Kim są nadludzie?

Czy nietzscheański Ubermensch ma coś wspólnego z chrześcijaństwem? A czy można chociaż zobaczyć w chrześcijaństwie pewne podobieństwa? - Zobaczmy. Pytania o człowieka, pytania o istotę człowieczeństwa należą do podstawowych.

Po co komu etyka?

Czym jest etyka i moralność? Czy zastanawiamy się nad tym na co dzień, czy postępujemy etycznie? Właściwe po co moralnością mamy się przejmować, albo jakimś zbiorem zasad etycznych?

Wojna cywilizacji według Samuela Huntingtona

Jak żywa jest pamięć zbiorowa? Huntington stawia tezę, że w XXI w. wojna między różnymi cywilizacjami zajmie miejsce dziewiętnastowiecznych wojen narodowych i dwudziestowiecznych wojen między ideologiami.

Dlaczego kult Maryi wywołuje u niektórych taki sprzeciw?

Kult Maryi jest zjawiskiem szczególnym i niezwykłym w Kościele Rzymsko-Katolickim. Obecny kształt tego kultu zawdzięczamy tradycji, pobożności ludowej, dyskusjom teologów i soborom. Dlaczego kult Maryi jest dla wielu chrześcijan kontrowersyjny?

Ks. Nikos Skuras: "oczywiście, oczywiście..."

Ks. Nikos - zawsze mówi o tym że Jezus Cię kocha z twoimi grzechami, i przyjmuje zawsze do Swego Serca. Ale używa mocnych słów i dla wielu jest kontrowersyjny. Jak atomowa bomba

Inżynieria zniewolenia

"Jeśli diabeł jest obecny w naszej historii to jest nim zasada władzy" - Mikhail Bakunin. Czym jest inżynieria społeczna? Mało kto wie, że inżynieria społeczna jest opartą na nauce sztuką nakłaniania innych ludzi do spełniania życzeń i oczekiwań rządzących.

Adama Doboszyńskiego Modlitwa o Wielką Polskę

Autorem modlitwy jest Adam Doboszyński - wybitny Polak, brutalnie zamordowany przez komunistów. Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Świętej Jedyny, Panie Jezu Chryste i Ty, Najświętsza Panno Kalwaryjska z cudownego obrazu, raczcie wejrzeć na szczerość dusz naszych i na czystość dążenia naszego...

Liberalizm – definicja bestii

W encyklice Pascendi Dominis Gregis papież Pius X napisał, iż „największa i najbliższą przyczyną modernizmu jest bez wątpienia pewnego rodzaju wypaczenie umysłu”...

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna ukraina. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wojna ukraina. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 lutego 2017

Stanisław Pięta: Putinowska Rosja to bękart Czyngis-chana

"Niepostrzeżenie rozpoczyna się proces wypalania się Rosji. Jeśli zachdni poleznyje idioty nie będą jej karmić, to zdechnie. Czyli tak trzymać. Jeśli zdechnie Rosja, to i Niemcy będą musieli szyć krócej, bo nie będzie promocji na energię i rynek zbytu się zdecydowanie skurczy. Niemcy ciągle spekulują na to, że będą panować nad rynkiem gospodarczym krajów uzależnionych politycznie od Rosji i rozwijać go. To długofalowa polityka, zaplanowana jeszcze przez towarzyszy z NSDAP." /źródło


Pogarsza się sytuacja na wschodzie Ukrainy, w Awdiejewce. Rebelianci strzelają do Ukraińców z systemów rakietowych Grad, artylerii, ogień prowadzą także czołgi. Czy to oznacza, że wojna na Ukrainie nabiera rozpędu? Czego możemy się spodziewać?

Stanisław Pięta, poseł, PiS: Na sytuację na Ukrainie musimy spojrzeć, biorąc pod uwagę kontekst całościowej polityki Rosji. Również przez pryzmat rosyjskiej geopolityki. Putin zapisuje się właśnie w historii jako człowiek, który doprowadził swoje państwo do katastrofy. On wprawdzie ma dzisiaj olbrzymie poparcie wśród Rosjan, którym podoba się jego agresywna polityka, bo tak są skonstruowani psycho-emocjonalnie. Putina jednak oceni historia. Tak jak Piotr I czy Katarzyna II zostaną zaliczeni do tych władców Rosji, którzy przyłączyli do niej Ukrainę, tak Putin będzie uważany za tego, który ją stracił. Zrobi wszystko, co w jego mocy, aby odzyskać wpływ na Ukrainę, by zniszczyć jej niepodległość.

Dlaczego?

Rosja bez Ukrainy i zaabsorbowania dziedzictwa Rusi Kijowskiej, jest tylko bękartem Czyngis-chana, jedynie resztką państwa tatarskiego, zdegenerowanego dodatkowo przez kilkadziesiąt lat barbarzyńskiego komunizmu. Ukraińcy nie mają wyjścia. Jeśli chcą zachować swoją niezależność i być wolnymi ludźmi, muszą za wszelką cenę bronić swojej ziemi i nie dopuścić do połączenia lądowego separatystów, wspieranych przez Rosję, z Krymem. Celem Rosji jest uderzenie na Ukrainę i uzyskanie połączenia lądowego z okupowanym Krymem wzdłuż brzegów Morza Azowskiego. Będą chcieli uderzyć na Mariupol, następnie zająć Berdiańsk i dojść do Krymu. Zmiana prezydenta w Stanach Zjednoczonych jest wykorzystywana przez Rosjan jako próba weryfikacji odporności nowego prezydenta na ich ofensywę. Uważam więc, że dziś zarówno Polska, UE , jak i Stan Zjednoczone, powinny twardo stanąć po stronie Ukrainy i zagrozić Rosji daleko idącymi konsekwencjami gospodarczymi, politycznymi i wojskowymi w przypadku kontynuowania ofensywy na Ukrainie.

Trump wcześniej zapowiadał zniesienie sankcji nałożonych na Rosję. Teraz byłoby mu chyba trudniej uzasadnić takie plany?

Mam nadzieje, że do tego nie dojdzie. Nie zostały spełnione warunki, wcześniej postawione Rosji. Moim zdaniem administracja Trumpa nie wycofa się z sankcji do czasu, aż Rosja nie wypełni warunków, które zostały jej postawione w momencie, gdy sankcje były ustanowione. Do czasu, aż Rosja nie odda Ukrainie Krymu, nie ma moim zdaniem mowy o zniesieniu sankcji.

W niemal tym samym momencie prezydent Ukrainy zapowiada referendum w sprawie przystąpienia Ukrainy do NATO. Czemu ma to służyć? Chodzi o sygnał dla Zachodu, że Ukraina ma dość?

Nie, to raczej przedsięwzięcie obliczone na rachunek wewnętrzny. Chodzi o wzmocnienie prozachodniej orientacji Ukraińców. Myślę, że mieszkańcy Ukrainy zdają sobie sprawę z tego kontekstu historycznego, o którym wspomniałem. Bez Rusi Kijowskiej, która przyjęła chrzest z Bizancjum, Rosja nie może się uważać za trzeci Rzym. To naturalnie jest zupełnie absurdalna idea. Rosja nie ma żadnego prawa do kontynuowania tradycji bizantyjskiej, natomiast ta narracja o tym, że Rosja jest trzecim Rzymem, stanowi pewien fundament polityki państwowej oraz religijnej. Musimy bowiem zdawać sobie sprawę z tego, że Cerkiew Patriarchatu Moskiewskiego to nie jest żaden Kościół, a departament KGB tak naprawdę.

Dziękujemy za rozmowę.

źródło: http://www.fronda.pl/a/stanislaw-pieta-dla-frondy-putinowska-rosja-to-bekart-czyngis-chana,86841.html

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Bestialstwo Rosjan na Ukrainie

Foto: Kresy24.pl

Chcę się odnieść do wywiadu Przemysława Dubińskiego z posłanką PiS, Małgorzatą Gosiewską i zatytułowanego: "Wstrząsający raport o rosyjskich zbrodniach na Ukrainie. Mordują jak polskich oficerów w Katyniu". Pełny raport zawierający 154 strony jest zamieszczony pod adresem: http://www.donbasswarcrimes.org/raport/ . Jego treść jest porażająca.

- Podobnie jak polskim oficerom w Katyniu, tak teraz na wschodniej Ukrainie strzela się jeńcom w tył głowy. Robi to ten sam system, ten sam kraj. W jednym z dokumentów widać nawet, że powołują się na dekret prezydium Rady Najwyższej Związku Sowieckiego z 22 czerwca 1941 roku - mówi w rozmowie z WP współtwórczyni raportu: "Rosyjskie zbrodnie wojenne we wschodniej Ukrainie", posłanka PiS, Małgorzata Gosiewska.

To co mnie uderzyło i co jest szczególnie niepokojące, to to że zbrodnie popełniane przez żołnierzy Federacji Rosyjskiej  na jeńcach ukraińskich i ludności cywilnej Ukrainy są dokonywane z przyzwoleniem i błogosławieństwem Moskiewskiego Patriarchatu Cerkwi Prawosławnej. Oto cytat z tego raportu: "Pamiętam też, że w pewnym momencie wszedł ksiądz z Moskiewskiego Patriarchatu i spytał, dlaczego tu jesteśmy. Następnie zaczął bić jeńców drewnianym krzyżem tak, że go połamał".

Według zeznań jednym z oprawców, których opisała ofiara, był duchowny.

Maria Gosiewska przyznaje, że "to co dzieje się na wschodzie Ukrainy ma znamiona wojny religijnej". Mówi dalej: "Często pojawiającym się pytaniem wobec jeńców było: jakiego jesteś wyznania. Zdarzało się tak, że na jedną stronę kierowano wyznawców Patriarchatu Moskiewskiego, a na drugą Kijowskiego, katolików oraz protestantów. Oni robią to w imię Boga. Zdarzają się też ostrzały zabudowań ludności cywilnej z błogosławieństwem duchownych z Patriarchatu Moskiewskiego."

W Internecie jest zresztą wiele wiele filmów, na których widać duchownych z moskiewskiej cerkwi prawosławnej współdziałających z tzw. separatystami, a de facto rosyjskimi terrorystami i zwykłymi żołnierzami FR dokonującymi agresji na Ukrainę. Widać, że ci duchowni są bardzo mocno zaangażowani w ten konflikt. Robią sobie zdjęcia z bronią albo błogosławią strzelające do zabudowań cywilnych transportery. Z całą pewnością dla prawosławnych Rosjan jest to również wojna religijna.

Przywodzi to na myśl zbrodnię wojenną dokonaną przez nacjonalistów ukraińskich na polskiej ludności na Wołyniu w okresie od lutego 1943 do lutego 1944, która była inspirowana i nadzorowana przez rosyjskie NKWD przy błogosławieństwie prawosławnego duchowieństwa. W rzeczywistości ramy czasowe tego ludobójstwa należało by rozszerzyć do czasów przez rozpoczęciem II-ej Wojny Światowej i Związek Radziecki zapoczątkowaną napaścią zbrojną na Polskę w 1039-m roku, od dnia 11 sierpnia 1937, czyli Rozkazu Jeżowa: http://niepoprawni.pl/blog/6063/rzez-polakow-rozkaz-jezowa-cz1

Z dokumentów opisujących tzw. Rozkaz Jeżowa wynika, że masowe morderstwa na Polakach na obszarach wschodnich II-ej Rzeczypospolitej zostały wcześniej zaplanowane i zatwierdzone przez najwyższe organy władzy ówczesnej Rosji Sovieckiej. Moskiewska Cerkiew od zawsze była infiltrowana i kontrolowana przez rosyjskie służby bezpieczeństwa i dzisiaj nic nie wskazuje na to aby to się zmieniło.

