem im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. To prawnik, której wiedzy i dorobku naukowego nie sposób kwestionować. Trudno jednak spokojnie przejść do porządku dziennego nad faktem, że nominatka PO była w drugiej połowie lat 80. członkiem Rady Legislacyjnej przy Prezesie Rady Ministrów. W biogramie zamieszczonym w druku sejmowym z 8 kwietnia 2010 r. czytamy, że Wronkowska-Jaśkiewicz zasiadała w tym organie opiniodawczo-doradczym od końca 1988 r. Doradzała więc komunistycznym premierom Mieczysławowi Rakowskiemu i gen. Czesławowi Kiszczakowi, szefowi zbrodniczej bezpieki.

Sędzia Trybunału Konstytucyjnego Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz w PRL-u działała w PZPR, a od 1988 r. była w radzie legislacyjnej komunistycznego rządu i doradzała komunistycznym ekipom Mieczysława Rakowskiego oraz Czesława Kiszczaka. W stanie wojennym pisała o tworzeniu prawa w zgodzie z konstytucją.

Dziś sędzia Trybunału Konstytucyjnego Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz przedstawiana jest jako jedna z sędziów będących ostoją i broniących Trybunału i państwa prawa przed zakusami partii rządzącej. Wronkowska-Jaśkiewicz do TK trafiła w 2010 r. z nominacji Platformy. Wówczas wyznała wprost w jednym z wywiadów, że ma lewicowe poglądy.

Zaistniała medialnie w styczniu na konferencji zorganizowanej przez TK przy okazji sporu Trybunału ze stroną rządową. Była jedynym sędzią, który wystąpił na konferencji prasowej u boku prezesa Andrzeja Rzeplińskiego.

Sprawdziliśmy, co myślała o stanie polskiego prawa i przestrzeganiu konstytucji w czasie stanu wojennego, w 1982 r. Wydała wówczas książkę „O problemach tworzenia racjonalnego prawa”. Wronkowska, pisząc o praworządności, opierała się m.in. na „dorobku” sowieckiego prawodawstwa, cytując moskiewskie autorytety.

Jak sprawdziła „GP”, w 1974 r. Sławomira Wronkowska (wtedy jeszcze bez tytułu profesorskiego i drugiego nazwiska) była współautorką książki „Zasady prawa: zagadnienia podstawowe”, gdzie mowa jest m.in. o „ethosie” i obowiązującej w PRL moralności socjalistycznej.

W publikacji czytamy m.in.: „To zaś, że treść norm prawnych i norm wchodzących w skład moralności panującej w znacznej części się pokrywa, jest sprawą oczywistą, a także: W rozważanym przez nas przypadku dotyczy to stanowienia prawa w sposób zgodny z oficjalnie zakładanymi “interesami ludu pracującego miast i wsi”, a następnie – stosowania tego prawa w sposób zgodny z tymi interesami”.

W stanie wojennym, w 1982 r., prof. Wronkowska-Jaśkiewicz za swoją rozprawę „Problem racjonalnego tworzenia prawa” – osadzoną oczywiście w realiach ustroju socjalistycznego – dostała I nagrodę w konkursie redakcji „Państwa i Prawa”. Pismem tym kierował wówczas prof. Leszek Kubicki, członek PZPR od 1956 do 1990 r., w III RP minister sprawiedliwości w rządzie postkomunistów.

Należy wspomnieć, że prof. Wronkowska-Jaśkiewicz jest jednym z członków Komitetu Nauk Prawnych PAN, który przed kilkoma dniami podjął uchwałę o „naruszeniach konstytucji”, odnoszącą się do rzekomego zamachu PiS na wartości konstytucyjne i państwo prawa.

W uchwale można było przeczytać: „Komitet Nauk Prawnych PAN przeciwstawia się wszelkim formom nihilizmu konstytucyjnego i prawnego, pogardy dla zasady demokratycznego państwa prawnego, obejścia i nadużycia prawa, wykorzystywania i nadużywania mechanizmów demokratycznych dla ograniczenia demokracji i rządów prawa”.

Prof. Wronkowska-Jaśkiewicz, specjalistka od „interesów ludu pracującego”, głosowała za przyjęciem tej wymierzonej w nowy rząd uchwały.

Wronkowska, pisząc o praworządności, opierała się m. in. na “dorobku” sowieckiego prawodawstwa, cytując moskiewskie autorytety.

Prawo w jej mniemaniu było dobre, wystarczyło je tylko udoskonalić. Stalinistka Wronkowska pisała po bezprawnym wprowadzeniu dekretu o stanie wojennym: “W ostatnim dziesięcioleciu podjęto w Polsce szczególnie wiele wysiłków zmierzających do udoskonalenia systemu obowiązujących aktów prawnych i wyeliminowania co najmniej niektórych wadliwości dostrzeganych w procesie przygotowywania aktów prawnych” .

