Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą syria. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 kwietnia 2017

Jeznach: Syryjskie zagranie Trumpa


W syryjską bazę lotniczą Szajrat koło Homs uderzyło 59 amerykańskich pocisków Tomahawk (po ok 1 mln $ za sztukę). To odwet za użycie przez reżim Baszara Assada broni chemicznej przeciw cywilom z Chan Szajchun, gdzie zginęło 86 osób w tym 30 dzieci.


Wszystko wskazuje na to, że odwet za użycie zakazanej broni chemicznej był starannie i od dawna przygotowanym ciosem, nie tyle dla krwawego dyktatora Assada, co dla Rosji i jej prestiżu. Kluczowa dotąd polityczna i wojskowa obecność Rosji w Syrii, sukcesy w zwalczaniu nie tyle formacji terrorystycznych, co umiarkowanej anty- rządowej opozycji i przejęcie przez Moskwę inicjatywy nad procesem uregulowania konfliktu syryjskiego mogą teraz ulec zachwianiu. Uderzając bezpośrednio w Syrię – na co nie odważył się przecież Obama -  Trump jakby odwraca sytuację i rolę Rosji. Pokazuje jej, że jest bezsilna i niezdolna do obrony Assada, a zatem podważa jej rolę jako dominującego gracza, który dyktuje warunki  w tym konflikcie.

Chęć upokorzenia Rosji jest widoczna również i w tym, że strona amerykańska podkreśla z naciskiem, iż Trump nie rozmawiał w ogóle z Putinem nt. Syrii. Kreml bezskutecznie zabiegał od początku o bezpośrednie spotkanie prezydenta Putina z prezydentem Trumpem, które miałoby zademonstrować rolę Rosji jako mocarstwa i kluczowego dla USA rozmówcy o losach świata, niestety Amerykanie konsekwentnie pokazują, że nie traktują Rosji jako poważnego partnera.

Na krótko przed atakiem Ameryka ostrzegła Rosjan, aby swoich ludzi ukryli. Widać wyraźnie, że rosyjskie oczekiwania, iż współdziałanie z Amerykanami w Syrii i w ogóle w walce z międzynarodowym terroryzmem stanie się pierwszą i główną podstawą normalizacji i ocieplenia stosunków rosyjsko-amerykańskich, były wyolbrzymione,jeśli nie błędne. Jeżeli dojdzie do takiego współdziałania, to bez watpienia będzie ono ograniczone.

Żle to wróży syryjskiemu reżimowi i wspierającej go Rosji. Pokazuje też, że destabilizacja Syrii pozostanie jeszcze długo instrumentem uprawiania polityki za pośrednictwem służb specjalnych, czyli tak jak dotąd.

W tej sytuacji Rosja, aby chronić swój międzynarodowy wizerunek i prestiż, jest ograniczona do ostrej reakcji słownej, bo z militarnego punktu widzenia pokazała ogromną słabość. S300 bądź S400 nawet nie spostrzegły co sie dzieje dookoła nich. Okazało się, że rosyjskie systemy dalekiego zasięgu typu S 300/400 nie potrafią zestrzelić pocisków manewrujących.

Jeżeli Moskwa miała jeszcze jakieś złudzenia jeśli chodzi o Trumpa, to teraz musi się ich pozbyć. Zgodnie ze swą ogólną strategią  z pewnością nie będzie jednak dążyć do eskalacji konfliktu z USA. Rosjanie wiedzą od początku, że wojna w Syrii jest de facto rozgrywką między Rosją i USA (NATO). Należy oczekiwać, iż będą z jednej strony zwiększać wsparcie dla rządowych sił syryjskich przeciwko wspieranym przez Zachód siłom opozycyjnym w Syrii. Prawdopodobny jest bezpośredni wzrost rosyjskiego zaangażowania w Syrii i determinacja po stronie Damaszku. Możliwe jest także przesuwanie rosyjskich wojsk i systemów OPL w rejon najbardziej narażonych na atak strategicznych obiektów i baz syryjskich, licząc na to, że Trump nie odważy się spowodować rosyjskich ofiar. Z drugiej strony Moskwa zapewne będzie wysyłać sygnały o swej gotowości do negocjacji w roli niezbędnego partnera, np. oferując większą elastyczność w porozumieniu politycznym nt. Syrii.

Można jednak przypuszczać, że strona rosyjska ocenia atak amerykański jako działanie ograniczone, którego celem jest tylko dorazna demonstracja siły i które nie zapowiada zasadniczej zmiany polityki USA wobec konfliktu syryjskiego. Poprzez taki atak Trump mógłby chcieć strząsnąć z siebie resztę podejrzeń  o słabość wobec Putina, wyrobić sobie wizerunek twardziela i polepszyć przetargową pozycję Waszyngtonu przed planowaną wizytą sekretarza stanu Rexa Tillersona w Moskwie (11–12 kwietnia). Takie założenie byłoby jednak błędem. Obecność Ameryki na Bliskim Wschodzie i jej stosunek do Syrii jest w ogromnej mierze pochodną związku polityki USA z interesami Izraela, a te nie mają charakteru koniunkturalnego lecz strategiczny i i każdy prezydent USA musi je uwzględniać. Trump w szczególności.

Uderzenie Tomahawkami miało osiągnąć kilka celów jednocześnie. Po pierwsze, jako pierwszy amerykański nalot na bazę, w której stacjonowały również siły rosyjskie, ma pokazać determinację USA w Syrii. Po drugie Waszyngton chce pokazać, że na trwałe powrócił do regionu jako główny rozgrywający i że jego obecność w Syrii również jest długoterminowa i trwała. Trump demonstruje tu gotowość polityczną do używania siły nie tylko przeciwko organizacjom terrorystycznym (ISIS, Al-Kaida), ale również przeciwko  państwom - reżimom, jak Syria, co jest zasadniczą różnicą wobec polityki poprzedniej administracji. Po trzecie adresatem tego przesłania są również sojusznicy i obojętni wobec USA. Nowa, jednoznacznie wymierzona w Iran i jego klientów, amerykańska strategia na Bliskim Wschodzie zakłada użycie niewielkich własnych sił lądowych przy dużym wykorzystaniu sił sojuszniczych. Atak ma udowodnić partnerom USA (głównie Izraelowi, ale także sunnickim monarchiom arabskim i Turcji), że w przeciwieństwie do administracji Obamy ta Trumpowa jest gotowa kontrolować sytuację i podejmować ryzykowne działania w obronie swoich interesów.

Rozkaz ataku rakietowego na bazę lotniczą Szajrat w Syrii jest elementem szerszej gry toczonej przez Waszyngton w Syrii w ostatnich tygodniach. Postawiwszy na Kurdów i zwiększając bezpośrednią obecność wojskową w Syrii przed ostatecznym zdobyciem syryjskiej stolicy Daeszu – miasta Rakka nad Eufratem - Stany Zjednoczone dążą do utworzenia pasa kontrolowanej przez siebie strefy buforowej w północnej Syrii, a tym samym do zapoczątkowania rozpadu państwa syryjskiego. Jeśli nawet Rosja, która chce zachowania terytorialnej i politycznej integralności Syrii, próbowała utrudnić tę nową politykę USA w Syrii i opóźnić kurdyjską ofensywę na Rakkę poprzez zajścia w Afrinie, gdzie pod koniec marca liczyła na sprowokowanie starć kurdyjsko-tureckich, to nic z tego nie wyszło. Widząc, że pierwsze państwo kurdyjskie może powstać raczej w Syrii niż na jej własnym terenie, Turcja dała się chyba przekonać Amerykanom i nie podjęła walki z kurdyjską armią PYD. Sytuacja dla Damaszku i Moskwy zaczyna się komplikować, bo wygląda na to, że Zachód zdobywszy Rakkę już jej Syrii nie zwróci.

Działając przede wszystkim w interesie Izraela głównym celem Waszyngtonu pozostaje osłabienie wpływów Iranu. Zniszczona i bardzo osłabiona już Syria jest celem drugorzędnym. W tym kontekście z punktu widzenia Ameryki możliwych jest kilka scenariuszy: dalsze bicie Assada i eskalacja napięć w relacjach z Rosją, dogadanie się z Rosją na warunkach amerykańskich i oddech dla Assada, oraz wariant pośredni: brak dalszych działań militarnych przeciwko Assadowi, ale dalsze zaczepki i napięcia na linii Moskwa–Waszyngton np. w sprawie Ukrainy. Każdy z tych trzech jest dobry dla partii wojny i dla Rosji, ale żaden dla Syrii i prawdziwego pokoju.

źródło: http://jeznach.neon24.pl/post/13787,syryjskie-zagranie-trumpa

niedziela, 21 lutego 2016

Czuję to szaleństwo w powietrzu

Cały czas trwa konflikt w Syrii. Władimir Putin zdecydował, że wyśle rosyjskie wojsko na Bliski Wschód, aby pomogło rządowym siłom opanować kryzys. - Jedynym sposobem zakończenia trwającej od 2011 r. wojny w Syrii jest wsparcie prezydenta tego kraju Baszara el-Asada w walce z terroryzmem - powiedział rosyjski prezydent w rozmowie dla amerykańskiej stacji CBS. Czy awantura Władimira Putina w Syrii może oznaczać, że już wybuchła III wojna światowa?



Sytuacja na Bliskim Wschodzie cały czas jest bardzo niestabilna - syryjskie siły rządowe cały czas prowadzą walki, ale trudno przewidzieć, kiedy uda zakończyć się ten konflikt. Dlatego też Władimir Putin zdecydował się wysłać rosyjskie wojsko do Syrii. - Jedynym sposobem zakończenia trwającej od 2011 r. wojny w Syrii jest wsparcie prezydenta tego kraju Baszara el-Asada w walce z terroryzmem. Głęboko wierzę, że wszystkie działania zmierzające w innym kierunku, tzn. mające na celu zniszczenie legalnego rządu syryjskiego, stworzą sytuację, którą już obserwowaliśmy w innych krajach regionu lub w innych regionach, np. w Libii, gdzie wszystkie instytucje państwowe rozpadły się - powiedział Władimir Putin. - Nie ma innego rozwiązania kryzysu syryjskiego, jak wzmocnienie struktur rządowych i pomoc w walce z terroryzmem - stwierdził rosyjski prezydent i jasno dał w ten sposób do zrozumienia, że Rosja zamierza uczestniczyć w walce przeciwko Państwu Islamskiemu.
Wielu z najbardziej znamienitych jasnowidzów, a nawet sama Biblia ujawniły przerażającą prawdę – Syria zostanie zniszczona. A potem… spodziewać się należy wszystkiego, co najgorsze.

Oczy całego świata zwrócone są na Bliski Wschód. Trwa nerwowe oczekiwanie na rozwój sytuacji w tym jednym z najbardziej zapalnych regionów świata. Niewykluczone, że w ciągu najbliższych godzin lub dni rozpocznie się zbrojna interwencja Stanów Zjednoczonych w Syrii. Jak wówczas zachowają się takie kraje, jak: Rosja, Chiny czy Iran? Nie brakuje dziś głosów, że konflikt w Syrii może stać się zarzewiem poważniejszego kryzysu, który rozleje się nie tylko na cały Bliski Wschód, ale przekształci się w spór o charakterze globalnym. Takie stanowisko nie jest obce komentatorom oraz politologom. Czy grozi nam zatem III wojna światowa? O tym, że to od tego obszaru może się zacząć wielki rozlew krwi, który dotknie wiele krajów na świecie przekonanych było wielu słynnych profetów, wśród nich określany mianem „śpiącego proroka” Edgar Cayce czy Nostradamus. Równie bezpośrednia jest pod tym względem Biblia.

Wiele osób na samo hasło przepowiednia lub jasnowidz reaguje wprawdzie alergicznie bądź z drwiącym uśmiechem na twarzy. I rzeczywiście, w wielu wypadkach takie kpiące spojrzenie na prognozy profetów jest uzasadnione. Tym razem wydaje się jednak, że mamy do czynienia z sytuacją wyjątkową. Oto kilka różnych źródeł zaprezentowało podobny pogląd, jeśli chodzi o wizję dotyczącą przyszłości jednego z zakątków świata. Co więcej, zakładają one, że nie pozostanie ona bez wpływu na sytuację globalną. Ciekawy wydaje się też fakt, że żadne z nich nie prezentuje swojej rachuby w sposób zawoalowany, jak to ma często miejsce, kiedy przepowiednie ukryte są w metaforycznym gąszczu, pozostawiającym dużą dowolność interpretatorom. Tym razem mamy do czynienia z przekazem podanym wprost.

Jasnością przekazu w kwestii Syrii zaskakuje nawet kipiące zwykle od alegorii Pismo Święte. Oto, co możemy przeczytać w Księdze Izajasza, jednej z ksiąg Starego Testamentu:

„Wyrok na Damaszek:
Oto Damaszek przestanie być miastem,
stanie się stosem gruzów.
Na zawsze opuszczone jego miasta
będą pastwiskiem dla trzód,
które się [tam] pokładą,
i nikt ich nie spłoszy” (Iz 17, 1-2; cytat z Biblii Tysiąclecia wydawnictwa Pallotinum w Poznaniu)

Czy możliwe jest, by wizja ta dotyczyła jakiegoś istotnego wydarzenia z przeszłości, gdy Damaszek został obrócony w pył? Z pewnością nie. Stolica Syrii pozostaje jednym z najstarszych miast świata i jest nieprzerwanie zamieszkana już od tysięcy lat. Zgodnie z proroctwem, które odnaleźć można w Księdze Izajasza, upadek tego starożytnego miasta nie pozostanie bez wpływu na sytuację na całym świecie i na ludzkość. Jego zniszczenie nastąpi bowiem w… przededniu ostatecznego końca dziejów.

Także wizje Nostradamusa, kiedy chodzi o rozwój sytuacji na Bliskim Wschodzie, wydają się bezkompromisowe. Nie może być przecież mowy o nadziei, skoro francuski mistyk w swoich czterowierszach sugeruje, że wojna o zasięgu globalnym, która będzie stanowić początek końca, rozpocznie się właśnie w tym regionie geograficznym. Według wizji Nostradamusa, na Bliskim Wschodzie miałoby dojść do trzech wielkich wojen. Zdaniem osób zajmujących się badaniem przepowiedni najsłynniejszego jasnowidza, część z nich dotyczyła rewolucji, do jakich kolejno dochodziło w kolejnych rejonach Afryki Północnej, gdy demonstranci wyszli na ulice m.in.: Egiptu, Libii oraz Tunezji, by obalić dyktatorów. Ale do dziś nie wiadomo, czy tzw. arabska wiosna przyniesie długo oczekiwaną stabilizację w regionie czy efekt wręcz odwrotny. Trzeba przecież pamiętać, że obecna sytuacja w Syrii jest częścią rozpoczętej w 2010 r. Arabskiej Wiosny Ludów.

