Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pro-rosyjscy separatyści. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pro-rosyjscy separatyści. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 27 stycznia 2015
18:24 agresja rosji na ukrainę, imperializm, pro-rosyjscy separatyści, rosja, wojna ukraina
No comments
Dlaczego Ukraińcy utracili lotnisko w Doniecku? Analiza taktycznego poziomu działań bojowych
Koniec epopei tzw. cyborgów odbija się niewiele mniejszym echem, niż klęska pod Iłowajskiem. Tym bardziej, że heroiczna obrona lotniska w Doniecku (właściwie zdewastowanych ruin, głównie tzw. nowego terminalu) miała znaczenie nie tyle strategiczne, czy nawet taktyczne, ile przede wszystkim symboliczne. Dlatego stronie rządowej trudno było przyznać się do faktu, że po 242 dniach obrony lotnisko w Doniecku (dokładnie rzecz ujmując tzw. nowy terminal) zostało utracone.
Stało się tak m.in. dlatego, że nie sprostało zadaniu wyższe dowództwo, a sama operacja odblokowania lotniska podjęta w dniu 17 stycznia zakończyła się porażką. Co więcej już wstępne analizy (niezastąpiony w tym względzie jest Jurij Butusow z Censor.net) wykazują, że lista popełnionych błędów jest długa i w znacznej mierze kompromitująca.
Poniżej wskażemy na te kluczowe, które z jednej strony determinowały wydarzenia wokół lotniska w styczniu, a z drugiej wskazują na niskie zdolności taktyczne sił operacji antyterrorystycznej (ATO - przynajmniej w tym konkretnym przypadku), wynikające m.in. z nieefektywnego dowodzenia.
- porozumienia mińskie, de facto oddanie inicjatywy przeciwnikowi
Postawa prezydenta Poroszenki zmierzająca do deeskalacji konfliktu bez wątpienia ma wpływ na zachowanie sił ATO. Mówiąc ogólnie, efektem bierności sił ATO, jest swobodny manewr przeciwnika siłami i środkami oraz dowolny wybór czasu i miejsca działań bojowych. W przypadku walk o lotnisko efekt „nieprowadzenia działań bojowych” wykluczał jakiekolwiek ofensywne akcje, także na poziomie taktycznym, co pozwoliło przeciwnikowi bez przeszkód przeskrzydlić, a w efekcie okrążyć nowy terminal (część grup szturmowych już w budynku, podejścia do terminala pod ogniem itd.)
- obrona lotniska spoczywała na artylerii, którą wzywano za każdym razem, gdy była taka potrzeba, oraz pancernych grupach bojowych, które wychodziły na pozycje i unieszkodliwiały ogniowe punkty przeciwnika. Siła ognia samych tzw. cyborgów była znikoma. Nigdy nie było to więcej niż 100-120 ludzi rozrzuconych na izolowanych punktach obrony (właściwie posterunkach obserwacyjnych) budynków infrastruktury lotniskowej, zwłaszcza tzw. nowego terminalu (stary terminal był w rękach tzw. separatystów). Zniszczenie i zawalenie się wieży lotniska skutkowało utratą najlepszych w okolicy stanowisk obserwacyjnych, skąd można było naprowadzać ogień własnej artylerii – od tego momentu przewagę w tym względzie mieli tzw. separatyści. Widać tu wyraźnie, że ukraińska artyleria nie ma żadnych możliwości „samodzielnego” prowadzenia i korygowania ognia w strefie taktycznej, np. za pomocą systemów bezzałogowych. Narastanie u przeciwnika sił obrony przeciwpancernej (czołgi, armaty ppanc oraz ppk) także znacząco ograniczały działanie niewielkich grup pancernych (w odległej o 2 km dzielnicy Doniecka Piaski stale do akcji gotowa była grupa bojowa 3-4 czołgów)
- chaos kompetencyjny w dowództwie
Niejednokrotnie za błędy odpowiadali konkretni ludzie z najwyższych szczebli. Tym razem znaczna część winy spada na szefa Sztabu Generalnego gen. Wiktora Mużenkę, który odsunął od dowodzenia kompetentnych oficerów i sam przejął bezpośrednio dowodzenie. Jak zauważył Jurij Butusow w swojej analizie w momencie kontruderzenia z 17 stycznia szef sztabu Mużenko mając pod dowództwem 230-tysięczną armię dowodził zgrupowaniem uderzeniowym o liczebności ok. 500 ludzi. Mużenko przejął zdaniem dziennikarza pełne dowodzenie w rejonie lotniska w dniu 16 stycznia!
Odsunięcie od dowodzenia doświadczonych i zaznajomionych z terenem i siłami oficerów i przejęcie dowodzenia na siebie okazało się katastrofalnym błędem. Notabene rozkazy (właściwie wypadaloby powiedzieć raczej wskazówki) wydawane były w mało sprecyzowany sposób, tylko ustnie, bez uzgodnień z oficerami jednostek.
Warto wspomnieć, że podobnie chciał dowodzić Donald Rumsfeld w pierwszej fazie operacji w Afganistanie. Mimo, że armia USA miała nieporównywalne możliwości techniczne w zakresie dowodzenia i łączności próba dowodzenia z odległości tysięcy kilometrów poszczególnymi plutonami zakończyła się katastrofą.
- pasywność taktyczna
Inicjatywa taktyczna leżała całkowicie w rękach tzw. separatystów – powoli, systematycznie zaciskali oni pierścień wokół nowego terminala, w końcu zupełnie izolując tą placówkę. Wszystko to działo się przy zupełnej bierności sił ATO, które skoncentrowane zostały w Piaskach, ledwo 2 km od lotniska. Sytuacja ta przypominała tragedię z błok-postem nr 32, który został okrążony i zniszczony.
Sił do kontrataku i roszerzenia korytarza Piaski-lotnisko było dość – zabrakło woli. Przy biernej postawie sił ATO tzw. separatyści uchwycili flanki, w efekcie nie tylko zbliżyli się do pozycji cyborgów, ale także mieli pod obserwacją i ostrzałem ewentualne drogi podejścia odsieczy.
Mimo, iż sytuacja taka trwała od wielu dni podjęty 17 stycznia kontratak był totalną improwizacją, źle zaplanowaną i przeprowadzoną akcją, przy nieznajomości sił i środków przeciwnika.
Kontratak na pozycje tzw. separatystów na flankach lotniska wykazał kolejne problemy szczebla taktycznego:
- brak rozpoznania
Mimo, że teoretycznie Siły Zbrojne Ukrainy mają oddziały specjalne oraz rozpoznawcze w strukturze brygad, rozpoznanie jest piętą achillesową ukraińskiej armii. W omawianym tutaj przypadku rozpoznanie spadło na ochotników Prawego Sektora, których pododdziały aktywnie uczestniczyły od dawna w działaniach bojowych w rejonie lotniska (m.in. lekko ranny został Jarosz).
Ciekawa i trudna do zweryfikowania jest informacja, że w rejonie lotniska prowadził rozpoznanie niewielki bezzałogowiec wolontariackiej grupy „Armia SOS”, jednakże dane uzyskane z niego nie były przez sztab generalny brane pod uwagę. Jak pisze Butusow dlatego, że „wolontariusze krytykują Sztab Generalny za niekompetentość”...