Stąd nie powinno dziwić, że w agresji na Ukrainę oprócz regularnych wojsk Federacji Rosyjskiej, wysyłanych tam przez Kreml różnych grup terrorystycznych, najemników, wśród których większość stanowią psychopaci i seryjni mordercy, swoją niechlubną rolę odgrywają tam duchowni Cerkwi Moskiewskiej a de facto funkcjonariusze bezpieczeństwa FR.


Nie jest łatwo czytać relacje świadków opisujące trudne do wyobrażenia rosyjskie bestialstwo. Kto chce może to zrobić sam wgłębiając się lekturę raportu.
Przysłuchajmy się temu co mówi Maria Gosiewska.

- Kim byli kaci? Czy każdy człowiek w pewnych warunkach robiłby podobne rzeczy?

M.G: "Jeden z policyjnych psychologów powiedział nam, że są to często modelowe przykłady psychopatów i seryjnych morderców. Oni w warunkach pokojowych mordowaliby przypadkowe osoby, gdyż czerpią z tego przyjemność. Przecież ich "przesłuchania" często służyły jedynie znęcaniu się nad ludźmi. Niektórym chodziło o wydobycie informacji od ofiary czy ograbieniu jej. W większości przypadków chodziło jednak tylko i wyłącznie o tortury. Oni bawili się wręcz w wymyślanie pytań, gdzie każda odpowiedź była zła".

Link do wywiadu z posłanką Marią Gosiewską tutaj: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1027191,title,Wstrzasajacy-raport-o-rosyjskich-zbrodniach-na-Ukrainie-Morduja-jak-polskich-oficerow-w-Katyniu,wid,18101695,wiadomosc.html?ticaid=116519&_ticrsn=3

piątek, 17 lipca 2015

Stepan Bandera - dla Polaków zbrodniarz wojenny, dla Ukraińców - bohater narodowy w walce o niepodległość


Na Ukrainie trwa wojna. Ukraińcy osamotnieni i zapomniani przez świat dzielnie odpierają ataki rosyjskich bojówek, terrorystów i regularnych oddziałów Federacji Rosyjskiej w Donbasie. Krym i połowa Donbasu znajduje się pod rosyjską okupacją. Armia ukraińska przesiąknięta rosyjską agenturą ponosi klęskę za klęską, trwa jednak pospolite ruszenie pod auspicjami narodowo-nacjonalistycznego Prawego Sektora w wyniku którego powstają kolejne bataliony ochotników gotowych bronić swojej ojczyzny przed rosyjską agresją.

W warunkach wojny wszyscy wspominają wypowiedzi Stepana Bandery o północnym sąsiedzie, a mianowicie to, że z Moskwą nie wolno się dogadywać i że Moskwa to agresor - powiedział lider Swobody Ołeh Tiahnybok, którego cytuje agencja Unian.

Z kolei deputowany Rady Najwyższej Ukrainy z partii Swoboda Andrij Iljenko oświadczył, że "uczestnicy akcji pamięci domagają się, by wszyscy bojownicy o wolność Ukrainy, zwłaszcza Stepan Bandera i Roman Szuchewycz, zostali oficjalnie uznani przez państwo za bohaterów narodowych".

Marsze ku czci Bandery są organizowane w wielu ukraińskich miastach, w tym we Lwowie, Odessie, Dniepropietrowsku.

Foto: pomnik Stepana Bandery we Lwowie

Szuchewycz to dowódca Ukraińskiej Powstańczej Armii. Bandera był przywódcą jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), której zbrojne ramię, UPA, jest odpowiedzialne za prowadzone od wiosny 1943 roku czystki etniczne na ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Jako działacz, a potem przywódca ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego w międzywojennej Polsce Bandera był organizatorem akcji terrorystycznych przeciwko państwu polskiemu i ZSRR, m.in. zamachów w 1933 roku na konsulat radziecki we Lwowie oraz w 1934 roku na ministra spraw wewnętrznych II RP Bronisława Pierackiego.

Za zamach na Pierackiego został skazany na karę śmierci, zamienioną następnie na dożywocie. Uwolniony został po upadku II Rzeczypospolitej. 30 czerwca 1941 roku Bandera ogłosił we Lwowie powstanie niepodległego państwa ukraińskiego, za co w lipcu 1941 był aresztowany przez Niemców i osadzony w obozie w Sachsenhausen. Przebywał tam do września 1944 r. Po II wojnie światowej Bandera zamieszkał w Monachium pod przybranym nazwiskiem Stefan Popiel. W październiku 1959 roku został zamordowany przez agenta KGB Bohdana Staszyńskiego.

W roku 2010 Stepan Bandera otrzymał pośmiertnie tytuł Bohatera Ukrainy. Nadał mu go specjalnym dekretem ustępujący wówczas prezydent Wiktor Juszczenko. Dekret ostatecznie został uchylony przez sąd. Przyznanie Banderze tytułu Bohatera Ukrainy wywołało sprzeciw w Rosji oraz w Polsce.

źródło: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Marsze-na-Ukrainie-z-okazji-106-rocznicy-urodzin-Stepana-Bandery,wid,17147808,wiadomosc.html?ticaid=1153d6


Kim jest Bandera dla Ukraińców? Co wiemy o banderowcach? Wiemy, że wymordowali ok 200 tysięcy Polaków na ziemiach wschodnich II Rzeczpospolitej – i wiemy, że ta zbrodnia nigdy przez nas nie zostanie zapomniana, domagamy się także od Ukraińców zaprzestania gloryfikacji Bandery jako bohatera narodowego Ukrainy. Jest to reakcja całkowicie zrozumiała, problem w tym, że nie próbujemy jednocześnie brać pod uwagę resentymentów tych Ukraińców, którzy w Banderze widzą nadal bohatera narodowego.

Dlaczego tylu Ukraińców widzi w mordercy bohatera narodowego – to pytanie jest cały czas stawiane przez polska opinie publiczną. Jak na nie odpowiedzieć? I czy możemy nawiązać dialog z dzisiejszymi ugrupowaniami politycznymi na Ukrainie, które odwołują się tradycji Bandery?

Mówimy: wasza tożsamość narodowa nie może być oparta na mordach niewinnej ludności. Jak na nasze ewidentne postulaty odpowiadają Ukraińcy? Otóż odpowiadają prosto: bez tradycji walki Bandery nie ma i nie może być Wolnej Ukrainy, to on walczył od 1944 roku do 1957 z Armia Czerwoną i KGB, to on i jego armia stworzyła w podziemiu Wolna Ukrainę.

Co my o tym wiemy? Nic. Przecież przez 13 lat Bandera i jego armia walczyła z najpotężniejszą armią świata, to oni byli jedynymi bohaterami, którzy walczyli z komunizmem. Odcinając się od Bandery niszczymy w naszych sercach jedynie tradycje walki z komunizmem. Nie możecie od nas tego wymagać.

Ale to nie wszystko: Bandera tworzył swoje wojskowo-polityczne zaplecze w latach kiedy, komuniści w Rosji Sowieckiej zorganizowali głód na Ukrainie. W wyniku tej bezlitosnej akcji, pierwszego holocaustu z głodu i wycieńczenia umarło na Ukrainie 12 milionów ludzi. Jak ta tragedia wpływała na świadomość Bandery i jego zwolenników? Nikt o tej tragedii dzisiaj nie pamięta.

Naszym obowiązkiem natomiast jest pamięć o zamordowanych przez UPA Polaków i pamięć o zbrodniach sowieckich na ziemiach wschodniej Ukrainy. Jeżeli będziemy pamiętali o tych ofiarach to być może dzisiejsi zwolennicy Bandery dokonają rewizji jego ludobójczej ideologii.

źródło: http://www.prawica.net/arch/36788


zob. też: http://vod.tvp.pl/audycje/publicystyka/minela-dwudziesta/wideo/bandera-bohaterem-narodowym-ukrainy/1298620

Stefan Bandera to także „bohater narodowy” dla sporej części zwolenników Majdanu i porewolucyjnych władz w Kijowie. Jego portrety pojawiały się wraz z flagami i symbolami UPA na barykadach i w zdobytych gmachach. Pomniki UPA i Bandery stoją zresztą w setkach wsi i miast zachodniej Ukrainy, a środowiska skrajnie nacjonalistyczne, neonazistowskie, antypolskie, antyrosyjskie i antysemickie stanowią dużą część zaplecza nowych, „demokratycznych” władz.

Bandera jest głównym symbolem dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów z OUN i UPA ludobójstwem na Polakach na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Jest symbolem ukraińskiej kolaboracji z hitlerowskimi Niemcami, której realnym efektem było powstanie ukraińskiej dywizji SS „Galizien” i ukraińskich batalionów Wehrmachtu „Nachtigall” i „Roland”. Choć został przez Niemców aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym, to przypuszczalnie na mocy nieformalnego porozumieniu o współpracy ukraińsko-niemieckiej przeciwko Armii Czerwonej został wraz z innymi przywódcami OUN przez hitlerowców zwolniony. Na Ukrainę jedna wrócić nie zdążył. Po wojnie przebywał w Monachium – pod fałszywymi nazwiskami i w przebraniu. Jego ochronę stanowić mieli byli esesmani. Ani Amerykanie, ani Sowieci nie zdołali pojmać Bandery. Zginął dopiero w 1959 roku w zorganizowanym przez ZSRR zamachu.

Polski historyk, zajmujący się tematyką II wojny światowej, holocaustu, faszyzmu i politycznych zbrodni na ludności cywilnej i pracujący na Wolnym Uniwersytecie Berlińskim, Grzegorz Rossoliński-Liebe, po kilkuletnich badaniach twierdzi, że Bandera po wojnie w dużo większym stopniu wspierany był przez służby wywiadowcze RFN, niż do tej pory przypuszczano.

Bandera – sojusznik USA, Wielkiej Brytanii i RFN

Po wojnie Bandera współpracował najpierw z brytyjskim Secret Intelligence Sernice (MI6) – w zamian za pomoc finansową, Bandera szkolił brytyjskich agentów i pomagał w przerzucaniu ich do ZSRR. Pod presją USA Brytyjczycy zerwali współpracę z Banderą w 1954, ale siatka Bandery działała w RFN nadal: drukowała własne gazety i książki, kierowała swoimi szpiegami w ZSRR, finansując to fałszywymi dolarami. Kierowała „Wolnym Ukraińskim Uniwersytetem” w Monachium i organizowała antyradzieckie akcje protestacyjne. Z centrali w Monachium jeden z czołowych ukraińskich działaczy, Jarosław Steczko, kierował „Antybolszewickim Blokiem Narodów”, organizacją dawnych nazistowskich kolaborantów z Chorwacji, Słowacji i Ukrainy, która podczas zimnej wojny działała jako bojówka antykomunistyczna. Przez cały ten czas, do 1960 – według danych policji niemieckiej – ugrupowanie banderowców dokonało w RFN ok. 100 zabójstw politycznych. Od wiosny 1956 Bandera, w zamian za pieniądze i broń, współpracował najpierw z wywiadem włoskim, a potem – zachodnioniemieckim. Bandera i Niemcy byli przekonani, że na terytorium Ukrainy i Polski działa silne, antyradzieckie ukraińskie podziemie (co, po części i na ziemiach polskich, było niestety prawdą). Nadal na Ukrainę i do Polski wysyłano kurierów i kilkuosobowe bojówki. W końcu, w 1957, Nikita Chruszczow zlecił zabójstwo emigracyjnego kierownictwa OUN – Bandery i Lwa Rebeta. Zamach na Banderę wykonano w Monachium 15 października 1959.