„Fałszywa trąbka skrywająca szaleństwo sprawi, że Bizancjum zmieni swoje prawa. Z Egiptu pójdzie naprzód człowiek, który zażąda wycofania rozporządzenia, wymiany pieniędzy i zmiany standardów” – brzmi jeden z czterowierszy Nostradamusa, który zdaniem niektórych komentatorów nawiązuje do wydarzeń, których początek miał miejsce pod koniec 2010 r.

Nostradamus zapowiedział, że niepokoje na Bliskim Wschodzie doprowadzą do konfliktu o zasięgu globalnym. W przepowiedniach spisanych przez Francuza odnaleźć można wiele wersów, które wskazują na to, że jedna z wielkich wojen, które dotkną ludzkość, rozpęta się właśnie od wspomnianego regionu. W internecie często przytaczany jest ostatnio fragment jednej z zapowiedzi astrologa, która brzmi następująco:

„Atlantydzi z poparciem Unii wzburzą miasto dwóch rzek, Arabowie i Albańczycy dokończą dzieła nienawiści, Torując drogę islamowi i nawałnicy krwiożerczego półksiężyca!”

W kwestii sytuacji politycznej w Syrii oraz jej wpływu na przyszłość świata otwartością wykazał się również słynny Edgar Cayce. Człowiek, który przewiedział Hitlera, wielkie finansowe kryzysy, a także zamachy na prezydentów, zapowiedział nadejście czasu wielkich rewolucji (rozruchy w Egipcie, Libii i Tunezji). Ujawnił także, że III wojna światowa zacznie się od Syrii. Z jego wizji wynika, że wówczas cała nadzieja spocznie w rękach… Rosji. To od jej stanowiska oraz działań ma zależeć, czy ruszy destrukcyjna machina prowadząca w prostej linii do zagłady świata.

Obecna sytuacja jest klasyczną, wręcz podręcznikową ilustracją powiedzenia Lenina o tym, że Zachód sprzeda Sowietom sznurek, na którym go powieszą. To Merkel sprzedała Rosji ten sznurek w zamian za możliwość gospodarczego i kulturowego powrotu do roli mocarstwa w Europie i pozyskania kolejnego państwa do okradania. Bo my sprzedani zostaliśmy Niemcom już w 2007, teraz miała dojść Ukraina, trzeba było uprzedzić Chińczyków, którzy też pchają się na Ukrainę.

Finalizacja podziału wpływów w Europie między Rosję a Niemcy nie wypaliła. Ukraina miała być stowarzyszona z UE, w zamian Niemcy sprzedały Gazpromowi rury i zbiorniki gazu na swoim terenie – fajny deal, prawda? Niestety, kiedy już Janukowycz miał podpisywać traktat w Wilnie, Putin powiedział NIET! Cóż, nie wiedzieliśmy o kontrakcie z Gazpromem, a dokładniej o jego zakresie, pierwszy raz w życiu usłyszeliśmy o Opalu wczoraj ... dość, że Putin uznał, że ma już wystarczającą ilość owego sznurka i przystąpił do wieszania.

Co dalej? - Ukraina jest w podobnej sytuacji, jak Polska w 1939. Ale tylko w podobnej. Po pierwsze, bardzo dobrze rozgrywa sprawę Krymu (my polegliśmy za Gdańsk), po drugie, nie ma za plecami żadnego mocarstwa, które jej wbije nóż w te plecy. Niemniej, jeśli Putin wkroczy na jej ziemie, zacznie się wojna na całego.

Wiedzą o tym twórcy NWO (New World Order), grupa Bilderberg i Komisja Trójstronna, nie na darmo Palikot, były członek tej ostatniej, krzyczał o konieczności natychmiastowego zapisania Ukrainy do NATO. Oto na oczach tych „najważniejszych” na świecie cały ich projekt wali się w gruzy. Żeby uratować NWO, trzeba natychmiast zniszczyć Rosję, czyli Putina - niestety – ciut się chłopaki spóźnili.

Jeśli faktycznie wybuchnie wojna, nie skończy się na Ukrainie, popatrzmy na proroctwo z Tęgoborza, bo jest naprawdę adekwatne. To nie bajka, tylko bardzo jasna synteza działań wojennych, najpierw Ukraina, potem pójdą Estonia i Łotwa, włączy się Finlandia. Turcy wejdą na Ukrainę i dojdą do „rzeki” (Dniepr), potem Chiny walną atomem w Rosję i będzie po wszystkim. Wszyscy, Klimuszko, O.Pio, dosłownie wszyscy to przepowiadają. A Polska pozostaje z boku i jest bezpieczna.

To, co się dzieje, już dawno przekroczyło wszelkie racjonalne myślenie, ideologia NWO właśnie się przewraca na naszych oczach, a tryumfuje typowo rosyjska wiara w „metafizyczny” Trzeci Rzym. Coraz mniej w tym banków i interesów finansowych, coraz więcej szaleństwa. Przecież na zdrowy rozum Rosja ma nieprzebrane możliwości do zagospodarowania, po co jej agresja i imperium?

Cóż, właśnie przegrywa „szkiełko i oko”, a górę bierze kompletnie porąbany „mesjanizm” rosyjski. Wg niego tylko wciągnięcie Polski do tej wojny może zmienić bieg przeznaczenia, dlatego Putin wprost oskarża Polaków o zmontowanie Majdanu. Dlatego, wspierając wszelkimi sposobami Ukraińców, powinniśmy prawdopodobnie  udawać stojących z boku, bo inaczej ten szaleniec gotów uderzyć na Polskę z powodu jakiejś przepowiedni i niech mi nikt nie tłumaczy, jaki to przewidujący i mądry polityk. To psychopata i paranoik, a ten jego Dugin to już kompletne szaleństwo (poczytajcie TUTAJ i zróbcie to uważnie!).

I oni tej szalonej filozofii uczą w szkołach wojskowych, toż to jest indoktrynacja na poziomie quasi-religijnym. Al-Kaida przy nich to pestka...

- Niespodzianka?
Jak dla kogo, Kaczyńscy ostrzegali przed tym od lat. Ale kto by ich słuchał w dobie Internetu i lotów międzygwiezdnych, kto uwierzy, że jakiś wariat w imię quasi-religijnych przekonań zagrozi całemu światu. Tak, wiemy, szaleni to są Arabowie, ale Putin? Taki Europejczyk?

Europejczyk, aha – wystarczy na jego kałmucką gębę popatrzeć, żeby wiedzieć, co on ma w głowie. A polski Kościół z moskiewskim Cyrylem porozumienie podpisał, dobrze, że nie z samym diabłem osobiście.

Możecie wyrzucić do kosza wszystkie te nader inteligentne przewidywania i analizy, mamy do czynienia z czymś wyłażącym z pradziejów, jak na filmach SF, gdzie nagle objawia się jakaś mroczna siła sprzed tysiącleci, jakieś instynkty kompletnie niepojęte dla racjonalnego świata.

Naprawdę trzeba się modlić, wcale nie żartuję ani nie straszę dla zabawy, po prostu czuję to szaleństwo w powietrzu, podobnie jak przed 10 kwietnia 2010...

Wykorzystano notkę: http://naszeblogi.pl/45039-pomylilam-sie-wczoraj-przepowiednia

niedziela, 8 listopada 2015

Rosyjskie zbrodnie wojenne i spodziewane fiasko rosyjskiej agresji w Syrii

Dzisiaj, czyli 8-go listopada 2015 Rosjanie zbombardowali targ pełen ludzi. Zginęło 23 cywilów.

Foto: Ofiary rosyjskiego bombardowania targu pełnego ludzi /BASSAM KHABIEH/REUTERS

Dzisiaj Syria jest podzielona na tereny kontrolowane przez reżim Asada, różne bojówki opozycyjne, Kurdów i Państwo Islamskie. Długi i krwawy konflikt zrujnował znaczną część kraju i zmusił do opuszczenia swoich domów prawdopodobnie do 10 milionów ludzi, czyli niemal połowy ludności kraju. Około czterech milionów uciekło za granicę. Według ONZ, w ciągu czterech lat wojny domowej zginęło ponad 250 tys. Syryjczyków.

Z powodu nasilania się walk od 30 września, gdy w konflikt zaangażowała się wtedy rosyjska armia, kolejne tysiące Syryjczyków musiało opuścić swoje domy. Tylko we wrześniu 1 700 rodzin dołączyło do pozostałych 110 tys., które znalazły schronienie w obozach w Idlib. Część z tych ludzi będzie próbowała uciec do Europy, w której trwa największy od II wojny światowej kryzys imigracyjny.

Dlaczego Putin poszedł na wojnę przeciwko Syryjczykom?

Zaangażowanie Rosji w Syrii to element szerszej strategii, karta przetargowa w negocjacjach z Zachodem; ma na celu sprowokowania USA do większego zaangażowania na Bliskim Wschodzie i odwrócenie ich uwagi od poczynań Rosji w jej sąsiedztwie - uważają eksperci.

Jak wygląda sytuacja w Syrii? - Reżim przegrywa, a planem awaryjnym jest wycofanie się (Asada i jego zwolenników) na terytoria etniczne, zamieszkane przez mniejszość alawitów, czyli na wybrzeże syryjskie w okolice Latakii i portowego miasta Tartus. Tam powstanie ostatni bastion obronny. Rosjanie dali Asadowi - nie wiemy tego na pewno, ale prawdopodobnie - obietnicę obrony reżimu. Rosjanie mają w tym swój interes, bo w porcie Tartus znajduje się baza zaopatrzeniowa floty rosyjskiej; jedyna, jaką Rosja ma poza swoim terytorium macierzystym - mówi dr Fyderek.

Zaplecze polityczne i zwolennicy Asada to bliska szyitom i szczególnie znienawidzona przez sunnitów (którzy uznają ją za heretyków) mniejszość religijna alawitów. Tak długo, jak długo u władzy jest Asad, trzymają oni w szachu syryjskich sunnitów.

- Dla Rosji udział w tej wojnie to element rozgrywki toczącej się na wielu szachownicach. Eskalacja konfliktu na Ukrainie okazała się dla Rosji bardzo kosztowna - między innymi za sprawą sankcji - i Władimir Putin przenosi konfrontację na inny teatr działań, również z przyczyn wewnętrznych - mówi dr Fyderek.

- Nie należy się przy tym spodziewać, że Rosja zdecyduje się na szeroką konfrontację z Zachodem, czy kampanię przeciw dżihadystom. Rosjanie kalkulują, że taki przyczółek na Bliskim Wschodzie - przeciwko dżihadystom - kontrolowany przez nich, będzie cennym aktywem w rozgrywkach strategicznych zarówno w tym regionie, jak i w kontekście Europy i USA.

Stratfor ostrzegał też wielokrotnie w swych analizach, że Moskwa może mieć na celu zwiększenia napięć na Bliskim Wschodzie tak, aby wymagało to większego zaangażowania USA, co po części musiałoby oderwać uwagę Waszyngtonu od imperialnych poczynań Rosji w jej sąsiedztwie.

Zdaniem dr Fyderka konsekwencją takiej sytuacji w Syrii będzie nasilający się kryzys imigracyjny. Mieszkańcom Syrii nie zagraża tylko wyjątkowe okrucieństwo IS oraz wielu podobnych, równie brutalnych grup, ale też desperacka zmiana taktyki Asada, który zrezygnował już z próby prowadzenia "polityki kija i marchewki", polegającej na takich działaniach wojennych, które nie powinny zbyt alienować ludności cywilnej. Teraz armia nasiliła bombardowania cywilnych celów; w miarę dalszej eskalacji konfliktu Syryjczycy coraz bardziej zmuszeni będą uciekać przed naporem dżihadystów z jednej strony, a atakami regularnej armii - z drugiej.

Foto: Rosyjskie lotnictwo bombarduje cele w Syrii /PAP

Foto: Syryjczycy przy ciałach ofiar rosyjskich nalotów /PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Foto: Rosyjski pilot opuszcza kokpit Su-25 w bazie lotniczej w Syrii /AFP/Komsomolskaya Pravda/Alexander Kots)

Czytaj też: http://www.polskatimes.pl/artykul/9041423,syria-msf-w-ostatnich-tygodniach-zbombardowano-kilkanascie-szpitali-zginelo-ponad-35-osob,id,t.html?cookie=1

Zbrodnie wojenne Rosji spotkały się ze zdecydowaną odpowiedzią islamskich ekstremistów, którzy postanowili nie być dłużni, czego efektem był zamach bombowy na rosyjskiego Airbusa A321, który rozbił się 31 października na egipskim półwyspie Synaj. W katastrofie zginęły 224 osoby, w większości rosyjscy turyści wracający do Petersburga z wakacji w Egipcie.

Rosyjska awantura zaczęła dotykać zwykłych Rosjan

Tylko w ciągu ostatnich 24 godzin Rosja ewakuowała z Egiptu 11 tysięcy rosyjskich turystów - poinformowała w niedzielę agencja RIA-Nowosti, powołując się na wicepremiera A. Dworkowicza. Kolejni Rosjanie zostaną sprowadzeni do kraju jeszcze w niedzielę. Operację wywozu z Egiptu ok. 80 tysięcy swych obywateli, którzy utknęli w tym kraju, gdy zawieszono wszystkie połączenia lotnicze między Rosją a Egiptem, rozpoczęto w sobotę.

Zawieszenie lotów zalecił dzień wcześniej rosyjski Narodowy Komitet Antyterrorystyczny (NAK) i ma ono obowiązywać do czasu wyjaśnienia przyczyn katastrofy rosyjskiego Airbusa A321, który rozbił się 31 października na egipskim półwyspie Synaj. W katastrofie zginęły 224 osoby, w większości rosyjscy turyści wracający do Petersburga z wakacji w Egipcie.

Turyści z Egiptu wywożeni są bez bagażu, co jest spowodowane względami bezpieczeństwa. Podróżni na pokład mogą wziąć jedynie bagaż podręczny z najniezbędniejszymi rzeczami, w tym jedzenie dla dzieci i lekarstwa.

Koszty rosyjskiej operacji w Syrii

Rosyjskie naloty w Syrii kosztują Moskwę nawet 4 miliony dolarów dziennie - informuje "The Moscow Times", powołując się na dane think tanku zajmującego się obronnością, ale trzeba pamiętać, że nakłady finansowe stale rosną. Analitycy ostrzegają, że konflikt w Syrii może ciągnąć się latami, a rosyjskie zaangażowanie może rosnąć.