Dalej było o konieczności wyrugowania z życia pozostałości z prawa II RP.

Ustalić to miała ocena stanu prawnego dokonana przez najwyższe organa państwa.

I dalej Wronkowska: ”Stwierdzono, że w systemie obowiązujących aktów prawnych nadal jeszcze występują akty z okresu międzywojennego i pierwszych lat istnienia socjalistycznego państwa, nieprzystosowane do regulowania współczesnych stosunków socjalistycznych w PRL”.

Deptanie podstawowych praw człowieka w PRL-u, szczególnie w stanie wojennym, nie przeszkadzało sędzi, która nie wspominała o tym w swojej pracy.

“GP” próbowała się skontaktować z sędzią za pośrednictwem Andrzeja Rzeplińskiego.

Jednak prezes TK zablokował tę korespondencję. Stwierdził, że jego urząd nie udzieli dziennikarzowi żadnych informacji o przynależności do PZPR-u zarówno Wronkowskiej, jak i innych sędziów Trybunału.


TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY POZA PRAWEM

Prawnicy w opinii dla resortu sprawiedliwości krytykują argumentację prawną jaką przyjął Trybunał w swoim ostatnim wyroku unieważniającym przepisy wprowadzone w grudniu ubiegłego roku, dotyczące funkcjonowania TK. Uniemożliwiały one bowiem rozpatrzenie skarg wniesionych przez opozycję m.in. ze względu na brak 13 sędziów “dopuszczonych do orzekania” czy nie zachowanie przepisu rozpatrywania spraw według kolejności ich wpływu. Dlatego Trybunał zastosował wybieg i zwyczajnie uznał, że nie może ich w pełni stosować. Sędzia Stanisław Biernat argumentował, że TK przyjął za podstawę bezpośrednie stosowanie Konstytucji , a pełny skład jest taki, jaki jest, czyli 12 sędziów.

Trybunał zakwestionował w ten sposób uznaną zasadę tzw. domniemania zgodności z Konstytucją ustaw, dopóki nie uzna się ich za sprzeczne z Ustawą Zasadniczą. Prawnicy uważają takie decyzje za złamanie Konstytucji.


“Zasada domniemania zgodności ustaw z Konstytucją nakazuje stosowanie przepisów znowelizowanej ustawy o TK i zakazuje orzekania w sprawie tej ustawy tylko na podstawie przepisów Konstytucji z pominięciem obowiązującej procedury ustanowionej w tej ustawie” – podkreśla w swojej opinii prof. Bogusław Banaszak (Uniwersytet Zielonogórski).

Resort sprawiedliwości uważa, że Trybunał złamał zasadę legalizmu trójpodziału władzy, zaufania obywatela do państwa i prawa oraz zasadę domniemania konstytucyjności ustawy.

Prof. Bogusław Banaszak podkreśla, że jest to zasada “utrwalona” w “nauce prawa państw demokratycznych i w orzecznictwie polskiego TK oraz innych sądów konstytucyjnych.

Domniemanie to może być obalone jedynie przez wyrok Trybunału Konstytucyjnego”.

“Domniemanie konstytucyjności oznacza, że każdy organ państwowy – w tym Trybunał Konstytucyjny – jest obowiązany stosować obowiązujące prawo.

W związku z tym nie ma jakichkolwiek podstaw prawnych stanowisko prezesa Trybunału Konstytucyjnego, który odmawia stosowania ustawy o Trybunale Konstytucyjnym z dnia 25 czerwca 2015 r. w brzmieniu nadanym jej nowelizacją z 22 grudnia 2015 r.” – wskazuje konstytucjonalista prof. Bogumił Szmulik (UKSW).

WYROK ZE SKAZĄ

Konstytucjonalistka Anna Łabno (Uniwersytet Śląski) uznaje z kolei , że “brak jest możliwości wykonywania funkcji orzeczniczej bezpośrednio na podstawie Konstytucji i to zarówno w tzw. czystej postaci bezpośredniego stosowania (podstawę prawną stanowi tylko i wyłącznie norma konstytucyjna), jak też na zasadzie współstosowania ( podstawę prawną stanowią normy konstytucyjne i normy ustawowe)”.

Szmulik dodaje. że wyrok zapadły w takiej formule będzie “wyrokiem wydanym z rażącym naruszeniem obowiązujących norm proceduralnych przewidzianych przez ustawę z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym. Będzie także oczywistym naruszeniem Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej poprzez rozszerzenie swojej właściwości o rozpatrywanie de facto spraw z urzędu i naruszenie wyłącznego uprawnienia prezydenta RP do inicjowana prewencyjnej kontroli konstytucyjności prawa” – ocenia Szmulik.