Niemcy nie otwierają archiwów

W wywiadzie udzielonym 2. maja portalowi german-foreign-policy.com Rossoliński-Liebe twierdzi na podstawie odtajnionych niedawno dokumentów CIA, że żaden zachodni wywiad tak długo nie wspierał Bandery, jak zachodnioniemiecki BND (Federalna Służba Wywiadowcza). BND finansował siatkę OUN w Monachium i napływających do niej ukraińskich nazistów i kolaborantów, wspierał także pozycję samego Bandery. Niemiecki wywiad nadal jednak nie ujawnia swoich dokumentów na ten temat.

Odtajnione amerykańskie akta jednak ujawniają kulisy początków współpracy Bandery z Brytyjczykami i Niemcami. W kontakcie z MI6 Bandera był już od 1948, a od 1949 brytyjski wywiad pomagał mu w wysyłaniu ukraińskich agentów na Ukrainę. Brytyjczycy zdawali sobie przy tym sprawę, z kim mają do czynienia: „To bandyta, jeśli chce się go tak nazwać, ale z gorącym patriotyzmem, który nadaje jemu bandytyzmowi moralne tło i uzasadnienie”. Najpóźniej od 1956 z Banderą współpracował także wywiad RFN, i także doskonale zdawał sobie sprawę, kim jest Bandera: „Znamy go już od dobrych 20 lat” – pisał w 1959 Heinz-Danko Herre, dawniej działający w hitlerowskim wywiadzie wojskowym na ZSRR (Fredem Heere Ost), a po wojnie odpowiedzialny w BND za szpiegostwo na terenie ZSRR.

Rossoliński-Liebe twierdzi, że dopóki niemiecki wywiad nie ujawni swoich dokumentów na temat współpracy z Banderą, nie będzie możliwe pełne wyjaśnienie jego wymiaru. Podkreśla jednak, że nikt inny tak długo i tak intensywnie nie wspierał po wojnie Bandery, jak BND. Cała ukraińska działalność w Monachium była możliwa tylko dlatego, że zachodnie kraje traktowały ukraińskiego nazistę jako partnera w walce z ZSRR i blokiem wschodnim. Dla historyka nie ma najmniejszej wątpliwości, że ideologia Stepana Bandery i jego frakcji OUN czerpała bezpośrednio z hitlerowskiego nazizmu.

źródło: http://www.konserwatyzm.pl/artykul/12075/niemiecki-wywiad-wspieral-bandere

A Marcin Hałaś w swojej książce "Oddajcie nam Lwów", napisał : Pozwalamy naszym wschodnim sąsiadom bezkarnie fałszować historię i tuszować własne zbrodnie, bo polskim elitom politycznym wydaje się, że dzięki temu będziemy mieli lepsze stosunki z Ukariną czy Litwą.

Zasadnicze pytanie dla nas to czy Ukraina odbudowana na kulcie Bandery musi być antypolska? - Dla Ukraińców nie, dla Polaków tak - i tu jest problem.

wtorek, 7 lipca 2015

Wojna Rosji



Rosja musi zaatakować Polskę. Jeśli chce odbudować imperium. Dziś w Donbasie walka nie toczy się o to czy Ukraina przetrwa, ale o to czy Moskwa odbuduje radzieckie imperium - twierdzi były minister obrony Narodowej Romuald Szeremietiew.

Goszcząc w programie "Jeden na jeden" w TVN24 były minister obrony wyraził pogląd, że Moskwa dąży do odbudowy wpływów w regionie Europy-Środkowowschodniej a geopolitycznych partnerów widzi nie w Polsce czy Państwach Bałtyckich, a we Francji, Niemczech, czy Hiszpanii. I to z tymi krajami chce współtworzyć nowy ład w Europie.

- czyt. dalej: http://polska.newsweek.pl/wojna-na-ukrainie-rosja-musi-zaatakowac-polske-twierdzi-byly-minister,artykuly,357321,1.html

Jak podała „Niezawisimaja Gazieta” Władimir Putin podjął decyzję, która w sposób katastrofalny może zmienić świat na zawsze. Zarządził ruchy wojsk i sprzętu, które przez NATO i poszczególne kraje (w tym potęgi atomowe) nie mogą zostać odczytane inaczej niż przygotowania do – jak to określono – „ofensywy jądrowej na dużą skalę”

Analitycy z poszczególnych agencji wywiadowczych produkują alarmistyczne raporty i przedstawiają je politykom. „The Diplomat”, czyli strona internetowa z analizami geopolitycznymi (powołując się na Global Security Newswire), pisze wprost: od czwartku w Rosji mamy do czynienia z wielkimi przygotowaniami na wypadek wojny atomowej, w której rolę inicjatora konfliktu odegra właśnie Rosja. – To trzydniowe ćwiczenia z udziałem 10 tys. wojsk z 30 jednostek oraz użyciem 1000 sztuk sprzętu – czytamy w raporcie.

„Niezawisimaja Gazieta”, która jako pierwsza podała informacje o ruchu rosyjskich wojsk i wyrzutni zdolnych do przenoszenia głowic z ładunkami nuklearnymi, pisze natomiast  o „ćwiczeniu ofensywy jądrowej na wielką skalę”. „Uczestnicy manewrów zajmują pozycje charakterystyczne dla sytuacji ewentualnego odpalenia rakiet i tworzą harmonogramy prac administracyjno-operacyjnych na wypadek wojny”.

- czyt. dalej: http://www.fakt.pl/rosja-gotowa-do-wojny-atomowej-przerazajaca-decyzja-putina,artykuly,452657,1.html

Jak blisko do wojny? - Na to pytanie można też odpowiedzieć że wojnę to mamy już.
To co się dzieje na Ukrainie lub w Syrii jest najbardziej spektakularnym jej fragmentem, ale nie jedynym.

Chcąc nie chcąc bierzemy w niej udział, nawet w pewien sposób bezpośrednio, a pośrednio w znacznym stopniu.

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności nie mamy jeszcze wojny na swoim terenie, ale jest ona tak niedaleko że jej dojście do naszych granic nie jest wykluczone i to nawet w niedalekiej przyszłości.
Ludzie w to nie wierzą, podobnie jak pamiętam nie wierzono w II wojnę światową uznając że groza I wojny pokutująca w pamięci ówczesnego dorosłego pokolenia była dostatecznym hamulcem przed rozpętaniem nowej.

- czyt. dalej: http://naszeblogi.pl/55853-jak-blisko-do-wojny

Kiedy Zachód w ostatnich latach zmniejszał swoje wydatki na wojsko, Rosja zwiększała budżet resortu obrony. Przez to ma nowe rakiety, bombowce oraz okręty podwodne. Teraz zbrojenia w Rosji jeszcze przyspieszyły.

Rosyjski prezydent Władimir Putin postawił krajową gospodarkę w stan mobilizacji, by Kreml mógł wydać miliardy dolarów na atomowe okręty podwodne, myśliwce, supernowoczesne drony bojowe i nowoczesne pociski balistyczne. 

Admirał Alan West, były zwierzchnik królewskiej marynarki i były minister bezpieczeństwa, uważa, że dozbrajanie rosyjskich sił zbrojnych to powód do poważnego niepokoju.
Jego zdaniem szaleństwem byłoby w tej sytuacji obcinanie wydatków obronnych po wyborach w Wielkiej Brytanii. A takie zapowiedzi już nieraz padały z ust czołowych brytyjskich polityków. 

W latach 2010-2014 wydatki Rosji na obronność realnie wzrosły o 35 proc., informuje brytyjski Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych (IISS). W tym samym okresie Wielka Brytania obniżyła nakłady na cele wojskowe o blisko 9 proc. 

Po wojnie z Gruzją w 2008 roku Putin zarządził unowocześnienie rosyjskich sił zbrojnych - w okresie 2011-2020 Rosja przeznaczy równowartość 317 miliardów dolarów na nowy sprzęt militarny. Przewiduje się, że do końca dekady unowocześnione zostanie 70 proc. wyposażenia wojskowego - armia wzbogaci się o 2300 nowych czołgów i 1200 nowych śmigłowców i samolotów. 

- Krótko mówiąc [Putin], stawia całą gospodarkę w stan mobilizacji - twierdzi wspomniany West. - To nowy, bardzo skuteczny sprzęt, nie powinniśmy absolutnie tego lekceważyć.

- czyt. dalej: http://www.polskatimes.pl/artykul/3769199,rosja-zbroi-sie-na-potege-czy-szykuje-sie-do-wojny-iii-wojna-swiatowa,id,t.html

Zachęcam do przeczytania bardzo ciekawej i wnikliwej analizy dr Ryszarda M. Machnikowskiego dot. obecnej sytuacji międzynarodowej ze szczególnym uwzględnieniem dążeń Rosji i sytuacji geopolitycznej w świecie.

"Nasz kraj musi szybko odbudować elementarne zdolności obronne, których w chwili obecnej nie posiadamy, czyli dysponować autonomicznymi zdolnościami uczynienia zbrojnej agresji na nasz kraj tak kosztownej, że dla agresora nieopłacalnej. Niestety, opłaca się pomagać jedynie silnym, więc takimi musimy się szybko stać. Dzięki temu wzrośnie także nasza pozycja na arenie międzynarodowej, więc per saldo się to opłaca." - mówi w rozmowie z dr Robertem Czuldą prof. Ryszard Machnikowski, Dyrektor Instytutu Międzynarodowych Studiów Kulturowych WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego, specjalista ds. terroryzmu i przemocy politycznej oraz relacji transatlantyckich. W wywiadzie poruszane są także zagadnienia związane z działaniami Rosji w świetle kryzysu na Ukrainie oraz postawą NATO.