- zbyt małe siły uderzeniowe
Pokłosiem przejęcia dowodzenia przez Mużenkę w dzień przed atakiem była nieznajmość sił własnych i przeciwnika, co skutkowało złym doborem sił i środków na poszczególnych odcinkach uderzenia. Jurij Butusow uważa, że nie wybrano pododdziałów do tego predystynowanych (mających duże doświadczenie w walkach w rejonie, a więc znających teren i będących ostrzelanymi na danym odcinku frontu), ale dość przypadkowe pododdziały, wcześniej ze sobą nie współpracujace i nie będące organicznie częścią większych związków taktycznych (dużą ilością niezgranych, nie znających się pododdziałów trudniej się dowodzi). Zadanie przydzielone zostało bez konsultacji z oficerami liniowymi, bez wariantów alternatywnych, bez ustalenia elementarnego współdziałania pomiędzy pododdziałami i ewentualnego zachowania komunikacji w sytuacji zagłuszania łączności środkami WRE. Nie wdając się w szczegóły, warto odnotować, że trudne z punktu widzenia taktycznego zadanie - uderzenie na przyległy do terenu lotniska klasztor – wykonywały nikłe siły – grupa bojowa (kompanijna grupa taktyczna) oparta na 6 kompanii 93 Brygady, ze wsparciem wozów pancernych (8 czołgów i 8 BMP). Pododdziały te nigdy ze sobą nie współdziałały...
- brak współdziałania
Nie zgrywanie ze sobą pododdziałów, ale rzucanie ich do wykonywania trudnych zadań taktycznych w ataku często grozi zupełnym chaosem i brakiem elementarnego współdziałania na polu walki, zwłaszcza w odniesieniu do różnych rodzajów broni (klasycznym przykładem jest współdziałanie czołgów i piechoty, które nie przynosi oczekiwanych skutków jeśli jest improwizowane). To zaowocowało tym, że na kierunku klasztoru ostrzelane przez czołgi i ppk przeciwnika czołgi wycofały się z pola walki pozostawiając osamotnioną piechotę.
- brak rezerw
Brak rezerw, czy odwodów jest problemem na wszystkich szczeblach, jednakże na poziomie taktycznym wynika nie tyle z braku sił i środków, ile raczej z niekompetencji struktur dowodzenia lub po prostu braku elementranej orientacji w sytuacji (brak świadomości sytuacyjnej, orientacji w zmieniajacej się dynamice pola walki, szybkich i celnych decyzji etc.)
- problemy z dowodzeniem na szczeblu taktycznym
Wiele elementów wpływa także na podstawowe problemy jakie maja ukraińskie pododdziały na szczeblu taktycznym. Atak na flankowe pozycje tzw. separatystów – klasztor i przysiółek Spartak - przeprowadzony został chaotycznie, a sukcesy taktyczne nie zostały rozwinięte przez kolejne rzuty (jak wspomniano nie było ani świadomości sytuacyjnej, ani drugiego rzutu, ani rezerw ogólnych). Ze wstępnych analiz wynika, że sukcesem mogły zakończyć się uderzenia zarówno na klasztor, jak i na Spartak, gdyby grupy uderzeniowe nie zostały pozostawione samym sobie – bez jakiegokolwiek wsparcia 6 kompania walczyła o klasztor przez kilka godzin i ostatecznie musiała się wycofać (straty: 3 zabitych, ok. 20 rannych).
Mimo, że klasztor był mocno umocniony i znajdował się na otwartej przestrzeni atak podjęto za dnia, zamiast próbować zająć go w nocy (np. w wyniku operacji o charakterze specjalnym), bądź prowadzić atak za dnia, ale w oparciu o zasłony dymne. Zabrakło wsparcia artylerii – wynikało to z powodów politycznych (generalnie w bitwie znacznie aktywniejsza była artyleria tzw. separatystów, także rakietowa). W efekcie z klasztoru mogli oni bez większych utrudnień prowadzić obserwację i korygować ostrzał np. moździerzy i wyrzutni BM-21 Grad.
Zasadniczym błędem taktycznym było rozproszenie i tak słabych sił i atak na kilku kierunkach – w efekcie nigdzie nie uzyskano sukcesu, mimo że siły przeciwnika na niektórych odcinkach były stosunkowo słabe (brak rozpoznania sił i środków npla)
- słabe wyposażenie (brak termowizorów, nawigacji, łączności)
W tym konkretnym przypadku brak termowizorów i środków nawigacji skutkował zagubieniem się w gęstej, zimowej mgle jednego z pododdziałów na terenie lotniska (płaska przestrzeń, brak środków orientacji, brak nawigacji, niejasne wyznaczenie punktu docelowewgo). Wedle doniesień błąd wyniósł kilkaset metrów (800?) i w efekcie pododdział, który miał za zadanie dotrzeć do „jakieś” tam farmy, „wjechał” na pozycje zajmowane przez separatystów (efekt: wymiana ognia i duże straty). Oficerowie, włącznie z dowódcą batalionu, nie wiedzieli właściwie, gdzie jadą, nawet walczący na terenie lotniska nie mieli pojęcia gdzie znajduje się cel.
Przy okazji warto wspomnieć, że nie prowadzono odpowiedniej „pracy” z mapą, a rozkazy wydawano ustnie, a nie pisemnie (istotne z punktu widzenia np. późniejszego śledztwa). Rozkaz dla kolumny 90 batalionu, żeby jechała do jakieś bliżej niesprecyzowanej farmy, jakoby z własnymi oddziałami, wydał osobiście gen. Mużenko. Skutki wspomnianej akcji z 20 stycznia były opłakane, „zagubiona” kolumna trafiła wprost pod ogień strzelecki i RPG (kilku zabitych, kilku w niewoli [w tym dowódca batalionu], cel nieosiągnięty).
Jedyne czego Ukraińcom nie zabrakło to woli walki oficerów liniowych i żołnierzy. Wraz z nieudanym kontratakiem z 17 stycznia los cyborgów był już przesądzony – izolacja, wysadzenie części terminala i wreszcie atak z wykorzystaniem mgły doprowadził do utraty nowego terminala – zakończyła się epopeja cyborgów, część została zlikwidowana, część zasypana przez zwały wysadzonego terminalu, reszta poddała się tzw. separatystom.
Rejon donieckiego lotniska nadal jest jednak linią frontu...
Marcin Gawęda
sobota, 4 października 2014
14:46 agresja rosji na ukrainę, imperializm, pro-rosyjscy separatyści, prorosyjscy separatyści, rosja, rosyjski faszyzm, wojna, wojna ukraina
1 comment
Doniecki Stalingrad
"Dzień dobry. Naprawdę dobry! Nasze Cyborgi bez poważnych strat, trzymają się. Wczoraj urządzili atakującym kolejny Stalingrad" - napisał w piątek rano na Facebooku niejaki Pasza K., który utrzymuje kontakt z obrońcami lotniska w Doniecku.
W środę i czwartek ukraińskie pozycje były wielokrotnie ostrzeliwane i szturmowane przez tzw. separatystów i rosyjskich żołnierzy. Wszystkie szturmy odparto. Ekspert wojskowy Dmytro Tymczuk poinformował, że separatystyczny batalion Opłot stracił ok. 40 proc. składu osobowego. Sami separatyści potwierdzają te informacje.
Zobacz też: http://www.wykop.pl/link/2184730/szturm-na-donieckie-lotnisko-oczami-separatystow/
Sztab operacji antyterrorystycznej nie poinformował o ofiarach działań separatystów, za to Rada Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony oświadczyła, że zginął 1 wojskowy, a 3 zostało rannych. Obecni na miejscu dziennikarze twierdzą, że liczba ofiar śmiertelnych po stronie ukraińskiej sięga 5.
Tymczasem ONZ przedstawiła ogólne dane dotyczące ofiar konfliktu na Wschodzie. W obwodach ługańskim i donieckim zginęło 3627 osób, a niemal 8,5 tysiąca zostało rannych.
We Wschodniej części Ukrainy już trzykrotnie ogłaszano zawieszenie broni mimo to - według strony ukraińskiej - bojówkarze go nie przestrzegają. Wspierani przez Moskwę separatyści atakują przede wszystkim donieckie lotnisko oraz Debalcewo - ważny węzeł kolejowy.