Dokładne dane są niedostępne, ale według doniesień mediów, konserwacją i ochroną lotnictwa zajmuje się na miejscu od 1,5-2 tysięcy żołnierzy, przetransportowanych do Syrii samolotami oraz drogą morską. Ich działanie wzmacniają dodatkowo okręty wojenne, stacjonujące we wschodniej części Morza Śródziemnego.

Według danych IHS każda godzina lotu samolotu bojowego kosztuje 12 tys. dolarów, a śmigłowca 3 tys. dolarów. Tempo interwencji jest niezwykle intensywne. Na ten cel Moskwa wydaje dziennie około 710 tys. dolarów. Przy czym w grę wchodzi jeszcze amunicja, która dziennie kosztuje budżet 750 tys. dolarów. - Źródło: mil.ru

To jednak nie koniec. Wydatki na personel wojskowy mają kosztować około 440 tys. dziennie. Utrzymanie statków na Morzu Śródziemnym to kolejne koszty, których wartość szacuje się na 200 tys. dolarów. Ponadto, do wyliczeń należy dodać wydatki na logistykę, komunikację, inżynierię. Ich łączny dzienny koszt wynosi 250 tys. dol.

Oznacza, to że minimalny koszt utrzymania operacji, to 2,4 mln dolarów dziennie. Jak wskazuje jednak Ben Moorens, analityk IHS, rzeczywisty koszt może być blisko dwukrotnie wyższy.

Wstępna ocena efektywności realizacji rosyjskich celów strategicznych w Syrii

Trwająca już ponad cztery tygodnie rosyjska interwencja militarna w Syrii - niezależnie od jej faktycznych celów strategicznych i stojących za nią politycznych zamysłów włodarzy Kremla - ma także swój konkretny wymiar operacyjny i taktyczny. Tymczasem Amerykanie nie tylko podjęli grę, ale także mocno podbili stawkę, dostarczając rebeliantom wielkie zasoby broni przeciwpancernej.

Jak na razie, efekty zmasowanej operacji sił powietrznych FR w Syrii są jednak dalekie od oczekiwań zarówno Damaszku, jak i - choć o tym głośno się nie mówi - samej Moskwy.

Przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest jednak niedostatecznie intensywne zaangażowanie sił rosyjskiego kontyngentu. Wręcz przeciwnie - jeśli wierzyć oficjalnym komunikatom Minoborony (ministerstwa obrony Rosji), to operacja w Syrii imponuje swą skalą i rozmachem operacyjnym. Liczący nieco ponad 30 samolotów bojowych i kilkanaście śmigłowców uderzeniowych kontyngent rosyjski dosłownie dwoi się i troi, przeprowadzając w ciągu każdej doby od 50 do nawet 100 nalotów. Ponoć każdy z samolotów dyslokowanych w bazie w Latakii spędza w powietrzu co najmniej 1,5 godziny dziennie - to wbrew pozorom bardzo dużo, bo w syryjskich realiach oznacza to, że każda maszyna wykonuje minimum dwa loty bojowe dziennie. Obciążenie sprzętu, załóg i obsługi naziemnej jest więc olbrzymie i rośnie wprost proporcjonalnie do wydłużania się czasu trwania całej operacji.

Naloty - lekcja nieskuteczności 

A zatem dlaczego, pomimo obiektywnie dużego tempa działań rosyjskiego kontyngentu, dodatkowo "podkręcanego" przez kremlowską propagandę, efekty "w terenie" nie są jak na razie oszałamiające? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta ani jednoznaczna, a powody takiego stanu rzeczy tkwią w istocie w kilku różnych aspektach aktualnej sytuacji operacyjnej w Syrii, a także ewolucji sytuacji strategicznej wokół tego kraju.

Pierwszą, najważniejszą sprawą jest stara jak istnienie lotnictwa bojowego prawda, że samymi nalotami, nawet najbardziej intensywnymi, nie uda się nie tylko wygrać wojny, ale nawet często - tak jak w przypadku Syrii - przechylić wyraźnie szali zwycięstwa na korzyść strony dysponującej - jak Rosjanie - absolutną przewagą powietrzną wobec "terrorystów" (czytaj: przeciwników władzy Baszara al-Asada).

Historia tylko ostatnich dwóch dekad dobitnie pokazała, że same zmasowane naloty powietrzne niewiele pomogą w wygraniu wojny, jeśli nie pójdzie za nimi skorelowana i równie intensywna operacja sił lądowych. Przekonali się o tym Amerykanie (wraz z NATO) w Kosowie w 1999 roku, przekonali się o tym również Izraelczycy w 2006 roku w Libanie. Obecnie lekcję tę przerabiają Saudyjczycy, których półroczna, niezwykle intensywna i kosztowna kampania nalotów na siły szyickich rebeliantów w Jemenie nie przekłada się póki co na wyraźny sukces strategiczny.

Problem na lądzie 

W Syrii rosyjskie naloty - w większości o charakterze bezpośredniego, taktycznego wsparcia pola walki, bo Rosjanie dysponują w Syrii głównie samolotami Su-25 i Su-24, przeznaczonymi do takich właśnie działań - miały w założeniu wesprzeć działania lądowych sił wiernych władzom w Damaszku.

Niestety, jak się wydaje zasadniczy problem polega na tym, że oddziały syryjskie są już dzisiaj, po ponad czterech latach nieprzerwanego i zażartego boju, skrajnie wyczerpane i w istocie niezdolne do długotrwałych, a co ważniejsze skutecznych, działań ofensywnych. Sytuacji formacji rządowych w tym zakresie nie poprawia nawet szybko rosnące i znaczące liczebnie wsparcie sojuszników z zagranicy - tylko w samym październiku br. w postaci ok. 1 tys. doświadczonych i dobrze wyszkolonych bojowników szyickiej milicji Kata’ib al-Hizb’allah (Brygady Hezbollahu) z Iraku, a także co najmniej 2 tys. (a według niektórych źródeł nawet 6 tys.) żołnierzy irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (Pasdaran).

Obecnie jednak bolączką lojalistów nie jest brak żołnierzy, broni lekkiej czy amunicji, a nawet - jak się wydaje - ciężkiego uzbrojenia. Zasadniczym problemem Damaszku jest szybko kurczący się zasób wyszkolonych i doświadczonych załóg czołgów, bojowych wozów piechoty czy artylerzystów. W warunkach ciężkich walk, głównie w terenie miejskim, ludzie ci po prostu giną szybciej, niż można wyszkolić nowych... W tym kontekście warto odnotować pojawienie się w ostatnich tygodniach w internecie (m.in. na rosyjskojęzycznej wersji portalu YouTube) wielu filmów wideo, nagranych w Syrii, a przedstawiających mówiących po rosyjsku niezidentyfikowanych (mundury bez oznak) żołnierzy, stanowiących załogi czołgów i BWP sił rządowych. Do tej intrygującej kwestii jeszcze za chwilę wrócimy.

Braki rosyjskiej taktyki 

Kolejną kwestią, która ma wpływ na relatywnie niewielką efektywność rosyjskich działań, jest ... brak precyzji i celności tych nalotów. Jak dotychczas, sposób prowadzenia rosyjskich działań w Syrii i ich efekty potwierdzają tezę, znaną od dawna ekspertom, że rosyjskie siły powietrzne po prostu nie znają czegoś takiego, jak misje typu CAS (close air support) w ich zachodnim rozumieniu.

Taktyczne wsparcie powietrzne działań sił lądowych to, w wydaniu rosyjskiej myśli wojennej, niemal wyłącznie masowe bombardowanie z powietrza rejonu, w którym okopały się/ukryły siły przeciwnika, bez starania się o eliminację konkretnych, punktowych celów, np. stanowisk wrogiej broni przeciwpancernej.

Efekty takiej taktyki, a raczej jej braku, szczególnie wyraźnie widać było podczas kilku operacji ofensywnych, podjętych w Latakii, regionie Aleppo oraz Homs przez siły syryjskie w połowie października br. Ewidentny brak komunikacji i bliskiego współdziałania między rosyjskim lotnictwem a oddziałami lojalistów na ziemi skutkował ciężkimi stratami sił rządowych, szczególnie w czołgach i sprzęcie pancernym. W kilku przypadkach (Aleppo, wschodnia prowincja Homs) całe kolumny zmechanizowane nacierających formacji lojalistycznych były przez dłuższy czas bezkarnie masakrowane przez rebeliantów, dysponujących kilkoma lub nawet kilkunastoma wyrzutniami przeciwpancernymi typu ATGM (przeciwpancernych pocisków kierowanych). W większości takich sytuacji lotnictwo rosyjskie lub syryjskie interweniowało za późno i nieskutecznie.

Zachód i Saudowie zbroją rebelię 

Wspomniane wyżej uzbrojenie przeciwpancerne typu ATGM, znajdujące się na wyposażeniu sił rebelianckich, to w większości efekt najnowszych dostaw z zagranicy. Wśród wyrzutni tych są zarówno najlepsze w swej klasie amerykańskie TOW, jak i nieco starsze radzieckie typy, np. "Fagot", "Malutka", "Konkurs" - prostsze w obsłudze, a do tego znane już wcześniej w syryjskiej armii. Ta "znajomość" oznacza, że można wykorzystać tysiące rakiet do nich, zalegających w zdobytych przez rebeliantów składach i magazynach wojskowych. Dotychczas brakowało jednak sprawnych wyrzutni - teraz CIA skupuje je za bezcen m.in. na Bałkanach oraz Ukrainie i wysyła do Syrii.

To śmiercionośne dla wszelkiego opancerzonego sprzętu wojskowego uzbrojenie napływa do ugrupowań syryjskiej opozycji szerokim strumieniem, a głównymi sponsorami tego procederu są Arabia Saudyjska i Katar, ale też państwa zachodnie (USA, Wlk. Brytania, Niemcy, Francja).

Wydaje się, że od miesiąca aktywność członków "Grupy Przyjaciół Syrii" nakierowana jest niemal wyłącznie na dostarczenie opozycji najnowocześniejszego uzbrojenia. Sami tylko Saudowie (i to tylko w październiku!) przekazali Wolnej Armii Syryjskiej (FSA) partię najnowszej generacji 500 rakiet do wyrzutni typu TOW.

Wcześniej, począwszy od wiosny 2014 roku, dostarczyli syryjskim rebeliantom ok. 100 wyrzutni tego typu i niemal 6 tys. (!) rakiet do nich. Dla przypomnienia - stan posiadania sił syryjskich w kategorii broni pancernej i zmechanizowanej szacuje się obecnie na ok. 2 tys. czołgów i tyleż samo bojowych wozów piechoty, tj. ok. 35-40 proc. stanów wyjściowych z chwili wybuchu wojny domowej.

Urodzaj rakiet 

W chwili obecnej poziom nasycenia oddziałów rebelianckich (zarówno FSA, jak i islamistów) bronią typu ATGM jest tak duży, że jest ona używana także jako środek walki z siłą żywą przeciwnika, a nawet sporadycznie, acz z oczywistych względów bezskutecznie, jako broń przeciwlotnicza wobec nisko i wolno lecących celów powietrznych, np. śmigłowców.

Lokalni dowódcy polowi FSA i innych ugrupowań rebelianckich, w tym także - uwaga! - powiązanego z Al-Kaidą Frontu al-Nusra, otwarcie już chełpią się, że mają pod ręką „dziesiątki wyrzutni i setki rakiet”, nie muszą więc przejmować się brakiem dostatecznego wyszkolenia swoich operatorów tego typu broni i oszczędzać amunicję do ATGM ze względu na słabą celność strzelców.

Statystyki w pełni to potwierdzają. Ośrodki analityczne, zajmujące się monitorowaniem aktywności militarnej w Syrii, odnotowały w październiku br. 140 celnych wystrzeleń rakiet typu ATGM (z czego aż 115 przypadało na amerykańskie TOW), wobec 22 podobnych incydentów we wrześniu i 37 w sierpniu. A można mieć pewność, że skoro odnotowywane w tych statystykach są jedynie wystrzelenia trafiające w cel (z różnym zresztą skutkiem, nie zawsze terminalnym) - to faktyczna liczba odpaleń ATGM z pewnością jest znacznie wyższa, być może nawet trzy- lub czterokrotnie.

Rosjanie zginą z amerykańskiej broni? 

Kluczem do w pełni efektywnego wykorzystania na polu walki tak precyzyjnego i wartościowego uzbrojenia, jakim są ATGM, jest wyszkolenie ich operatorów. Wyrzutnia kierowanych pocisków przeciwpancernych to nie byle RPG, którego obsługi można się nauczyć w kilka minut. Tu konieczny jest co najmniej kilkudniowy intensywny trening. Dotychczasowe szkolenia z obsługi tych systemów, prowadzone dla rebeliantów syryjskich w Jordanii, Turcji czy Katarze, okazały się niewystarczające.

Być może dlatego właśnie Amerykanie zdecydowali się ostatnio wysłać do Syrii swoich żołnierzy z sił specjalnych. Jednym z ich celów z pewnością będzie szkolenie na miejscu operatorów ATGM z sił opozycyjnych. Warto jednak postawić pytanie, jak owi "specjalsi" zamierzają unikać ataków ze strony rosyjskiego lotnictwa i co stanie się, kiedy jednak jakiś amerykański komandos zginie wskutek rosyjskiego nalotu.

W kontekście rozważań o wzroście skuteczności sił rebelianckich w zakresie zwalczania opancerzonych formacji rządowych i udziału sił zbrojnych USA i FR w konflikcie, warto wrócić do wspominanej wyżej informacji o rzekomym udziale żołnierzy rosyjskich ("zielonych ludzików", a może ochotników?) w walkach po stronie władz w Damaszku. Jeśli te nagrania i zdjęcia odzwierciedlają stan faktyczny, oznacza to, że być może wielu Rosjan (Białorusinów, Ukraińców?) już zginęło - lub zginie niedługo - w ciasnych i dusznych skorupach obsługiwanych przez siebie czołgów, dział samobieżnych lub bojowych wozów piechoty syryjskich sił rządowych, wystawionych na zmasowany ogień rebelianckich ATGM-ów. A więc broni dostarczonej do Syrii przez Amerykanów i ich regionalnych sojuszników, którzy ponadto szkolą syryjskich rebeliantów w jej obsłudze.