Dr Robert Czulda: Obecnie sytuacja na wschodzie Ukrainy wydaje się być dużo spokojniejsza, niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Skąd taki stan? Czy to efekt "stanowczej polityki" Zachodu?
Prof. Ryszard Machnikowski: Jak to zwykle w polityce bywa, jest to efekt wielu czynników. Jednym z nich jest „stanowczość Zachodu”, choć trzeba tu wyraźnie zaznaczyć, że jest to czynnik relatywnie świeży, kompletnie nieobecny u zarania tego konfliktu – jego narodziny datowałbym na późne lato 2014 r. Wcześniej Zachód był wyraźnie zaskoczony wydarzeniami i decyzjami podejmowanymi przez Kreml, zwyczajnie nie miał jednolitej polityki wobec stron konfliktu – wtedy to Rosja w pewnym sensie kontrolowała jego przebieg. Trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę, że władze tego kraju spodziewały się kolejnego przesilenia wokół Ukrainy. Przygotowywały się na takie przesilenie, a nawet zaryzykowałbym hipotezę, że po części same je wywołały, by zrealizować swoje plany. Jednak ostatecznie nadzieje, które w nim pokładały, nie spełniły się – rosyjskie kalkulacje zwyczajnie się nie sprawdziły. Rosja zakładała, że reakcja na ten konflikt będzie zbliżona do zachodniej reakcji na „kryzys gruziński” i że uda jej się zrealizować swe cele relatywnie niskim kosztem. Te nadzieje, na szczęście, okazały się płonne. 
W której fazie konfliktu znajdujemy się obecnie? 
Analizując konflikt rosyjsko – ukraiński należy wyróżnić w nim trzy dotychczasowe fazy, różniące się wyraźnie od siebie. Teraz oczekujemy na fazę czwartą, stąd to relatywne „uspokojenie”. Może to być cisza przed burzą, może to oznaczać, że konflikt ten zostanie „zamrożony” na poziomie pełzającej destabilizacji o niskiej lub co najwyżej średniej intensywności. Pierwsza faza konfliktu miała miejsce od późnego lata 2013 r., gdy Kreml przygotowywał grunt pod dalsze działania, czyli poprzez nacisk gospodarczo – psychologiczny wymuszał decyzję o nie podpisywaniu przez ekipę Janukowycza traktatu stowarzyszeniowego z UE. Unia była na to nieprzygotowana i wtedy Rosjanie ewidentnie kontrolowali ten konflikt. Jego celem było zawrócenie Ukrainy z drogi na Zachód i pacyfikacja prozachodniej ukraińskiej opozycji. Rosja liczyła zapewne, że na Ukrainie da się powtórzyć wariant z 13 grudnia 1981 r., gdy rozprawy z opozycją w Polsce podjął się ówczesny przywódca komunistycznego państwa polskiego, gen. Jaruzelski. Naciski gospodarczo – psychologiczne są tu porównywalne, choć oczywiście epoka już inna. 
„Dyktatorskie” uprawnienia, przyznane Janukowyczowi w styczniu 2014 r. miały mu ułatwić zbrojną rozprawę z opozycją po sprowokowanym rozlewie krwi na Majdanie, za który obwiniono by tę opozycję, co się zresztą stało. Jednak, i tu pierwsze duże rozczarowanie dla Rosjan, Janukowycz nie chciał lub nie był w stanie podjąć się tej misji i zwyczajnie zrejterował, zostawiając władzę leżącą na ulicy. Wystarczyło, że siły opozycyjne się schyliły, by mieć ją w swoich rękach, dekompozycja obozu dawnej władzy postąpiła błyskawicznie, a inicjatywa przeszła w ręce sił antyrosyjskich. Wówczas Moskwa uruchomiła „plan ratunkowy” czyli korzystając z nadarzającej się okazji błyskawicznie oderwała Krym od Ukrainy, co było przygotowywane od dawna, a następnie przystąpiła do „destabilizacji” wschodu Ukrainy.
Celem było oczywiście przejęcie bazy w Sewastopolu i uniemożliwienie, by dostała się kiedyś w ręce NATO. Tego na Kremlu boją się bowiem najbardziej – nie tego, że Ukraina stowarzyszy się z UE, która jest w Moskwie postrzegana jako słaba i tymczasowa organizacja, tylko że będzie to prowadzić do wejścia Ukrainy do NATO. Choć więc bieg wydarzeń nie był taki, jak to pierwotnie zakładano, to Rosja wtedy wciąż jeszcze kontrolowała przebieg akcji. Reakcja Zachodu nie była również zaskoczeniem – Zachód jako całość wówczas nie istniał, USA „przespały” całkowicie tę fazę konfliktu, zgodnie z zasadą polityki zagranicznej Obamy nieangażowania się w „lokalne” konflikty i zostawianie ich rozwiązania na głowie lokalnych głównych graczy, czyli w tym wypadku Niemiec, wspieranych przez Francję. Ponieważ Niemcy są wciąż za słabe, by udźwignąć rolę rzeczywistego regionalnego mocarstwa, było jasne, że nie podołają temu zadaniu, co uwidoczniło się wyraźnie w ich reakcji na konflikt w jego początkowej fazie – Europejczycy patrzyli się bezradnie na Amerykanów, a Amerykanie na Europejczyków i nie mieli pomysłu, co można by zrobić. Przeważało wtedy przekonanie, że właściwie nic się takiego nie stało, Krym należy się Rosji jak psu miska i wkrótce można będzie wrócić do czasów business as usual, na co naciskał zresztą silnie niemiecki przemysł.
A druga faza?
W drugiej fazie konfliktu gra również toczyła się pod dyktando Rosjan – stworzyli i uzbroili oni oddziały „ludowego powstania”, które gładko zdobywały teren wschodu Ukrainy i ogłaszały powstawanie „republik ludowych” bez jakiegokolwiek sensownego oporu ze strony państwa ukraińskiego. Do tego momentu wszystko szło niemal po myśli Kremla – zakładano tam powtórzenie wariantu krymskiego przy niemal nieistniejącej reakcji zachodniej, koszty działań rosyjskich były wtedy przecież minimalne, bo takież były wtedy zachodnie sankcje wobec Rosji. Potem jednak wszystko zaczęło się powoli psuć. Ukraińskie państwo przestało finansować ludność na utraconych terenach, co było poważnym ciosem i przerzuceniem kosztów utrzymania na stronę rosyjską, a następnie przystąpiło do zbrojnego kontrataku, wypierając nieregularne siły „republikańskie” z zajmowanych terenów. Wymusiło to bezpośrednią interwencję zbrojną regularnych wojsk rosyjskich, by powstrzymać ukraińską ofensywę. To się oczywiście zbrojnie udało, ale wówczas Rosja nie mogła już udawać, że nie jest „stroną” tego konfliktu – oczywiście to występuje do dziś w propagandzie nastawionej na ludność, ale głowy państw zachodnich widząc zdjęcia satelitarne pokazujące masowy napływ ciężkiego sprzętu na wschód nie mogły mieć jakichkolwiek wątpliwości co się tam dzieje. USA dostrzegły, że skutki braku działania będą dużo poważniejsze niż podjęcie działań powstrzymujących Rosję i powoli przystąpiły do akcji, co w końcu wyraźnie usztywniło stanowisko Niemiec i przy okazji Francji. Poza tym zdarzył się tragiczny lot MH-17, który pokazał, że ofiarami tego konfliktu mogą być nie tylko Ukraińcy, na co byłoby jeszcze przyzwolenie Zachodu.
Wtedy rozpoczęła się faza trzecia, czyli faza właśnie wspomnianej „stanowczości Zachodu”, która, jak na razie, zastopowała poważniejsze działania rosyjskie. Inicjatywa wymknęła się już wtedy z rąk Rosji – Zachodu nie udało się podzielić, mimo wielu aktywnych starań Rosjan na różnych polach, NATO zaczęło reagować, początkowo niemrawo, później coraz bardziej zdecydowanie, widać też wyraźnie, że Pentagon wymógł na Białym Domu ostateczne porzucenie polityki nieangażowania się w ten konflikt, na rzecz znanej od dziesięcioleci polityki powstrzymywania Rosji – na kontynent europejski powoli wracają samoloty A-10, amerykańskie czołgi, a z czasem zapewne i pociski Tomahawk oraz broń jądrowa. Teraz nastąpiło „zamrożenie” konfliktu w oczekiwaniu na jego kolejną, czwartą fazę.            
Czego możemy się spodziewać? Deeskalacji konfliktu, czy też wznowienia walk na dużą skalę?
Ponieważ przewidywanie jest trudne, zwłaszcza gdy odnosi się do przyszłości, a w polityce może się zdarzyć niemal wszystko, wszelkie analizy predykcyjne trzeba zaopatrzyć w klauzule prawdopodobieństwa. Zachowując ostrożność w ocenie, zarówno deeskalację, jak i wznowienie walk na dużą skalę uważam obecnie za najmniej prawdopodobną. Pierwszy wariant, czyli wycofanie poparcia rosyjskiego dla „powstańców” co oznaczałoby ich militarny, a następnie polityczny upadek, byłoby równoznaczne z przegraną Rosji i jej blamażem, ale nie na Zachodzie, bo po części już do tego doszło, lecz wobec ludności rosyjskiej. Dla ekipy Putina byłoby to niesłychanie niebezpieczne, bowiem wewnętrznym celem tego konfliktu, który Putin rozpętał na Ukrainie, jest przecież utrzymanie się przy władzy dzięki wznieceniu fali autentycznego poparcia, co przecież się stało. Wielkoruski szowinizm, wzbudzony przez Kreml w społeczeństwie, to przekonanie o wyjątkowości Rosji sięgające idei neobizantynizmu i Moskwy jako „trzeciego Rzymu” ratującej wręcz cywilizację przed zalewem zachodniej dewiacji i islamistycznego barbarzyństwa, jak i przede wszystkim o potędze, zwłaszcza militarnej, państwa rosyjskiego jest przecież dziś podstawą legitymizacyjną putinowskiego reżimu, który jak diabeł święconej wody boi się jakiejś wersji rosyjskiego „majdanu” na placu Czerwonym.
Otwarta przegrana Rosji na Ukrainie poważnie nadszarpnęłaby tę podstawę legitymizacyjną, zaś okazując słabość na zewnątrz Putin ryzykowałby podważenie swej domniemanej mocy w samej Rosji. Jednocześnie sytuacja Rosji nie zmusza jej jeszcze w tej chwili do wycofania się z wschodniej Ukrainy i koncesji na rzecz Zachodu. Zatem ten wariant jest obecnie niesłychanie mało prawdopodobny.  
A wznowienie walk? 
Także i w tym mało prawdopodobne wydaje się wznowienie walk na dużą skalę - czy pod postacią inwazji na wschód Ukrainy (zbrojne „przebijanie” się do Naddniestrza) czy wręcz marszu na Kijów – ten wariant byłby paniczną ucieczką do przodu, wręcz skokiem w nieznane. Otwarta agresja na Ukrainie na dużą skalę zmusiłaby Zachód do nasilenia sankcji w obliczu tej, już wówczas jednoznacznej nowej zimnej wojny, a Rosję wciągnęłaby w konflikt, który można wygrać jedynie bardzo wielkim kosztem. Dla obecnej Rosji, wzbogaconej o doświadczenia afgańskie i czeczeńskie, byłoby to wielkie ryzyko – podporządkowanie otwarcie antyrosyjskiego zachodu Ukrainy (Galicji) i otwarty konflikt z Zachodem wymagałyby wielkich poświęceń, na które ludności rosyjskiej zwyczajnie dziś nie stać i na które nie jest gotowa.
Jeśli Putin rozumuje racjonalnie, a wbrew wrażeniu, które usilnie pragnie wzbudzić na Zachodzie, tak jest, będzie w najbliższym czasie kontynuował „destabilizację” wschodu Ukrainy raz eskalując go, ale do precyzyjnie wyliczonego poziomu, a raz lekko „deeskalując” do poziomu „spokoju”, licząc na wycieńczenie zarówno Ukrainy, jak i Zachodu w nadziei, że da się w końcu wynegocjować jakiś kompromis możliwy do zaakceptowania przez wszystkie strony, który da się wewnętrznie przedstawić jako „triumf Rosji”, zapewne na bazie pomysłu „federalizacji” Ukrainy czyli faktycznego pozbawienia Kijowa kontroli nad wschodem kraju.
Z reguły gdy nie ma szans na wygraną, a porażka nie jest jeszcze nieuchronna, przewleka się konflikt. Sądzę więc, że Putin zastosuje ten wariant grając na wycieńczenie Ukrainy i być może również zmęczenie Zachodu przeciągającym się konfliktem. Co jednak będzie, gdy wycieńczy w ten sposób Rosjan, trudno przewidzieć. Trzeba jednak pamiętać, że nieraz mało prawdopodobne warianty rozwoju wydarzeń stawały się rzeczywistością, a to co wydawało się najbardziej prawdopodobne okazywało się fantazją, więc należy być ostrożnym w prognozowaniu.
Analitycy różnią się w ocenie wpływu sankcji Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych na sytuację gospodarczą Rosji, a więc także na działania polityczne Moskwy. Czy możemy ocenić ten wpływ?
Same sankcje unijne miały w mojej ocenie wpływ raczej umiarkowany, ale w połączeniu z działaniami amerykańskimi, nie tylko zresztą sankcjami, postawą rządu ukraińskiego, a przede wszystkim spadkiem cen ropy naftowej, ostatecznie wpłynęły na działania Moskwy. Gdybym miał wskazać pojedynczy czynnik ekonomiczny, który ma największy wpływ na sytuację gospodarczą Rosji, to byłby nim spadek cen ropy, a ten zawdzięczamy w największym stopniu Arabii Saudyjskiej. Przyszłość być może odpowie na pytanie, czy byli oni zachęcani do tego przez Amerykanów, czy też była to ich autonomiczna decyzja – tak też mogło być, gdyż Dom Saudów od dawna ma na pieńku z ekipą Putina, chociażby z powodu rosyjskiego poparcia dla Iranu.
Zachęcani czy nie, Saudyjczycy postanowili kolejny raz przypomnieć Rosji jaki mają wpływ na jej gospodarkę i jak wiele zależy od ich dobrej lub złej woli – z pewnością w pełni wykorzystali tę znakomitą nadarzającą się okazję, by okazać swe „niezadowolenie” z polityki rosyjskiej na Bliskim Wschodzie w sposób dla Rosji wyraźnie odczuwalny. Ponadto, Kreml dziś widzi już wyraźnie, że mimo swoich starań uzyskuje skutki odwrotne od zamierzonych – wybudził ekipę Obamy z letargu, reaktywował podstawową misję NATO, jakim jest obrona jego członków, nasila obecność militarną Amerykanów w Europie, zamiast ją wygaszać – ostatnich kilka miesięcy to pasmo porażek Rosji i jej polityki zewnętrznej. A teraz nad Rosją zawisło jeszcze widmo odebrania jej mistrzostw świata w piłce nożnej, co przecież jest też efektem działań amerykańskich i co byłoby, gdyby się ziściło, gigantycznym ciosem prestiżowym dla Putina, mającym wpływ na jego wizerunek w samej Rosji – zamiast potężnego i wszechmocnego cara Rosjanie ujrzeliby lidera, którego ambitnym planom może zagrozić byle defektor z FIFA wyznający swe grzechy śledczym z FBI. Od dawna wiemy, że nie ma nic bardziej zabójczego dla autorytarnego reżimu „silnego przywódcy”, niż wyraźnie uwidoczniona słabość.
Jakie mogą być kolejne kroki Rosji?
Musimy pamiętać trafną charakterystykę Rosji, że nie jest ona nigdy ani tak silna, ani tak słaba na jaką wygląda. Jednak okres jej siły mamy już chyba za sobą i kraj ten wchodzi w okres bezsiły, co może być nawet bardziej niebezpieczne. Rosja po prostu powoli wyzbywa się swoich zasobów, które wcześniej potrafiła dość skutecznie wykorzystywać w swej rozgrywce z Zachodem, w tym tych służących straszeniu, które przestaje być efektywne. Ile razy można grozić np. Polsce, że przeniesie się do obwodu kaliningradzkiego rakiety Iskander? Ile razy można symulować atak rakietowy na Sztokholm czy Warszawę? Raz czy dwa to zadziała, ale za dziesiątym straci swą wagę i tym samym moc.