TYLKO 15

Banaszak zaznacza, że nie można opierać się w tym przypadku tylko na Konstytucji, ponieważ nie reguluje ona procedury rozpatrywania spraw przed Trybunałem i odsyła do szczegółowych przepisów, które ma określać ustawa. Stwierdza on, że “podległość sędziów TK Konstytucji w sprawowaniu ich urzędu nie zwalnia ich od podległości ustawom w sprawach proceduralnych”.

Konstytucjonalista zaznacza, że dalsze niedopuszczenie do orzekania 3 spośród 15 sędziów TK oznacza naruszenie Konstytucji i “determinuje niewłaściwą obsadę składu orzekającego w sprawach , które TK ma rozpatrzyć w pełnym składzie”.

Szmulik i Banaszak podkreślają, że wydany z naruszeniem tych norm i zasad wyrok TK nie może być opublikowany przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów. “Orzeczenie naruszające tę zasadę ( domniemania konstytucyjności – red.) lub wydane w niewłaściwym składzie nie podlega publikacji” – stwierdza Banaszak.

“Prezes Rady Ministrów jako organ wydający – przy pomocy Rządowego Centrum Legislacji – nie będzie mógł tego uczynić bez złamania Konstytucji, za co może zostać pociągnięty do odpowiedzialności przed Trybunałem Stanu” – podkreśla Szmulik.

Dodaje, że wyrok ten lub wyrok w cudzysłowie, jak pisze, wydany w tej sprawie “nie będzie orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, o którym mówi Konstytucja RP czy ustawa o TK”, ze względu na niezachowanie procedury przewidzianej w odpowiednich przepisach. “Nie będzie więc orzeczeniem TK, którego obowiązek niezwłocznego ogłoszenia w organie urzędowym, w którym akt normatywny był ogłoszony, nakłada Konstytucja RP” – puentuje prof. Szmulik.

PUBLIKACJI NIE BĘDZIE

Powołując się na osiem prawniczych opinii, Ministerstwo Sprawiedliwości tłumaczy, że Trybunał w swoim wyroku, “złamał cztery fundamentalne zasady: zasadę legalizmu, zasadę trójpodziału władzy, zasadę zaufania obywatela do państwa i prawa, a przede wszystkim zasadę domniemania konstytucyjności ustawy”.

– Nasze stanowisko oparte jest na opiniach wybitnych prawników, takich jak prof. Bałaban, prof. Banaszak, prof. Szmulik, prof. Jastrzębski, prof. Karpiuk – zaznacza szef resortu sprawiedliwości Marcin Warchoł. – Działania sędziów Trybunału Konstytucyjnego są bezprawne i w związku z tym nie wywołują żadnych skutków prawnych – mówi minister Zbigniew Ziobro.

– Sędziowie orzekając na podstawie wygasłej ustawy, postawili się ponad Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej.

Artykuł 197 Konstytucji jasno wskazuje, że tryb postępowania przed Trybunałem Konstytucyjnym określ ustawa – dodaje minister.

Szefowa kancelarii premiera Beata Kempa wskazała w Sejmie, że Trybunał Konstytucyjny rozpatrywał sprawę z pominięciem trzech sędziów i w niepełnym składzie. – Pominięcie tych sędziów spowodowało, że sprawa nie była rozpatrywana przez TK jako organ powołany do orzekania o zgodności aktów normatywnych z Konstytucją – mówiła Kempa.

– A więc takie stanowisko nie może istnieć w obrocie prawnym jako wyrok – dodała.

________________
Źródła:
Maciej Marosz “Gazeta Polska Codziennie” 18 – 20. 03. 2016
Zenon Baranowski “Nasz Dziennik” 11.03. 2016
http://wpolsce.biz/straznicy-komunistycznej-konstytucji/

sobota, 18 stycznia 2014

Pytania Kanta

Cztery słynne pytania Kanta każą nam zastanowić się nad następującymi problemami: 1. Co mogę wiedzieć? 2. Co powinienem czynić? 3. Czego mogę się spodziewać? 4. Kim jest człowiek?

Właściwym kluczem w próbie zrozumienia filozofii Kanta jest teoria poznania.