Rosja przegrywa we własnej grze 

A co to wszystko oznacza w wymiarze strategicznym ? Krótkie podsumowanie: Rosjanie podjęli pod koniec września zmasowaną, zakrojoną na wielką skalę, zarówno w sensie militarnym, jak i propagandowym, operację w Syrii, której celem było w istocie uratowanie władzy prezydenta Baszara al-Asada. Miało to, w zamyśle Kremla, nastąpić niejako dwutorowo: po pierwsze, przez radykalne poprawienie sytuacji operacyjnej sił lojalistycznych, wiernych Damaszkowi. Po drugie, co wynika niejako z tego pierwszego faktu, poprzez zmuszenie głównych sponsorów antyrządowej syryjskiej rebelii, czyli USA i państw arabskich, do zaniechania intensywnej pomocy dla opozycji.

Ostatecznym celem Moskwy było zatem wypracowanie dogodnych warunków militarnych i politycznych dla takiego uregulowania całego konfliktu, w którym status równoprawnego partnera i uczestnika porozumienia miałby zarówno obecny obóz władzy w Syrii, jak i sama Rosja.

W tym sensie plany rosyjskie spaliły jednak na panewce. Akcja zbrojna w Lewancie nie tylko nie polepszyła dotychczas znacząco operacyjnej sytuacji sił syryjskich, ale też nie zmusiła oponentów, głównie USA, do zmiany ich stanowiska względem władz w Damaszku.

Wręcz przeciwnie - intensyfikacja procederu dostarczania syryjskim rebeliantom zaawansowanego technologicznie uzbrojenia świadczy o tym, że Amerykanie i ich sojusznicy podjęli rosyjską grę, do tego podbijając jej stawkę.

Nasycenie szeregów rebelii systemami typu ATGM sprawia bowiem, że błyskawicznie znika jakakolwiek, nawet nominalna przewaga, zyskiwana przez siły syryjskie ze względu na zaangażowanie lotnictwa rosyjskiego. Jak mydlana bańka pryska tym samym podstawowe założenie operacji sił powietrznych FR, że syryjskie czołgi i BWP - operujące pod osłoną rosyjskich samolotów - będą w stanie ostatecznie zmienić losy wojny.

W tym sensie nowoczesne ATGM w rękach syryjskiej opozycji skutecznie niwelują potencjalny wpływ rosyjskiej operacji powietrznej na operacyjne i strategiczne aspekty kampanii w Syrii. Tak więc, jak się wydaje, rosyjski odpowiednik osławionego "Legionu Condor" raczej nie spełni dziś w Lewancie swego zadania.

Kolej na broń przeciwlotniczą? 

Sprawy mogą przybrać jeszcze gorszy obrót. Najnowsze "przecieki" z Waszyngtonu i Brukseli mówią o rozważanej ponoć przez Zachód opcji dostarczenia siłom "umiarkowanej" syryjskiej opozycji najnowocześniejszych przenośnych zestawów przeciwlotniczych, tzw. MANPADs (Man-Portable Air-Defense Systems). Amerykanie już raz, w latach 80. XX w., pokonali w ten sposób Rosjan w Afganistanie, dostarczając słynne Stingery tamtejszym mudżahedinom. Teraz jednak chyba zapomnieli, że nad Syrią i Irakiem latają także ich samoloty, jak również ich sojuszników.

Co więcej - Lewant to dzisiaj środowisko strategiczne zdominowane przede wszystkim przez islamskich radykałów, w większości dżihadystów, co sprawia, że kontrola nad wysyłaną w ten region bronią jest w istocie niemożliwa. A im jest ona nowocześniejsza, tym większe zagrożenie, że ktoś kiedyś użyje jej przeciwko tym, którzy ją tam posłali. Albo przeciwko samolotom rosyjskim.

Należy wątpić, aby prezydent Barack Obama i jego doradcy mieli już plan awaryjny na wypadek sytuacji, w której jakiś syryjski rebeliant, przy użyciu świeżo dostarczonej nowoczesnej przenośnej rakiety przeciwlotniczej "Made in U.S.A.", strąca rosyjski samolot lub śmigłowiec. Prezydent Władimir Putin raczej nie należy do takich przywódców państwowych, którzy przeszliby nad tego typu zdarzeniem do porządku dziennego.

Źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1027139,title,Rosyjska-gra-w-Syrii-Amerykanie-podbijaja-stawke,wid,17957093,wiadomosc.html

sobota, 3 października 2015

III Wojna Światowa rozkręca się

III Wojna Światowa rozkręca się - czy już to zauważyłeś? Wojna światowa nie zaczyna się w momencie, kiedy strony konfliktu ogłoszą, że ją zaczynają. Wojna rozkręca się niepostrzeżenie. Tak uczy historia. 1 września 1939 roku, kiedy Hitler wkraczał do Polski, nie sądził, że zaczyna II wojnę światową. Był pewien, że pójdzie mu gładko, bo kraje europejskie nie wypowiedzą wojny z powodu Polski. Jak wiemy, nie mylił się, bo we wrześniu na słowach się skończyło.

Czy rok po aneksji Krymu i niemal rok od rozpoczęcia regularnej wojny z Ukrainą Władimir Putin też tak sądzi? Nie wiem. Ale opierając się na opiniach fachowców, można przypuszczać, że dziś sytuacja jest podobna.


W Syrii samoloty rosyjskie rozpoczęły konflikt globalny a pogłoski o wejściu do Syrii irańskiej piechoty wieszczą nagłą katastrofę świeżo zawartych umów antyatomowych z zachodnim światem.


Niewidoma Baba Wanga, bułgarska mistyczka, która zmarła w 1996 r. (miała ponoć przewidzieć śmierć Stalina, upadek ZSRR oraz katastrofę Kurska), pytana o III wojnę światową powiedziała, że „wybuchnie, gdy upadnie Syria”.

Zaskakująco dużo przepowiedni jest zgodnych co do oznak, czasu i przyczyn wybuchu III Wojny Światowej. Co ciekawe Koran i Biblia, napisane wiele wieków temu, przewidziały ISIS.

Niedawno amerykański portal „Huffington Post” opublikował artykuł Kashifa Chaudhry’ego, przewodniczącego Muzułmańskiego Stowarzyszenia Pisarzy w USA. Chaudhry dowodzi, że Mahomet przewidział istnienie i działalność Państwa Islamskiego. „1400 lat temu prorokował, że nadejdzie czas, gdy z Islamu nie pozostanie nic poza nazwą, a z Koranu nic poza słowami” - pisze Chaudhry. Zdaniem Chaudhry’ego Mahomet „przewidział, że duchowieństwo będzie skorumpowane”, pojawi się natomiast grupa młodych niedojrzałych i głupich ludzi. „Będą mówić piękne słowa, ale posuną się do najbardziej ohydnych czynów”. ISIS rzeczywiście odpowiada opisowi, ale w historii wojen religijnych nie są pierwszą organizacją, która posuwałaby się do „ohydnych czynów”.

Po stronie chrześcijańskiej także można usłyszeć głosy, jakoby wojna na Bliskim Wschodzie oraz istnienie ISIS było wypełnieniem proroctwa zawartego w Biblii. Chrześcijański publicysta Chris Mitchell w swojej książce „Kierunek: Jeruzalem” pisze o przygotowaniach do „ostatnich dni” historii.

W wielu miejscach można przeczytać także, że Franciszek będzie ostatnim lub przedostatnim papieżem, a potem Rzym zostanie zniszczony - vide Trzecia Tajemnica Fatimska.

Wróćmy jednak do czasów obecnych i Syrii. Ciekawe jest to, że tak mało wiemy na temat tego konfliktu - kto z kim walczy i o co; kim są tzw. rebelianci i islamscy ekstremiści.

Foto: syryjskie rebeliantki /źródło: http://www.dailystar.com.lb/

Kiedy popatrzymy na mapę Syrii z końca września 2015 zauważymy, że siły rebeliantów znajdują się już bardzo blisko Damaszku.


Czy Rosjanie, którzy z natury są zabobonni, broniąc reżimu Assada chcą w ten sposób nie dopuścić do rozlania się tego regionalnego dotąd konfliktu na cały świat? - Stali by w ten sposób po jasnej stronie mocy.  Bardziej przekonujące jest jednak to, że Rosjanie w Syrii bronią po prostu swoich interesów (vide blokowanie gazociągu katarskiego do Europy i skazywanie jej na monopol Gazpromu), oraz że chcą narzucić światu postrzeganie Rosji jako supermocarstwa. I za wszelką cenę chcą utrzymać bazę Marynarki Wojennej Federacji Rosyjskiej w Tartus. Szerzej o rosyjskich motywach zaangażowania się militarnego w Syrii tutaj: http://www.mpolska24.pl/post/9672/nasilenie-rosyjskich-dzialan-w-syrii

W Syrii splatają się interesy państw regionu i mocarstw światowych; dlatego zaangażowanie różnych sił nie powinno dziwić - zob.: http://www.understandingwar.org/

Obecnie sytuacja jest taka, że Rosja, Iran i Chiny wkroczyły do gry.
Cały świat elektryzuje nowa sytuacja, a Państwo Islamskie jest tylko zasłoną dymną.

Chińczycy przystępują do wojny w Syrii

Jak donoszą media (w tym serwis almasdarnews.com i libański portal informacyjny Al-Masdar Al-Arabi) żołnierze i uzbrojenie lotnicze z Państwa Środka dotarło do Syrii. Chiński lotniskowiec Liaoning-CV-16 w drodze do Syrii z kilkudziesięcioma doradcami wojskowymi przepłynął przez Kanał Sueski a następnie zacumował w porcie Tartus. Chińscy doradcy wojskowi zostali zakwaterowani w bazie wojskowej w Latakii gdzie rezydują już Rosjanie.


Tym samym Chiny wzmocniły oficjalnie koalicję Syrii, Iranu, Rosji i Iraku, która ma lepiej skoordynować wysiłki zbrojne w ramach walki z ISIS i innymi ugrupowaniami ekstremistycznymi.

Należy zauważyć, że w ostatnim czasie Rosja i Chiny zintensyfikowały dialog i podpisały rekordową liczbę umów. Kremlowskie media mówią o rosyjsko-chińskim sojuszu strategicznym.

Już wcześniej Rosja i Chiny wspólnie ewakuowały chemiczny arsenał Syrii, ratując tym samym reżim Asada przed zachodnią interwencją wojskową. Szojgu przygotowywał w Pekinie dostawy rakietowych kompleksów S-400, a następnie udał się do Teheranu, gdzie podpisał umowę na sprzedaż Iranowi kompleksów S-300. W maju morskie eskadry obu krajów ćwiczyły na Morzu Śródziemnym, a czerwcowe rozmowy narodowych Rad Bezpieczeństwa ujawniły zgodność w ocenie przyczyn i metod przeciwdziałania "kolorowym rewolucjom". Wyraźnym, wspólnym mianownikiem
jest antyamerykanizm.

Apogeum wzajemnych ukłonów była wizyta chińskiego przywódcy Xi Jinpinga w Moskwie, podczas której podpisano ponad 30 umów i listów intencyjnych, wyznaczających kierunki dwustronnych relacji w długoletniej perspektywie. Bodaj najważniejszym stało się ramowe porozumienie o współdziałaniu Eurazjatyckiego Związku Ekonomicznego Rosji, Kazachstanu i Białorusi (EZE) z chińskim projektem Jedwabnego Szlaku, co umożliwi połączenie Chin z Europą.

W połowie kwietnia 2015 Moskwa pierwszy raz zdecydowała się sprzedać systemy rakietowe S-400. Jak informowały wtedy rosyjskie media, cztery dywizjony tych nowoczesnych rakiet trafią do Chin.
Do tej pory chińska armia kupowała starsze systemy typu S-300. Najnowsze modele S-400 "Tryumf" pozostawały na wyposażeniu rosyjskich wojsk. Sprzedając systemy rakietowe do Chin, Moskwa zapewnia, że robi to wyłącznie ze względu na strategiczną współpracę z Pekinem.

Trzeba postawić sobie pytanie o prawdziwe intencje Chin angażujących się w konflikt syryjski. Państwo kierowane przez Baszara al-Assada nie jest kluczowym sojusznikiem militarnym Pekinu, wielkim dostawcą energii, ani znaczącym partnerem w żadnym istotnym sensie dyplomatycznym czy politycznym. Ale jest ważnym krajem w kluczowym regionie i Chiny są w pełni świadome, że ciągła niestabilność w Syrii - pokroju takich, które doprowadziły do obalenia reżimów w innych częściach
świata arabskiego - poważnie wpłynie na ich interesy.

Władze w Pekinie obawiają się, że kryzys w Syrii może doprowadzić do destabilizacji regionu. Bogaty w surowce energetyczne Bliski Wschód jest głównym źródłem zaopatrzenia energochłonnej gospodarki chińskiej w ropę naftową i gaz ziemny. W 2010 roku ropa naftowa z krajów Bliskiego Wschodu stanowiła ponad 41% całego importu tego surowca (www.chinaoilweb.com). W szczególności chodzi tu o Iran, będący jednym z ważniejszych dostawców surowców energetycznych, a jednocześnie zaliczony przez USA do tzw. „osi zła”. W celu zabezpieczenia swoich interesów władze chińskie postanowiły wzmocnić swoją pozycję w regionie włączając się w proces pokojowy, przedstawiając własne plany rozwiązania konfliktu, rozmawiając zarówno z przedstawicielami władzy oraz opozycją. Ponadto władze w Pekinie wysłały swoich przedstawicieli do takich państw jak Arabia Saudyjska (największy dostawca ropy naftowej do ChRL) oraz Zjednoczone Emiraty Arabskie, co miało na celu zwiększenie pozycji wśród państw regionu.

Ponadto Chiny wiedzą, że Stany Zjednoczone, państwa europejskie i inne mocarstwa skupiają swoją uwagę na tym kryzysie, więc naturalnym jest aby być obecnym tam, gdzie coś ważnego się dzieje i móc uczestniczyć w podejmowaniu decyzji strategicznych.

Zapraszam do przeczytania ciekawej analizy na ten temat zaczerpniętej ze strony stosunkimiedzynarodowe.info.

A więc spójrzmy jak to wygląda z perspektywy Pekinu. - Są 3 możliwe powody. Pierwszy jest taki, że chińskie władze po prostu nie kupują dominującego, promowanego głównie przez Zachód dyskursu, że zmiana reżimu w Syrii poprawi sytuację. Odrzucają przedstawianie tego konfliktu w kategoriach "dobrzy wersus źli" i przewidują długą wojnę domową, w której kraj się podzieli i zdestabilizuje już niebezpieczny region. Syryjska opozycja jest zdezorganizowana i poróżniona, a nawet gdyby konferencja w Turcji przyniosła większą koordynację, opozycja bynajmniej nie jest zdolna stanąć na czele przemian prowadzących do powstania nowego rządu.