Rosja „spaliła” znaczną część swojej agentury wpływu – jej identyfikacja dzisiaj nie wymaga szczególnej przenikliwości – EPPR czyli europejska partia przyjaciół Rosji jest aktywna i widoczna od początku konfliktu na Ukrainie i zdążyliśmy się do niej przyzwyczaić, rosyjskim trollom na forach internetowych wyraźnie brakuje weny, embarga gospodarcze nie przynoszą zakładanych skutków, kupowanie przyjaciół nie prowadzi do żadnych efektów pozawerbalnych – są kraje, które chętnie wykorzystują dzisiejszą podatność Rosji do pójścia na ustępstwa w ważnych dla nich sprawach, ale sprawia to koniunkturalne wrażenie i nie przyniesie jej trwałego oparcia w Unii. Oczywiście, rosyjskie samoloty wojskowe będą latać coraz niżej nad NATO-wskimi  okrętami lub coraz bliżej granic tych państw, minister Ławrow i rosyjscy „dyplomaci” nie przepuszczą okazji, by publicznie straszyć rządy i społeczeństwa okropnymi skutkami wzmocnienia swych zdolności obronnych, na licznych paradach wojskowych Rosja będzie pokazywać sprzęt, w który być może wyposaży swą armię za 10 lat, jeśli w ogóle kiedykolwiek, oraz będzie organizować niezapowiedziane manewry z udziałem kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy w odpowiedzi na kilkutysięczne manewry krajów NATO. I dobrze, bo będzie się w ten sposób wciągać w „wyścig zbrojeń”, jak za czasów Reagana, i marnować swe topniejące zasoby materialne na działania, które nie będą na dłuższą metę skuteczne, chyba, że celem Rosji jest popełnienie zbiorowego samobójstwa, czyli rozpętanie III i tym samym ostatniej w dziejach ludzkości wojny światowej.
Oczywiście Rosja będzie kontynuowała dokonywanie licznych cyberataków na infrastrukturę krytyczną zachodnich państw czy też zuchwałych aktów cyberszpiegostwa, będzie stosować prowokacje zwłaszcza wobec mniejszych państw bałtyckich, nie wykluczałbym z jej strony także przeprowadzenia działań dywersyjnych, w tym aktów terroryzmu pod fałszywą flagą. Jednym słowem, będzie cały czas toczyć z Zachodem tę niewypowiedzianą wojnę wszelkimi dostępnymi środkami dającymi jej gwarancjędeniability – zaprzeczenia, że to robi. Będzie wspierała mniej lub bardziej otwarcie działania wrogów Zachodu – Iranu, Korei Północnej, na ile to będzie możliwe. Będzie prowadzić na wielką skalę operacje informacyjno – psychologiczne, na wzór „operacji Snowden”, czy najnowszej, skierowanej przeciwko Arabii Saudyjskiej w postaci „wycieku” dokumentów saudyjskich właśnie zamieszczanych na portalu Wikileaks. I tym samym będzie jednoczyć wszystkich swoich przeciwników i utwierdzać ich w przekonaniu, że jest siłą destrukcyjną, którą trzeba aktywnie powstrzymywać – jeśli dziś nawet Frank Walter Steinmeier, dawny architekt dobrych stosunków z Rosją w Niemczech pozwala sobie na publiczną irytację, to o czymś to musi świadczyć. 
Rosja nie ma dziś dobrych alternatyw działania, może siać jedynie mniejszą lub większą destrukcję, pogłębiając tym samym swoją izolację. Putin znalazł się w ten sposób w sytuacji, z której trudno wyjść bez utraty twarzy, a za utratą twarzy może pójść utrata władzy. Nie może to dziwić – jego ekipa to ludzie niesłychanie sprawni w działaniach operacyjnych czy taktycznych, jednak dla dawnych oficerów operacyjnych KGB średniej rangi, myślenie strategiczne jest poza zasięgiem. Sądzę, że w tej chwili oni nie wiedzą, co robić, co potęguje ich frustrację a to wzmacnia agresję, którą starają się wyrazić w taki sposób, by wszyscy wiedzieli, że Rosja może szkodzić, ale trudno by to było jednoznacznie udowodnić.
Obecnie Unia Europejska ma szereg innych problemów, jak choćby migracja lub terroryzm. Jako przykład podaję tutaj sytuację we Francji, gdzie z uwagi na zagrożenie terrorystyczne jest (według dostępnych informacji) konieczność rozmieszczenia 7 tys. żołnierzy do ochrony terytorium kraju, przez co nie można ich np. wydzielić do wykonywania misji w ramach artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego. Na ile problemy te odwracają lub mogą odwrócić uwagę państw europejskich od sytuacji na wschodzie?
Na szczęście w chwili obecnej jeszcze możemy sobie dać radę bez wsparcia francuskich żołnierzy, więc sytuacja nie jest beznadziejna. Ale odpowiadając serio – Unia Europejska znajduje się dziś między młotem a kowadłem dwóch wysoce destrukcyjnych sił o zupełnie innym charakterze – między Rosją a Państwem Islamskim i będzie musiała sobie z tym radzić. Sądzę zresztą, że to drugie zagrożenie będzie bardziej trwałe, niż to pierwsze. Główne kraje UE takie jak Niemcy, Francja czy Wielka Brytania od dawna grają swe symultany na różnych szachownicach – oczywiście, spektakularne zdarzenia na jednej zmuszają do skupienia się na tej właśnie, ale wygląda na to, że będą to konflikty długoterminowe, a takie są Zachodowi znane. Rosji udało się w końcu na trwałe przykuć uwagę Berlina czy Paryża, zatem nie bałbym się dzisiaj, że zabraknie tam zasobów niezbędnych do opracowywania właściwych środków reakcji. 
Konflikt z Rosją jest prostszy do ogarnięcia, niż konflikt z Państwem Islamskim – Europa Zachodnia nie ma przecież problemu z 20 milionami Rosjan zamieszkującymi jej terytorium, którzy mogą poddać się agresywnej prorosyjskiej propagandzie, natomiast mają problem z mniejszością muzułmańską, na którą ideologia islamizmu z dekady na dekadę oddziałuje coraz mocniej i wyraźniej. Ponadto, konwersja na „rosyjskość” jest mało prawdopodobna, a na radykalny islam znacznie bardziej. Ta rzekoma wojna „hybrydowa”, którą Rosja zastosowała na Ukrainie, jest przecież nie do powtórzenia na Zachodzie, poza oczywiście państwami nadbałtyckimi. Zatem ewentualne rozwiązanie obu tych problemów ma zatem krańcowo odmienny charakter.
Czy NATO jest gotowe, technicznie i psychologicznie, szybko odpowiedzieć na ewentualną agresję Rosji na swoich wschodnich sojuszników?
Tak naprawdę nie dowiemy się tego, dopóki nie przyjdzie chwila takiej próby, ale ta jest z miesiąca na miesiąc coraz mniej prawdopodobna. Tu sytuacja zmieniła się w ciągu ostatnich niespełna dwu lat zasadniczo. Gdybym miał na to pytanie odpowiedzieć dwa lata temu, odpowiedź brzmiałaby – zdecydowanie nie. Rok temu – nie wiem. Dziś – w coraz większym stopniu tak. Największy i najważniejszy przełom, który w moim przekonaniu tu nastąpił, to właśnie przełom psychologiczny. Dwa lata temu dywagowanie na temat reakcji militarnej na ewentualny konflikt z Rosją byłoby na Zachodzie niewyobrażalne – wszyscy byliby sparaliżowani taką perspektywą – konflikt rosyjsko – ukraiński, jego przebieg dał jednak NATO niezbędny czas na oswojenie się z tą myślą, i powolne wypracowanie zdolności materialnych, których przecież armiom NATO nie brakuje. Nie jest przecież tak, że NATO nie ma zdolności militarnych. Nie doszło, na szczęście, do jednostronnego rozbrojenia krajów zachodnich, a przewaga technologiczna Zachodu nad Rosją nadal istnieje.
W moim przekonaniu podstawowym problemem był problem psychologiczny. Gdyby Rosjanie weszli do krajów bałtyckich w marcu 2014 r. Zachód nie zrobiłby nic – nie wiedział co zrobić i czy w ogóle coś robić. Dziś wciąż nie wiem, czy by faktycznie zdążył, ale sądzę, że wiedziałby co i chciałby to zrobić. Miejmy jednak nadzieję, że nie będzie potrzeby weryfikacji tego stwierdzenia – ja od zawsze powtarzam każdemu, kto o to pyta, że najlepszą i najprostszą metodą obrony jest prewencja poprzez zniechęcanie przeciwnika do ataku. W tym przypadku permanentne stacjonowanie oddziałów NATO na terenie „nowych” członków – przede wszystkim państw nadbałtyckich, ale też Polski i Rumunii, osiągnęłoby taki efekt. Nie sądzę, by Rosja chciała i mogła wejść w otwarty konflikt zbrojny z państwami NATO (czym innym jest powtórzenie scenariusza ukraińskiego w kraju nadbałtyckim, który można by przedstawić jako „samoobronę” Rosjan przed estońską czy łotewską „dyskryminacją” i opresją). Na szczęście powoli zmierzamy w dobrym kierunku stałej dyslokacji wojsk sojuszu, właśnie dzięki działaniom Rosji na Ukrainie. Powinniśmy być za to, przewrotnie, wdzięczni prezydentowi Putinowi – dzięki niemu, mam wielką nadzieję, wkrótce będziemy mieli NATO-wskie boots on the ground w Europie Środkowej, co jest najlepszą gwarancją trwałego pokoju w tym regionie.
Rozumiem, że jest Pan zwolennikiem stałej obecności wojsk NATO w państwach Europy Środkowo-Wschodniej, a nie tylko tymczasowej, w odpowiedzi na kryzys ukraiński?
Oczywiście. Sceptykom proponuję zastanowienie się nad następującym problemem – czy w okresie pierwszej zimnej wojny trwała obecność amerykańskiego wojska w RFN zwiększała, czy zmniejszała bezpieczeństwo tego państwa? I dlaczego nie było wtedy niemieckiego rządu, który chciałby tę obecność drastycznie zmniejszyć, przeciwnie, zgadzał się nawet na rozmieszczenie pocisków Pershing i Tomahawk na jego terytorium?
Jak wynika z badań opinii publicznej, większość obywateli państw Europy Zachodniej nie chce, aby w razie konieczności bronić wschodnioeuropejskich sojuszników na mocy artykułu 5 traktatu waszyngtońskiego. Co to mówi o kondycji NATO i jakie wnioski płyną z tego dla Polski?
Jest to zrozumiałe – ludzie chcą uniknąć wojny, nawet kosztem nie swoich ofiar. Przecież my nie włączamy się aktywnie w obronę Ukrainy i bardzo wątpię, by gdyby ta była w NATO, większość Polaków deklarowałaby, że trzeba ją bronić naszym kosztem. To mówi nie tyle o kondycji NATO, co o kondycji zachodniej Europy – używając słów Winstona Churchilla – zachodni Europejczycy mogą wybierać między hańbą a wojną – jeśli wybiorą hańbę, wojnę też będą mieli. A wniosek dla Polski jest oczywisty – nasz kraj musi szybko odbudować elementarne zdolności obronne, których w chwili obecnej nie posiadamy, czyli dysponować autonomicznymi zdolnościami uczynienia zbrojnej agresji na nasz kraj tak kosztownej, że dla agresora nieopłacalnej. Niestety, opłaca się pomagać jedynie silnym, więc takimi musimy się szybko stać. Dzięki temu wzrośnie także nasza pozycja na arenie międzynarodowej, więc per saldo się to opłaca.
Jak ocenić w tym kontekście politykę Baracka Obamy?
Dziś na szczęście Barack Obama porzucił już swą, dającą katastrofalne skutki politykę nieangażowania się Stanów Zjednoczonych w sprawy regionalne, być może wyciągając wnioski ze swoich rażących błędów na obszarze Większego Bliskiego Wschodu, których skutkiem było powstanie Państwa Islamskiego, na rzecz polityki powstrzymywania Rosji. Niezależnie od tego, kto taką politykę prowadzi, jest ona właściwa i godna pełnego poparcia. Należy mieć nadzieję, że nie skończy się ona na deklaracjach bez pokrycia, lecz, że za słowami pójdą czyny w postaci właściwych decyzji i ich implementacji.
Od kilku lat Rosja prowadzi szeroko zakrojony program modernizacji technicznej armii, podczas gdy państwa zachodniej Europy i USA ograniczyły wydatki obronne w świetle kryzysu gospodarczego. Obecnie toczy się dyskusja o ponownym podwyższeniu budżetów na obronę w krajach Europy Środkowo - Wschodniej czy nawet w Niemczech. Jakie powinny być główne kierunki modernizacji sił zbrojnych państw zachodnich? Czy powinno się skupić wyłącznie na zdolnościach takich jak siły specjalne, czy działania w cyberprzestrzeni, czy też inwestować również w "klasyczne" obszary, jak konwencjonalne wojska lądowe?
Jest to zrozumiałe, biorąc pod uwagę stan zapaści, w jakiej znalazła się w Rosji armia po rozpadzie Związku Sowieckiego. Gdy przeanalizuje się na przykład wojnę gruzińsko – rosyjską, to trudno uznać działania wojsk rosyjskich za szczególnie udane, pomijając dysproporcję sił i determinację, które zapewniły stronie rosyjskiej sukces. Chcąc używać armii jako instrumentu rosyjskiej polityki zagranicznej, a teraz wiemy, że Putin miał taki zamiar, musiał on dokonać jej modernizacji. A kto bogatemu zabroni, bo w pierwszej dekadzie XXI wieku Rosja była zalewana dochodami ze sprzedaży ropy i gazu, których ceny były wtedy wysokie. Zachód nie postrzegał wówczas zagrożeń militarnych w kategoriach egzystencjalnych i był nastawiony na konsumpcję pokojowej dywidendy – spora część krajów europejskich, rzeczywiście zachodnich, ma to nastawienie do dziś. Jest ono racjonalne – jakie jest prawdopodobieństwo, że rosyjskie zagony pancerne będą podchodzić pod Paryż? Takie same, jak dwa lata temu. Zatem część krajów nadal uznaje inwestycje w zdolności obronne za niepotrzebne. 
Nie dotyczy to oczywiście sąsiadów Rosji zagrożonych jej nieodpowiedzialnymi działaniami. Każdy kraj musi sobie indywidualnie odpowiedzieć na pytanie, w co powinien inwestować. Jeśli chodzi o Polskę – stan naszej armii wymusza konieczność zainwestowania w obronę przeciwpancerną (którą można przecież realizować w różny sposób) i przeciwrakietową, gdyż nasze zdolności są w tym zakresie niskie lub nieistniejące, podobnie jak nasza zdolność podwyższania kosztów ewentualnej agresji – a tu idealnie przydałyby się okręty podwodne wyposażone w pociski manewrujące. 
Trzeba jednak pamiętać, że wciąż ryzyko takiego „konwencjonalnego” konfliktu z naszym udziałem jest niskie, a koszt sprzętu olbrzymi. Zatem nie dostrzegając zagrożeń innych niż militarne możemy spowodować, że pozostaniemy bezbronni w obliczu o wiele bardziej prawdopodobnych niekonwencjonalnych form agresji, także pozamilitarnej, które mogą być zastosowane przeciwko naszemu krajowi. Musimy zatem racjonalnie wydawać środki, zarówno na „klasyczną” obronę, jak i na inne jej elementy i tu wymieniłbym trzy najważniejsze – kontrwywiad (i wywiad) na kierunku wschodnim, cyberobronę przed wszelkimi formami agresji w cyberprzestrzeni oraz system przeciwterrorystyczny i przeciwdywersyjny. Pobieżna obserwacja wyraźnie pokazuje, że w każdym z tych obszarów jest jeszcze bardzo wiele do zrobienia, co niestety oznacza także konieczność rozsądnych inwestycji. Zatem nie tylko wojsko musi zostać zmodernizowane i doinwestowane, ale też inne instytucje zapewniające bezpieczeństwo państwa polskiego, w tym służby specjalne oraz policja.