Co mogę wiedzieć? Co mogę naprawdę poznać? Kant pragnie – niemalże w duchu późniejszego chronologicznie Hegla – zbudować syntezę między racjonalizmem i empiryzmem. Pamiętamy słynne stwierdzenie: doświadczenie bez pojęć jest ślepe, pojęcia bez doświadczenia są puste. Kantowską syntezę można odczytać jako ruch. Ruch to dynamika. Trzeba użyć tej kategorii, aby zrozumieć, czym jest poznanie. Nie jest ono biernym odbijaniem rzeczywistości (przedmiotów), nie jest czymś statycznym, lecz charakteryzuje się właśnie specyficznym rodzajem dynamiki. Kant był świadomy odkrycia czegoś nowego, na miarę tego, co wcześniej uczynił był Kopernik. Oto wychodząc od pytania: „Co mogę poznać?”, przechodzi się do pytania: „W jaki sposób powstaje (konstytuuje się) w podmiocie poznanie?”. Jak rozum dochodzi do poznania? Filozofia transcendentalna Kanta, badająca możliwości poznawcze rozumu poznającego, prowadzi do dynamicznej koncepcji rozumu, który dzięki swoim formom i kategoriom poznawczym, a także „twórczej wyobraźni”, poddaje „szczególnej operacji umysłowej” docierające do nas wrażenia i czyni z nich specyficzny rodzaj poznania, którym jest poznanie ludzkie.

Można powiedzieć, że oto mamy „świat po obróbce”, świat jako „świadomość świata”, świat jako „daną świadomościową”. Co tak naprawdę, zdaniem Kanta, poznajemy? Tylko to, co rozum jest w stanie przetworzyć („przerobić”) w poznanie. Jest to zjawiskowa strona świata – fenomeny – to co dostępne poznawczo świadomości. W odróżnieniu od tego, noumeny, świat-w-sobie, „pierwotnie surowa strona świata” jest według Kanta naszemu poznaniu niedostępna. Ten punkt w dalszym ciągu należy rozważać na ścieżkach gnoseologicznych. Ja jednak chciałbym zatrzymać uwagę na kilku aspektach egzystencjalnych. Pamiętamy, jak ogromne znaczenie, to właśnie zagadnienie miało miejsce w filozofii Arthura Schopenhauera. Filozof z Gdańska przypomni, że wraz z Kantem dotarliśmy do Platona. Oto przed nami świat, który „jedynie istnieje”, i to istnieje w sposób specyficzny, jako mniej lub bardziej wyraźne odbicie świata prawdziwego, tego, który naprawdę j e s t – wieczny, niezmienny i konieczny, ale zarazem niedostępny dla nas przynajmniej w tym ziemskim istnieniu. Schopenhauer powie, że świat dostępny naszemu poznaniu, zrekonstruowany w rozumie (i dostępny pojęciowo), to die Welt als Vorstellung - „świat jako przedstawienie”.

Nauka i ta filozofia, która naśladuje naukę, zdradzając tym samym jakiś kompleks niższości (kompleks niedowartościowania), gdy taką nauką nie jest, wyrzuciła z własnego terenu pojęcie t a j e m n i c y. Słowo „tajemnica” brzmi tak nienaukowo, że należy go nie tylko unikać, ale trzeba wręcz używać wszelkich innych określeń, byle tylko nie tego. Ale to właśnie Immanuel Kant dotarł i ukazał w epoce oświecenia, że pojęcie tajemnicy jest czymś istotnym i to właśnie w filozofii. Autor niniejszej refleksji wierzy, że przyjdzie czas renesansu dla tego pojęcia w filozofii. Oby tylko nie paplano tym słowem bez zrozumienia. Jak Kant kazał zbadać warunki pracy naszego rozumu, tak wydaje mi się, że warto byłoby dokonać głębokiej, rzetelnej analizy pojęcia tajemnicy i jego miejsca w filozofii. Jedną z filozoficznych tajemnic jest tajemnica istnienia świata.

Czy świat w ogóle jest? Czy jest jeden, czy też jest ich tyle, ile podmiotów aktualnie go myślących? Jaka jest wartość stwierdzenia i co ono znaczy: „każdy ma swój świat”. Co jest naprawdę ważne? Czy to, co ważne można w ogóle zrozumieć? Wraz z Wittgensteinem pytamy: „Dlaczego tak trudno przychodzi mi zobaczyć to, co leży przed moimi oczami?” i jak rozumieć słynne zdanie, że „o czym nie można powiedzieć, o tym należy milczeć”.

Co powinienem czynić? Kant zdaje się mówić, po pierwsze: buduj świat takim, jakim chcesz go mieć. Po drugie: nigdy nie myl relacji podmiotowo-podmiotowej z relacją podmiotowo-przedmiotową. Człowiek to nie rzecz. Człowiek jest zawsze podmiotem. Filozof z Królewca wierzył, że prawy rozum pragnie zawsze prawdy, dobra i piękna. Człowiek zaś żywi tęsknotę za takim światem, w którym te wartości stają się rzeczywistością.
Wielu egzystencjalistów mówi o potrzebie „narodzin z ducha”, potrzebie „wewnętrznego narodzenia”, „momencie przebudzenia” lub też „chwili oświecenia”. To właśnie ta chwila ma decydujące znaczenia dla egzystencji człowieka. W chwili rozstrzyga się życie. W niej ważą się losy „życia przebudzonego” lub „egzystencji we śnie”. Platon przestrzegał, że nie jest dobrze budzić śpiących. Znienawidzą oni tego, który ich przebudził. Na myśl przychodzi też filozofia Nietzschego. Czy jego idee kiedykolwiek właściwie zrozumiano? O Zaratustrze Nietzschego przegadano wiele i interpretowano ją w najróżniejszy sposób, lecz któż może ostatecznie rozstrzygnąć, jak należy rozumieć użyte przez niego metafory?