Relacja rebelianta: zmęczyliśmy się, wynosząc zabitych towarzyszy
Ukraińska Agencja Informacyjna UNIAN cytuje wpis, który się pojawił na jednym z rosyjskich forów internetowych. Autor - rebeliant uczestniczący w walkach o lotnisko - dokładnie relacjonuje sytuację z czwartku 2 października. Opisuje dwa szturmy. W pierwszym, porannym, wzięło udział ok. 400 bojowników z różnych batalionów oraz 60 rosyjskich żołnierzy specnazu. Atakujący otrzymali wsparcie artyleryjskie moździerzy oraz haubic rozlokowanych w Makiejewce. Mieli też do dyspozycji 8 czołgów, kilka transporterów opancerzonych, gąsienicowych i kołowych.
Część bojowników przy wsparciu dwóch czołgów poszła dokonać zwiadu walki. Ich czołgi zostały od razu zniszczone, a resztę nakrył celny ogień artyleryjski i z broni automatycznej. Atak drugiej grupy zakończył się podobnie. Przy tym autor wpisu twierdzi, że ze 130 bojowników przeżyło tylko 14. O godz. 13 przybyli rosyjscy żołnierze z 30 czołgami T-72. Lotnisko zostało nakryte ogniem artyleryjskim i szturmującym Rosjanom udało się początkowo zdobyć stary terminal i częściowo zdobyć nowy. "Ale z nowego terminala nikt nie wrócił" - dodaje autor.
Później Rosjanie zostali wyparci przez Ukraińców z wszystkich zajętych budynków. "Trupów pełno, a Ukropy [tak separatyści nazywają Ukraińców] jeszcze żartują przez krótkofalówki Dokładnej liczby strat nie jestem w stanie wskazać, ale na pewno nie mniej niż 200" - kończy wpis bojownik.
Trudno zweryfikować, czy za tą relacją kryje się rzeczywisty uczestnik walk, ale jego informacje potwierdza Aleksandr Niegriebieckij, deputowany rady miasta Złatoust w obwodzie czelabińskim w Rosji, który pojechał do Doniecka "bronić Rosjan przed faszyzmem". Niegriebieckij udzielił wywiadu rosyjskiej agencji informacyjnej URA.ru pierwszego października.
"Już 8 dzień walczymy [o lotnisko]. Przedwczoraj nas rozstrzeliwali, jak chcieli. Bezmyślne dowództwo nas zostawiło. Przez to ponieśliśmy bardzo duże straty i zmęczyliśmy się, wynosząc swoich towarzyszy" - opowiadał deputowany.
Przy tym przybysz z Uralu okazał się bardzo otwarty. Przyznał, że w jego oddziale 90 proc. składu to Rosjanie.
"Sam jestem w szoku: oni jadą do Rosji, a my przyjeżdżamy tutaj! Oni nie chcą bronić swojej ziemi" - dziwi się Niegriebieckij. Sam jednak nadal zamierza bronić "braci Słowian i ruskich ziem przed faszystami".
Tymczasem w piątek dokonano częściowej rotacji ukraińskich żołnierzy broniących lotnisko. Oprócz Cyborgów, czyli żołnierzy sił powietrznodesantowych, lotniska bronią również ochotnicy z batalionu Prawego Sektora, na linii frontu przebywa z nimi ich lider Dmytro Jarosz.
W piątek po południu okazało się, że bojownicy znów zaatakowali. Tym razem ruszyli do szturmu pod osłoną granatów dymnych. Udało się im zająć część starego terminala. Rzecznik prasowy ATO Władysław Sieliezniow poinformował, że ukraińscy żołnierze kontratakują.
Wcześniej rzecznik prasowy Rady Bezpieczeństwa i Obrony Ukrainy Andrij Łysenko powiadomił o rosyjskich posiłkach i czołgach, artylerii i dronach ściągniętych na pozycje wokół lotniska. Również w okolicy Mariupola ukraiński zwiad zaobserwował pojawienie się nowego rosyjskiego ciężkiego sprzętu i oddziałów przerzuconych z obwodu rostowskiego.
Bój o lotnisko w Doniecku zaczyna przypominać drugi Stalingrad, tyle że dziś atakują Rosjanie. Gdzie indziej może jest rozejm. Tu strzały i eksplozje nie cichną ani na chwilę. Gwałtowne ataki i kontrataki, na gruzach rosnące stosy trupów. I tak będzie nadal, zanim jedna strona nie wymorduje drugiej. Od tej bitwy zbyt dużo zależy.
Już prawie piąty miesiąc armia ukraińska broni donieckiego lotniska, a właściwie gruzów, które z niego zostały po nieustannym ostrzale artyleryjskim ze strony separatystów. W czwartek wieczorem wydawało się, że to już koniec. Rosjanie przeszli do gwałtownego szturmu, zdobywając kilka terminali. Rosyjska telewizja z dumą ogłosiła na cały świat, że już po wszystkim – lotnisko zdobyte.
Szczęście nie trwało długo – kontratak ukraińskiego specnazu po raz kolejny odrzucił separatystów na dawne pozycje. Wycofali się, zostawiając zabitych na polu boju.
„Ale długo tak nie wytrzymamy. Jeśli nie dostaniemy wsparcia, trzeba się będzie wycofać i zniszczyć co się da, przede wszystkim pas startowy” – mówi jeden z żołnierzy 93 Brygady Zmechanizowanej z Kirowogradu. „To nic nie da” – mówi jego kolega. „Zaleją dziury betonem i za tydzień będą mogli stąd normalnie startować”.
To właśnie 93 Brygada specnazu stanowi trzon obrony, wspierana przez czołgi 17 Brygady, desantowców z 79 Brygady i formacje ochotnicze Prawego Sektora. „Dowódca 93 Brygady zapowiedział jednak, że jeśli my się wycofamy, to jego ludzie także” – przyznaje Borisław Bereza z Prawego Sektora.
„Nie dają nam ani chwili spokoju, co się okopiemy, to rozwalają nasze umocnienia z dział” – przyznaje inny obrońca. Ukraińcy mają jednak jeden niezaprzeczalny atut – w ich rękach jest cały labirynt podziemnych przejść i schronów pod lotniskiem. To właśnie dzięki nim potrafią przedostać się na tyły atakujących i zaskoczyć ich w najmniej oczekiwanym miejscu. Z tego powodu separatyści zaczęli ich już nazywać „podziemnymi ukrami” i „cyborgami”.
Ze strategicznego znaczenia lotniska zdają sobie sprawę nawet unijni biurokraci. Jak podała agencja Bloomberg, powołując się na źródła w rządzie Niemiec, jeśli lotnisko zostanie zdobyte, Bruksela zaostrzy sankcje wobec Rosji. Zdobycie tego obiektu może bowiem mieć „nieprzewidziane następstwa” dla losów całej wojny. Dlaczego?
Przede wszystkim dlatego, że po utracie lotniska Ukraińcy mogą zapomnieć o odzyskaniu Doniecka. Z drugiej strony – w rękach Rosjan lotnisko stanie się główną bazą militarną i zaopatrzeniową do ofensywy na resztę kraju. Również lotniczej – na teren kontrolowany przez separatystów wjechały właśnie z Rosji myśliwce z zamalowanymi znakami rozpoznawczymi. Posiadając „własne” lotnictwo separatyści staną się praktycznie nie do pokonania.
Na razie jednak samoloty są bezużyteczne. Moskwa zaczyna się niecierpliwić. „Właśnie wysłali swoim ludziom w Doniecku rozkaz, że lotnisko ma być zdobyte najpóźniej do jutra” – poinformował szef ukraińskiego wywiadu, generał Nikołaj Małomuż. Według niego, szturmem dowodzi obecnie najemnik o pseudonimie „Abchaz”, któremu Moskwa obiecała za zdobycie lotniska milion dolarów. Rzuca on więc do szturmu kolejne oddziały, nie licząc się ze stratami ani wśród najemników, ani wśród separatystów.