Ryszard M. Machnikowski
Dr hab. socjologii, profesor Uniwersytetu Łódzkiego na Wydziale Studiów Międzynarodowych i Politologicznych, Dyrektor Instytutu Międzynarodowych Studiów Kulturowych WSMiP Uniwersytetu Łódzkiego. Ekspert Zagraniczny francuskiej  Wysokiej Rady Badań i Edukacji Strategicznych (CSFRS), specjalista ds. terroryzmu i przemocy politycznej oraz relacji transatlantyckich.

poniedziałek, 22 czerwca 2015

Polak - Rusin. Nacjonalistyczne braterstwo.

Pułk Azow i Europejska Rekonkwista

Pułk Azow i Europejska Rekonkwista
Wydarzenia, które miały miejsce na przestrzeni roku na Ukrainie, a więc protesty i starcia z reżimem Wiktora Janukowycza na kijowskim Majdanie, zajęcie przez Federację Rosyjską Krymu, a następnie konflikt zbrojny pomiędzy Ukraińcami a rosyjskimi dywersantami wspieranymi przez lokalnych separatystów i Kreml, przyczyniły się do częściowego zaktywizowania społeczeństwa na Ukrainie. Wskutek tych przemian, coraz bardziej widoczni stali się ukraińscy nacjonaliści, wywodzący się chociażby z Prawego Sektora, czy walczący na wschodzie kraju Pułk Azow, który tworzony jest przez Socjal-Nacjonalistyczne Zgromadzenie. Warunki te przyczyniły się również do powstawania nowych koncepcji ideologicznych, nie tylko tych skierowanych do Ukraińców, ale również narodowców z państw zachodnich. W tekście tym nieco bliżej przedstawiona zostanie idea Europejskiej Rekonkwisty, która wyszła z inicjatywy środowisk związanych z Pułkiem Azow. We wstępie należy zaznaczyć, iż autor tekstu, pomimo swojej sympatii dla walczących Ukraińców, nie jest jednocześnie ślepym ukrainofilem.

Idea Europejskiej Rekonkwisty zakłada zjednoczenie pod wspólnym sztandarem wszystkich nacjonalistów z „Białej Europy”, co ma przyczynić się do odrodzenia, najpierw Rusi, a następnie całego kontynentu i wyzwolenie go od wrogich „pasożytów”, którzy przyczyniają się do słabości współczesnych społeczeństw.[1] Rekonkwista oznaczać ma wyrzeczenie się bierności i postawy wyczekującej na lepsze czasy, na rzecz aktywnego działania przeciwko obecnemu systemowi i wszechobecnej korupcji.[2] Ukraińcy mają być gotowi do współpracy z innymi europejskimi organizacjami i „braćmi krwi” w celu realizacji wspólnych interesów.[3]

Nasi wschodni sąsiedzi, jak się zdaje, mają świadomość, iż osiągnięcie założonych przez nich celów będzie niezwykle trudne, jednak uważają, że współpraca pomiędzy europejskimi nacjonalistami jest możliwa. Ukraińscy nacjonaliści wiedzą, że każdy naród ma swoje idee i własne interesy, jednak wspólna płaszczyzna porozumienia pomiędzy ruchami narodowymi z Europy powinna być oparta na kompromisie, który miałby uwzględniać różne koncepcje wspólnie wyznaczonych zadań. Natomiast głoszone idee powinny być jak najbliższe zwykłym ludziom, przez co nacjonaliści mogliby zyskać poparcie wśród społeczeństw.[4]

Ukraińcy postrzegają swoją walkę, którą toczą na wschodzie kraju, w kategoriach mesjanistycznych, uważają, że to dzięki ich działaniu wyjdzie płomień, który odrodzi Europę, płomień, którego nikt w tej części naszego kontynentu się nie spodziewał. Według nacjonalistów z Ukrainy, do tej pory pokładano nadzieję w greckiej partii Złoty Świt, która bardzo szybko zaczęła zyskiwać poparcie, lecz jej marsz zaczął hamować, podczas gdy reszta podobnych europejskich ruchów zamyka się na działanie wewnątrz własnych państw. Majdan miał to zmienić. Narodowcy zza naszej wschodniej granicy mówią o sobie, jako o potomkach jednego z najwaleczniejszych narodów świata, o czym Ukraińcy przypomnieli w trakcie swojej rewolucji oraz w czasie konfliktu zbrojnego w Donbasie.[5] Nasi wschodni sąsiedzi uważają, że „Cały prawicowy świat rozpoczyna swoją wyzwoleńczą walkę na bitewnych polach Ukrainy.” Nacjonaliści są przekonani, że bijąc się z Rosjanami walczą nie tylko o swoją ziemię, ale również o wartości, tradycję i wiarę, które były podwalinami światowej dominacji białej Europy w wiekach średnich, a którym dziś zagraża putinowska Rosja i Azja.[6] Ukraińcy za największego wroga cywilizacji uważają dzisiejszą Federację Rosyjską: nie naród mieszkający na terenie tego państwa, ale rząd i elitę tworzącą FR,[7] w której, według nich przejawia się azjatycka mentalność i kult barbarzyństwa. Zahaczając nieco o stosunki polsko-rosyjskie, na jednym z profili społecznościowych Europejskiej Rekonkwisty pojawił się post sugerujący, że za katastrofą rządowego Tupolewa, w której śmierć poniósł prezydent Lech Kaczyński i ponad 90 innych osób odpowiedzialni są Rosjanie. Nacjonaliści z Ukrainy porównali Rosję do chorego psa, który chce zaatakować każdego, kto znajdzie się w jego pobliżu. Zwolennicy Europejskiej Rekonkwisty uważają, że dzisiejszy Zachód nie będzie w stanie uratować tej chorej Rosji, dlatego należy się jej pozbyć.[8]