Chiny oceniają też, że syryjska polityka wyznaniowa wciąż w sumie działa na korzyść reżimu Assada, który nadal cieszy się solidnym wsparciem społeczności alawickiej i innych mniejszości, które obawiają się możliwej dynamiki w ładzie post-assadowskim. Grupy te mogą uzasadniać swoje ciągłe wsparcie (lub przyzwolenie) dla władzy opierając się na promowanym przez państwo dyskursie, że przemoc w kraju wywołują brutalne gangi rebelianckie, jak również wścibska ingerencja zagraniczna.

Drugim powodem stanowiska Chin jest to, że obawiają się one zagrożenia "kroczącą misją" wynikłą z interwencji. Wielu chińskich oficjeli argumentuje, że działania NATO w Libii znacznie wykroczyły poza to, co pierwotnie przewidywano. Rozpamiętują też, że wstrzymanie się Pekinu od głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nt. Libii otworzyło drzwi do daleko szerszego zaangażowania Amerykanów i Europejczyków niż objęte mandatem czy też przewidywane. Zdjęcia zakrwawionego Muammara Kadafiego, pobitego i zamordowanego po tym jak go schwytano, szeroko rozpowszechniane w Chinach, wcale tu nie pomogły. Dla Chińczyków to nie był sprawiedliwy ani godny koniec tego, co określano konieczną interwencją humanitarną.

Trzeci powód jest jeszcze bardziej przekonujący: podejrzliwość Chin wobec żądań Waszyngtonu i jego sojuszników - wyrażanych stale od wielu lat - aby Chiny stały się "udziałowcem" w systemie międzynarodowym. Chińska elita coraz mocniej podejrzewa, że jest to przykrywka dla zachodniej (a zwłaszcza amerykańskiej) strategii utrzymywania dominacji w obliczu kryzysu finansowego i wzrostu samych Chin, w której ich interesy strategiczne (odnoszące się np. do kwestii granic morskich) są stale umniejszane, a czasami niweczone. Dlaczego, zastanawia się Pekin, miałby on stać się "udziałowcem" skoro za każdym razem kiedy próbuje promować własną sprawę większa część reszty świata zaczyna na niego krzyczeć?

Tak wiele wątpliwości otacza tamtejszy konflikt: co do jego rezultatu, czy to co mogłoby przyjść po Baszarze al-Assadzie byłoby czymś lepszym, szans dojścia do władzy bardziej ekstremistycznego i destrukcyjnego reżimu oraz niebezpieczeństwa regionalnej radykalizacji. Ale największym problemem w ostrożności Chin jest to, że nie zdołały one zaproponować wiarygodnego alternatywnego planu służącego uporaniu się z tą sytuacją, oprócz pomysłu by po prostu zostawić ludziom w Syrii rozwiązywanie ich własnych problemów (a tym samym przypatrywać się z boku gdy wielu z nich jest mordowanych).

Pekin wie, że to co dzieje się w Syrii jest nie do utrzymania - a słowa oficjalnych rzeczników gdy mediator Kofi Annan przybył do Chin zabiegając o poparcie dla jego ONZ-owskiej misji mogą wskazywać na drobną modyfikację chińskiego spojrzenia, aczkolwiek nie gwarancję jego zmiany. Jednak jak dotąd Chiny nie mogą wyartykułować polityki aktywnej, ale nieinterwencjonistycznej. Zatem obecne stanowisko Chin - jakkolwiek by go nie tłumaczyć i jakkolwiek logicznie by ono nie wyglądało - wystawia je na oskarżenia o oportunizm i moralne bankructwo.

Chiny odrzucają rolę udziałowca stworzoną dla nich z zewnątrz. Ale to wciąż stwarza im wyzwanie znalezienia moralnej odwagi i strategicznej inteligencji aby opracować własne, przekonujące stanowisko kiedy pojawiają się kryzysy międzynarodowe. Syria pozostaje szansą jak również wyzwaniem dla Chin. Świat czeka.

O autorach:
Kerry Brown to associate fellow Asia programme, Chatham House. Jego książki to m.in The Purge of the Inner Mongolian People's Party in the Chinese Cultural Revolution, 1967-69: A Function of Language, Power and Violence (Brill, 2004); Struggling Giant: China in the 21st Century (Anthem Press, 2007); The Rise of the Dragon: Inward and Outward Investment in China in the Reform Period 1978-2007 (Woodhead, 2008); Friends and Enemies: The Past, Present and Future of the Communist Party of China (Anthem Press, 2009); i Ballot Box China: Grassroots Democracy in the Final Major One-Party State (Zed Books, 2011).
Cassidy Hazelbaker to absolwent American University of Paris specjalizujący się w sprawach bliskowschodnich.

Artykuł pochodzi ze strony openDemocracy i został opublikowany na licencji Creative Commons.
Oryginalna wersja artykułu znajduje się pod adresem:
http://www.opendemocracy.net/kerry-brown-cassidy-hazelbaker/china-and-syria-question-of-responsibility

źródło: http://www.stosunkimiedzynarodowe.info/artykul,1345,Chiny_i_Syria_kwestia_odpowiedzialnosci

wtorek, 22 września 2015

Trzecia Wojna Światowa rozpocznie się w Syrii

Wojna na masową skalę, czyli światowa jest bardzo blisko. Żyjemy w czasach ostatnich. A Damaszek ma być zrównany z ziemią i nie zostanie kamień na kamieniu.


Wyrok na Damaszek:
Oto Damaszek przestanie być miastem,
stanie się stosem gruzów.
2 Na zawsze opuszczone jego miasta
będą pastwiskiem dla trzód,
które się [tam] pokładą,
i nikt ich nie spłoszy.
3 Odbiorą warownię Efraimowi,
a królestwo Damaszkowi.
Z resztą zaś Aramu stanie się
tak, jak z chlubą synów Izraela -
wyrocznia Pana Zastępów.
4 W owym dniu chwała Jakuba zmaleje,
i tłuste jego ciało wychudnie.
5 I stanie się tak,
jak kiedy żniwiarz chwyta w garść zboże na pniu,
a ramię jego ścina kłosy;
i jak gdy zbierają kłosy w dolinie Refaim,
6 tak że zostaje na niej pokłosie;
albo jak przy otrząsaniu oliwki: zostają
dwie lub trzy jagody na samym wierzchołku,
cztery lub pięć na gałęziach owocowego drzewa -
wyrocznia Pana, Boga Izraela.
7 W owym dniu patrzeć będzie człowiek na swego Stwórcę
i jego oczy się zwrócą ku Świętemu Izraela.
8 Nie popatrzy więcej na ołtarze, dzieło rąk swoich,
ani nie rzuci okiem na to, co uczyniły jego palce:
na aszery i stele słoneczne.
9 W owym dniu twe miasta warowne będą jak tamte,
opuszczone przez Amorytów i Chiwwitów,
które opuścili przed synami izraelskimi.
Staną się one pustynią, "

Przy okazji, wers ten wskazuje na to iż potomstwem Efraima nie może być USA i UK jak to niektórzy pisują.
"Odbiorą warownię Efraimowi,
a królestwo Damaszkowi"

Pierwsze fizyczne znaki apokalipsy mogą więc zacząć się od Syrii. Jeśli jednocześnie rzeka wyschnie i Damaszek zostanie zburzony, to możemy być pewni początku apokalipsy. Rzeka wysycha. Zburzenie Damaszku wydaje się być kwestią czasu a wtedy już nikt nie będzie miał wątpliwości w jakich czasach żyjemy.

Oczywiście w tle mogą być i inne wydarzenia.
"(12) A szósty wylał czaszę swoją na wielką rzekę Eufrat; i wyschła jej woda, aby można było przygotować drogę dla królów ze wschodu słońca."

Informacja o samym wysychaniu Eufratu była już w 2009 roku:
" Eufrat "zabija" trwająca dwa lata susza oraz rabunkowa polityka wodna Iraku i jego sąsiadów, Turcji i Syrii - tłumaczy "The International Herald Tribune".

Najwięcej o konflikcie w Syrii oraz Dadżalu - islamskiej wersji "Antychrysta", który ma się podczas niego objawić mówią tzw. hadisy - przypowieści z życia Mahometa (ok. 570-632), stanowiące podstawę islamu sunnickiego. Są to cytaty proroka zawierające wskazówki, wytyczne oraz niezwykle interesujące przepowiednie. Te ostatnie odnoszą się do roli, jaką Damaszek ma odegrać w wielkiej wojnie będącej preludium do Dnia sądu. Mają tam rozegrać się również inne kluczowe wydarzenia przed końcem świata.

Świadkiem wypowiedzenia przez Mahometa jednego z najbardziej poruszających proroctw na ten temat był jego towarzysz, Abu Huraira, który cytował jego słowa: "Dzień ostatni nadejdzie, kiedy Rzymianie [jak muzułmanie określają chrześcijan lub ludzi Zachodu - przyp. autora] wylądują w al-Amak lub w Dabiku [mieście w północnej Syrii]. Wtedy armia składająca się z najlepszych wojowników uderzy na nich z Medyny". Przepowiednia mówi dalej, że wojska muzułmańskie podzielą się na trzy części, z których jedna polegnie, druga ucieknie, a trzecia zwycięży i z marszu "podbije Konstantynopol".

Na tym się jednak nie skończy. Mahomet powiedział, że kiedy wojownicy dżihadu "odwieszą miecze na drzewach oliwnych" i będą szykowali się do powrotu, stanie się coś nieoczekiwanego: "Dadżal [tj. fałszywy prorok] objawi się, kiedy przybędą do Syrii. […] Potem pojawi się Jezus - syn Maryi i poprowadzi ich do modlitwy. Kiedy wrogowie Allacha go ujrzą, rozpierzchną się jak sól znikająca w wodzie…".

Dadżal będzie rozgłaszał swe fałszywe nauki po całym świecie. Do walki z nim ma stanąć Isa, czyli Jezus, który ponownie zstąpi na Ziemię. Według tradycji islamskiej to właśnie stolica Syrii będzie miejscem, gdzie się pojawi. Co ciekawe, Mahomet wyznaczył nawet dokładny obszar, gdzie - pośrodku konfliktu - ma do tego dojść: "Będzie to niedaleko białego minaretu we wschodniej części Damaszku. Przybędzie on ubrany w szaty barwione szafranem" - wspomina jeden z kilku tysięcy hadisów.

"Oto Damaszek przestanie być miastem…" - To nie koniec islamskich przepowiedni związanych z Damaszkiem. Według proroctw Mahometa, miasto ma odegrać szczególną rolę w zapowiedzianej przez niego wielkiej wojnie zwiastującej nadejście "dni ostatnich". Jeden z hadisów nazywa rejon stolicy Syrii "miejscem ostatecznego zgromadzenia i krainą zmartwychwstania". Inne niezwykle sugestywne proroctwo odnosi się do wspomnianej wyżej "Wielkiej wojny" (al-Malhama) - koncepcji z muzułmańskiej eschatologii, która bywa różnie interpretowana. Kręgi radykałów uznają ją za ostateczny konflikt między islamem a cywilizacją Zachodu.

Mahomet zapowiedział, że w jego toku dojdzie do zawarcia paktu między muzułmanami a zachodnimi wojskami, które uderzą na Syrię. Ci drudzy jednak "zdradzą i poślą żołnierzy pod 80 sztandarami, a pod każdym będzie 12 tys. ludzi. Miejscem, które pozostanie muzułmanom będzie żyzna oaza, w której leży miasto zwane Damaszkiem" - wyjaśnia prorok. Okazuje się jednak, że nie tylko Mahomet przepowiadał stolicy Syrii taki los.

Zniszczenie miasta wieszczył też Izajasz - żyjący w VIII w. p.n.e. starotestamentowy prorok, syn Amosa, człowiek wykształcony i powiązany z dworem królewskim w Jerozolimie. Pewnego razu doznał on wizji Jahwe "siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie" w otoczeniu serafinów. Dowiedział się wtedy o swoim posłannictwie, a wytyczne od Boga spisał w księdze, która stała się kanoniczną częścią Biblii. Tam wspominał: "Oto Damaszek przestanie być miastem. Stanie się stosem gruzów. […] Ach wrzawa mnogich ludów! Jak łoskot morza, tak huczą. […] Narody szumią jak wezbrane wody, ale Pan je zgromi i umkną daleko…".

"Pojawią się napięcia…" - Choć proroctwo z "Księgi Izajasza" tyczy się jego czasów, odkąd konflikt w Syrii zaczął grozić eskalacją, w internecie pojawiło się na jego temat wiele spekulacji. Przypomniano sobie też, co mówili na ten temat jasnowidze. Ciekawe było to, co zapowiadał Edgar Cayce (1877-1945) nazywany "śpiącym prorokiem", gdyż doświadczał wizji w letargu przypominającym sen. Swoje przepowiednie Cayce nazywał "odczytami" (ang. readings). Jego zwolennicy przypisują mu m.in. przewidzenie Wielkiego kryzysu i II wojny światowej.

Na stronie Fundacji Cayce’go znaleźć można listę jego przepowiedni, które właśnie się spełniają lub czekają na spełnienie. Jedna z nich dotyczy fali rewolucji w krajach arabskich oraz tego, co spotkało Syrię: "Pojawią się napięcia. Spodziewajcie się ich w pobliżu Cieśniny Davisa, gdzie celem będzie utrzymanie ‘linii życia’. Oczekujcie ich też w Libii i Egipcie, w Ankarze i Syrii, w cieśninach powyżej Australii, na Oceanie Indyjskim i w Zatoce Perskiej" - wspominał Cayce. Słowa te często interpretuje się jako zapowiedź III wojny światowej.

Po sieci krąży również wiele innych proroctw o sytuacji w Syrii, które przypisuje się znanym jasnowidzom. Twierdzi się przykładowo, że Cayce zapowiedział pojawienie się na Bliskim Wschodzie "szalonego despoty", który rozpęta wielki konflikt. Z kolei Baba Wanga (1911-96) - legendarna bułgarska profetka, która miała przewidzieć wybuch elektrowni czarnobylskiej i zatonięcie Kurska - stwierdziła ponoć, że Europę czeka atak chemiczny ze strony islamistów.