W wyniku tego lotnisko przypomina obecnie sceny z Apokalipsy. Na ruinach trupy żołnierzy obu stron. Ukraińcy próbują zabierać swoich pod osłoną wozów bojowych. Twierdzą, że proponowali wstrzymanie ognia, aby separatyści mogli zrobić to samo, ale ich to nie interesuje.
„Ten Abchaz ciągle wchodzi na nasze częstotliwości i próbuje nas straszyć. A to śpiewa hymn Ukrainy, a to grozi, że obetnie nam uszy, a to obiecuje, że wydzieli nam „zielony korytarz”, żebyśmy się mogli wycofać” – mówi jeden z dowódców ukraińskiej obrony.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego Rosjanie tak zaciekle atakują lotnisko. „Chcą w ten odciągnąć jak najwięcej naszych sił z południa kraju, gdzie Putin planuje decydującą ofensywę z Krymu” – ocenia Andrej Łysenko, analityk ukraińskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego. O tym, że taka ofensywa jest nieuchronna pisaliśmy w czwartek w artykule „Putin szykuje potężne uderzenie na południu! Inaczej Krym umrze bez wody, prądu i gazu”
Wiele wskazuje więc, że najbliższe dni mogą być w walkach o lotnisko w Doniecku przełomowe, decydując faktycznie o losach całej wojny na Ukrainie.
Kresy24.pl / newsru.com, Segodnia
źródła:
http://kresy24.pl/56808/od-tej-bitwy-zalezy-los-ukrainy-zadecyduja-najblizsze-dni-reportaz-wideo/
http://wyborcza.pl/1,75477,16748268,Lotnisko_w_Doniecku___ukrainski_Stalingrad.html
http://fakty.interia.pl/raport-zamieszki-na-ukrainie/aktualnosci/news-ukraina-rosjanie-trzy-razy-szturmowali-lotnisko-w-doniecku,nId,1530740
wtorek, 30 września 2014
21:27 agresja rosji na ukrainę, imperializm, pro-rosyjscy separatyści, prorosyjscy separatyści, rosja, rosyjski terroryzm, wojna, wojna ukraina
2 comments
Wróg czai się wszędzie. Rosyjscy terroryści zaatakowali czołgiem kiosk
Zdumieni mieszkańcy Doniecka zachodzą w głowę, jaka idea mogła przyświecać bandytom, którzy znienacka przypuścili atak na kiosk przy przystanku komunikacji miejskiej.
Świadkowie wydarzenia relacjonują, że do czołgowej szarży pod flagami samozwańczej „Donieckiej Republiki Ludowej” doszło w dzielnicy Kujbyszewska przy prospekcie, nomen-omen, im. marszałka Żukowa. Ucierpiał kiosk. Ofiar w ludziach nie było.
źródło: http://kresy24.pl/56676/wrog-czai-sie-wszedzie-terrorysci-zaatakowali-czolgiem-kiosk-foto-fakt/
środa, 30 lipca 2014
19:41 agresja rosji na ukrainę, imperializm, pro-rosyjscy separatyści, prorosyjscy separatyści, rosja, rosyjski faszyzm, rosyjski terroryzm, wojna, wojna ukraina
3 comments
Faszyści z Rosji na Ukrainie
Bez względu na to, jaki będzie jej rząd, Rosja będzie zawsze imperialistyczna. Jest to nawet zasadniczy rys jej charakteru politycznego. Rosja będzie jeszcze długo niebezpieczniejsza niż Niemcy, bo jest mniej obliczalna i mniej zależy od Zachodu." - Józef Piłsudski
AFP / Vasily Maximov Rosyjski terrorysta w Słowiańsku
Hitlerowskie emblematy, bolszewickie hasła, marzenia o budowie euroazjatyckiego imperium - liderzy separatystów na Ukrainie to egzotyczna i często niejednorodna grupa. Czy Władimir Putin faktycznie ma nad nimi całkowitą kontrolę? Kto inspiruje radykałów, i czy to możliwe, że koncepcje czołowego ideologa rosyjskich nacjonalistów, znajdują również poparcie w niektórych kręgach w Polsce?
Rosyjscy politycy, a także wspierani przez nich separatyści twierdzą, że po zmianie władzy Ukrainą kierują faszyści. Straszą nimi w rosyjskich mediach na każdym kroku - najpierw aktywiści Prawego Sektora mieli jechać na Krym gnębić tamtejszych Rosjan, potem rzekomo wybierali się urządzać czystkę etniczną na południowo-wschodniej Ukrainie.
Szczęśliwie nic z tych planów nie wyszło. Ukraińskim ultraprawicowcom popieranym przez "faszystowską juntę z Kijowa" zamiary pokrzyżowała krymska, doniecka, ługańska i jeszcze parę innych grup samoobrony. "Ukraińscy patrioci", których część przyjechała z pomocą z bratniej Rosji, to nie przypadkowi ludzie, ale też nie świetnie wyszkolone czy wyjątkowo zdyscyplinowane "zielone ludziki". To ktoś znacznie gorszy.
Swastyki i gwiazdy Dawida
Winston Churchill kiedyś powiedział, że "przyszli faszyści będą nazywać siebie antyfaszystami". Brytyjski premier miał rację, o czym mieszkańcy Doniecka na własnej skórze mogli się przekonać chociażby 1 marca 2014 r. Wówczas prorosyjscy aktywiści mianowali "narodowym gubernatorem" miasta miejscowego przedsiębiorcę - 31-letniego Pawła Gubariewa. Tego samego, który po aresztowaniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), został niedawno wymieniony na trzech oficerów ukraińskiej jednostki antyterrorystycznej "Alfa", pojmanych przez separatystów w Słowiańsku.
Gubariew to ciekawa postać. W internecie można znaleźć jego zdjęcia sprzed kilku lat. Na jednym z nich pozuje w mundurze z naszywką Rosyjskiej Jedności Narodowej - rosyjskiej neonazistowskiej partii działającej także na Białorusi i Ukrainie (13 maja b.r. białoruski oddział tej organizacji ogłosił, że zbiera ochotników do "prawosławnej armii Donbasu", która rzecz jasna na Ukrainie zamierza walczyć z "faszystami").
Wiadomo też, że po jakimś czasie Gubariew przyłączył się do Progresywnej Socjalistycznej Partii Ukrainy, oskarżanej przez Związek Żydowskich Organizacji i Wspólnot na Ukrainie o propagowanie antysemityzmu. Co ważne, dwaj inni powiązani z partią działacze - Aleksander Charitonow i Aleksander Krawcow - założyli separatystyczną "ługańską gwardię ", której członkowie zajęli budynek SBU w Ługańsku, biorąc przy tym zakładników. To nie koniec.
Zbrojne skrzydło ruchu separatystycznego wydaje się na wskroś przesiąknięte osobami o skrajnie nacjonalistycznych i neonazistowskich poglądach. Na facebookowym profilu Berkutu, którego członkowie na Krymie oraz wschodzie Ukrainy poparli prorosyjskich aktywistów, można znaleźć wiele interesujących grafik i zdjęć. Jeden z opublikowanych kolaży przedstawia Ihora Kołomyjskiego - ukraińskiego biznesmena, prezesa Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej na Ukrainie i obecnego szefa administracja obwodu dniepropietrowskiego - na tle flagi Prawego Sektora, ozdobionego osobliwym połączeniem nazistowskiej i żydowskiej symboliki (np. swastyką w gwieździe Dawida).
Na tym samym profilu można także znaleźć wspólne zdjęcie przywódcy nacjonalistycznej Swobody Ołeha Tiahnyboka, premiera Arsenija Jaceniuka, Jarosław Kaczyńskiego i Witalija Kliczko z podpisem w polskim języku: "Judeo-sataniści wszystkich krajów łączcie się!".