W tym miejscu pojawia się kolejny ważny wątek, gdyż Ukraińcy widząc zagrożenie idące z Rosji, jednocześnie nie pałają miłością w stosunku do zachodniego świata, który uważają za takiego samego wroga, jak eurazjatyckie idee głoszone ze Wschodu. Ukraińcy przyznają, że dzisiejsza Europa, na pierwszy rzut oka, wydaje się o wiele bardziej atrakcyjnym i przyjaznym miejscem, jednak jest to tylko fasada i ułuda. Według ukraińskich nacjonalistów, Zachód stwarza tylko pozory wolności, a wartości, którymi współcześnie się kieruje, jak chociażby kult konsumpcji, dewiacje, wyrzeczenie się własnej tożsamości narodowej na rzecz multikulturalizmu, niszczenie tradycyjnego charakteru rodziny i nihilizm, przemieniają charaktery ludzi, którzy nie są w stanie samodzielnie myśleć, przestają być kreatywni i rozwijać się duchowo oraz nie są w stanie poświęcać się dla wyższych idei. Według Ukraińców to właśnie te ostatnie cechy przyczyniły się do wysokiej pozycji białego człowieka, dzięki którym był w stanie rozwijać się, budować wynalazki i odkrywać nowe ziemie, niestety postawy te zostały zapomniane.[9] Dlatego dla europejskich patriotów, współczesny liberalny Zachód jest takim samym wrogiem jak azjatycka Rosja, a upadek jest przeznaczeniem obydwóch tych podmiotów, które w istocie należą do tego samego systemu. Ich miejsce ma zająć Europa Narodów, gdzie wartościami najwyższymi będzie właśnie naród oraz tradycja.[10]

Według Ukraińców, kolejnym wrogiem, zaraz po Rosji, jest samozwańcze Państwo Islamskie, które rozwinęło się po wydarzeniach „arabskiej wiosny”, gdzie za przyzwoleniem Zachodu, rewolucjoniści obalali kolejne rządy, które stabilizowały sytuację w Północnej Afryce i na Bliskich Wschodzie. Okoliczności te przyczyniły się do prześladowań chrześcijan oraz możliwości przeprowadzania ataków terrorystycznych na terytorium państw leżących w Europie.[11] Ukraińcy, krytykują państwa zachodnie za brak dostrzegania zagrożeń płynących przede wszystkim z kierunku Rosji, jednak postulują oni współpracę z w sprawach bezpieczeństwa z Wielka Brytanią, Polską, Litwą, ale przede wszystkim ze Stanami Zjednoczonymi, których potencjał gospodarczy i wojskowy może przyczynić się do deeskalacji konfliktu ukraińsko-rosyjskiego oraz zniszczenia Państwa Islamskiego działającego na terytorium Syrii i Iraku.[12]

Ukraińcy zagrożenie widzą również po stronie muzułmańskich terrorystów z Kaukazu, dostrzegając jednak, że gdyby ci zdecydowali się aktywniej działać przeciwko Rosji, oznaczałoby to, z taktycznego punktu widzenia, korzyści dla Ukrainy, gdyż otworzyłby się kolejny front przeciwko FR. Skądinąd warunki te przyczyniłyby się również do osłabienie rosyjskiej nacjonalistycznej opozycji względem putinowskich rządów na Kremlu, co z kolei byłoby minusem w tej sytuacji .[13]

Do idei europejskiej rekonkwisty odwoływały się, jeszcze w trakcie trwania protestów na kijowskim Majdanie, inne grupy ukraińskich nacjonalistów, jak chociażby Prawy Sektor, który upublicznił w Internecie wideo stanowiące streszczenie swoich poglądów. Jest w nim także mowa, iż ukraińska rewolucja zapoczątkuje zmiany nie tylko na Ukrainie, ale także w całej Europie. Przywódca „prawoseków” Dmytro Jarosz mówił w tym filmie: „Wszystko to tylko początek! Od naszego Majdanu, odrodzenia Kijowskiej Rusi, rozpocznie się odrodzenie całej Europy!”[14] Również w propagandowych grafikach Pułku Azow możemy zaobserwować odwołania do idei Europejskiej Rekonkwisty, gdzie na tle ochotników służących w pułku widnieje napis, „Today Ukraine, tomorrow Rus and whole Europe.” W celu propagowania swoich idei Ukraińcy prowadzą szereg stron internetowych i profili społecznościowych, które redagowane są w kilku językach, między innymi w ukraińskim, rosyjskim, białoruskim, polskim, angielskim i hiszpańskim. W swoim projekcie Ukraińcy skupiają się przede wszystkim na promowaniu idei współpracy pomiędzy nacjonalistami z Europy, a także popularyzowaniu informacji na temat Pułku Azow i jego działań bojowych. Nasi wschodni sąsiedzi podkreślają, że ochotnicze ukraińskie bataliony o charakterze narodowym to pierwsze zbrojne jednostki nacjonalistów we współczesnym świecie, co jakby samo przez się miało sugerować, że to właśnie Ukraińcy mają przyczynić się do odrodzenia Europy.

Jak możemy zaobserwować idea Europejskiej Rekonkwisty jest w dużej mierze oparta na programie negatywnym, kontestującym, słusznie zresztą, obecną sytuację w Europie. Niestety w przekazie Ukraińców nie ma praktycznych porad, poza ogólnikami, jak naprawić ten stan rzeczy. Sama koncepcja jest bardzo młoda i nie zdążono jeszcze wytworzyć wokół niej odpowiednio rozbudowanej myśli ideologicznej. Na dzień dzisiejszy idea ta jest w wielu miejscach niespójna, gdyż z jednej strony krytykuje się państwa zachodnie, gdzie indziej jednak podkreśla się potrzebę stabilizowania sytuacji na świecie za pomocą narzędzi, którymi dysponują Stany Zjednoczone, należące przecież do dekadenckiego Zachodu, któremu Ukraińcy chcą się przeciwstawiać. Zresztą sama idea zjednoczenia europejskich nacjonalistów pod jednym sztandarem jest praktycznie z góry skazana na niepowodzenia. Jest to czysta utopia. Wystarczy popatrzeć, jak narodowcy z Europy podzielili się w kwestii właśnie konfliktu na Ukrainie. Poza rzeczywistą chęcią współdziałania, idea Europejskiej Rekonkwisty forsowana przez środowiska powiązane z Pułkiem Azow, według mojej opinii, jest determinowana również sytuacją w ich własnym kraju, który pogrążony jest w wojnie oraz w zapaści gospodarczej, dlatego Ukraińcy tak bardzo chcą zyskać w swojej sprawie sojuszników. Czy zyskają?

___________________________

[1]Idea of European Reconquista, http://en.whitereconquista.com/idea-of-european-reconquista, 22.05.2015.
[2]Ibidem.
[3]Ibidem.
[4]To a question about united nationalistic conception, http://en.whitereconquista.com/to-a-question-about-united-nationalistic-conception, 22.05.2015.
[5]Україна - останній форпост Європи, http://ukr.whitereconquista.com/ukraina---ostanniy-forpost-vropi, 22.05.2105.
[6]Ibidem.
[7]Our nationalism and them religion, http://en.whitereconquista.com/our-nationalism-and-them-religion, 22.05.2015.
[8]Третій шлях Європи, http://ukr.whitereconquista.com/tretiy-shlyah-vropi, 22.05.2015.
[9]Ibidem.
[10]Ibidem.
[11]R. Rukomeda, Беззахисна Європа, http://ukr.whitereconquista.com/bezzahisna-evropa, 22.05.2015.
[12]Ibidem.
[13]Our nationalism and them religion...
[14]Правий Сектор. Велике Українське Відвоювання, https://www.youtube.com/watch?v=i9mdBQ9MhEY&oref=https%3A%2F%2Fwww.youtube.com%2Fwatch%3Fv%3Di9mdBQ9MhEY&has_verified=1, 22.05.2015.

źródło: http://szturm.com.pl/index.php/miesiecznik/item/175-pulk-azow-i-europejska-rekonkwista

sobota, 6 czerwca 2015

Nawoływanie do ludobójstwa i podżeganie do wojny na NeOnie24.ru



Nawoływanie do ludobójstwa i podżeganie do wojny na wielką skalę jest czymś haniebnym i niezgodnym z prawem. Taki wpis popełnił bloger Stara Baba. Chciałby on aby Rosjanie zdetonowali ładunki nuklearne na Ukrainie, przy granicy z Polską!


Oto jakie treści są serwowane na pro-ruskim portalu NeOn24.ru:

Na początku konfliktu napisałem wpis w którym to Rosja, aby zachować swoja suwerenność i stabilność w regionie musi jak najszybciej zaatakować i przejąc cala Ukrainę. Musi się to odbyć błyskawicznie z niewykluczaniem użycia jednego lub dwóch ładunków nuklearnych o bardzo malej sile rażenia (gdzieś na pograniczu granic Ukrainy z Unia i to w "krzakach" aby nie spowodować strat w ludziach. 
(...)
To już nie są żarty a ludziom krytykującym mój wpis z przed kilkunastu miesięcy o konieczności wojny powiem jeszcze raz: lepiej czasami poświecić na wojnie kilka tysięcy niż poprzez złą politykę kilka milionów ludzi doprowadzając do wojny totalnej!

Stara Baba 06.06.2015 04:01:48

źródło: http://zygumntbialas.neon24.pl/post/123200,co-sie-dzieje-na-ukrainie-06-06-2015
_________________________________________

A tu dalsze komentarze tych podludzi:


Taktyczny nuke... to drogocenna bron...walic w krzaki moze Stara Baba ale nie nuk...Tego uzywa sie do niszczenia zwiazkow taktycznych...i bardzo waznych obiektow z koncentracja duzej sily zywej...
Ztego co widzac..wytluka Ukrow i zostanie Ukraina dla niemalnych ludzi.
W przszlym roku zlodzieje Ukrainy beda historia a ich sponsorzy beda liczyc straty.
  • Pisze Pan: "W przszlym roku zlodzieje Ukrainy beda historia a ich sponsorzy beda liczyc straty". -
    --- To jest nie tylko moja nadzieja. To prawie moja pewność :)))

  • Polska stanowi dla niektórych dość poważny problem i byłoby wygodnie rozwiązać ten problem rękoma chętnych Ukraińców.





  • Pisze Pan: "Polska stanowi dla niektórych dość poważny problem i byłoby wygodnie rozwiązać ten problem rękoma chętnych Ukraińców". -
    Jeśli Rosja będzie pasywna do samego końca, to przegra wszystko. 
    (...)Analizujemy całą sytuację w oparciu o szczątkowe dane, nie mamy pełnego obrazu sytuacji. Rosja na pewno ma świadomość taktyki światowego hegemona i na pewno przygotowywany jest wariant planów na różne okoliczności

    --------------
    Przecieram oczy ze zdumienia. - Gdzie są polskie służby? Dlaczego pozwalają na jawnie wrogą działalność, naruszającą prawo, szkodzącą także Polsce?

czwartek, 4 czerwca 2015

Czy już się zaczęło?


Przewodnicząca Rady Federacji Walentina Matwijenko zapowiedziała, że izba wyższa parlamentu Rosji wkrótce zbierze się na nadzwyczajnym posiedzeniu. Matwijenko poprosiła senatorów, aby "daleko się nie oddalali i byli w kontakcie".