Etyka Kanta to nie dwa czy też trzy zdania recytowane z pamięci po polsku i po niemiecku. To przede wszystkim poważne wyzwanie skierowane do „twórczej wyobraźni” człowieka, gdyż etyka to życie – ethos, a życie to swoistego rodzaju twórczość. Myśl ta koresponduje nie tylko z intuicjami Nietzschego, przypomina ona o tym, co w swoich rozważaniach filozoficznych ukazywał prof. Tischner, i myślę, że nie miałaby mi tego ks. prof. za złe.

Czego się mogę spodziewać? Noumeny są według Kanta niepoznawalne. Rozum teoretyczny nie potrafi ich odkodować. Rozum praktyczny ukazuje je jako tzw. idee regulatywne, według których – jak pisze niemiecki filozof Rüdiger Safranski, autor prac m.in. o filozofii Friedricha Nietzschego i Arthura Schopenhauera – trzeba żyć tak, „jak gdyby” one istniały – Bóg, wolność, świat. Rzecz-w-sobie dla Kanta jest niepoznawalna. Schopenhauer uważa, że jest inaczej. Ową rzecz-w-sobie poznaje nie rozum, funkcjonujący w oparciu o relację podmiot-przedmiot, lecz objawia się ona intuicji, która uchwytuje ją bezpośrednio. Według Schopenhauera rzeczą-w-sobie jest wola – der Wille. Nieco później powstanie fenomenologia, która uwyraźni jeszcze jeden aspekt Ding-an-sich – istotnym pojęciem będzie tutaj sens. Wcześniejsze słowa „jak gdyby” zostały zastąpione formułą „jako”. Opis fenomenologiczny, który zakłada możliwość poznania nie tylko fenomenów, ale także istoty (Husserl), brzmi często: „widzę, postrzegam coś j a k o”. Wartość owego postrzegania polega na wydobyciu zarazem sensu. Fenomenologia egzystencjalna jak i egzystencjalizm fenomenologiczny próbują przybliżyć odpowiedź na pytanie o sens istnienia, sens egzystencji, odkrywając przy tym istotną wartość pytań metafizycznych, bez których filozofia ma wiele swoich członków, jednakże nie ma głowy. W dziejach filozofii głowę te próbowano ściąć niejeden raz, o czym przypomniał Edmund Husserl w książce Kryzys nauk europejskich i fenomenologia transcendentalna.

Ostatnie pytanie Kanta brzmi: Kim jest człowiek? Odpowiedzi należy szukać po Kantowsku w dwóch wymiarach. Według rozumu teoretycznego należałoby ostatecznie stwierdzić: nie wiem. Według rozumu praktycznego jest on jedną z największych, najciekawszych i najgłębszych tajemnic filozoficznych. Od sposobu rozumienia tej tajemnicy zależy wszystko inne.

Mówiąc inaczej: człowiek jest kimś-dla siebie i jest zarazem kimś-w-sobie. Nie są to odpowiedzi jedyne. To raczej początek przygody myślenia. Bo tenże człowiek jest też zarazem kimś-z-innymi, kimś-wobec-innych, kimś-dla-innych, kimś-przeciw-innemu, kimś-nad-innym, kimś-poddanym-innym, czy jak pisze Lévinas kimś-za-innego.

Chcąc zrozumieć tajemnicę siebie, trzeba wyjść poza siebie, by móc do siebie wrócić. Innymi słowy: trzeba wyjść ze świata umysłu w świat egzystencji, w Kierkegaardowskie ryzyko, w albo-albo, trzeba doświadczyć wolności w stosunku do siebie, do innych i do Boga.

Cóż może rzec filozof o nadziei? To temat dla mistyka, proroka lub poety. Filozof natychmiast gotów go obedrzeć z emocjonalnej zawartości, pociąć skalpelem analitycznym, poszeregować, zrelatywizować; przyniesie więc zapewne rozczarowanie. Ten, kto o nadzieję pyta, pragnie potwierdzić sens tej, którą żywi, lub sens każdej nadziei jako takiej. Filozof natomiast wątpi i nie potrafi przewidzieć, dokąd go własne analizy doprowadzą. Waży już istniejące opinie, waży argumenty, snuje ewentualne hipotezy, a wynik jego rozważań rzadko bywa jednoznaczny. Wie też, że wciąż kłócą się z sobą dwie różne opowieści: ta z Listu św. Pawła o wierze, nadziei i miłości – nadziei, która płynie z Boga – i ta z ludowego porzekadła o nadziei, matce głupich.