Wilki z SS
Wiele mówiącą symbolikę można odnaleźć również na uniformach noszonych przez kozaków, którzy zdobyli Słowiańsk. Noszą oni trójkolorowe przypinki w kształcie litery "V" z głową wilka, będące oznaczeniem Wilków Tereka - oddziału kozaków wchodzących w skład niemieckich wojsk SS w trakcie II wojny światowej. Jakby było tego mało, na profilach internetowych części separatystów widnieją zdjęcia z nazistowską symboliką lub przedstawiające palenie flagi Izraela.
W tym kontekście nietrudno się dziwić prześladowaniom Romów, które miały miejsce w Słowiańsku. Separatyści bezceremonialnie rabowali ich domy, każąc jednocześnie przedstawicielom tej mniejszości narodowej opuścić miasto. Jak wyjaśnił ludowy mer Wiaczesław Ponomariow w ten sposób zdecydowano się na "wyczyszczenie Słowiańska z narkotyków". Romowie, co do jednego, uciekli z miasta.
Czy to przypadek, że ludzie z ultraprawicowymi poglądami trafili na pierwszą linię frontu jako obrońcy praw mniejszości rosyjskiej na Ukrainie? Odpowiedź na to pytanie musi być negatywna.
Wizjoner euroazjanizmu
Po upadku ZSRR brakuje w Federacji Rosyjskiej ideologii, którą mogłaby się kierować jako państwo. Jej poszukiwania zakończyły się fiaskiem - przynajmniej do czasu dojścia do władzy Władimira Putina. Od tego momentu coraz częściej dało się słyszeć, że Rosja sama w sobie jest unikalną cywilizacją, rządzącą się odmiennymi zasadami od świata Zachodu i Wschodu. Na pierwszy plan stopniowo zaczęła wysuwać się koncepcja euroazjanizmu, stworzona jeszcze w latach 20. XX wieku. Zakłada ona, że Rosja musi istnieć w formie imperium, której przeznaczeniem jest budowa silnego, scentralizowanego państwa, zaś zagrożeniem pozostaje demokracja i wolny rynek.
Tę koncepcje w latach 90. XX w. odnowił rosyjski filozof, politolog, działacz polityczny i obecnie profesor Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa - Aleksander Dugin, który uzupełnił ją o wizję rywalizacji toczonej ze złym Zachodem (Europą i Stanami Zjednoczonymi) a państwem rosyjskim. Jak przewiduje ideolog, to właśnie do sił dobra, czyli Rosjan w tym starciu będzie należeć zwycięstwo. Ta wizja świata nie przeszkadzała naukowcowi w wyrażaniu swojej sympatii względem nazistów i SS, a nawet we wstąpieniu w latach 80. XX w. do organizacji Czarny Zakon SS.
Pomysły Dugina od początku XXI w. cieszą się w Rosji coraz większym poparciem, także w kręgach rosyjskiej władzy. Administracja Putina z przychylnością przyjęła stworzenie przez intelektualistę partii Euroazja (Dugin wcześniej był też jednym z założycieli Partii Narodowo-Bolszewickiej), z którą sympatyzował m.in. Siergiej Głaziew, obecny doradca rosyjskiego prezydenta ds. unii celnej. Z czasem Duginowi udało się nawiązać współpracę z Władimirem Żyrinowskim, a także zostać przewodniczącym sekcji ds. geopolitycznych w Radzie Doradczej Dumy ds. Bezpieczeństwa Narodowego.
W 2004 r., po Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie, filozof powołał do życia Euroazjatycki Związek Młodzieży (EZM) - organizację mającą na celu przeciwdziałanie szerzeniu się zachodnich wartości w Europie Środkowo-Wschodniej oraz Azji Centralnej. Została ona ciepło przyjęta przez koła rządowe, które upatrywały w wydarzeniach na Ukrainie inspirację Zachodu. W efekcie w 2013 r. MSZ FR tuż przy granicy z Ukrainą zorganizowało m.in. "Euroazjatycki obóz młodzieżowy" dla osób z obszaru poradzieckiego.
Jak nietrudno się domyślić Dugin natychmiast poparł aneksję Krymu przez Rosję i już parokrotnie wypowiedział się za rozbiorem Ukrainy, ale dopiero niedawno udało mu się zostać gwiazdą internetu. Stało się to za sprawą opublikowanego w sieci nagrania wideo rozmowy toczonej przez Skype’a z Jekatieriną Gubariewą, żoną "gubernatora" Doniecka i szefową MSZ Donieckiej Republiki Ludowej. W jej trakcie Dugin instruował kobietę co do dalszych działań, jakie powinien podejmować ruch separatystyczny we wschodniej Ukrainie.
Wychodzi więc na to, że Władimir Putin wykorzystuje rosyjskich nacjonalistów jako narzędzie w realizacji swojej polityki zagranicznej, po części przynajmniej inspirowanej koncepcjami ideologicznymi Aleksandra Dugina. Ten fakt jest nie tylko istotny ze względu na retorykę, jaką stosuje Rosja wobec władz ukraińskich. Jednym z elementów strategii euroazjanizmu jest nawiązywanie współpracy ze środowiskami ultraprawicowymi i konserwatywnymi w całej Europie. W tym także w Polsce.
"Jeśli zaatakują Polskę, to zgłaszam akces do kolaboranckiego rządu"
Do niedawna na stronie EZM jako osobę do kontaktu w Polsce można było znaleźć dr. Przemysława Sieradzana, adiunkta w Zakładzie Studiów Pozaeuropejskich Uniwersytetu Gdańskiego, którego najnowsze publikacje pojawiają się m.in. na stronach Europejskiego Centrum Analiz Geostrategicznych (ECAG). O pracownikach tej instytucji - w tym byłym pośle Samoobrony Mateuszu Piskorskim i pracowniku urzędu warszawskiej dzielnicy Bielany Marcinie Domagale - wielokrotnie pisały polskie media w kontekście wycieczek sponsorowanych przez Kreml w charakterze obserwatorów wyborów na Krymie czy gości syryjskiego i libijskiego reżimu.
Do tych rewelacji można dorzucić jeszcze kilka mniej znanych perełek. Jak to, że m.in. Przemysław Sieradzan, Mateusz Piskorski i inny pracownik ECAG Kornel Sawiński (wg notki biograficznej doktorant na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego) w 2008 r., wspólnie z członkami polskiej partii Związek Słowiański, zorganizowali pod ambasadą rosyjską w Warszawie wiec poparcia dla interwencji Rosji w Gruzji. To nie wszystko - ekspertem organizacji, o której dziennikarze "Newsweeka" pisali, że miała kontakty z rosyjskimi służbami, jest chociażby wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
W internecie można znaleźć także screenshoty wypowiedzi na Facebooku z września 2013 r. innego eksperta tego think tanku, Konrada Rękasa i profesora Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach Adama Wielomskiego. Obydwaj związani są z portalem Konserwatyzm.pl, serwisem bliskim m.in. ultranacjonalistycznej organizacji Falanga, która również na łamach swojego własnego portalu chętnie publikuje wywiady z Duninem oraz inne wychwalające jego koncepcje materiały. "Jeśli któregoś kolejnego 17 IX (w ten raczej już nie zdążą) Rosjanie zaatakują Polskę, to zawczasu zgłaszam mój akces do kolaboranckiego rządu na czele którego będzie stał Konrad Rękas" - pisze na Facebooku profesor. Pracownik ECAG odpowiada mu równie wymownie: "Nasi idą :)" oraz "Niestety na razie interweniować mają (Rosjanie - przyp. red.) tylko na Ukrainie. Na NATO jeszcze przyjdzie czas :)".