- "Nie wykluczam, że może powstać konieczność przeprowadzenia dodatkowego, nadzwyczajnego posiedzenia Rady Federacji. Dlatego proszę was, byście daleko się nie oddalali i byli w kontakcie. Jeśli decyzja taka zostanie podjęta, to we właściwym czasie was poinformujemy" - powiedziała Matwijenko, zwracając się do członków izby.

Jej słowa przekazała niezależna telewizja Dożd, która przypomniała, że poprzednio na nadzwyczajnym posiedzeniu Rada Federacji zebrała się 1 marca 2014 roku. Wyższa izba parlamentu zezwoliła wtedy prezydentowi Władimirowi Putinowi na wysłanie wojsk na Ukrainę. Zgodę tę cofnęła w lipcu.

TV Dożd przypomniała również, że oprócz decydowania o użyciu sił zbrojnych poza granicami Rosji Rada Federacji może również zatwierdzać wprowadzenie stanu wyjątkowego i zmianę granic między podmiotami Federacji Rosyjskiej.

Czyli caruś jest gotowy do operacji "Bagration 2.0" i wkrótce zacznie się rosyjska militarna "rozprawa" z Ukrainą. Wygląda na to, że biorą się za budowę mostu na Krym? Przez Mariupol...

Unia i NATO zapewne juz piszą zaniepokojenie...

źródła:
http://www.tvn24.pl/mozliwe-nadzwyczajne-posiedzenie-rady-federacji-w-rosji,548396,s.html
http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Rada-Federacji-moze-zebrac-sie-na-nadzwyczajnym-posiedzeniu,wid,17600671,wiadomosc.html?

2-go czerwca, czyli wczoraj delegacja rosyjska zerwała posiedzenie trójstronnej Grupy Kontaktowej ds. Donbasu – podaje Interfax-Ukraina. Agencja powołuje się na jednego z członków ukraińskiej delegacji.


Według niego, „przedstawiciel Rosji Azamat Kulmuchametow porzucił salę rozmów. W ten sposób Rosja faktycznie zerwała rozmowy pokojowe w ramach Grupy Kontaktowej i zakwestionowała porozumienia rozejmowe z Mińska”.

„Strona ukraińska nalegała w czasie rokowań, aby całkowicie wycofać pod nadzorem OBWE ciężki sprzęt i artylerię z linii walk w Donbasie, ustanowić kontrolę nad granicą ukraińsko-rosyjską, a także wycofać wszystkie obce oddziały z Ukrainy” – podaje Interfax.

Przypomnijmy, że do mińskiej Grupy Kontaktowej ds. Donbasu wchodzą przedstawiciele Ukrainy, OBWE i Rosji, która reprezentuje jednocześnie stanowisko separatystów na tych rozmowach.

Zgodnie z zawartym w Mińsku w lutym porozumieniem rozejmowym, od 15 lutego br. miało obowiązywać w Donbasie zawieszenie broni między siłami ukraińskimi a separatystami. Obie strony miały też wycofać ciężką artylerię i czołgi z linii frontu i wytyczyć strefę buforową o szerokości od 50 do 70 km.

źródła:
http://www.kyivpost.com/content/ukraine/contact-group-for-ukraine-to-convene-in-minsk-on-june-16-390084.html
http://kresy24.pl/68806/rosja-zrywa-rozmowy-pokojowe-w-minsku-wyszli-z-sali/

Jak podają agencje informacyjne 3-go czerwca Rosjanie rozpoczęli ofensywę w Donbasie. Ukraińskie wojska bronią się w Marince.

Oddziały tzw. separatystów, wsparte siłami rosyjskimi, rozpoczęły atak na miasto Marinka, położone 10 km na zachód od Doniecka. Według obserwatorów jest to jeden z najpoważniejszych przypadków złamania obowiązującego rozejmu, ogłoszonego 15 lutego tego roku.

Według rzecznika armii ukraińskiej ostrzał Marinki, w której stanowiska obronne zajmują pododdziały 28. Samodzielnej Brygady Zmechanizowanej Gwardii Narodowej, rozpoczął się o godzinie 4 nad ranem. Ugrupowanie wojsk separatystów, liczące ok. 1000 żołnierzy, próbuje zamknąć pierścień okrążenia wokół oddziałów ukraińskich, znajdujących się w tej miejscowości. Dotychczas rany odniosło 25 żołnierzy rządowych. Brak jest danych mówiących o stratach wśród tzw. separatystów.

W ataku biorą udział oddziały pancerne, a stanowiska wojsk ukraińskich ostrzeliwane są z wyrzutni niekierowanych pocisków rakietowych Grad, co jest pogwałceniem ustaleń z lutego tego roku, zgodnie z którymi czołgi i artyleria miała zostać wycofana z linii walk. Z pomocą dla walczących oddziałów ukraińskich wysłano dodatkowe siły pancerne i zmechanizowane.

Ostrzał artyleryjski skierowano także na wieś Krasnohoriwkę, leżącą o 5 km na północ od Marinki.

Strona rządowa twierdzi, że walki trwają także w innych miejscach frontu, jednak jej zdaniem mają one charakter pozorowany. Rzecznik armii ukraińskiej przekazał, że raporty mówią o ostrzale prowadzonym w okolicach miejscowości Szyrokine, Zołote, Frunze, Szczastia, Opytne, Wodjane, Pierwomajsk, Piski, Newelsk, Kamianka, Nowotrockie i Berezowe.

W wyniku ostrzału "separatystów" prawie tysiąc donieckich górników zostało uwięzionych pod ziemią. Pociski spadały między innymi na teren znajdujących się w pobliżu miasta kopalń. Doszło do zaniku napięcia elektrycznego z kopalnianych instalacjach. Według powiązanej z separatystami agencji informacyjnej DAN w kolpani im. Zasiadki pod ziemią uwięzionych zostało 576 górników. Kopalnia ta znajdująca się blisko frontu po raz kolejny staje się celem ostrzału. 375 górników utkwiło w szybach kopalni im. Skoczinskogo.

Gubernator obwodu ługańskiego Hennadij Moskal alarmował, że rebelianci ostrzeliwują cywilów w kontrolowanych przez stronę ukraińską miejscowościach.


- Na drodze gruntowej między wioskami Kapitanowo i Nowoachtyra terroryści ostrzelali samochód z cywilami. Zginęły dwie osoby. Do incydentu doszło w odległości 20 km  od rzeki Siewierskij Doniec, gdzie przebiega linia frontu. Cywile mogli zostać zaatakowani przez jedną z grup dywersyjnych, które przenikają na terytorium ukraińskie – powiedział Moskal.

Doradca prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki Jurij Biriukow poinformował, że w walkach o Marjinkę zginęło dwóch ukraińskich wojskowych, a rannych zostało 30.

Według Markijana Łubkiwskiego, doradcy szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), w Marjince zginęło 10 bojowników prorosyjskich, a ponad 80 zostało rannych. Łubkiwski przekazał, że po stronie separatystów walczyli także żołnierze z jednostek GRU. "Kontrwywiad SBU ustalił, że straty oddziałów specjalnych GRU Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej, zaangażowanych w tę operację, wynoszą co najmniej dwóch dwóchsetnych" – napisał na swoim Facebooku. "Dwóchsetny", czyli "ładunek 200", w terminologii armii krajów byłego ZSRR oznacza zabitych żołnierzy.

źródła:
http://www.pap.pl/palio/html.run?_Instance=cms_www.pap.pl&_PageID=1&s=infopakiet&dz=swiat&idNewsComp=&filename=&idnews=215635&data=&status=biezace&_CheckSum=-930817680
http://kresy24.pl/68844/marinka-plonie-rosyjskie-kolumny-pancerne-szturmuja-od-strony-doniecka-koniec-rozejmu-foto-wideo/
http://www.defence24.pl/231526,ukrainskie-wojska-bronia-sie-w-marince


„Po południu zatrzymaliśmy szturm separatystów na Marinkę i Krasnogorowkę” – oświadczył ukraiński minister obrony Stepan Połtorak. Według niego, rannych zostało tylko 7-miu żołnierzy ukraińskich. Wcześniej media donosiły o co najmniej 20-25 rannych Ukraińcach, w tym trzech cywilach.

Informację o odparciu szturmu potwierdzają także żołnierze z pierwszej linii walk. Według nich, „wróg został doszczętnie rozbity”. „Likwidujemy niedobitki. Dookoła leży pełno „200-ch” (określenie rosyjskich zabitych) i zniszczony sprzęt wroga” – mówią ukraińscy żołnierze.

Mieszkańcy Doniecka donoszą, że szpitale w mieście, które jeszcze rano były względnie puste, teraz są przepełnione rannymi separatystami. „Już dawno czegoś takiego nie było. Na mieście w ogóle nie widać patroli „małp” (separatystów). Najwyraźniej wszystkich wrzucili do tej maszynki do mięsa” – pisze na Twitterze VadimBk.

W czasie nieudanego szturmu do niewoli ukraińskiej dostał się ranny żołnierz regularnej armii rosyjskiej. Został przewieziony do wojskowego szpitala.

Według danych strony ukraińskiej, Rosjanie rzucili do szturmu na Marinkę ok. 1000-1500 żołnierzy i ok. 40 czołgów. W odpowiedzi strona ukraińska użyła ciężkich dział. To skutecznie zatrzymało atak, podobnie jak dodatkowe oddziały, które sztab ukraiński natychmiast skierował do Marinki.

Tymczasem w całym Doniecku nadal słychać wybuchy i strzały. Pociski spadają m.in. na dzielnicę Kirowską, płonie rynek Tekstilszczik i elektrownia. Część domów jest uszkodzona – piszą mieszkańcy w sieciach społecznościowych. Na razie wiadomo o dwóch rannych mieszkańcach.

W wyniku eksplozji pocisku blisko 400 górników utknęło pod ziemią w kopalni Zasiadki – donoszą władze DNR. Łącznie stanęły 3 kopalnie. Nadal nie wiadomo jaka jest sytuacja w innych rejonach walk – pod Piaskami i Wołnowachą.

Bitwa pod Marinką to najcięższe starcie w wojnie rosyjsko-ukraińskiej od czasu zawarcia rozejmu w lutym br. Premier Arsenij Jaceniuk oficjalnie oskarżył już Rosję o zerwanie tego rozejmu.

źródło:
http://kresy24.pl/68862/rosyjski-szturm-na-marinke-odparty-szpitale-w-doniecku-zawalone-rannymi-separatystami/

Stany Zjednoczone wyraziły zaniepokojone wznowieniem ofensywy przez Rosję na Ukrainie.
Amerykański Departament Stanu oświadczył, że Rosja będzie musiała za to zapłacić.

źródło:
http://wiadomosci.onet.pl/swiat/stany-zjednoczone-zaniepokojone-atakami-separatystow-na-ukrainie/287nt8

Dlaczego Europa cacka się z terrorystami z Kremla? Przecież oni śmieją się z nas i dalej zabijają ludzi na Ukrainie. Totalni odizolować ich od naszego kontynentu.

Wojska Ukrainy powinny w okolicach Mariupola odpowiedzieć na tyle silnie aby zatrzymać się dopiero na granicy z terrorystyczną Rosją i odzyskać na tym kawałku kontrolę nad granicą. Państwa zachodnie powinny teraz Ukrainie dostarczyć sprzęt wojskowy do obrony swego terytorium.

Ruski, już nie Neandertalczyk, ale jeszcze nie Homo Sapiens. Problem w tym że nieokrzesany dzikus ma broń atomową. Którą i tak dostał dzięki szpiegom.

Ruskich trolli zacząć hejtować - już dość tej rusko-terrorystycznej propagandy!

.