Ludzie od wieków poszukiwali odpowiedzi co rozum ludzki może, a czego nie może, jakie są prawomocne roszczenia rozumu i granice jego uzdolnień? Kant postanowił poszukać na to odpowiedzi. Zaraz też znaleźli się oponenci, którzy zarzucali Kantowi, że zadając takie pytania wikła się w błędne koło, bo przecież w takich rozmyślaniach trzeba używać rozumu, a więc zakładać z góry, że narzędziom rozumu można ufać. Jest to prawda, ale ten sam zarzut wolno postawić wszystkim filozofom, którzy pytali o wartość naszego poznania. Nie ma na to rady: niepodobna w myśleniu zacząć od zera, niczego nie zakładając; zawsze w myśleniu jesteśmy w środku drogi, samo użycie języka to sprawia.

Aby się z tym pytaniem rozprawić, Kant podzielił nasze sądy na różne rodzaje. Istnieją sądy analityczne, czyli, wedle jego terminologii, takie, gdzie orzecznik zawiera się w podmiocie. Wiedząc więc, co znaczy słowo w podmiocie użyte, wiemy bez dodatkowych informacji, że przysługuje mu dany orzecznik, jak w zdaniu: “każdy trójkąt ma trzy boki" albo “jeśli Zosia jest siostrą Janka, to Janek jest bratem Zosi". Później filozofowie nieco inaczej określali takie sądy, mówili o zdaniach, których prawdziwość można ustalić przez samą znajomość ich sensu. Zdania syntetyczne z kolei to te, które podają jakąś dodatkową informację, miast tylko wyłuszczać sens słów. Wedle Hume’a i jego następców (choć używał on innej terminologii) wszystkie zdania syntetyczne pochodzą z doświadczenia, wiedza nasza zawiera się więc w całości w tych dwóch rodzajach zdań: analitycznych, czyli a priori, i empirycznych, czyli doświadczalnych. To, co wiemy, jest więc albo puste treściowo, albo nieuchronnie niepewne, bo ze zdań opisujących nasze pojedyncze postrzeżenia nie sposób wyprowadzić wiarygodnej wiedzy o prawach natury lub koniecznych związkach przyczynowych.

Kant jednak - a należy to do fundamentalnych odkryć jego nauk - wypracował teorię sądów “syntetycznych a priori", czyli takich, które nam mówią coś o świecie, a zarazem są konieczne i powszechne, prawdziwe bezwyjątkowo. Takie sądy z natury swojej nie mogą być wynikiem naszego postrzegania, to bowiem do żadnej konieczności nie prowadzi. Otóż, wedle Kanta, jeśli możliwa jest metafizyka, wiedza o Bogu, o kosmosie jako całości, o duszy ludzkiej i jej nieśmiertelności, o wolnej woli, a więc o sprawach wykraczających poza doświadczenie - musi się ona składać właśnie z sądów syntetycznych a priori.

Wniosek Kanta zdawał się jednak dla perspektyw metafizyki racjonalnej miażdżący, dowodził on bowiem, że te sądy odnoszą się tylko do przedmiotów możliwego doświadczenia. W doświadczeniu naszym mamy składniki przypadkowe i bierne, ale mamy także konieczne - przestrzeń i czas. Przestrzeń i czas nie są to samoistne byty, ale twory ludzkiego umysłu. Możemy pojąć pustą przestrzeń, lecz nie możemy pojąć rzeczy fizycznych bez określoności przestrzennej; możemy też pojąć pusto płynący czas, lecz nie możemy pojąć zdarzeń, które by się nie działy w czasie. Przestrzeń i czas są koniecznymi formami naszego doświadczenia. Nie są też abstrakcjami, lecz wyobrażeniami podmiotu ludzkiego, niezbędnymi narzędziami rozumu. Sądy syntetyczne a priori do nich między innymi się odnoszą. Jest to geometria i arytmetyka. To, co w tych dziedzinach mówimy, jest konieczne, apodyktyczne i coś nam o świecie mówi. Najprostsze zdanie matematyki, 7+5=12, nie jest analityczne, gdyż orzecznik “12" nie jest w żaden sposób zawarty w podmiocie. Możemy udowodnić, że trzy kąty trójkąta są równe dwóm kątom prostym, ale ta prawda nie zawiera się w samym pojęciu słowa “trójkąt".

Okazuje się z analiz Kanta, że nasza wiedza - ta mianowicie, która zaleca się (odznacza się) koniecznością i uniwersalnością - odnosi się tylko do zjawisk, które postrzegamy.