Kontekst tych wypowiedzi nie jest znany. Wątpliwe też, aby obydwaj panowie już wtedy wiedzieli co się wydarzy w przeciągu roku na Ukrainie, ale jeśli rozumieć je dosłownie oraz brać pod uwagę relacje ECAG z EZM, wówczas powinny one niepokoić. Zwłaszcza, że już wiadomo jakimi metodami Putin wdraża koncepcję euroazjatycką w życie.
Robert Kozicki
___________________________
Słynny dowódca separatystów z Gorłowki "Motorola" (Арсен Павлов z Rostowa, ur. Komi) żeni się (mimo posiadania w Rosji żony) :
AFP / Vasily Maximov Rosyjski terrorysta w Słowiańsku
Hitlerowskie emblematy, bolszewickie hasła, marzenia o budowie euroazjatyckiego imperium - liderzy separatystów na Ukrainie to egzotyczna i często niejednorodna grupa. Czy Władimir Putin faktycznie ma nad nimi całkowitą kontrolę? Kto inspiruje radykałów, i czy to możliwe, że koncepcje czołowego ideologa rosyjskich nacjonalistów, znajdują również poparcie w niektórych kręgach w Polsce?
Rosyjscy politycy, a także wspierani przez nich separatyści twierdzą, że po zmianie władzy Ukrainą kierują faszyści. Straszą nimi w rosyjskich mediach na każdym kroku - najpierw aktywiści Prawego Sektora mieli jechać na Krym gnębić tamtejszych Rosjan, potem rzekomo wybierali się urządzać czystkę etniczną na południowo-wschodniej Ukrainie.
Szczęśliwie nic z tych planów nie wyszło. Ukraińskim ultraprawicowcom popieranym przez "faszystowską juntę z Kijowa" zamiary pokrzyżowała krymska, doniecka, ługańska i jeszcze parę innych grup samoobrony. "Ukraińscy patrioci", których część przyjechała z pomocą z bratniej Rosji, to nie przypadkowi ludzie, ale też nie świetnie wyszkolone czy wyjątkowo zdyscyplinowane "zielone ludziki". To ktoś znacznie gorszy.
Swastyki i gwiazdy Dawida
Winston Churchill kiedyś powiedział, że "przyszli faszyści będą nazywać siebie antyfaszystami". Brytyjski premier miał rację, o czym mieszkańcy Doniecka na własnej skórze mogli się przekonać chociażby 1 marca 2014 r. Wówczas prorosyjscy aktywiści mianowali "narodowym gubernatorem" miasta miejscowego przedsiębiorcę - 31-letniego Pawła Gubariewa. Tego samego, który po aresztowaniu przez Służbę Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU), został niedawno wymieniony na trzech oficerów ukraińskiej jednostki antyterrorystycznej "Alfa", pojmanych przez separatystów w Słowiańsku.
Gubariew to ciekawa postać. W internecie można znaleźć jego zdjęcia sprzed kilku lat. Na jednym z nich pozuje w mundurze z naszywką Rosyjskiej Jedności Narodowej - rosyjskiej neonazistowskiej partii działającej także na Białorusi i Ukrainie (13 maja b.r. białoruski oddział tej organizacji ogłosił, że zbiera ochotników do "prawosławnej armii Donbasu", która rzecz jasna na Ukrainie zamierza walczyć z "faszystami").
Wiadomo też, że po jakimś czasie Gubariew przyłączył się do Progresywnej Socjalistycznej Partii Ukrainy, oskarżanej przez Związek Żydowskich Organizacji i Wspólnot na Ukrainie o propagowanie antysemityzmu. Co ważne, dwaj inni powiązani z partią działacze - Aleksander Charitonow i Aleksander Krawcow - założyli separatystyczną "ługańską gwardię ", której członkowie zajęli budynek SBU w Ługańsku, biorąc przy tym zakładników. To nie koniec.
Zbrojne skrzydło ruchu separatystycznego wydaje się na wskroś przesiąknięte osobami o skrajnie nacjonalistycznych i neonazistowskich poglądach. Na facebookowym profilu Berkutu, którego członkowie na Krymie oraz wschodzie Ukrainy poparli prorosyjskich aktywistów, można znaleźć wiele interesujących grafik i zdjęć. Jeden z opublikowanych kolaży przedstawia Ihora Kołomyjskiego - ukraińskiego biznesmena, prezesa Zjednoczonej Wspólnoty Żydowskiej na Ukrainie i obecnego szefa administracja obwodu dniepropietrowskiego - na tle flagi Prawego Sektora, ozdobionego osobliwym połączeniem nazistowskiej i żydowskiej symboliki (np. swastyką w gwieździe Dawida).
Na tym samym profilu można także znaleźć wspólne zdjęcie przywódcy nacjonalistycznej Swobody Ołeha Tiahnyboka, premiera Arsenija Jaceniuka, Jarosław Kaczyńskiego i Witalija Kliczko z podpisem w polskim języku: "Judeo-sataniści wszystkich krajów łączcie się!".
Wilki z SS
Wiele mówiącą symbolikę można odnaleźć również na uniformach noszonych przez kozaków, którzy zdobyli Słowiańsk. Noszą oni trójkolorowe przypinki w kształcie litery "V" z głową wilka, będące oznaczeniem Wilków Tereka - oddziału kozaków wchodzących w skład niemieckich wojsk SS w trakcie II wojny światowej. Jakby było tego mało, na profilach internetowych części separatystów widnieją zdjęcia z nazistowską symboliką lub przedstawiające palenie flagi Izraela.
W tym kontekście nietrudno się dziwić prześladowaniom Romów, które miały miejsce w Słowiańsku. Separatyści bezceremonialnie rabowali ich domy, każąc jednocześnie przedstawicielom tej mniejszości narodowej opuścić miasto. Jak wyjaśnił ludowy mer Wiaczesław Ponomariow w ten sposób zdecydowano się na "wyczyszczenie Słowiańska z narkotyków". Romowie, co do jednego, uciekli z miasta.
Czy to przypadek, że ludzie z ultraprawicowymi poglądami trafili na pierwszą linię frontu jako obrońcy praw mniejszości rosyjskiej na Ukrainie? Odpowiedź na to pytanie musi być negatywna.
Wizjoner euroazjanizmu
Po upadku ZSRR brakuje w Federacji Rosyjskiej ideologii, którą mogłaby się kierować jako państwo. Jej poszukiwania zakończyły się fiaskiem - przynajmniej do czasu dojścia do władzy Władimira Putina. Od tego momentu coraz częściej dało się słyszeć, że Rosja sama w sobie jest unikalną cywilizacją, rządzącą się odmiennymi zasadami od świata Zachodu i Wschodu. Na pierwszy plan stopniowo zaczęła wysuwać się koncepcja euroazjanizmu, stworzona jeszcze w latach 20. XX wieku. Zakłada ona, że Rosja musi istnieć w formie imperium, której przeznaczeniem jest budowa silnego, scentralizowanego państwa, zaś zagrożeniem pozostaje demokracja i wolny rynek.
Tę koncepcje w latach 90. XX w. odnowił rosyjski filozof, politolog, działacz polityczny i obecnie profesor Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. Łomonosowa - Aleksander Dugin, który uzupełnił ją o wizję rywalizacji toczonej ze złym Zachodem (Europą i Stanami Zjednoczonymi) a państwem rosyjskim. Jak przewiduje ideolog, to właśnie do sił dobra, czyli Rosjan w tym starciu będzie należeć zwycięstwo. Ta wizja świata nie przeszkadzała naukowcowi w wyrażaniu swojej sympatii względem nazistów i SS, a nawet we wstąpieniu w latach 80. XX w. do organizacji Czarny Zakon SS.