Ze wszystkich proroctw na temat tamtejszego konfliktu najciekawsze są jednak te pochodzące z hadisów. Mają one też największą "siłę rażenia". Wielu radykalnych islamistów może bowiem uwierzyć, że amerykańskie uderzenie to potwierdzenie zapowiedzianej przez Świętego Proroka al-Malhamy…
źródło: http://strefatajemnic.onet.pl/przepowiednie/islamska-wielka-wojna-z-zachodem-w-przepowiedniach/9xkf6

Według europejskich służb specjalnych bojownicy Państwa Islamskiego z Libii planują inwazję na Europę. W planach jest przedostanie się dżihadystów łodziami na należącą do Włoch Lampeduzę. Potem przebywający pod przykryciem imigrantów islamiści ujawnią się na rozkaz i zaatakują.

Jeśli traktować poważnie zapewnienia ideologów ISIS, celem jest zdobycie Rzymu, jako symbolicznej stolicy chrześcijaństwa. Jeszcze 10 lat temu byłoby to nie do pomyślenia, ale obecnie nie wygląda to już fantastycznie. Zwolennicy Państwa Islamskiego są już na kontynencie europejskim i rozmnażają się w przeciwieństwie do Europejczyków korzystając chętnie z pomocy społecznej oferowanej im przez zachodnie państwa opiekuńcze.

Fundamentaliści islamscy od dłuższego czasu usiłują sprowadzić wojnę do Europy. Były już zamachy w Madrycie, Londynie, a ostatnio również w Paryżu i w Kopenhadze, ale to wszystko uznano za incydenty. Celem jest otwarcie frontu na naszym kontynencie i dlatego Państwo Islamskie szykuje inwazję na dużą skalę. Najbardziej prawdopodobnym celem wydaje się być Rzym, a pierwszy krajem, który się z tym zmierzy ze względu na usytuowanie geograficzne, będą Włochy.
źródło: http://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/panstwo-islamskie-przygotowuje-sie-inwazji-europe-terytorium-libii

Wojnę w Europie i atak na Rzym opisuje Trzecia Tajemnica Fatimska. Podczas objawienia w lipcu 1917 r. Maryja przekaza­ła Łucji, a na zakończenie serii objawień dodatkowo jesz­cze wyjaśniła, specjalne Orędzie, które przeszło do histo­rii pod nazwą Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej. Na przełomie lat 1943/1944 Łucja zapisała treść tego Orędzia i zapieczę­towane przekazała biskupowi diecezji Leiria. W 1953 r. zo­stało ono doręczone papieżowi Piusowi XII. Zgodnie z wolą Matki Bożej, treść Orędzia mogła być ujawniona przez pa­pieża światu dopiero po roku 1960.

Treść Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej okazała sie tak szokująca, że jej nie ujawniono nawet w roku 1960-tym...

Trzecia część tajemnicy mówi o historycznych konsekwencjach kryzysu wiary i moralności, a więc o tym, jakie mogą być skutki odrzucenia fatimskiego orędzia. Ponieważ wezwanie do pokuty i nawrócenia zawarte w orędziu nie zostało przyjęte tak, jak być powinno, wobec tego jesteśmy świadkami, że to proroctwo w dużej mierze się spełniło.

Prorocza wizja trzeciej tajemnicy fatimskiej w symboliczny sposób mówi o wielkich prześladowaniach, cierpieniach i męczeństwie wielu wyznawców Chrystusa, wśród których są również kapłani, biskupi oraz papieże dwudziestego wieku. Wielkie zniszczenia i prześladowania są spowodowane przez ludzi zniewolonych przez ateistyczne ideologie walczące z Bogiem, a w sposób szczególny przez komunizm. Miejsce tych dramatycznych wydarzeń przedstawione jest w symbolicznym obrazie. Papież, biskupi, kapłani, zakonnicy, zakonnice wchodzą na stromą górę, na której szczycie jest wielki krzyż. „Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł, modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego Krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku i w ten sam sposób zginęli jeden po drugim inni biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji (...)”.
       
W tej prorockiej wizji w sposób syntetyczny został ukazany obraz wielkich zniszczeń, cierpienia, prześladowań, męczeństwa chrześcijan oraz wojen, które miały lub mają nastąpić jako skutek odrzucenia przez ludzi ewangelicznego wezwania do nawrócenia i wiary w Ewangelię, które zostało zawarte w fatimskim orędziu.
źródło: https://milujciesie.org.pl/nr/temat_numeru/trzecia_tajemnica_ostrzega_polske.html

Mimo, że oficjalnie została już ujawniona Trzecia Tajemnica Fatimska, to warto zapoznać się z wypowiedzią papieża Jana Pawła II z 1981 r. na ten temat. Przegląd niemiecki (Głos Wierzących) opublikował w nu­merze z października 1981 r. relację ze spotkania papieża Jana Pawła II z grupką katolików niemieckich w Fuldzie.

Pytanie:
„Ojcze Święty, co jest w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej? Czy nie powinna ona być, zgodnie z życzeniem Matki Najświętszej, ogłoszona w 1960 r.? Co się stanie z Kościołem?".

Odpowiedź Jana Pawła II:
„Z uwagi na powagę treści oraz aby nie dodawać jeszcze odwagi światowej potędze komunizmu do pewnych uderzeń, moi poprzednicy na stanowisku świętego Piotra woleli dyplomatycznie zawiesić ogłoszenie sekretu. Wielu chce wiedzieć tylko przez ciekawość i chęć sensacji, ale oni zapominają, że wiedzieć, czyli uświadomienie sobie, zmusza ich do odpowiedzialności. Jest niebezpiecznie chcieć tylko zaspokoić swoją ciekawość".

Trzecia Tajemnica Fatimska nie ogranicza się jedynie do tekstu przedstawionego powyżej. Trzecia Tajemnica Fatimska obejmuje jeszcze losy III Wojny Światowej.

Zastanawiać musi zbieżność różnych przepowiedni odnoszących się do III-ej Wojny Światowej i miejsca jej wybuchu. Najciekawsze proroctwa pochodzą od Mahometa, który nazwał Damaszek "miejscem zgromadzenia przed czasami ostatecznymi". Mówił, że to tam zacznie się wielka wojna z Zachodem, któremu na spotkanie wyjdzie armia z Medyny. W międzyczasie - jak dodał - ma objawić się "Antychryst"…

Wróćmy jednak do Siostry Łucji i Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej: „Dla świata będzie zaskoczeniem i szokiem błyskawicz­ne natarcie Chin na Rosję. Natężenie walk i okrucieństwa będą straszliwe. Chińczycy będą naśladować postępowanie Japończyków podczas drugiej wojny światowej: zaskoczenie, szybkość i terror. Zwycięstwa Chin przerażą Stany Zjednoczone. Chiny rzu­cą bomby jądrowe na zakłady zbrojeniowe i ośrodki doświad­czalne broni atomowej w Rosji. Wywołają one potworne zniszczenia, wstrząsy i zaburzenia w przyrodzie, co się póź­niej zemści na nich samych. Armia chińska zginie od broni jądrowej, którą sama rzuci na cały świat, chociaż początkowo będzie zwyciężać. Uderzy w wielu punktach, tak, że Rosja bę­dzie zmuszona walczyć na całej granicy, a jednocześnie potęż­ne desanty będą lądować w głębi kraju.

Amerykanie nie zechcą się mieszać bezpośrednio do woj­ny, ale widząc, co robią Chińczycy, będą życzyć Rosji zwycię­stwa. Niemcy wciągną USA do wojny jako sojusznika atlanty­ckiego. Pomoc dla Niemców ze strony Ameryki skupi swoją uwagę na Azji i tam będą lądowały wojska USA i Anglii (Irak, Turcja, Iran i Bałkany) w obronie przed Chińczykami. To, co zrobią Niemcy, będzie krokiem samobójczym. Będą liczyć na zajęcie Polski. W swej nienawiści nie zorientują się, że sympa­tia Zachodu i reszty świata będzie po stronie Rosji.

Wojska chińskie będą niszczyły i równały z ziemią wszyst­kie miasta i wsie zamieszkane przez ludność białą, a oszczę­dzały ludność republik azjatyckich, które częściowo powsta­ną przeciw Rosji i przyłączą się do nich. W języku chińskim będzie to się nazywało krucjatą przeciwko hegemonii rasy białej. Będą głosić jej koniec, a siebie mianują ręką sprawied­liwości. Nastąpi atak przez zaskoczenie Niemiec. Rosja runie na Europę. Polska, Czechy i Słowacja, wiedząc, że w razie zwycięstwa Niemiec czeka je zagłada, stworzą wspólną obro­nę przeciwko Niemcom.

Również walczyć ze sobą będą sami Niemcy, a Rosja wy­wrze na tym kraju całą swoją wściekłość za cios zadany z tyłu, za porażki na Wschodzie, za widmo klęski. Dopiero, kiedy Ro­sjanie dojdą do Atlantyku, ruszą przeciwko nim inne naro­dy bezpośrednio zagrożone. Rosjanie będą zmuszeni wycofać się z walki na Ukrainę, zostawiając po sobie spaloną ziemię i popioły miast. Obojętność na krzywdy, bogacenie się kosz­tem innych, wywoła odwet. Przykładem będzie los Szwecji i Szwajcarii. Rosja, która sama też w przeszłości zdradzała, łamała podstępnie traktaty i umowy, tego samego zazna na sobie.

Zaznają też klęski Ukraina i Litwa, a w mniejszym stop­niu Łotwa i Estonia. Natomiast Białoruś, Polska i Węgry będą stosunkowo spokojne, ale jedynym narodem, który wyjdzie z tej katastrofy cało, ponieważ będzie chroniony przez Miło­sierdzie Boże, pozostanie Polska. Czechy i Słowacja zostaną zniszczone dopiero w czasie odwrotu wojsk rosyjskich, które będą się cofać w kierunku Ukrainy i Bałkanów. Od południa z Iraku uderzą Amerykanie i wybuchnie powstanie na Kaukazie aż po Turcję. Od strony Turcji zaatakują Anglicy. Ponadto przy tylu frontach trudno precyzyjnie podać ich kolejność.

Zjawiska atmosferyczne, które ukażą się na niebie już na początku wojny, będą ostatecznym ostrzeżeniem zapo­wiedzianym przez Maryję, Królową Świata, w wielu obja­wieniach. Będą potwierdzeniem, że nadchodzi zapowiedziany okres wojen i kataklizmów w przyrodzie. Będą też znakiem, że nie udało się pobudzić w ludziach żalu za grzechy i skruchy oraz chęci poprawy życia, aby móc powstrzymać zło wiszące nad światem, które dotąd trzymała Ręka Pana. Sprawiedli­wość Boża nie może dłużej znosić tryumfowania nikczemności i pogardy Jego świętych praw. Wzajemna nienawiść wróci do ludzkości w całej swej grozie i ohydzie.

Kataklizmy ugaszą wojnę i uratują resztę ludzkości przed całkowitą zagładą, a więc będą ratunkiem danym przez Miło­sierdzie Boże".

„Kataklizmy wywołają taką panikę i tyle nieszczęść, że dal­sze prowadzenie działań wojennych będzie niemożliwe. Nie wystąpią jednak od razu i z jednakowym natężeniem. Będą to ruchy skorupy ziemskiej, stopniowo nasilające się aż do bar­dzo potężnych i gwałtownych wstrząsów. Wstrząsy te będą przybierać na sile i zaczną wybuchać wulkany. Odżyją nawet te, które uważane są od dawna za wygasłe. Wulkan Etna spowoduje katastrofę całej Sycylii. Okolice Wezuwiusza oraz przyległe wyspy zostaną ewakuowane. Wybuchy Etny i innych wulkanów spowodują zaburzenia atmosferyczne, deszcze po­piołów, huragany, ulewy i powodzie. Zmieni się konfiguracja brzegów Półwyspu Apenińskiego. Na Morzu Śródziemnym ruchy dna wywołają potworne fale i zmieni się linia brzegowa. Ruchy dna Oceanu Atlantyckiego spowodują wyłonienie się nowego lądu. Trzęsienia ziemi i lądów pod wodą spowodu­ją największe zniszczenie brzegów Europy oraz obu Ameryk (mniej w Ameryce Południowej) i Afryki. Najbardziej jednak ucierpi Europa, USA oraz wiele wysp na Morzu Karaibskim. Te ostatnie zdarzenia wystąpią w ciągu kilku godzin. Potem ziemia uspokoi się. Uszkodzone zostaną prawie wszystkie miasta przybrzeżne i duży pas lądu. Zniszczeniu ulegnie Ho­landia oraz w mniejszym stopniu Belgia. Niemcy zostaną za­lane morzem, które wtargnie w dolinę Renu.

W Ameryce trzęsienia ziemi będą trwać jeszcze bardzo długo, po tym jak w Europie nastąpi już spokój. Od strony Pacyfiku zniszczeniu ulegnie Kalifornia aż do gór, a fale oce­anu zaleją wiele miast, m.in. Los Angeles. Zniszczenie miast będzie uzależnione od tego, czy ludzie się poprawią. Ale są takie miasta, które ściągnęły na siebie tyle win, które muszą pomścić własne postępowanie i zostaną zniszczone. Do nich należy Nowy Jork, Waszyngton, a także miasta najbardziej to­lerujące bezprawie.

Państwa Europy będą bardzo zniszczone. Niemcy, Dania, Holandia zostaną zalane wodą jak wszystkie ziemie przy­brzeżne. Mniej ucierpi Norwegia. W Szwajcarii nastąpią ru­chy górotwórcze, a w konsekwencji wylewy rzek i zerwanie tam. Nastąpią powodzie i obsuwanie się ziemi. Dotyczy to również Tyrolu oraz północnych Włoch i Alp francuskich.

Mrozy i śnieżyce będą uniemożliwiały pomoc. Mapy będą opracowywane od nowa. Na Bałkanach będą lokalne trzęsie­nia ziemi oraz zaburzenia atmosferyczne, huragany i śnieżyce, ale Bałkany nie zostaną całkowicie zniszczone. Od północy kataklizmy zaskoczą armię chińską już w Europie, w trakcie walk z Rosją. Chińczycy cofną się wskutek potwornych kata­klizmów. To będzie trwało zaledwie kilka tygodni, ale będzie w swej grozie tak okropne, że podobnych klęsk nie było do­tąd na ziemi.

Paryż w czasie rozszalałych żywiołów obróci się w ruinę, ale nie wszyscy jego mieszkańcy zginą. Spłonie głównie cen­trum. Paryż odbuduje się. W pokorze przyjąć należy klęski, które nadchodzą na zie­mię. Zbiorowe zbrodnie, nienawiść i pycha, egoizm i wyzysk oraz pastwienie się nad słabszymi narodami, pogarda dla nich, zamiast pomocy i opieki, brak miłosierdzia, litości i współczu­cia - to wizja nadchodzącego świata. Na próżno będą wzywać miłosierdzia ci, którzy nie mieli go dla bliźnich. Będzie ono ostoją słabych, a na wielkie, pyszne narody nadchodzi czas sprawiedliwości.