Obok przestrzeni i czasu inne jeszcze określoności, zwane kategoriami, przez umysł ludzki budowane, współtworzą przedmioty, zwłaszcza przyczyna i substancja. Przedmioty fizyczne, takie, jakimi je znamy, są więc tym, czym są przez te porządkujące je formy. Nie znaczy to, że świat zjawiskowy jest złudzeniem lub że jest wytworem każdego z osobna ludzkiego podmiotu. Formy zjawisk - właśnie czas, przestrzeń, przyczynowość, substancja - są dziełem podmiotu, ale jest to dzieło wspólne, wspólny jest więc świat, w którym żyjemy. Prawdą jest jednak, że przedmiot bez podmiotu istnieć nie może. Kant sądził, że nowoczesne przyrodoznawstwo, fizyka Galileusza i Newtona, podobnie jak geometria i arytmetyka, zawdzięcza swą prawdę konieczną tym właśnie formom. Galileusz wiedział, że fizyka nie jest opisem doświadczenia; niepodobna praw Newtona wyprowadzić z treści spostrzeżeń, one są a priori. Ale samo pojęcie zjawiska zakłada, że jest coś, co się zjawia. Czym jednak jest to coś, co się zjawia - tego nie wiemy. Nie możemy się uwolnić od subiektywnych warunków doświadczenia i nie wiemy nic o rzeczach, jakimi są “same w sobie", oprócz tego, że są właśnie, i że są czym innym, niż zjawiska.

Niektórzy krytycy twierdzili, że pojęcie rzeczy samej w sobie jest całkiem zbyteczne, bo gdy je usuniemy, nic się nie zmieni. Jednakże dla Kanta ważne było nie tylko to, że pojęcie to jest jakby zawarte w samym pojęciu zjawiska, że więc zjawiska są zjawiskami czegoś - inaczej moglibyśmy uwierzyć, że świat jest prawdziwie fantomem naszej świadomości. W szczególności ważne też było, że umysł nasz żyje nieodpartą pokusą, by dotrzeć do tych idei, które byt sensownym czynią: Boga, duszy jako substancji samoistnej, kosmosu, którego ład wszystko obejmuje. Pokusa ta jest daremna, bo nie ma drogi od naszego doświadczenia do Boga, duszy ani kosmosu. Kant rozprawia się ze wszystkimi znanymi mu dowodami na istnienie Boga i wykazuje ich nieprawomocność. Z faktu, że myślimy, nie wynika też, że istnieje osobny podmiot myśli. W doświadczeniu zasada konieczności przyczynowej jest też wszechstosowalna, nie sposób tedy z tegoż doświadczenia wnosić, że jesteśmy obdarzeni wolną wolą, ani że dusza jest rzeczą prostą, a tym samym nieśmiertelną. Stąd nie wynika, że nie ma Boga ani duszy, lecz tylko że niepodobna okazać ich istnienia na podstawie faktów i za pomocą narzędzi teoretycznego rozumu.

Ale rozum nasz służy nam nie tylko do interpretacji doświadczenia. Obok rozumu spekulatywnego istnieje rozum praktyczny, który ma własne zasady a priori o treści normatywnej. Zasady te albo reguły moralne są tak samo bezwzględnie ważne jak sądy a priori matematyki. Odnoszą się one do naszych obowiązków moralnych, przy czym Kant zakłada jako rzecz oczywistą, że obowiązek winien być spełniony tylko dlatego, że jest obowiązkiem, nigdy zaś dlatego, że odpowiednie czyny są zgodne z naszymi chęciami, upodobaniami czy popędami. Najogólniejsza reguła, zwana przez Kanta imperatywem kategorycznym, żąda, by każdy z nas postępował zawsze i tylko wedle takich reguł, co do których mógłby chcieć, by stały się one zarazem prawem powszechnym. Ten wymóg absolutny i uniwersalny jest nakazem rozumu; ujawnia on, że prawdy moralne są te same dla każdej istoty rozumnej; że nasze własne jednostkowe pragnienia nie liczą się w moralnych sprawach.

Okazuje się, że ów rozum praktyczny ma prymat nad teoretycznym i potrafi dotrzeć do realności metafizycznych, do których teoretyczny rozum ma dostęp zakazany. Postulatem Rozumu Praktycznego jest wolna wola, bo chociaż nie możemy jej w świecie zjawisk znaleźć, to jednak wszystkie reguły moralne mają sens tylko pod warunkiem wolności woli; należy więc wierzyć, że chociaż jako składnik świata zjawisk podlegam powszechnej konieczności przyczynowej, to jednak jako rzecz sama w sobie jestem wolny.