Pomysły Dugina od początku XXI w. cieszą się w Rosji coraz większym poparciem, także w kręgach rosyjskiej władzy. Administracja Putina z przychylnością przyjęła stworzenie przez intelektualistę partii Euroazja (Dugin wcześniej był też jednym z założycieli Partii Narodowo-Bolszewickiej), z którą sympatyzował m.in. Siergiej Głaziew, obecny doradca rosyjskiego prezydenta ds. unii celnej. Z czasem Duginowi udało się nawiązać współpracę z Władimirem Żyrinowskim, a także zostać przewodniczącym sekcji ds. geopolitycznych w Radzie Doradczej Dumy ds. Bezpieczeństwa Narodowego.
W 2004 r., po Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie, filozof powołał do życia Euroazjatycki Związek Młodzieży (EZM) - organizację mającą na celu przeciwdziałanie szerzeniu się zachodnich wartości w Europie Środkowo-Wschodniej oraz Azji Centralnej. Została ona ciepło przyjęta przez koła rządowe, które upatrywały w wydarzeniach na Ukrainie inspirację Zachodu. W efekcie w 2013 r. MSZ FR tuż przy granicy z Ukrainą zorganizowało m.in. "Euroazjatycki obóz młodzieżowy" dla osób z obszaru poradzieckiego.
Jak nietrudno się domyślić Dugin natychmiast poparł aneksję Krymu przez Rosję i już parokrotnie wypowiedział się za rozbiorem Ukrainy, ale dopiero niedawno udało mu się zostać gwiazdą internetu. Stało się to za sprawą opublikowanego w sieci nagrania wideo rozmowy toczonej przez Skype’a z Jekatieriną Gubariewą, żoną "gubernatora" Doniecka i szefową MSZ Donieckiej Republiki Ludowej. W jej trakcie Dugin instruował kobietę co do dalszych działań, jakie powinien podejmować ruch separatystyczny we wschodniej Ukrainie.
Wychodzi więc na to, że Władimir Putin wykorzystuje rosyjskich nacjonalistów jako narzędzie w realizacji swojej polityki zagranicznej, po części przynajmniej inspirowanej koncepcjami ideologicznymi Aleksandra Dugina. Ten fakt jest nie tylko istotny ze względu na retorykę, jaką stosuje Rosja wobec władz ukraińskich. Jednym z elementów strategii euroazjanizmu jest nawiązywanie współpracy ze środowiskami ultraprawicowymi i konserwatywnymi w całej Europie. W tym także w Polsce.
"Jeśli zaatakują Polskę, to zgłaszam akces do kolaboranckiego rządu"
Do niedawna na stronie EZM jako osobę do kontaktu w Polsce można było znaleźć dr. Przemysława Sieradzana, adiunkta w Zakładzie Studiów Pozaeuropejskich Uniwersytetu Gdańskiego, którego najnowsze publikacje pojawiają się m.in. na stronach Europejskiego Centrum Analiz Geostrategicznych (ECAG). O pracownikach tej instytucji - w tym byłym pośle Samoobrony Mateuszu Piskorskim i pracowniku urzędu warszawskiej dzielnicy Bielany Marcinie Domagale - wielokrotnie pisały polskie media w kontekście wycieczek sponsorowanych przez Kreml w charakterze obserwatorów wyborów na Krymie czy gości syryjskiego i libijskiego reżimu.
Do tych rewelacji można dorzucić jeszcze kilka mniej znanych perełek. Jak to, że m.in. Przemysław Sieradzan, Mateusz Piskorski i inny pracownik ECAG Kornel Sawiński (wg notki biograficznej doktorant na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego) w 2008 r., wspólnie z członkami polskiej partii Związek Słowiański, zorganizowali pod ambasadą rosyjską w Warszawie wiec poparcia dla interwencji Rosji w Gruzji. To nie wszystko - ekspertem organizacji, o której dziennikarze "Newsweeka" pisali, że miała kontakty z rosyjskimi służbami, jest chociażby wykładowca Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni.
W internecie można znaleźć także screenshoty wypowiedzi na Facebooku z września 2013 r. innego eksperta tego think tanku, Konrada Rękasa i profesora Uniwersytetu Przyrodniczo-Humanistycznego w Siedlcach Adama Wielomskiego. Obydwaj związani są z portalem Konserwatyzm.pl, serwisem bliskim m.in. ultranacjonalistycznej organizacji Falanga, która również na łamach swojego własnego portalu chętnie publikuje wywiady z Duninem oraz inne wychwalające jego koncepcje materiały. "Jeśli któregoś kolejnego 17 IX (w ten raczej już nie zdążą) Rosjanie zaatakują Polskę, to zawczasu zgłaszam mój akces do kolaboranckiego rządu na czele którego będzie stał Konrad Rękas" - pisze na Facebooku profesor. Pracownik ECAG odpowiada mu równie wymownie: "Nasi idą :)" oraz "Niestety na razie interweniować mają (Rosjanie - przyp. red.) tylko na Ukrainie. Na NATO jeszcze przyjdzie czas :)".
Kontekst tych wypowiedzi nie jest znany. Wątpliwe też, aby obydwaj panowie już wtedy wiedzieli co się wydarzy w przeciągu roku na Ukrainie, ale jeśli rozumieć je dosłownie oraz brać pod uwagę relacje ECAG z EZM, wówczas powinny one niepokoić. Zwłaszcza, że już wiadomo jakimi metodami Putin wdraża koncepcję euroazjatycką w życie.
Robert Kozicki
___________________________
Słynny dowódca separatystów z Gorłowki "Motorola" (Арсен Павлов z Rostowa, ur. Komi) żeni się (mimo posiadania w Rosji żony) :
poniedziałek, 21 lipca 2014
21:55 agresja rosji na ukrainę, holandia, imperializm, miedzynarodowa, pro-rosyjscy separatyści, rosja, zestrzelenie malezyjskiego samolotu
1 comment
Holenderskie rozdwojenie jaźni
Premier Holandii Mark Rutte zapowiedział, że jeżeli dostęp do miejsca katastrofy malezyjskiego samolotu na wschodzie Ukrainy będzie nadal blokowany, to "wszystkie polityczne i ekonomiczne opcje" przeciwko Rosji będą brane pod uwagę.
- Jeżeli w najbliższych dniach dostęp do miejsca katastrofy pozostanie niedostatecznie zapewniony, wtedy wszystkie polityczne, gospodarcze i finansowe opcje będą na stole przeciwko tym, którzy bezpośrednio lub pośrednio odpowiadają za to (zestrzelenie samolotu) - powiedział szef rządu, przemawiając w poniedziałek przed holenderskim parlamentem.
Rutte zapewnił deputowanych, że głównym zadaniem jego rządu jest odzyskanie i identyfikacja ciał 193 pasażerów, którzy byli Holendrami. Dlatego oczekuje odpowiedniego wsparcia ze strony Moskwy.
- Jasne jest, że Rosja musi użyć swego wpływu na separatystów, aby sytuacja na ziemi (miejscu katastrofy) uległa poprawie - podkreślił Rutte. Poinformował, że swoje postulaty przekazał prezydentowi Rosji Władimirowi Putinowi.
Szef holenderskiego rządu ma później w trakcie dnia spotkać się z rodzinami ofiar katastrofy malezyjskiego samolotu. W rozmowach ma wziąć też udział para królewska. Agencja Associated Press zwraca uwagę, że najbliżsi ofiar są coraz bardziej zaniepokojeni sposobem, w jaki prorosyjscy bojownicy traktują ciała ich krewnych i znajomych.
W związku z katastrofą pasażerskiego samolotu malezyjskich linii lotniczych do wysłania holenderskich wojsk na teren objętej walkami wschodniej Ukrainy wezwał holenderski żołnierz – chorąży Marcel van Hemert. Działania separatystów na miejscu katastrofy określił jako „brak szacunku, profanację, coś obrzydliwego i kompletnie nie do zaakceptowania".