Najbardziej zniszczone będą Niemcy, ponieważ trudno jest ocalić jednostki, kiedy giną miliony. Ostrzega się wszyst­kich Polaków będących na ziemiach niemieckich - jeżeli ocaleją z wojny, zginą w falach morza, które zaleją prawie cały kraj. Nad Niemcami będzie użyta broń jądrowa. Ogień, powietrze, woda zbuntują się, gdyż skalane zostaną niepra­wością. Germanie wykorzystywali wszystkie siły przyrody, aby niosły śmierć, a więc teraz one obrócą się przeciwko nim i przyniosą śmierć zwielokrotnioną. Dolina Renu stanie się doliną śmierci. Wielkie miasta zmienią się w popiół i dym, który zmyją fale morza. Nowe lądy podniosą się z dna oceanu, a wywołane tym fale rozejdą się z niespodziewaną siłą.

Również i przez Londyn przejdą fale, ale miasto to nie zosta­nie starte z powierzchni ziemi. Od Pacyfiku do Atlantyku, od śniegów Alaski aż do pustyni Południa, zaczną zapadać się lądy i obsuwać góry. Nastąpi głód, mordercze walki i śmierć. Gdy świat zacznie leczyć swe rany, w Ameryce długo jesz­cze trwać będzie chaos. Amerykanie zrozumieją nareszcie, że dolar nie jest celem życia. Zapragną chleba i braterstwa. Wzywać będą Miłosierdzia Bożego, którego sami nie mieli dla innych".

„W Polsce częściowemu zniszczeniu ulegną miasta przy­brzeżne, ale żadne polskie miasto nie zostanie zniszczone przez broń jądrową. Będą natomiast zagrożone bombardowaniem, podobnie jak całe niemal Zagłębie. Ludność stamtąd będzie ewakuowana. Nie powinna wracać aż po kataklizmie.

Poznań nie będzie zniszczony. W czasie wojny bomby i pociski za­grożą Szczecinowi, portom i Śląskowi. Miast na Ziemiach Zachodnich Niemcy nie będą niszczyć, licząc na ich zagarnię­cie. Atakowane będą tylko porty, obiekty strategiczne i prze­mysłowe. Dużych zniszczeń nie będzie, bo polska obrona do tego nie dopuści.

Po kilku dniach walk działania wojenne przeniosą się w głąb Niemiec, daleko od granic Polski. Niemcy będą niszczyć się wzajemnie z niesamowitą pasją i wściekłością, bo prawo nie­nawiści zawsze powraca ku temu, kto je stosował. Nadchodzące wypadki zmienią oblicze ziemi, a wszystkie narody świata zmuszą do działania. Jedne pod presją wojny, inne na skutek klęsk żywiołowych lub zniszczenia i rozpadu, które niesie broń jądrowa.

Polska tym razem zostanie oszczędzona i będzie jedynym państwem, które ze światowego kataklizmu wyjdzie jako państwo potężniejsze, silniejsze i wspanialsze. Od niej zależeć będzie przyszłość Europy. W niej rozpocznie się odrodzenie świata przez ustrój, który stworzy, przez nowe prawa, zgodne z prawem Bożym. Polska w swoich granicach będzie realizo­wać prawo Boże, gdyż dość zaznała krzywd, niesprawiedli­wości, zbrodni i bezprawia. Zbuduje nowy dom braterstwa wszystkich narodów świata, a dla swoich dzieci będzie matką. Nikogo nie odrzuci, nie potępi, lecz przygarnie. Będzie jed­ną Ojczyzną dla wszystkich tych, którzy ją kochają, znają jej tradycję, historię i kulturę. Jako prawdziwa matka zwracam się do wszystkich Polaków, aby ich ostrzec i przygotować na nadchodzące wypadki.

Polacy, jeżeli możecie, wracajcie do ojczyzny. Uchroni was opieka Matki Boskiej, Królowej Polski. Ale tam, gdzie za­mieszkujecie, też nie załamujcie się. Nieście pomoc, nadzieję, otuchę i ratunek. Bądźcie braćmi tych wszystkich, wśród których przebywacie. Mówcie o niezmierzonym Miłosierdziu Bożym, które jeszcze raz ocali Ziemię, a ocalałej da błogosła­wieństwo i pomoc. Wskaże drogę odrodzenia, którą pójdzie naród polski.

On po raz pierwszy odczyta i zrealizuje praw­dziwe cele ludzkości. Jeżeli chcecie pomóc, wracajcie. Czeka na was praca radosna, twórcza i szczęśliwa. Ale kto liczy na karierę i na wzbogacenie się na innych, niech nie wraca. Kraj Królowej Polski ma być czysty. Polska nie będzie krajem słabym, bezsilnym i biednym, ale w pierwszych dniach jej odrodzenia potrzebna będzie ludno­ści pomoc. Pomoc powinna być szybka i ofiarna. Później już nie będzie potrzebna. Kto wróci natychmiast, kiedy bramy Polski otwo­rzą się, uzyska pełne prawa i weźmie udział w budowaniu najpiękniejszego ustroju ludzkiego pod berłem Bożym".

Zapowiedź trzech dni ciemności. - „Te znaki ludzie zlekceważą i będą iść drogą rozpusty, kłam­stwa, zemsty i chciwości. Bóg zostanie wyrzucony ze szkół, domów rodzinnych, urzędów i wtedy przyjdzie kara słusz­na i nieodwracalna. Rozpocznie się to w noc bardzo zimną. Grzmoty i trzęsienia ziemi trwać będą dwa dni i dwie noce. To będzie dowodem, że Bóg jest Panem nad wszystkimi.Ci, którzy będą mieli we Mnie nadzieję i uwierzą Mym słowom, niech się niczego nie boją, bo ja ich nie opuszczę, a także ci, którzy niniejsze objawienie rozpowszechnią dla opamiętania się ludzkości. Kto będzie w stanie łaski uświę­cającej i u Matki Mojej, temu też nic się nie stanie.

Abyście byli na to przygotowani, podaję wam znaki. Uwa­żajcie: ostatnia noc będzie bardzo zimna, wiatr będzie huczał, a po pewnym czasie powstaną grzmoty. Wtedy zamknijcie okna i drzwi, nie rozmawiajcie z nikim spoza domu. Uklęknijcie pod krzyżem, żałując za swoje grzechy i proście Matkę Moją o Jej opiekę. A kto tej rady nie posłucha, w okamgnie­niu zginie. Serce jego nie wytrzyma tego widoku. Powietrze będzie nasycone gazem i trucizną. Ogarnie całą ziemię. Kto będzie cierpiał niewinnie, nie zginie, będzie męczennikiem i wejdzie do Królestwa Bożego. W trzecią noc ustanie ogień i trzęsienia ziemi, a w dniu następnym będzie już świecić słońce. Aniołowie zstąpią z nie­ba w postaci ludzkiej i przyniosą ze sobą pokój na ziemię. Niezmierna wdzięczność uratowanych wzniesie się do nieba w dziękczynnej modlitwie. Kara, jaka spadnie na ludzkość, nie może być porównywalna z żadną karą, jaką Bóg zesłał od stworzenia świata. Jedna trzecia ludzkości zginie".
/Źródło:  http://www.apokalipsa.info.pl/objawienia/sekret_fatimy.htm


poniedziałek, 21 września 2015

Trzecia Wojna Światowa już jest

13 września 2015 Ojciec Święty Franciszek odprawił mszę świętą na cmentarzu wojennym w Fogliano di Redipuglia, która poświęcona była ofiarom wszystkich wojen. W homilii Papież podkreślił, że ciągnie się za nami cień Kaina, cień bratobójcy. Zaznaczył również, iż wojna to szaleństwo, które niszczy wszystko to, co nas łączy, a zwłaszcza relacje międzyludzkie i braterstwo. Ojciec Święty stwierdził również, że ludzkość potrzebuje płaczu nad trwającą w kawałkach III Wojną Światową, która powodowana jest rządzą pieniądza, władzy i siły, a usprawiedliwiana - obojętnością.


Foto: Papież Franciszek w Hawanie

Także dziś jest wiele ofiar. Jak to jest możliwe? Jest to możliwe, ponieważ także dziś za kulisami kryją się interesy, plany geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy, jest przemysł zbrojeniowy, który zdaje się być tak bardzo ważny!

- Z sercem syna, brata, ojca, proszę was wszystkich i dla nas wszystkich o nawrócenie serca – zaapelował Franciszek. Papież prosił o modlitwę za wszystkich poległych w „bezsensownej rzezi”, za wszystkie ofiary szaleństwa wojny, w każdym czasie.

- Ludzkość potrzebuje płaczu i to jest godzina płaczu - zakończył krótką homilię.

Kryzys finansowy jaki obserwowaliśmy przez ostatnich kilka lat na światowych rynkach wcale się nie skończył. Znajduje on swoje odbicie we wszystkich sferach życia poszczególnych społeczeństw i państw.

24 października 1929 roku na nowojorskiej giełdzie miał miejsce ‘Czarny Czwartek’. W wyniku krachu na giełdzie (gwałtowny spadek wartości akcji) będącego skutkiem pęknięcia bańki spekulacyjnej, rozpoczął się Wielki Kryzys. Zarówno wtedy, jak i przed kryzysem w 2008 roku banki udzielały kredytów pod zastaw, nie licząc się z konsekwencjami. Te podobieństwa potwierdzają poniekąd teorię cyklów koniunkturalnych. Wielki Kryzys trwał do 1933 roku. Jego skutki to niepokoje społeczne, bezrobocie, a także narastanie nastrojów nacjonalistycznych. Podobne mechanizmy obserwujemy i dzisiaj.

Na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce trwa regularna wojna, którą spowodował konflikt interesów Rosji, państw arabskich i zachodnich, Europa szturmowana jest przez tzw. uchodźców; wygląda to jednak bardziej na wędrówkę ludów. Owa wędrówka to tak naprawdę marsz imigrantów ekonomicznych, wśród których nieznaczną liczbę stanowią uchodźcy a także agenci ISIS. Jak podaje Tundra Tabloids, z raportu ONZ wynika, że wśród imigrantów 72% stanowią samotni mężczyźni, a w Finlandii wykryto wśród „uchodźców” pierwsze osoby powiązane z szyitami z irackiej Basry. Całość obrazu dopełnia fakt, że George Soros, filantrop i biznesmen, sponsoruje poprzez grupę W2EU druk przewodników ułatwiających dostanie się do Unii Europejskiej i uzyskanie azylu.



Żyjemy w czasach, które opisywał Orwell. Wojna to pokój, terroryzm to wolność, dyktatura to demokracja, patriotyzm to nazizm, rasizm bądź ksenofobia. Europa, którą znamy, właśnie umiera.

Przyjrzyjmy się anonsom prasowym i doniesieniom agencji prasowych. - Amerykański lotniskowiec został zaatakowany przez chińską marynarkę wojenną, a papież Franciszek nie zawahał się przed stwierdzeniem, iż właśnie rozpoczęła się III wojna światowa - podawały w sobotni poranek najpopularniejsze amerykańskie media. Dlaczego reszta świata milczała?

Dziennik "The New York Post" i agencja informacyjna United Press International padły ofiarami ataku cyberprzestępców , którzy przejęli kontrolę nad kontami tych mediów na Twitterze i zaczęli publikować fałszywe doniesienia o wybuchu III wojny światowej. Na pierwszy rzut oka nic nie przypominało jednak kiepskiego żartu, bo dezinformację przeprowadzono z dbałością o detale.

Spore zaniepokojenie w Stanach Zjednoczonych wzbudziły szczególnie tweety na temat rzekomego ataku sił chińskich na amerykański napędzany energią jądrową lotniskowiec USS George Washington, który stacjonuje w bazie Yokosuka w Japonii. Realizm tych doniesień tylko podkreśliły kolejne tweety z cytatami z zaniepokojonego amerykańsko-chińskim konfliktem papieża Franciszka, który miał mówić wprost o III wojnie światowej.

Szybko wszystkiemu zaprzeczyły jednak dotknięte atakami redakcje. Uspokajający głos w tej sprawie postanowiła zająć także amerykańska marynarka, której służby prasowe zapewniły, iż USS George Washington ostatnimi czasy bezpiecznie cumował w japońskiej bazie.

Choć nie ustalono jeszcze, kto stał za tymi cyberatakami, za oceanem wskazuje się, iż nastąpiły one zaledwie kilka dni po tym, gdy kontrolę nad kontami w serwisach społecznościowych amerykańskiego wojska przejęli cyberprzestępcy związani z Państwem Islamskim.
/Źródło: HuffingtonPost.co.uk

Ale nie tylko Państwo Islamskie planuje obecnie podbój świata. Także, a może przede wszystkim faszystowska Rosja z jej Putlerem.

Szef rosyjskiego Think Tanku, Akademii Problemów Geopolitycznych - Konstantin Sivkow, opublikował intrygującą analizę geopolityczną. Padają w niej sugestie, że Rosja powinna brać pod uwagę celowe wywołanie erupcji superwulkanu Yellowstone, co spowodowałoby degradację pozycji USA na świecie i zapewniło przewagę Rosji. /źródło: http://www.smh.com.au/world/russian-analyst-urges-nuclear-attack-on-yellowstone-national-park-and-san-andreas-fault-line-20150330-1mbl14

Dziwne? Nie bardzo. Takie są skutki degeneracji moralnej w Rosji:
http://kresy24.pl/66153/ten-narod-po-prostu-kocha-zbrodnie-45-proc-rosjan-usprawiedliwia-mordy-stalinowskie/
http://kresy24.pl/65994/sondaz-ponad-60-proc-rosjan-chce-dyktatury-lub-komunizmu-demokracje-popiera-tylko-11-proc/
http://kresy24.pl/56486/rosjanie-moralni-inaczej-to-jak-ma-nie-byc-wojny/

No i zgadza się to z planami depopulacji Ziemi przez zainstalowana na Kremlu sektę Chabad:
https://stopsyjonizmowi.wordpress.com/2011/07/16/putin-marionetka-w-lapach-sekty-chabad-lubawicz-henryk-pajak/

Uważa się, że erupcje superwulkanu to druga – po uderzeniu asteroidy – najbardziej tragiczna w skutkach katastrofa na Ziemi. Long Valley, który wybuchł ostatnio około 760 tys. lat temu, zarzucił popiołem połowę obszaru dzisiejszych Stanów Zjednoczonych. Z kolei erupcja superwulkanu pod jeziorem Toba, do jakiej doszło 70 tys. lat temu, doprowadziła do trwającej około 8 lat „zimy wulkanicznej” (a w konsekwencji do masowego wymierania homo sapiens – na całym świecie przetrwało wówczas w sumie nie więcej niż kilkanaście tysięcy ludzi), a także globalnego ocieplenia, którego skutki były odczuwalne przez tysiąc lat.