Postulatem Rozumu Praktycznego jest także nieśmiertelność duszy. Nakaz moralny zakłada bowiem, że jest możliwe najwyższe dobro, a celem woli jest doskonałość moralna; ta jednak jest możliwa tylko pod warunkiem nieskończonego postępu, który z kolei jest możliwy, tylko gdy istnienie nasze rozciąga się w nieskończoność. Postulatem Rozumu Praktycznego jest wreszcie Bóg, najwyższe dobro żąda bowiem, by uzgodnione były doskonałość moralna i szczęście, są zaś one całkiem niezwiązane ze sobą w świecie naszego doświadczenia. Tylko dzięki Bogu te dwie realności - szczęście i doskonałość - mogą istnieć łącznie, dwie strony jednego świata.

Tak to okazuje się, że podstawowe sprawy metafizyczne - pytania o Boga, o nieśmiertelność, o wolność woli - teoretycznie nierozstrzygalne, są jednak rozstrzygalne jako postulaty Praktycznego Rozumu: skoro Rozum ukazuje prawomocność zasad moralnych (to są nakazy rozumu, nie nasze arbitralne postanowienia), a prawomocność ta zakłada prawdy metafizyczne, to te prawdy są uwiarygodnione.

Kant wypracował własne, swoiste dlań słownictwo filozoficzne, stąd bywa uciążliwy w czytaniu, możemy jednak zrozumieć jego myśli.

Oto, o co nas Kant pyta. Po pierwsze: różni filozofowie twierdzili, że sądy matematyki są analityczne. Zastanówmy się, czy takie na pozór przeciwintuicyjne twierdzenie, iż liczb parzystych jest tyle samo co wszystkich dodatnich liczb, może uchodzić za wyłuszczenie sensu tych terminów? Albo twierdzenie, że szereg liczb pierwszych jest nieskończony, czy wynika z samego pojęcia liczby pierwszej? Albo sławne twierdzenie Fermata, bardzo łatwe w zrozumieniu, ale czekające trzy stulecia na dowód, czy jest założone w samym pojęciu potęgi arytmetycznej? A jeśli są to rzeczywiście, jak chce Kant, sądy syntetyczne a priori, to czego one dotyczą? Czasu, przestrzeni?

Drugie pytanie, dotyczy imperatywu kategorycznego. Przypuśćmy, że wcale tego imperatywu nie słucham, że więc chcę na przykład, by wszyscy inni ludzie zawsze mówili prawdę i dotrzymywali obietnic, ja jednak będę kłamał i łamał swoje przyrzeczenia, kiedy mi to wygodne. Czy tak czyniąc, grzeszę przeciwko rozumowi i popadam w sprzeczność wewnętrzną?

Trzecie pytanie: o Rozum Praktyczny. Czy jest to możliwe, by pewne nakazy moralne, które nie odnoszą się wprost do Boga i nieśmiertelności duszy, zakładały jednak prawdy o Bogu i nieśmiertelności, jeśli mają być sensowne?

Czwarte pytanie: czy to prawda, że nasze doświadczenie zawsze i z koniecznością ma za swój składnik pojęcia?

Po pierwsze: różni filozofowie twierdzili, że sądy matematyki są analityczne. Zastanówmy się, czy takie na pozór przeciwintuicyjne twierdzenie, iż liczb parzystych jest tyle samo co wszystkich dodatnich liczb, może uchodzić za wyłuszczenie sensu tych terminów? Albo twierdzenie, że szereg liczb pierwszych jest nieskończony, czy wynika z samego pojęcia liczby pierwszej? Albo sławne twierdzenie Fermata, bardzo łatwe w zrozumieniu, ale czekające trzy stulecia na dowód, czy jest założone w samym pojęciu potęgi arytmetycznej? A jeśli są to rzeczywiście, jak chce Kant, sądy syntetyczne a priori, to czego one dotyczą? Czasu, przestrzeni?

Drugie pytanie dotyczy imperatywu kategorycznego. Przypuśćmy, że wcale tego imperatywu nie słucham, że więc chcę na przykład, by wszyscy inni ludzie zawsze mówili prawdę i dotrzymywali obietnic, ja jednak będę kłamał i łamał swoje przyrzeczenia, kiedy mi to wygodnie. Czy tak czyniąc, grzeszę przeciwko rozumowi i popadam w sprzeczność wewnętrzną?

Trzecie pytanie: o Rozum Praktyczny. Czy jest to możliwe, by pewne nakazy moralne, które nie odnoszą się wprost do Boga i nieśmiertelności duszy, zakładały jednak prawdy o Bogu i nieśmiertelności, jeśli mają być sensowne?

Czwarte pytanie: czy to prawda, że nasze doświadczenie zawsze i z koniecznością ma za swój składnik pojęcia?



Źródło: http://tygodnik.onet.pl/o-co-pyta-nas-kant/q1wkx

.