- To, co się w tej chwili dzieje ze szczątkami ofiar, to dowód braku szacunku, profanacja, coś obrzydliwego i kompletnie nie do zaakceptowania – napisał w liście otwartym do szefowej resortu obrony Holandii jeden z holenderskich żołnierzy Marcel van Hemert. Chorąży holenderskiej armii to bloger i publicysta, który większość swoich wpisów, tak jak i ten dotyczący wysłania holenderskich wojsk na wschodnią Ukrainę zamieszcza na Facebooku.
- Droga Pani Minister, chciałbym prosić, by wpłynęła Pani na premiera Ruttego w celu jak najszybszego wysłania holenderskich żołnierzy na wschodnią Ukrainę, aby - w porozumieniu z uprawnionymi do tego organami - wszelkimi możliwymi środkami przejąć inicjatywę i zapewnić ofiarom to, na co zasługują – czytamy na portalu „gazeta.pl" fragment opublikowanego przez żołnierza listu.
Apel holenderskiego chorążego został dostrzeżony przez media w Holandii, co więcej – zyskał aprobatę opinii publicznej. Jego zdanie zdaje się popierać jeden z najbardziej znanych holenderskich publicystów Rob Hoogland. Według podoficera Marcela van Hemerta holenderskie państwo „przynajmniej tyle może zrobić dla rodaków, którzy zginęli z powodu niekontrolowanego wybuchu walk w tym rejonie".
Przypomnijmy, że kiedy Rosja anektowała Krym - Holandia zwalczała każdą próbę wprowadzenia skutecznych sankcji przeciwko Rosji z uwagi na swoje szerokie biznesy.
Teraz jak do nieba poszło 150 jej obywateli to "dostrzegli" zagrożenie. Pewnie chcieliby wysłać kontyngent wojskowy sami zajmując się w nim aprowizacją.
Holenderskie wojsko pokazało swoją skuteczność w byłej Jugosławii przyglądając się biernie jak Serbowie w Srebrenicy wyrżnęli kilkaset osób.
piątek, 18 lipca 2014
15:57 agresja, miedzynarodowa, pro-rosyjscy separatyści, putin, rosja, rosyjski faszyzm, spoleczenstwo, wojna, wojna ukraina, zestrzelenie malezyjskiego samolotu
4 comments
To my lemingi hodujemy Putlera
Teza, że to nie separatyści ale regularne wojska Putina zestrzeliły malezyjski samolot i przyczyniły się do śmierci blisko 300 osób, oraz że dokładnie wiedzieli co robią, i że to sam Putin wydał rozkaz do dokonania tej straszliwej zbrodni jest niestety bardzo prawdopodobna.
Pomyłka jest wręcz niemożliwa. Każdy wie jak włączyć odpowiednią stronę internetową aby zobaczyć jakie samoloty nad nami przelatują, skąd - dokąd, wraz z numerami lotu. Niemożliwe, że Rosjanie obsługujacy wyrzutnię BUK tego nie wiedzieli. Dzisiaj rano wycofali tą wyrzutnię do Rosji. W Internecie jest filmik na którym widać brakującą rakietę.
Pomyłka jest wręcz niemożliwa. Każdy wie jak włączyć odpowiednią stronę internetową aby zobaczyć jakie samoloty nad nami przelatują, skąd - dokąd, wraz z numerami lotu. Niemożliwe, że Rosjanie obsługujacy wyrzutnię BUK tego nie wiedzieli. Dzisiaj rano wycofali tą wyrzutnię do Rosji. W Internecie jest filmik na którym widać brakującą rakietę.
To nie sam Putin jest za tą zbrodnię odpowiedzialny (nie mówiąc już o jego terrorystach na Ukrainie), ale ci, którzy pozwalają mu na takie poczynania. W pierwszej kolejności Merkel. Potem Hollande i ci przywódcy państw UE, którzy sprzeciwiają się sankcjom przeciwko Rosji.
Nawet po tak strasznej tragedii widzimy jak Merkelowa nie zamierza zmieniać tonu i wzywa do... rozejmu na Ukrainie. To jest jak spluniecie w twarz.
Obama, Cameron siedzą cicho. A to oni w pierwszej kolejności odpowiadają za spuszczenie wściekłego Putlera z łańcucha. Obama ogłosił słynny "reset", który był bezpośrednią zachętą dla rozbudzenia imperialnych zapędów Moskwy.
Kiedy Putin napadł na Ukrainę i anektował Krym to Obama i Cameron nagle zapomnieli, że ich kraje są gwarantem integralności i niepodległości Ukrainy (porozumienie budapesztańskie). A wtedy był czas na stanowcze wyrażenie sprzeciwu wobec Moskwy.
Trzeba zadać sobie pytanie: kto jest dzisiaj odpowiedzialny za politykę podkulania ogona wobec Putlera? Kto z zachodnich przywódców przywdział szaty Chamberlaina i chce przehandlować Ukrainę za mżonki o pokoju w Europie?
Czy tylko politycy są za to odpowiedzialni, że hodują nowego Hitlera, który prawidłowo odczytuje ich niezdecydowanie za przejaw słabości? Czy można być tak głupim, aby się dziwić, że bandyta kopie z buta w drzwi i rozgląda się wokół siebie na ile jeszcze może sobie pozwlić?
Co robi tzw. opinia światowa? Czyli my wszyscy? Zwykli obywatele? - NIC!. Wolimy się bawić - od poniedziałku ciężko przemęczeni po dniach wolnych czekamy na weekend aby móc zalać pałę w klubie i poderwać nową laskę; wolimy ciułać pieniądze aby mieć na zagraniczne wczasy; żyjemy igrzyskami olimpijskimi, albo tym co na Facebooku jakaś koleżanka napisała o paznokciach; komentujemy głupawy filmik z kwejka...
Obama, Cameron siedzą cicho. A to oni w pierwszej kolejności odpowiadają za spuszczenie wściekłego Putlera z łańcucha. Obama ogłosił słynny "reset", który był bezpośrednią zachętą dla rozbudzenia imperialnych zapędów Moskwy.
Kiedy Putin napadł na Ukrainę i anektował Krym to Obama i Cameron nagle zapomnieli, że ich kraje są gwarantem integralności i niepodległości Ukrainy (porozumienie budapesztańskie). A wtedy był czas na stanowcze wyrażenie sprzeciwu wobec Moskwy.
Trzeba zadać sobie pytanie: kto jest dzisiaj odpowiedzialny za politykę podkulania ogona wobec Putlera? Kto z zachodnich przywódców przywdział szaty Chamberlaina i chce przehandlować Ukrainę za mżonki o pokoju w Europie?
Czy tylko politycy są za to odpowiedzialni, że hodują nowego Hitlera, który prawidłowo odczytuje ich niezdecydowanie za przejaw słabości? Czy można być tak głupim, aby się dziwić, że bandyta kopie z buta w drzwi i rozgląda się wokół siebie na ile jeszcze może sobie pozwlić?
Co robi tzw. opinia światowa? Czyli my wszyscy? Zwykli obywatele? - NIC!. Wolimy się bawić - od poniedziałku ciężko przemęczeni po dniach wolnych czekamy na weekend aby móc zalać pałę w klubie i poderwać nową laskę; wolimy ciułać pieniądze aby mieć na zagraniczne wczasy; żyjemy igrzyskami olimpijskimi, albo tym co na Facebooku jakaś koleżanka napisała o paznokciach; komentujemy głupawy filmik z kwejka...
Wyrażamy zdziwienie, zaniepokojenie, dezaprobatę w prywatnej rozmowie albo na interetowym forum. Ale to wszystko na co nas stać.
Niestety wszystcy jesteśmy lemingami, którzy nie zasługują na wolność i bezpieczne życie w dostatku..
Niestety wszystcy jesteśmy lemingami, którzy nie zasługują na wolność i bezpieczne życie w dostatku..