Konsekwencje wybuchu superwulkanu pod Yellowstone mogą być o wiele poważniejsze. Naukowcy szacują, że katastrofa zniszczyłaby znaczną część Ameryki Północnej, nie mówiąc o samych Stanach Zjednoczonych, a pyły, które unosiłyby się w powietrzu jeszcze przez wiele lat po erupcji, odcięłyby dopływ światła do powierzchni Ziemi. W takich warunkach umarłaby nie tylko część zwierząt, ale również większość upraw, przez co znacznie zmniejszyłaby się ilość żywności na świecie. Wielu ludzi umarłoby z powodu głodu. Doszłoby też do nagłego ochłodzenia klimatu. Wyliczono nawet, że mogłoby to wpłynąć na obniżenie temperatury na świecie o około 10 stopni Celsjusza na okres co najmniej 10 lat, a tym samym na zmianę życia na Ziemi. Są i tacy, którzy mówią o „zagładzie cywilizacji, jaką znamy”.

Tymczasem, jak donosi magazyn The National Geographic, kieszeń magmy pod kalderą superwulkanu pod Yellowstone wyraźnie pęcznieje. Na obszarze odpowiadającym wielkości zbiornika magmy grunt podniósł się już niemal o stopę.
/Źródło: http://www.superkalejdoskop.com/index.php/natura/1507-przyczajona-bestia

Czy rosyjski atak na wulkan Yellowstone to tylko wymysł ruskiej propagandy? - Wiele na to wskazuje. Bawi mnie jak putinowskie klakiery przytakują i schlebiają sobie wzajemnie ciesząc się z newsów z ruskiej propagandy która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. W dodatku przytaczają pseudonaukowe fakty oraz zafałszowany obraz historii. A wszystko podszyte antysemityzmem oraz opowiastkami o demonicznej wizji NWO.

Tymczasem obecny wzrost zaangażowania Rosji w Syrii budzi coraz większy niepokój. I jak się zdaje jest elementem szerszej strategii, w zamyśle ma być może kartą przetargową w negocjacjach z Zachodem. Ma przede wszystkim na celu sprowokowanie USA do większego zaangażowania na Bliskim Wschodzie i odwrócenie ich uwagi od poczynań Rosji w jej sąsiedztwie (tzw. bliska zagranica, co do której Rosjanie prawem kaduka roszczą sobie prawa) - uważają eksperci.

Rosjanie liczą, że ich zaangażowanie w Syrii będzie kartą przetargową w rozgrywkach strategicznych zarówno na Bliskim Wschodzie, jak i w kontekście UE oraz USA - mówi dr Łukasz Fyderek z Instytutu Bliskiego i Dalekiego Wschodu Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Rosja wysłała do Syrii dwa okręty desantowe do przewozu czołgów (LST), dodatkowe samoloty i przerzuciła tam grupę żołnierzy. "Wall Street Journal" cytuje przedstawiciela Pentagonu, zdaniem którego "według wszelkich oznak Rosjanie przygotowują się do ustanowienia (w Syrii) bardzo znaczącego centrum operacji powietrznych".

"Może być to próbą zwiększenia poparcia dla syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada lub wypracowywaniem metod zwiększenia nacisku w trudnych (międzynarodowych) negocjacjach. Tak czy inaczej, Rosjanom będzie trudno sprawić, by takie zaangażowanie nie przerodziło się w misję (militarną)" - pisze amerykański ośrodek Stratfor.

Jak wygląda sytuacja w Syrii ? - Reżim przegrywa, a planem awaryjnym jest wycofanie się (Asada i jego zwolenników) na terytoria etniczne, zamieszkane przez mniejszość alawitów, czyli na wybrzeże syryjskie w okolice Latakii i portowego miasta Tartus. Tam powstanie ostatni bastion obronny. Rosjanie dali Asadowi - nie wiemy tego na pewno, ale prawdopodobnie - obietnicę obrony reżimu. Rosjanie mają w tym swój interes, bo w porcie Tartus znajduje się baza zaopatrzeniowa floty rosyjskiej; jedyna, jaką Rosja ma poza swoim terytorium macierzystym - mówi dr Fyderek.

Zaplecze polityczne i zwolennicy Asada to bliska szyitom i szczególnie znienawidzona przez sunnitów (którzy uznają ją za heretyków) mniejszość religijna alawitów. Tak długo, jak długo u władzy jest Asad, trzymają oni w szachu syryjskich sunnitów.

Zdaniem Fyderka gromadzenie rosyjskiej broni w Syrii, wysyłanie tam doradców i budowanie wojskowego centrum operacyjnego "to nie jest raczej przygotowanie się do ofensywy, ale efekt złej sytuacji (wojsk Asada) na frontach i przygotowywania się do scenariusza wycofania z Damaszku na terytoria ludności alawickiej, lojalnej wobec reżimu i podatnej na jego propagandę, ponieważ grożenie im Państwem Islamskim trafia na podatny grunt, jako że IS i inne ugrupowania sunnickich dżihadystów grożą mordowaniem heretyków" za jakich uznają alawitów.

Tak czy inaczej Waszyngton niepokoją najnowsze posunięcia Rosjan, którzy zawsze byli sojusznikami syryjskiego reżimu, ale teraz manifestują to w sposób szczególnie niepokojący. Według amerykańskiego Departamentu Stanu wzrost zaangażowania Rosji w ten konflikt "grozi jego eskalacją, spowoduje też większy napływ uchodźców do Europy".

W Syrii mamy konflikt dwóch gazowych potentatów: rosyjskiego Gazpromu - monopolisty na rynku europejskim oraz Kataru, który musi walczyć o rynek Europejski.
Sytuacja Kataru jako eksportera pogarsza się. Jednocześnie systematycznie spada eksport do Ameryki Północnej, która znacznie zwiększyła produkcję własnego gazu z łupków. Europa jako klient staje się kluczowa dla Kataru. Powstanie takiego rurociągu transportującego katarski gaz m.in. poprzez Syrię zachwiałoby monopolistyczną pozycją Gazpromu czego Kreml nie może zaakceptować. /źródło: http://www.prisonplanet.pl/polityka/syria_i_arabski_gazociag,p104675339

Stratfor ocenia, że "Moskwa chce się pokazać, jako globalny gracz, który posiada wpływy sięgające Bliskiego Wschodu", które w tak zapalnej sytuacji w tym regionie będą jej atutem.

- Dla Rosji udział w tej wojnie to element rozgrywki toczącej się na wielu szachownicach. Eskalacja konfliktu na Ukrainie okazała się dla Rosji bardzo kosztowna - między innymi za sprawą sankcji - i Władimir Putin przenosi konfrontację na inny teatr działań, również z przyczyn wewnętrznych - mówi dr Fyderek.

- Nie należy się przy tym spodziewać, że Rosja zdecyduje się na szeroką konfrontację z Zachodem, czy kampanię przeciw dżihadystom. Moskwa pokazuje, że jest zaangażowana na Bliskim Wschodzie i ma dzięki temu kartę przetargową w negocjacjach z Zachodem. Rosjanie przewidują, że w pewnym momencie zaangażuje się on w jakąś konfrontację z IS, a wtedy ten alawicki bastion - z Asadem na czele czy bez niego - przydałby się Zachodowi i tę właśnie kartę Moskwa będzie mogła rozgrywać - wyjaśnia ekspert.

- Rosjanie kalkulują, że taki przyczółek na Bliskim Wschodzie - przeciwko dżihadystom - kontrolowany przez nich, będzie cennym aktywem w rozgrywkach strategicznych zarówno w tym regionie, jak i w kontekście Europy i USA - powtarza z naciskiem Fyderek.

Niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung" uważa, że obecne działania prezydenta Władimira Putina wobec Ukrainy i Syrii mają wspólny mianownik, i mogą zostać uznane za zaproszenie Zachodu do współpracy. Rosja może chcieć się teraz zaprezentować, jako potencjalny sojusznik w walce z IS i innymi dżihadystami.

Stratfor ostrzegał jednak wielokrotnie w swych analizach, że Moskwa może mieć na celu zwiększenia napięć na Bliskim Wschodzie tak, aby wymagało to większego zaangażowania USA, co po części musiałoby oderwać uwagę Waszyngtonu od poczynań Rosji w jej sąsiedztwie.

Amerykański ośrodek zastrzega jednak, że choć uniknięcie zaangażowania w walkę może się okazać trudne, to jednak na razie Moskwa zdaje się robić to samo, co robi od dawna - dostarcza siłom Asada broń, zaopatrzenie, dane wywiadu i ekspertów.

"Waszyngton - przynajmniej oficjalnie - nie ma na razie pewności co do tego, jakie są intencje Rosji" - pisze "Wall Street Journal". Można jednak zakładać, że z rosyjskim wsparciem reżim Asada będzie się bronił dłużej i skuteczniej.

Zdaniem dr Fyderka konsekwencją takiej sytuacji w Syrii będzie nasilający się kryzys imigracyjny. Mieszkańcom Syrii nie zagraża tylko wyjątkowe okrucieństwo IS oraz wielu podobnych, równie brutalnych grup, ale też desperacka zmiana taktyki Asada, który zrezygnował już z próby prowadzenia "polityki kija i marchewki", polegającej na takich działaniach wojennych, które nie powinny zbyt alienować ludności cywilnej. Teraz armia nasiliła bombardowania cywilnych celów; w miarę dalszej eskalacji konfliktu Syryjczycy coraz bardziej zmuszeni będą uciekać przed naporem dżihadystów z jednej strony, a atakami regularnej armii - z drugiej.

Opanowanie przez Turcję kurdyjskich złóż ropy i gazu stawia pod znakiem zapytania ekonomiczną sensowność gazociągu Turkish Stream, projektowanego przez Putina. Być może, Obama i Kerry zezwolili Turkom na przeprowadzenie takiej operacji w zamian za ich rezygnację ze wspólnej inwestycji z Putinem. Jeśli wkroczenie wojsk tureckich na teren Syrii dokonało się za przyzwoleniem NATO, to jesteśmy świadkami pierwszego zdecydowanego, amerykańskiego gestu, skierowanego przeciwko Putinowi. Oddanie Kurdystanu Turkom byłoby aktem przygotowawczym pod przyszłą mega-inwestycję naftowo-gazową, wiążącą Zatokę z Europą. Nie jest wykluczone to, że Turcy przygotowują się do inwazji na Państwo Islamskie w północnym Iraku. W razie zmasowanej ofensywy z południa wojsk irackich, wspomaganych przez lotnictwo NATO, Turcy mogą chcieć   rozwinąć swoje operacje na zachodniej oraz północnej flance w celu zajęcia Mosulu i innych ropodajnych obszarów.

Bez wątpienia, wkroczenie przez armię turecką na ziemie, obecnie kontrolowane przez Kurdów, a wcześniej przez Państwo Islamskie, jest symbolicznym gestem, którego intencją jest pokazanie światu, iż w regionie bliskowschodnim najsilniejszą potęgą jest Turcja.

Czy militarny gest Turków należy interpretować jako ich ewentualną  zgodę na realizację geopolitycznej strategii pod kierunkiem USA, której celem jest stworzenie warunków infrastrukturalnych pod mega-inwestycję  przesyłu ropy i gazu z Zatoki perskiej do Europy (przez Turcję, Ukraine i Polskę)? http://blogi.newsweek.pl/Tekst/polityka-polska/687504,unia-energetyczna-co-zakombinuje-tusk-z-merkel-czy-dziala-na-szkode-polskiej-gospodarki.html

Putin odsłonił swoje imperialne plany, atakując Ukrainę. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/02/agresja-rosji-na-unie-europejska.html Ostatecznym interesem współczesnego, „rosyjskiego cara” jest dezintegracja Europy. Proces ten ma pomóc Rosjanom w opanowaniu tego skrawka Europy, który nie tak dawno temu  tworzył Układ Warszawski. Realizując swój cel na płaszczyźnie propagandowej, Rosja nawet współbrzmi z Watykanem. http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/695640,franciszek-%E2%80%9Egender-jak-bron-nuklearna%E2%80%9D-papiez-zglasza-akces-do-klubu-putina.html

Procesy dezintegracyjne w Europie są również wspomagane przez partyzantkę islamską, prowadzącą dżihad w najważniejszych, europejskich stolicach. Nie jest wykluczone, że ostatnie zamachy w Paryżu i Kopenhadze były inspirowane przez  wywiad rosyjski. Zamach na redakcję Charlie Hebdo był przeprowadzony bezpośrednio przed intensywnymi operacjami wojskowymi Rosjan w Doniecku i Ługańsku. Zamach w Kopenhadze z kolei miał miejsce równolegle z krwawą jatką Ukrainców w Debalcewe. http://krysztofiak-wojciech.blogspot.com/2015/01/kto-stoi-za-atakiem-terrorystycznym-w.html

W Syrii mieści się baza wojsk rosyjskich. Bez wątpienia Putin posiada silniejszą agenturę na terenie operacji militarnych, w tym w Syrii, niż Amerykanie. Czy w związku z tym operacja turecka stanowi próbę propagandowego „przykrycia” zbliżającej się operacji rosyjskiej pod Mariaupolem? Czy odwrotnie – stanowi przygotowanie pod ostateczne rozprawienie się NATO z islamskimi watażkami?

W interesie Rosji jest wywołanie ostrego konfliktu militarnego na Bliskim Wschodzie, który nie byłby  łatwy do opanowania. Każda wojna w którymś z krajów Zatoki winduje ceny ropy naftowej. Dla Putina wysokie ceny ropy na rynkach światowych są niezbędne do funkcjonowania rosyjskiego państwa. Dlatego podpalenie Bliskiego Wschodu jest priorytetowym celem Rosji.
/źródło: http://blogi.newsweek.pl/Tekst/swiat/695652,turcja-rozpoczela-gre-wojenna-jej-wojska-w-syrii.html

Wojna na masową skalę, czyli światowa jest bardzo blisko. Żyjemy w czasach ostatnich. A Damaszek ma być zrównany z ziemią i nie zostanie kamień na kamieniu.

.